dwutygodnik internetowy
05.05.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wyparta myśl Kuronia

Według obowiązującej w Polsce ideologii w roku 1989 skończyła się historia – demokracja liberalna i gospodarka wolnorynkowa są zwieńczeniem wielowiekowej walki narodu o wolność.

ilustr.: Marta Zawierucha

​Według obowiązującej w Polsce ideologii w roku 1989 skończyła się historia – demokracja liberalna i gospodarka wolnorynkowa są zwieńczeniem wielowiekowej walki narodu o wolność.

Myśl Kuronia zawsze poszukiwała form działania zarazem wspólnotowego i autonomicznego, form zapewniających wszystkim ludziom realne sprawstwo, moc kształtowania świata. Tak ujęty, światopogląd kuroniowski najsilniej przeciwstawia się dominującemu dziś modelowi indywidualizmu – rywalizacyjnemu, selekcyjnemu, opartemu na wizji konfliktu konkurujących ze sobą jednostkowych interesów.

Ten model stanowi ideologiczną podbudowę kapitalizmu, tworzy bowiem iluzję, wedle której wszelkie formy współpracy, czy szerzej: współistnienia, bycia razem, mogą zaistnieć tylko jako odgórnie ukształtowane przez kapitał i pracodawców, lub zapośredniczone w politycznej reprezentacji i organizacjach tak zwanego trzeciego sektora.

Dlatego Danuta Kuroń w tekście o nieobecności Jacka Kuronia w polskiej przestrzeni publicznej słusznie postawiła mocną tezę: w dzisiejszej Polsce nie mówi się językiem Kuronia, ponieważ jest to język, którego nie sposób uzgodnić z porządkiem neoliberalnym – zarówno w planie społeczno-ekonomicznym (kapitalizmu, pracy najemnej), jak w planie politycznym (demokracji ograniczonej do formuły parlamentarnej reprezentacji)…

Przyjaźń celem wspólnoty

W „Wierze i winie” znajduje się rozdział „Wielkie przewartościowanie – filozofia działania”, który po wielekroć powinni czytać zwłaszcza ci, którzy negują wagę myśli kuroniowskiej, którzy chcieliby ucukrować obraz dobrego, poczciwego Jacka o złotym sercu, wielkiej energii i niepotrzebnych aspiracjach teoretycznych. Kuroń podejmuje tam analizę pracy, wychodząc od pism młodego Marksa. Rozpoczyna od Marksowskiego pojęcia alienacji, wyobcowania pracy„aktywność robotnika to praca najemna, a więc wyalienowana, to znaczy pod obcą komendą i dla obcego celu”. Pracownik występuje wobec pracodawcy wyłącznie jako jednostka, indywiduum, które sprzedaje swoją pracę. Organizacją pracy, określeniem jej celów, koordynacją współdziałania między pojedynczymi pracownikami zajmuje się pracodawca, a raczej kapitał – kapitał, który istnieć może tylko o tyle, o ile istnieje zysk, czyli – wedle Marksa – praca nieopłacona. W ten sposób pracownik czy pracownica są w samym procesie pracy nie u siebie, wyzyskiwani, pozbawieni wpływu i panowania nad jej warunkami. Tak oto dochodzi do oddzielenia pracy od myślenia, pracy od twórczości. Pracownik w pracy pozostaje samotny, choć musi współpracować z innymi: jego praca – i współpraca – przeciwstawiają mu się jako coś obcego, wrogiego. Mówiąc językiem kuroniowskim – dokonuje się oddzielenie aktu tworzenia od przyjaźni, miłości. Skądinąd w PRL praca pozostawała podobnie wyalienowana – tam organizatorem, nadzorcą i właścicielem było państwo, dzisiaj jest nim prywatny pracodawca. Praca wyalienowana oznacza degradację pracownika, jeszcze bardziej degradujący jest brak pracy – wpisane w kapitalistyczny porządek pełne wyobcowanie, skazujące na samotność i zbędność.

Podobnie w planie politycznym – gdzie występujemy jako jednostki, odrębni wyborcy, powołujący w indywidualnie odbywanym akcie głosowania reprezentację – niemożliwe staje się zrealizowanie celu, który już Arystoteles, a myśl Kuronia jest tu zadziwiająco zbieżna, ustanowił jako nadrzędny cel wszelkiej politycznej wspólnoty: przyjaźni.

Marksizm stanowi w myśli Kuronia punkt wyjścia i przedmiot zmagania: koncepcja pracy wyobcowanej, „ta niesłychanie trafna diagnoza, odkrycie najważniejszego być może schorzenia naszej całej epoki, wpędziła jej autora w pułapkę”. Ową pułapką stał się dla marksizmu ekonomistyczny determinizm, prowadzący do przekonania, że „wyalienowana jest cała aktywność człowieka”. Celem Kuronia jest odkrycie, wydobycie tej przestrzeni ludzkiej aktywności, która pozostaje autonomiczna, prawdziwie twórcza, niewyobcowana, a zarazem obronienie jej przed sprywatyzowaniem, zepchnięciem w indywidualizm. Kuroń, uważny czytelnik „O roli jednostki w historii” Plechanowa, nigdy nie ulegnie pokusie myślenia w kategoriach indywidualnego ludzkiego podmiotu, pozahistorycznej esencji człowieczeństwa, stanowiącej residuum wolności.

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.

