dwutygodnik internetowy
19.05.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kate Atkinson. Jej wszystkie życia

Kobiecość i wojna, możliwość wyboru i przyzwolenie na poddanie się biegowi zdarzeń, żal i radość z dokonanego wyboru – wszystko udekorowane piękną frazą, erudycją, wieloma kontekstami przesądza o randze powieści Atkinson.

Opowieść rozpoczyna się jak bajka. Oto pewnej zimowej, śnieżnej nocy 1910 roku rodzi się dziewczynka. I tu bajka się kończy. Bo od jednego szczegółu, na który nikt nie ma wpływu, zależeć będzie ciąg dalszy. Gdyby doktor utknął w zaspie? A może kot wszedł do kołyski? Albo dziecko urodziło się martwe… A jeśli to wszystko się stało? Nie na raz, ale za każdym razem.
 
Ursula jest dość nietypowym dzieckiem. Czasem zachowuje się jakby zupełnie nie miała kontaktu z rzeczywistością, a czasem jakby miała go aż za dużo. Jakby cierpiała na déjà vu. Cóż, Ursula może się tak czuć, bo przeżywa swoje życie ciągle od nowa. Rodząc się jako córka Sylvie i Hugh, w tym samym domu, w tym samym roku, za każdym razem może stać się kimś innym. Raz będzie maltretowaną żoną, a innym razem najlepszą przyjaciółką Ewy Braun. Mimo wiecznych zmian, los chce ją poprowadzić w określonym kierunku: do stolika w kawiarni, przy którym wyciągnie stary pistolet ojca, by jednym strzałem zmienić bieg historii.
 
W Jej wszystkie życia Kate Atkinson eksploruje temat, który może wydawać się dość tendencyjny. