dwutygodnik internetowy
27.08.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wyciągnąć przyszłość z grobu

Jakie są społeczne i moralne źródła zła? Czy można uciec od traumy? Francuski pisarz stawia te pytania z mocą, z jaką robią to filmy Michaela Hanekego.

ilustr.: Hanna Najgebauer

ilustr.: Hanna Najgebauer

Édouard Louis, jeden z najbardziej obiecujących młodych autorów literatury francuskiej, stosuje w swojej twórczości strategię życiopisarstwa, polegającą na krytycznym opracowaniu realnych zdarzeń czy doświadczeń, które zajmują w jego pamięci miejsce tak ważne, że domagają się opisu i literackiej analizy. W przeciwieństwie jednak do chyba najważniejszego aktualnie pisarza obracającego życie w prozę, Karla Ovego Knausgarda, Louisa nie interesuje tworzenie monumentalnego powieściowego eseju, który rozlewa się na setki (tysiące) stron; preferuje raczej cięcia, skróty i kalejdoskopowe zmiany perspektywy, zaś introwertyczną refleksję zastępuje próbą wpisania swojego życia w zestaw politycznych i społecznych struktur, również – spojrzeniem na samego siebie jak na kogoś innego. Hiperrealizm Knausgarda kontrastuje z Louisowskim realizmem traumatycznym, który za pomocą literackich narzędzi mapuje życiowe kryzysy i stany wyjątkowe.

W powieści „Historia przemocy” Louis konfrontuje się z jedną z takich przerażających sytuacji, która przydarzyła mu się w wigilijny wieczór w roku 2012. Pisarz wracał z kolacji z przyjaciółmi, gdy zaczepił go pewien młody mężczyzna. Sympatyczny, przystojny Kabyl o imieniu Reda flirtował z nim i zachęcał do wspólnego spędzenia nocy w mieszkaniu Louisa. Spotkanie obfitowało w piękne chwile, jednak sytuacja zmieniła się radykalnie w momencie, w którym Édouard odkrył, że w chwili nieuwagi został okradziony przez Redę. Mężczyzna wpadł w szał, a następnie zgwałcił pisarza i próbował go udusić. Intensywne, przerażające wydarzenia sprawiają, że w życiu Édouarda dochodzi do głębokiego, destrukcyjnego pęknięcia, które być może na zawsze uniemożliwi mu funkcjonowanie w poczuciu wewnętrznego bezpieczeństwa. Jedyną możliwością przepracowania tego doświadczenia może być złożenie literackiego świadectwa. W jaki jednak sposób ma do tego dojść, skoro język wydaje mu się jeszcze jednym traumatyzującym nośnikiem przemocy, a z tego powodu świadectwo to raczej zeznanie zawłaszczone przez zimny, „techniczny” dyskurs policyjnego protokołu? Louis zmuszony jest do rekonstrukcji doświadczonego cierpienia i eksplorowania najbardziej bolesnych chwil swojego życia, co jest dla niego o tyle trudne, że nieustannie dotyka go poczucie wyobcowania z istnienia. Jego intymna historia przestaje być postrzegana jako ekskluzywnie własna, ale raczej ulega „wyłączającemu włączeniu” w łańcuch Historii przemocy.

„Nie pojmowałem, jak moja relacja może już nie należeć do mnie (czyli że jestem wykluczony z mojej własnej historii, a zarazem siłą w nią włączony, ponieważ kazano mi o niej wciąż mówić, to znaczy, że włączenie jest warunkiem wyłączenia, że oba te pojęcia są tym samym i że być może wyłączenie poprzedza włączenie, chyba że samo wyłączenie pierwsze ujawniło los, jaki mi przypadł w udziale, historię, z której nie miałem już prawa się wycofać)” (s. 43).

A zatem „moja” czy „nie-moja” to historia i jak odzyskać ją dla samego siebie, by pewnego dnia móc się od niej uwolnić? Być może nie jest to możliwe, a kluczem do zrozumienia i pozostawienia za sobą tych wydarzeń będzie dokonywana z zaciśniętymi zębami i ze łzami w oczach analiza tego, czym jest przemoc, a mówiąc precyzyjniej: czym są połączone ze sobą w jednym dławiącym uścisku różne typy przemocy.

