dwutygodnik internetowy
22.05.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wydarzenie obowiązkowe

XI Festiwal „Nowego Obywatela” w jednej scenie? Niedzielne popołudnie, debata o przyszłości polskiej lewicy. W środku gorącej wymiany zdań piesek Anny Grodzkiej wchodzi na podium i zbliża się do jej krzesła. Moderator, Krzysztof Wołodźko, rzuca natychmiast: „Witamy kolejnego panelistę!”.

plakat

Festiwal odbył się w Krakowie w Spółdzielni „Ogniwo”. Liczba osób uczestniczących w imprezie wahała się od około dwudziestu (w sobotę i niedzielę rano) do blisko stu (w sobotni wieczór i w niedzielne popołudnie). Koszt wydarzenia pokryto z dobrowolnych składek, zbieranych przez kilka miesięcy przed majowym terminem; to podobny model finansowania jak w wypadku czasopisma „Nowy Obywatel”, które utrzymuje się m.in. z darowizn i z wpłat prenumeratorów. Wstęp na sam festiwal był darmowy.

Impreza stanowiła okazję do spotkania szeregu panelistek i panelistów z bardzo wielu środowisk i instytucji związanych z działalnością społeczną i myślą lewicową – od samego „Nowego Obywatela”, przez Polską Sieć Dochodu Podstawowego, Ośrodek Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a, Wolne Miasto Warszawa, Greenpeace Polska, Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej, OZZ „Inicjatywa Pracownicza”, Pogotowie Niebieska Linia, Stowarzyszenie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Społecznego Społeczeństwo „FAIR”, Polskę Społeczną i Komisję Młodych OPZZ, aż po Partię Razem, Ruch Sprawiedliwości Społecznej i Partię Zieloni. Przyjechali również przedstawiciele i przedstawicielki mediów i środowisk katolickich: Wspólnoty Sant’Egidio, „Tygodnika Powszechnego”, serwisu Deon.pl, „Kontaktu”. Dość licznie reprezentowany był świat naukowy, a ponadto zaproszenie organizatorów przyjęli paneliści z prawej strony sceny ideowej: z Klubu Jagiellońskiego, z tygodnika „W Sieci” i portalu wPolityce.pl, wreszcie z miesięcznika „Nowa Konfederacja”. W dyskusjach uczestniczyły też osoby niewystępujące pod znakiem określonych grup lub instytucji: Natalia Fiedorczuk-Cieślak, Barbara Fedyszak-Radziejowska i Ryszard Bugaj. Dzięki temu festiwal był zarówno zjazdem twórców i sympatyków „Nowego Obywatela”, jak też miejscem zetknięcia się różnorodnych wizji sprawiedliwości społecznej.

W debatach, które składały się na trzon festiwalowego programu, uczestniczyła niemal identyczna liczba mężczyzn i kobiet. Nie zaplanowano też ani jednego panelu ściśle męskiego, a do udziału w dyskusji „Kobiety, kapitalizm, polityka” zaproszono wyłącznie panelistki. Zwracam na to uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze, działania na rzecz wzmocnienia pozycji kobiet w przestrzeni publicznej to dla mnie prosta konsekwencja etosu lewicowego oraz chrześcijańskiego przekonania o równości wszystkich ludzi. Po drugie, chociaż „Nowy Obywatel” zajmuje się głównie problematyką społeczno-gospodarczą, to jednak nie przeszkodziło to organizatorom świetnie zdać testu na różnorodność w wymiarze płciowym. Dla mnie samego szczególne znaczenie miała tutaj obecność Anny Grodzkiej – kobiety, która w poprzedniej kadencji parlamentarnej uczyniła niezwykle dużo, by zwiększyć społeczną widoczność osób transseksualnych, oraz odznaczyła się rzetelną pracą, merytorycznym podejściem do spraw politycznych i nadzwyczajną kulturą osobistą (a zachowanie tej ostatniej w obliczu brutalnych ataków nie mogło być łatwe).

*

Festiwalowe dyskusje dotyczyły zagadnień niewątpliwie ważnych dla ludzi lewicy: bezwarunkowego dochodu podstawowego, zawodności państwa polskiego po 1989 roku, położenia kobiet w świecie polityki splecionej ze współczesną gospodarką kapitalistyczną, programu 500+, powodów klęski rodzimej lewicy w zmaganiach o pamięć i tożsamość, sukcesów i porażek Trzeciej Rzeczypospolitej, chrześcijaństwa wrażliwego społecznie i wreszcie przyszłości lewicy w naszym kraju. Z wszystkich debat, których wysłuchałem (ominęły mnie dwie: „Powszechny dochód gwarantowany” oraz „Kobiety, kapitalizm, polityka”), najwyżej oceniam tę o blaskach i cieniach III RP. Bartłomiej Radziejewski, Barbara Fedyszak-Radziejowska i Jan Sowa mówili konkretnie, nadawali wypowiedziom przejrzystą strukturę, przywoływali dane statystyczne i historyczne ciekawostki. Trzy z tych ostatnich przytoczę dla ilustracji:

• Układ sił na przełomie lat 80. i 90. był taki, że alternatywnym projektom transformacji bardzo trudno byłoby się przebić. Na przykład „Gazeta Wyborcza” odrzuciła przedstawiający jedną z takich propozycji tekst Vaclava Klausa (Radziejewski).

