dwutygodnik internetowy
07.03.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wyklęci przez los

Wojna i następujący tuż po niej chaos wiąże się zawsze z rozluźnieniem bądź nawet zakwestionowaniem wszelkich norm moralnych. Największy dar i tajemnica Stwórcy – ludzkie życie – tanieje i gubi znaczenie. To, po której stronie się ktoś znajduje: ofiar czy katów, bywa często sprawą przypadku.

ilustr.: Zuzanna Wicha

Gdybym za pomocą jednego zdania miał opisać własne odczucia związane z budową przez nasze elity polityczne i intelektualne mitu żołnierzy wyklętych wraz z kulminacyjnymi obchodami Narodowego Dnia Pamięci, wybrałbym fragment z poruszającego testamentu poetyckiego Edwarda Stachury „Do pozostałych”.

Powszechna moda na postacie, wokół których zogniskował się cały dramat dwudziestowiecznej epoki pogardy, coraz bardziej przypomina „gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami”. Zamiast poważnej refleksji nad nie tylko polskimi, ale również środkowoeuropejskimi i ogólnoludzkimi dziejami prowadzącymi do tragedii, jaka dotknęła żyjących na progu zakończenia największej do tej pory traumy w dziejach człowieczeństwa – II wojny światowej i narodzin porządku jałtańskiego, mamy do czynienia z krzykliwą i wybitnie propagandową narracją nie tolerującą żadnych półcieni, wielości i niejednoznaczności losów oraz ludzkich wyborów. Ahistoryczna i antyhumanistyczna pedagogika heroizmu, używana jako narzędzie do tworzenia nowej świadomości społecznej, nakłada anatemę na dostrzeganie wszelkich wątpliwości i próby zobiektywizowanej oceny ludzi i czasów, w których radykalne zło mieszało się z bohaterskim oddaniem, bezgraniczna odwaga i poświęcenie dla innych ze zwykłym strachem o własne życie, solidarność z podłością, a ślepa żądza zemsty ze szlachetnymi gestami wielkoduszności. Porażające memento wydarzeń sprzed prawie siedemdziesięciu lat zasługuje na coś więcej niż niedojrzałą instrumentalizację w ramach państwowej polityki historycznej, na coś więcej niż gadżetową komercjalizację w postaci bluz, koszulek i „zestawów małego żołnierza wyklętego” dołączanych do dvd ze spektaklem o „Ince”.

Wojna i następujący tuż po niej chaos wiąże się zawsze z rozluźnieniem bądź nawet zakwestionowaniem wszelkich norm moralnych. Największy dar i tajemnica Stwórcy – ludzkie życie – tanieje i gubi znaczenie. To, po której stronie się ktoś znajduje: ofiar czy katów, bywa często sprawą przypadku, zwykłego znalezienia się w danym momencie w dobrym bądź złym miejscu. To jest właśnie najbardziej przerażające w czasach pogardy i szalejących na świecie zła oraz nienawiści. Nikt nie zna wtedy „dnia i godziny”, tego, czy po najbliższej nocy nastąpi poranek, a spotkanie z bliskimi nie jest ostatnim. Bywają oczywiście postaci heroiczne: Sophie Scholl, Irena Sendler, święci Grzegorz Peradze i Maksymilian Kolbe oddający życie za współwięźniów kacetów. Odwiecznym, granicznym pytaniem (nie mającym jednak nic wspólnego z łatwym dezawuowaniem ich bohaterstwa) pozostanie jednak to, czy nawet ci wielcy wybierali swój los, próbowali dokonywać nawet nieświadomych kalkulacji lub planów. Wie to tylko Ten, który już ich do siebie przyjął i nagrodził, pomimo iż sami tej nagrody nie oczekiwali.

Czy tym bardziej los komiksowo–memowej „panny wyklętej” wieszczącej z Facebooka lub wlepek w środkach komunikacji miejskiej „śmierć zdrajcom Ojczyzny” wybrała nastolatka Danuta Siedzikówna? Wystarczyła może odrobinę inna sekwencja zdarzeń i w 1943 roku znalazłaby się ze swoim ojcem oraz Polakami repatriowanymi z ZSRR w Iranie? Być może w 1946 roku piłaby mocną herbatę z kardamonem pod Meczetem Piątkowym w Isfahanie? Może nawet wyszłaby za Persa, przyjęła islam, a ich syn, czujący się Irańczykiem, demonstrowałby przeciwko rządom szacha Rezy Pahlaviego na ulicach Teheranu pod koniec 1978 roku? Czy Józef Kuraś, późniejszy „Ogień”, popadłby w spiralę zemsty, gdyby pechowego dnia jeden z górali nie zdradził Niemcom, w którym domu mieszka jego rodzina? Czy gdyby nie wyrok śmierci wydany przez AK wstąpiłby do Batalionów Chłopskich, a potem do UB, i wysyłał swoich ziomków na Syberię? A może Romuald Bury, późniejszy „Rajs”, przedostałby się po wrześniu 1939 roku na Węgry i w 1942 roku zmarł na tyfus w jednym z obozów dla polskich uchodźców? Może młody Litwin Linas, zabity przez oddział „Łupaszki” w Dubinkach w czerwcu 1944 roku, jeszcze pod koniec 1938 roku wypłynąłby z Gdyni do Brazylii, a w okolicach Kurytyby poznałby w 1943 roku Janinę z Tarnowa i miał z nią dwójkę dzieci, z których jedno na początku lat 70. włączyłoby się w lewicową partyzantkę walczącą z rządami junty wojskowej? A gdyby zamordowany przez oddział NZW w 1947 roku osiemnastoletni Tadeusz, biorący ziemię z reformy rolnej, dwa lata później rzucił gospodarstwo, pojechał na Ziemie Odzyskane, skończyłby zawodówkę i technikum maszynowe, poszedł na Politechnikę Wrocławską, a w 1980 roku współzakładał „Solidarność” w Pafawagu?

O wyborach ludzi, których współczesna prawicowa polityka historyczna wrzuca do jednego worka „żołnierzy wyklętych”, oraz poległych z ich ręki decydowały często takie zwykłe przypadki. Kontakty towarzyskie, miejsce zamieszkania, losy najbliższych w czasie wojny, pochodzenie klasowe czy w końcu działania innych, w danym momencie decydujących o ich przeznaczeniu. Wielu z nich po wojennej skazie nie umiało już żyć w świecie prostych i oczywistych codziennych spraw.

Chciałbym kiedyś doczekać spokojnej i dojrzałej refleksji o tych skomplikowanych powojennych losach, o tajemnicy ludzkiej wielkości i nikczemności. O zbrodniach, o których nie chcemy pamiętać, psujących nam dobre samopoczucie i nasze nieskalane mity, ale i o wszystkich, którzy w epoce pogardy zachowali swoje człowieczeństwo, przejmując się Chrystusowym ostrzeżeniem: „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”.