Przekuć myśli w pracę

Wszystkie praktyczne pomysły Jacka Kuronia: samorząd robotniczy, ruch społeczny, są próbą pomyślenia autonomii tego, co wspólne. Wyrastają z przekonania, że pojednanie myślenia i pracy, a zatem prawdziwa twórczość, możliwe jest tylko w tym, co międzyludzkie, to znaczy w miłości, w przyjaźni. Gdy praca jest ciężarem, gdy zamiast tworzeniem jest niewolą, gdy pracodawca może nam ją odebrać, skazując na otchłań zbędności – wówczas myślenie, całkowicie oderwane od warunków pracy, ulega prywatyzacji – możemy myśleć jedynie w czasie wolnym, o ile mamy na to jeszcze siłę. Taki stan rzeczy niszczy nas, zabija. Zmiana możliwa jest tylko poprzez ruch społeczny, którego „uczestnicy przezwyciężają w swoim życiu w jakimś stopniu przeciwieństwa między społecznym a prywatnym i w związku z tym mogą przezwyciężać, też oczywiście w pewnym stopniu, przeciwieństwo między tworzeniem i współpracą a miłością; między myśleniem a wykonawstwem; między myśleniem i pracą a decyzją itd. Każdy uczestnik ruchu może przezwyciężyć te przeciwieństwa w sobie, a wraz z całym ruchem mogą przezwyciężać je we współpracy społecznej”. Od samorządów robotniczych po koncepcję ruchu społecznego stawką Kuronia jest uzyskanie przez ludzi kontroli nad warunkami własnej pracy, możliwość przekuwania myśli w pracę. III Rzeczpospolita nie tylko nie zrealizowała tego celu, lecz brutalnie uniemożliwiła samo nawet myślenie o nim. Wizja oporowego ruchu społecznego została przechwycona i zdeformowana przez koncepcję organizacji pozarządowych, w których granty, projekty i programy pozwalają być może przynieść ulgę osobom najbardziej pokrzywdzonym, ale całkowicie wpisują się w logikę kapitalizmu. Właśnie dlatego kuroniowski język tak bardzo odstaje od dzisiejszej rzeczywistości – jest to bowiem, jak wyraźnie wskazuje Kuroń w pierwszych akapitach „Wiary i winy”, język buntu podejmowanego w imię całkowicie innego świata.

To nie koniec historii

We współczesnej Polsce myślenie – sprywatyzowane i oddzielone od pracy – zostało poddane bardzo silnej ideologicznej presji. Ideologia, jak wiemy, jest spójnym zespołem przekonań na temat świata, uniemożliwiającym rozpoznanie realnej kondycji i tym samym zapewniającym reprodukcję istniejących form życia społecznego, gospodarczego i politycznego. Dzisiaj panujący system gospodarczy i obowiązujące w nim stosunki pracy są jedynymi możliwymi do pomyślenia. Zabawne, że nasi obecni ideologowie, dumni uczniowie i czytelnicy Czesława Miłosza, którzy powtarzali jak mantrę jego frazę o heglowskim ukąszeniu, sami ostatecznie owego ukąszenia doznali. Wystarczy ich posłuchać, by dostrzec, że u podstaw ich myślenia leży przekonanie (któremu dał wyraz Fukuyama, oni sami zaś nie w pełni są go świadomi), że w 1989 roku w wolnym już państwie polskim skończyła się historia. Demokracja liberalna oraz gospodarka wolnorynkowa stanowić mają zwieńczenie wielowiekowych dążeń narodu polskiego, cel i domknięcie jego dziejów. Odtąd możemy już tylko dokonywać drobnych korekt i opracowywać przypisy. Mamy do czynienia z językiem bezwzględnej afirmacji państwa w jego obecnym kształcie, państwa narodu polskiego – bo to naród walczył o wolność i naród tę wolność wywalczył.

Niedawno prowadziłem ze studentami zajęcia o Marksie. Usłyszałem od nich, że dotąd słowo Marks słyszeli jedynie w zbitce ze Stalinem. Nawet tego związku nikt im nie tłumaczył, nie mówiąc już o jakimkolwiek przedstawieniu propozycji Marksa. Dostawali tylko hasło, na które mieli reagować obrzydzeniem. Dopiero teraz dowiadywali się, jak pracuje myśl Marksa, jakie są jej rozpoznania i stawki. I ze zdziwieniem zauważyli, że oto po raz pierwszy dostali narzędzia pozwalające im opowiedzieć własne doświadczenia. Że dzięki tym narzędziom mogą zrozumieć swoje położenie, podczas gdy przez dwanaście lat edukacji szkolnej wpajano im język, który miał się nijak do warunków ich życia. Oficjalny język szkoły, mediów i polityki utrwala prywatyzację myślenia, a nawet więcej – myślenie uniemożliwia. Co ciekawe, mało kto go przyjmuje – nikt nie wierzy w to, co się mówi w szkole, bo pustka tego języka jest oczywista. Problem w tym, że nie ma dostępu do języka, którym ludzie mogliby wyrazić swoją kondycję.

W 1980 roku Marcel Łoziński nakręcił przejmujący film „Próba mikrofonu”. Bohater, prowadzący radiowęzeł w fabryce kosmetyków „Pollena”, pyta pracownice, czy czują się gospodyniami w swoim zakładzie pracy. Dzisiaj nie sposób postawić tego pytania. Nikt, w żadnym miejscu pracy nie zapyta pracowników czy pracownic, czy czują się tam gospodarzami. Paradoksalnie takie pytanie można było zadać w PRL-u. Dzisiaj byłoby ono tylko śmieszne.