• Według badań Jadwigi Staniszkis w III RP na dobrych stanowiskach znalazła się zdecydowana większość wyższych urzędników PRL, od sekretarza zakładowego w górę (Sowa).

• Po 1989 roku w mediach mieszkańców polskiej wsi bardzo długo traktowano w uwłaczający sposób. Jeszcze w roku 2008 w „Polityce” Cezary Łazarewicz w artykule Chłopom już dziękujemy pisał, że „polska wieś jest niechętna wszystkim społecznym przemianom, nieufna wobec władzy i domaga się przywilejów”. Cytował również lub parafrazował wypowiedzi eksperckie: „To balast, którego powinniśmy starać się jak najszybciej pozbyć […]. To tykająca bomba społeczna”; „od lat quasi-chłop jest wielkim hamulcowym. Spowalnia modernizację kraju, blokuje wszystkie reformy i konieczne przemiany w rolnictwie” (Fedyszak-Radziejowska).

Żywej dyskusji – cały czas jednak kulturalnej – sprzyjało to, że paneliści niekiedy ze sobą polemizowali (chociażby wtedy, gdy Sowa mówił, że dopłaty dla rolników w Unii Europejskiej przyczyniają się do głodu w Afryce, Azji i Ameryce Południowej, a Fedyszak-Radziejowska replikowała, iż Staremu Kontynentowi potrzebne jest bezpieczeństwo żywnościowe). Zgodni byli jednak co do krytycznej oceny polskiej transformacji. Do najbardziej interesujących momentów rozmowy należała zaś końcówka, w której odpowiadano na pytanie Tomasza Sawczuka o ewentualne powody do optymizmu. Fedyszak-Radziejowska podkreśliła istnienie zróżnicowanych elit i partii zmieniających się przy władzy, uznała też, że po kilkudziesięciu latach PRL i po wcześniejszych zawirowaniach historycznych nasze państwo wcale nie jest tak fatalne. Radziejewski zaś zwrócił uwagę na drgania systemu światowego, które mogą być dla naszego kraju zarówno zagrożeniem, jak i szansą. Wspomniał o wzrastającej roli Chin, w tym o Nowym Jedwabnym Szlaku, który z powodów geograficznych może przynieść Polsce sposobność do rozwoju.

*

W panelu „Państwo, które zawiodło” porządkującą rolę odegrała wypowiedź Piotra Trudnowskiego wyróżniająca kilka narracji o klęsce państwa: instytucjonalną, elitarną i antyelitarną. Pierwszą z nich reprezentuje np. Paweł Kukiz, który próbuje szukać recepty na niedomagania III RP w zmianie instytucji politycznych. Drugą narrację, mówiącą o słabości ludu, tworzyli m.in. politycy Unii Wolności, a obecnie w przeobrażonej postaci („państwo jest w porządku, jeśli mnie umożliwiło sukces zawodowy i życiowy”) można ją dostrzec w środowisku Komitetu Obrony Demokracji lub wśród zwolenników Nowoczesnej. Zdaniem Trudnowskiego obie te opowieści, podobnie jak opowieść antyelitarna, są fałszywe; odpowiedzialny jest zarówno lub, jak i elity, choć te ostatnie bardziej. W formie bon motu podobną myśl przedstawił Jan Śpiewak, mówiąc o panelistach i publiczności: „To polska inteligencja jest największym problemem tego kraju, a więc to my nim jesteśmy”. Dodał też, że właśnie elity są najbardziej zainteresowane utrzymaniem słabego państwa, bo to one korzystają np. z tego, że ścieżki awansu w sektorze publicznym są uzależnione od znajomości, a nie od czynników merytokratycznych. Katarzyna Duda zaznaczyła, że upowszechniona w 2005 roku przez PiS i PO idea taniego państwa była jedną z przyczyn późniejszej „polityki samorozbrojenia”, tj. przyjmowania niskich kosztów jako nadrzędnego kryterium przetargów publicznych. Maria Libura przytoczyła zaś anegdotę z pewnego tegorocznego kongresu: przemawiający naukowiec spytał, czy to dobrze, że kompetentny menedżer, którego jednodniowa nieobecność w pracy wywołuje wielotysięczne straty dla firmy, w systemie publicznej opieki zdrowotnej musi czekać w tej samej kolejce co inni. Nikt stanowczo się nie sprzeciwił, ktoś tylko rzucił nieśmiało: „Ale, panie profesorze, tego się nie da tak łatwo zrobić, bo konstytucja…”.

