dwutygodnik internetowy
30.01.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wyjątkowa rocznica

W Hawanie tegoroczne obchody Dnia Wyzwolenia miały szczególny charakter. Zabrakło wśród nich legendarnego El Comendante. Tysiące zwykłych Kubańczyków przeszły przed trybuną honorową, a pochód otwierał wielki napis „Jesteśmy Fidelem”.

Plac Rewolucji w Hawanie

Plac Rewolucji w Hawanie

Kubańczycy nie obchodzą hucznie Nowego Roku. Mimo to pierwszy stycznia jest świętem narodowym, Dniem Wyzwolenia ustanowionym z okazji zakończenia rewolucji kubańskiej. Na samym początku 1959 roku oddziały komunistyczne opanowały Santiago de Cuba. Ówczesny dyktator Fulgencio Batista uciekł samolotem na sąsiednią Dominikanę, nie zapomniawszy przy tym wziąć ze sobą majątku szacowanego na kilkaset milionów dolarów. Władzę przejął trzydziestojednoletni adwokat, przywódca partyzantów, Fidel Castro. Na zachodniej półkuli powstało pierwsze komunistyczne państwo oddalone zaledwie o 150 kilometrów od wybrzeża Stanów Zjednoczonych.

Pod koniec każdego roku na wyspie zaczynają się przygotowania do obchodów kolejnej rocznicy rewolucji. Okolicznościowe plakaty i napisy pojawiają się na elewacjach kamienic oraz w witrynach sklepowych w całym kraju. Miałem okazję przekonać się o tym w Matanzas, położonym 90 kilometrów na wschód od stolicy, gdzie pożegnałem rok 2013. Nowy Rok przywitano zaskakująco cicho. Na rynku nie zebrał się tłum, nie grano koncertów, a o północy nikt nie wyszedł na ulice na pokaz sztucznych ogni. Obchody rozpoczęły się następnego dnia. Telewizja transmitowała paradę świąteczną z Hawany. Uroczystościom przewodził Raul Castro, młodszy brat Fidela, który od 2008 roku pełni obowiązki głowy państwa. Występy artystyczne, patriotyczne przemówienia, przedstawienia dzieci i młodzieży – corocznym tradycjom stało się zadość. Z Santiago de Cuba wyruszyła do stolicy Karawana Wolności, przemierzając ten sam szlak, który komunistyczne oddziały pokonały podczas rewolucji.

Polaquito

Polaquito

Tym, co od razu przyciąga uwagę na Kubie, są puste drogi oraz stare amerykańskie samochody z lat 50. Czasami można zobaczyć też maluchy zwane pieszczotliwie „polaquitos”. Nowoczesne auta produkcji japońskiej bądź europejskiej są przeważnie wypożyczane turystom, których rocznie przyjeżdżają ponad trzy miliony (Na Kubie na tysiąc mieszkańców przypada 38 samochodów, w Polsce jest to średnio 537, a w USA 797.). Obcokrajowcy zwracają również uwagę na setki flag państwowych oraz tych czerwono-czarnych – upamiętniających Ruch 26 Lipca, organizację komunistyczną z lat 50. i 60. (nazwa pochodzi od dnia nieudanego ataku na koszary Moncada w Santiago de Cuba w 1953 roku). Wyspa wciąż żyje rewolucją, najważniejszym – według władz – wydarzeniem w najnowszej historii państwa. Widać to między innymi po licznych poświęconych mu muzeach, z których największe znajduje się w stolicy kraju w dawnym Pałacu Prezydenckim.