Mowa tu po pierwsze o przemocy seksualnej, której akty w najwyższym stopniu negują cielesną i psychiczną autonomię ofiary, pozostawiając uczucie wstydu, bezsilności i upokorzenia, a także wpajając nienawiść do własnego ciała, które „przeszywane i dłutowane jest przez fale słabości”; gwałt – jak kilkukrotnie słyszy Louis– jest  p r a w i e  jak śmierć (do znaczenia tej uwagi jeszcze powrócę).

Reakcje ludzi dotyczące tej przemocy same również przybierają charakter przemocowy, co możemy zaobserwować dzięki scenom, w których Louis podsłuchuje siostrę opowiadającą swojemu mężowi o tym, co się wydarzyło. Clara nie przebiera w słowach i chętnie skupia się na etnicznym pochodzeniu oprawcy Édouarda, wbrew prawdzie podkreśla również akceptację rodziny względem jego homoseksualności. Ta przemoc narracyjna zniekształca i zawłaszcza traumatyczną historię, a powieść konfrontuje nas z tym faktem tym dobitniej, że to właśnie dzięki relacji Clary dowiadujemy się wielu kluczowych szczegółów:

„Stoję i słucham dalej, co mówi Clara. I sam nie wiem, czy udaje mi się wytrwać w tym bezruchu dzięki koncentracji i o własnych siłach, czy też to, co przed chwilą powiedziała, tak bardzo mnie zawstydza i rani, że stoję jak sparaliżowany, równie nieruchomy i wytrzymały, co te drzwi przede mną (s. 37)”.

Podejście Clary niewątpliwie związane jest z tradycjonalistycznymi przekonaniami jej rodziny – wraz z Édouardem wywodzi się z gnębionej przez problemy socjalne prowincji w północnej części Francji – które noszą znamiona głęboko zakorzenionej, rasistowskiej i homofobicznej nietolerancji. Louis nie poprzestaje jednak na piętnowaniu podobnych postaw, ale stara się je również ukazać w szerszym kontekście – wykluczenia ekonomicznego, wysokiego wskaźnika przestępczości, braku reprezentacji potrzeb prowincji w prowadzonym z wielkomiejskich pozycji dyskursie politycznym. Wszystkie te czynniki niewątpliwie wpłynęły na niechęć, którą pisarz żywi wobec państwowych instytucji czy wymiaru sprawiedliwości. Analiza różnych mechanizmów przemocy, której dopuszcza się szeroko rozumiana władza (warto zauważyć, że Louis jest również autorem książki poświęconej filozofii Michela Foucaulta), stanowi jeden z najważniejszych tematów powieści, szczególnie wtedy, gdy mowa o fatalnych warunkach panujących w obozach dla imigrantów (mieszkańcem, czy raczej więźniem, jednego z nich był ojciec Redy) lub rasistowskich zachowaniach policjantów odbierających (w obu znaczeniach tego słowa) zeznanie Louisa.

Nawet pobieżne naszkicowanie sieci przemocowych oddziaływań pokazuje, że zło, którego doświadczył pisarz, nie ma jednego źródła. Namnażające się w tej mierze wątpliwości i spekulacje sprawiają, że „Historia przemocy” może przywodzić na myśl najlepsze filmy Michaela Hanekego – z taką samą pasją i nieustępliwością jak chociażby „Ukryte” zadaje bowiem trudne pytania o społeczne, moralne i afektywne przyczyny zła, które w swojej diabolicznej, destrukcyjnej sile przynosi ludzkiemu życiu nieodwracalne straty. Czym charakteryzuje się trauma związana z potęgą przemocy i czy możliwe jest jej przezwyciężenie?