W ramach tej samej debaty odbył się też jeden z dość nielicznych na festiwalu ostrzejszych sporów na linii „lewica–prawica”. Otóż Trudnowski i Libura uznali, że przy obecnym marazmie aktywności obywatelskiej potrzebny jest również Marsz Niepodległości – ważne, aby ludzie w ogóle mieli ochotę wyjść na ulicę, zamanifestować jakiekolwiek emocje polityczne. Jeden z słuchaczy stanowczo się z tym nie zgodził. Podobna historia miała miejsce w trakcie panelu „Dlaczego lewica przegrała walkę o pamięć i tożsamość?”, gdy Maria Kobielska określiła niektóre z wątków wystawy Muzeum Powstania Warszawskiego jako nacjonalistyczne, dodając później, że ma na myśli przyjęte w humanistyce rozumienie nacjonalizmu jako uznawania narodu – a nie np. obywatelek i obywateli – jako podmiotu działań. Piotr Zaremba replikował, iż należy raczej mówić o patriotyzmie, również z pobudek pragmatycznych: dla dużej części społeczeństwa (przynajmniej obecnie) termin „nacjonalizm” jest w tym wypadku nie do zaakceptowania. Z kolei Jarosław Tomasiewicz stwierdził, że lewica oddała walkę o pamięć walkowerem, a w jej dobrze pojętym interesie byłoby pokazanie własnego zakorzenienia w dziejach kraju – pokazanie, że „nie została zrzucona na spadochronach w 1942 roku”. Przy tym według prowadzącego panel Remigiusza Okraski jednym z powodów porażki lewicy na tym polu było pominięcie rodzimej historii lewicowego patriotyzmu (podczas gdy patriotyzm prawicowy jak najbardziej przypominano).

W trakcie dyskusji „500 Plus i Minus” Ryszard Szarfenberg przypomniał trzy pierwotnie podawane cele sztandarowego programu Prawa i Sprawiedliwości: wzrost demograficzny, pomoc społeczną oraz inwestycję w kapitał ludzki. Do pierwszej z tych zakładanych funkcji sugerował podchodzić ostrożnie: w niektórych wypadkach dofinansowanie może przyspieszyć decyzję o urodzeniu dziecka, ale raczej nie zwiększy liczby planowanych dzieci. Cel społeczny Szarfenberg uznał za spełniony, choć niekoniecznie w tak znacznej skali, jak ogłoszona przez rząd 94-procentowa redukcja ubóstwa skrajnego u polskich dzieci (to tylko jedna z prognoz, i to najbardziej optymistyczna). Ewentualny wpływ programu na poziom kapitału ludzkiego został natomiast określony jako trudno mierzalny. W tym samym panelu Rafał Bakalarczyk wyjaśnił, że siła oddziaływania 500+ jest ograniczona z powodu braku takiego otoczenia instytucjonalnego i progresji podatkowej, jak np. w Szwecji. Renata Durda zaś skoncentrowała się – w kontekście możliwego znaczenia programu dla kobiet doświadczających przemocy w rodzinie – na kwestiach związanych z funkcjonowaniem Niebieskiej Linii.

W debacie „Chrześcijaństwo wrażliwe społecznie” mówiono o zaangażowaniu jako obowiązku chrześcijanina – lub po prostu, jak to ujęła Agnieszka Dąbrowska, prostej konsekwencji bycia chrześcijaninem. Rafał Łętocha zauważył, że zobowiązanie to nie jest tylko sprawą miłosierdzia, ale też po prostu sprawiedliwości. Za papieżem Franciszkiem rozróżnił również działania paliatywne (także potrzebne, ale dalece niewystarczające) i starania na rzecz naprawy niesprawiedliwego systemu społecznego. Zuzanna Radzik odniosła tę kwestię do wspólnotowego wymiaru modlitwy „Ojcze nasz”, obecnego m.in. we fragmentach dotyczących chleba powszedniego i Królestwa Bożego, a także do powracającego w kolejnych księgach Starego Testamentu wątku obcego, sieroty i wdowy. Ignacy Dudkiewicz zadeklarował, że od sformułowań „pomaganie ubogim” i „wrażliwość społeczna” woli naśladowanie Jezusa w radykalizmie społecznym, w którym mieści się z jednej strony budowanie osobistych relacji z ubogimi, a z drugiej strony – dążenie do stworzenia porządku społecznego dającego biednym możliwość wyzwolenia. Skrytykował także udział Kościoła w pogłębianiu wykluczenia, również przez niektóre dzieła dobroczynne. Rzecz uściślił Karol Kleczka: pomoc charytatywna bardzo często zakłada nierówność, asymetrię, tymczasem chrześcijaństwo powinno dążyć do jej zniwelowania, zgodnie z rozpoznaniem, że akt wręczania jałmużny zmienia również tego, kto ją daje. W trakcie panelu dyskutowano też o tym, czy Kościół w Polsce mógł skuteczniej wywierać presję na rząd w sprawie przyjmowania uchodźców (z tym głosem z publiczności wystąpiła Justyna Samolińska), czy może próby takie byłyby raczej skazane na niepowodzenie, choć wciąż potrzebne ze względów moralnych.