Narracja wystawy w Muzeum Rewolucji w Hawanie jest dość prosta. W czasach dyktatury Batisty dola kubańskiego robotnika i chłopa  była bardzo ciężka. W kraju panowała bieda, ucisk społeczny, a dobrze żyło się tylko przestępcom i skorumpowanym politykom. Ci, którzy głośno protestowali, byli więzieni i w okrutny sposób torturowani. Widząc to bezprawie, bracia Fidel i Raul Castro wraz ze swoimi współpracownikami Ernesto Che Guevarą i Camilo Cienfuegos’em zdecydowali się walczyć o sprawiedliwość społeczną. Kiedy komuniści doszli do władzy, postanowili od razu ulżyć „prostemu ludowi”. W kraju przeprowadzono reformę rolną, w wyniku której znacjonalizowano większe gospodarstwa. Rozpoczęła się także walka z analfabetyzmem. W 1961 roku szkoły zostały zamknięte na osiem miesięcy, aby sto tysięcy nauczycieli i studentów mogło nauczyć milion obywateli czytać i pisać. Cztery lata później odsetek dzieci chodzących do szkoły przewyższał średnią Ameryki Łacińskiej o 50 procent. Wystawa pokazuje też wielkie sukcesy, jakie odniosła służba zdrowia, dzięki której średnia długość życia w 1985 roku wzrosła do 75 lat (dla porównania w 1959 roku wynosiła 55 lat). Kilka lat późnej tę ciężką pracę chcieli zniszczyć Amerykanie, którzy zaatakowali w Zatoce Świń, jednak przywódcy kubańscy nie dali się zaskoczyć i dzielnie odparli podstępnych Jankesów. Komunizm na wyspie zwyciężył i mógł dokończyć dobre zmiany w kraju.

Jacht Granma

Jacht Granma

Najważniejszy eksponat muzeum – jacht „Granma”, na którym 84 partyzantów komunistycznych przypłynęło na wyspę pod koniec 1956 roku – znajduje się przed głównym wejściem. Dziś ten symbol rozpoczęcia rewolucji jest pilnie strzeżony przez żołnierzy, a zwykły turysta może zbliżyć się do niego jedynie na odległość kilkunastu metrów. Imię jachtu nosi jedna z prowincji na południu wyspy, a także oficjalna gazeta Komunistycznej Partii Kuby. Drugi grudnia, rocznica lądowania pierwszego oddziału, jest uroczyście obchodzony jako Dzień Kubańskich Sił Zbrojnych. Z tej okazji ulicami Hawany przechodzi defilada wojskowa. W ubiegłym roku jej charakter miał być wyjątkowy z okazji okrągłej, sześćdziesiątej rocznicy rozpoczęcia walk. Wojskowi zostali jednak w domach z powodu żałoby ogłoszonej po śmierci Fidela Castro.

Rewolucja kubańska i przejęcie władzy przez komunistów miała jeszcze jeden skutek uboczny. W jej wyniku zaczęła się masowa emigracja do Stanów Zjednoczonych, wynikająca z przyczyn ekonomicznych bądź politycznych. Dzisiaj na samej tylko Florydzie mieszka blisko milion Kubańczyków, dla których rewolucja jest wydarzeniem tragicznym. Nic dziwnego, że kiedy umarł Castro, a Hawana pogrążyła się w żałobie, w Miami wybuchła radość. Latynoskie media w Stanach Zjednoczonych opisywały euforię, jaka ogarnęła diasporę kubańską po śmierci znienawidzonego dyktatora. Właściciele sklepów długo czekali na tę chwilę. Wreszcie mogli wystawić na ladę specjalny asortyment, który od kilku lat zapełniał magazyny: butelki z etykietami „Otworzyć w wypadku śmierci Fidela”, koszulki z nadrukiem „Zdechł pies – skończyła się wścieklizna”. Wszystko rozeszło się błyskawicznie. Tłum śpiewał i tańczył na ulicach do późnych godzin nocnych. Emigranci postrzegali Castro jako tego, który zmusił ich do wyjazdu, uwięził krewnych i przyjaciół. Dla nich normalne życie zaczęło się wtedy, kiedy opuścili wyspę.