***

„Ależ pan był odważny. To straszne, co pan przeżył, to prawie jak śmierć” – słyszy Édouard. Co to znaczy: jeszcze za życia doświadczyć czegoś, co łączy ze śmiercią jakieś pokrewieństwo? Być może to, że pomosty, które łączą ze sobą kolejne dni spędzone jako konkretne cielesne „ja”, zostają zerwane, przez co istnienie ulega całkowitemu rozspojeniu. Taka dezintegracja jest w pewnym sensie cząstkową śmiercią, w każdym razie zaś – odczuwana jest jako niemal śmiertelna wyrwa lub pauza w przebiegu życia. Francuska filozofka Catherine Malabou mówi w tym kontekście o „destrukcyjnej plastyczności”, czyli sile radykalnie odkształcającej byt i uniemożliwiającej mu powrót do poprzedniego psychicznego stanu. Dochodzi do implozji, tak jakby człowiek był tak naprawdę bombą złożoną z plastycznego materiału wybuchowego, zaś istnienie wytraca resztki stabilności. Bywa, że „ja” odkrywa wtedy siebie jako całkowicie innego, odkrywa odległość, która dzieli je od jego samego:

„Stawałem się czymś, co zawsze wykluczałem […]. W moim ciele zamieszkała inna osoba – ta osoba zamiast mnie myślała, mówiła, zamiast mnie drżała, bała się, zmuszała mnie, żebym przejmował jej drżenie, kiedy w autobusie lub w metrze zbliżał się do mnie Murzyn, Arab lub potencjalny Kabyl” (s. 178).

Trauma, niczym złośliwy komputerowy wirus, infekuje również język, który zostaje zaszyfrowany tak, by nieustannie odsyłał do przerażających wydarzeń, bez względu na to, co będzie się próbowało w nim zakomunikować:

„W taksówce staraliśmy się rozmawiać o czym innym, ale słowa zmieniały znaczenie, zupełnie jakbyśmy mówili jakimś zakodowanym językiem. Zapytał mnie, co chciałbym zjeść, i nagle słowo jedzenie oznaczało szalik [którym bohater był duszony – A.Z.], poprosił taksówkarza, żeby nastawił głośniej radio, i słowo muzyka oznaczało pistolet, a Didier oznaczało Reda” (s. 148).

Doświadczenie przemocy zamyka życie w bliżej nieokreślonym czasoprzestrzennym trwaniu, a mijające powoli godziny są jednocześnie puste i obfitują w bolesne przebłyski z przeszłości. Przyszłość zaś jest jedynie dostarczycielką śmierci, jak głosi cytowane przez Louisa kabylskie przysłowie „azka d’azqa”, które można oddać za pomocą zdania „jutro leży w grobie”.

Nadziei na zmianę takiego stanu rzeczy nie ma w „Historii przemocy” zbyt wiele. Warto jednak zwrócić uwagę na fragment dotyczący samej próby jej przywrócenia, choćby w minimalnej dawce:

„Próbował powrotów do normalnego życia. W duchu nazywał je wyłomami […]. Mruczał pod nosem: «Dzisiaj trzeba będzie spróbować nowego wyłomu». I wychodził z mieszkania. Zmuszał się, by wyjść. […] Ubierał się najgorzej, jak się dało, postanowił: Chcę wyglądać na mój stan, chcę być równie odstręczający, jak moja historia” (s. 178).

Tej historii nie da się anulować, przekreślić i wrócić do normalnego życia – można jednak podejmować kolejne próby wyłomu.

Być może zatem wyłomem, wyłomem wymagającym ogromnego poświęcenia, jest właśnie sama „Historia przemocy” – opowiadana poprzez pęknięcia, nawroty i zerwania, tak jakby naśladująca antylogikę życia-po-traumie, które zawsze jest życiem nieustannie nawiedzanym przez traumę. Być może tylko w ten sposób można odpieczętować grobowiec, w którym spoczywa przyszłość, i na nowo tchnąć w nią nieco nadziei dla własnego pokiereszowanego życia.

***

Édouard Louis, „Historia przemocy”, przeł. Joanna Polachowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj

***

Polecamy także:

Podejrzane. „Happy End” Michaela Hanekego

Reportaż jako gest etyczny – „Żeby nie było śladów” Cezarego Łazarewicza