*

Ostatnią częścią festiwalu była długa, dwuczęściowa dyskusja „Czy lewica ma w Polsce przyszłość?”. Piotr Ikonowicz dowodził, że krajowa lewica powinna reprezentować 16 mln pracowników i 9 mln emerytów, i głosił wyższość „poważniejszej zmiany” kapitalizmu nad jego „drobną korektą”; jednocześnie zapowiadał: „Nie powiem nic złego ani o Partii Razem, ani o piciu latte, bo sam piję latte”. On i Anna Grodzka zgadzali się co do tego, iż nową lewicę w Polsce trzeba dopiero zbudować (Ikonowicz: „Potrzebujemy ruchu oporu”). Grodzka dodawała, że wspólną płaszczyzną porozumienia dla poszczególnych części takiej formacji powinien być zestaw kilku podstawowych wartości (zaproponowała pięć) i że w celu zbudowania sojuszu stronnictw lewicowych należy kłaść nacisk raczej na podobieństwa niż na różnice. Justyna Samolińska deklarowała, iż jej zdaniem dialog na lewicy nie pogarsza się, lecz polepsza: „Jeszcze dwa–trzy lata temu nie wyobrażałabym sobie siebie na festiwalu «Nowego Obywatela», a teraz jestem i jest mi bardzo miło”. Podobnie wypowiadała się Małgorzata Tracz, wskazując na wspólny start Razem i Zielonych do Rady Miejskiej Wrocławia – możliwy dzięki wcześniejszemu przećwiczeniu działań w wielu wspólnych inicjatywach. Samolińska komentowała również znaczenie czarnego protestu dla przyszłości lewicy, mówiąc, że klasa ludowa wcale nie odrzuca praw reprodukcyjnych, i szerzej: że protest pokazał złość kobiet, które podlegają fizycznej wręcz opresji.

W tym samym panelu Maciej Łapski określał podział na lewicę i prawicę jako mniej aktualny od podziału na globalistów i lokalistów, wyrażał też wątpliwość co do znaczenia wielkich narracji. Polemizował z nim Ryszard Bugaj, jako wyznaczniki lewicy podając przekonanie o istnieniu społeczeństwa (inaczej niż u Thatcher) oraz uznawanie państwa za rozwiązanie, a nie problem (inaczej niż u Reagana). Bugaj mówił też, że podział na sprawy społeczne i obyczajowe funkcjonuje w świadomości społecznej i trzeba jakoś się z nim zmierzyć – nawet jeżeli sami nie wierzymy w jego istnienie – oraz zniechęcał do antykapitalistycznej retoryki, która w mediach zostałaby przedstawiona jako przerażająca i nie znalazłaby posłuchu wielu odbiorców. I wreszcie Marek Piekarski zachęcał (bezskutecznie) do zmiany kierunku dyskusji i do zajęcia się raczej dobrymi praktykami niż szeroką diagnozą kulturową.

Z całego festiwalu pozostaną mi dobre wspomnienia. W pewnych przypadkach chętnie położyłbym większy nacisk na wiedzę ekspercką, klasyfikowanie zjawisk, przywoływanie danych statystycznych i historycznych (niektóre fragmenty paneli skupione były na podawaniu kolejnych narracji publicystycznych, co z punktu widzenia osoby śledzącej lewicowe dyskursy nie wnosiło wiele nowego). Pod tym względem za wzór uważam dyskusję o sukcesach i porażkach Trzeciej Rzeczypospolitej. Być może warto byłoby też zostawić odrobinę więcej przestrzeni na rozmowy nieformalne, jako że program był napięty i przez dwa pierwsze dni ostatnie debaty kończyły się późno. Nie zmienia to jednak mojej wysokiej oceny całej imprezy: przyjaznego nastroju, różnorodności perspektyw przyjmowanych przez panelistów i panelistki, rozpiętości poruszanych problemów, a nierzadko też głębi i nieoczywistości w mówieniu o nich. Następna edycja będzie dla mnie wydarzeniem obowiązkowym.

Nagrania z debat zamieszczane są na stronie wydarzenia na Facebooku.