55. rocznica rocznica rewolucji

55. rocznica rocznica rewolucji

W Hawanie tegoroczne obchody Dnia Wyzwolenia miały szczególny charakter. Zabrakło wśród nich legendarnego „El Comendante”. Uroczystości odbywały się przez dwa dni. Pierwszego miały miejsce występy artystyczne i imprezy sportowe, natomiast drugiego stycznia na hawańskim Placu Rewolucji odbyła się wojskowa defilada. Najpierw pojawiły się historyczne oddziały kawalerii, po czym zebrani mogli zobaczyć replikę słynnego jachtu „Granma”, ciągniętą na specjalnej lawecie i otoczoną przez setki pionierów. Nie zabrakło rekonstruktorów oddziałów komunistycznych oraz żołnierzy i marynarzy regularnej armii. Na końcu tysiące zwykłych Kubańczyków przeszły przed trybuną honorową. Pochód otwierał wielki napis „Jesteśmy Fidelem”. Za nim poruszało się morze biało-niebiesko-czerwonych flag. Większość Kubańczyków nie pamięta swojego kraju bez Fidela Castro. Teraz muszą się przyzwyczaić do braku charyzmatycznego przywódcy słynącego ze świetnego kontaktu z obywatelami oraz płomiennych i porywających przemówień.

Oficjalnie w kraju nie ma kultu jednostki. Tylko kilka razy dostrzegłem portret „El Comendante”, trochę częściej jego brata Raula, który jest oficjalną głową państwa. Na ulicach miast najwięcej widać podobizny wspomnianych wcześniej Ernesto Che Guevary i Camilo Cienfuegos’a (zawsze przedstawianego z długą brodą i w kapeluszu). Obaj zginęli krótko po zakończeniu rewolucji. Dziś breloczki, T-shirty oraz inne pamiątki z wizerunkiem Che Guevary można kupić praktycznie wszędzie. Na ironię losu zakrawa fakt, że podobizna komunistycznego rewolucjonisty jest wykorzystywana w sposób czysto kapitalistyczny. W górach Sierra Madre turyści mogą zwiedzać także kryjówkę partyzantów. Żeby robić zdjęcia, trzeba wykupić specjalne pozwolenie. Kiedy nie chciałem tego zrobić w biurze, przewodnik spytał, czy nie chcę jemu zapłacić połowy ceny. Nawet matecznik rewolucji został opanowany przez najgorszy, skorumpowany kapitalizm.

Kubańscy bohaterzy – Mella, Cienfugos, Che Guevara

Kubańscy bohaterzy – Mella, Cienfugos, Che Guevara

 

Nie trzeba być ekonomistą, żeby zobaczyć, że sytuacja gospodarcza wyspy nie jest zbyt dobra, chociaż uległa znacznej poprawie od czasów kryzysu z lat 90. Wciąż jednak niewiele da się kupić w sklepach, gdzie płaci się walutą krajową „peso nacional”. Z drugiej strony wszystko można dostać za „peso convertible”, którego kurs wynosi 1:1 do dolara. Nie zmienia to jednak faktu, że artykuły luksusowe są trudno dostępne dla przeciętnego Kubańczyka, bowiem średnia pensja wynosi zaledwie 25 dolarów miesięcznie. Wprawdzie wszyscy obywatele wyspy mają dostęp do darmowej służby zdrowia i edukacji, ale i tak większość Kubańczyków ma jeszcze jakiś inny nieoficjalny dochód, nieuwzględniany w oficjalnych statystykach. Na pewno nadzieją dla kubańskiej gospodarki jest turystyka, która generuje ponad 10 procent PKB wyspy i ciągnie rośnie.

Jak będzie wyglądała Kuba bez Fidela za dziesięć czy dwadzieścia lat, kiedy nowe pokolenie przywódców obejmie władzę? Ciężko sobie wyobrazić całkowite otwarcie komunistycznego rządu na Zachód, szczególnie na Stany Zjednoczone, bowiem bardzo szybko Amerykanie, a zwłaszcza diaspora kubańska rozpoczęliby masowe inwestycje, pozbawiając rządzących realnej władzy. Bardziej prawdopodobne są reformy na wzór chiński czy wietnamski. Komunizm utrzyma się jako oficjalna ideologia, ale gospodarka nabierze charakteru wolnorynkowego. Ten proces jest już widoczny. Od kilku miesięcy umożliwiono zakładanie własnej działalności gospodarczej. Należy jednak pamiętać, że reformy ekonomiczne nie muszą wcale iść w parze z przemianami demokratycznymi.

***

Autorem wszystkich zdjęć jest Piotr Kruze.

Batista ucieka

Batista ucieka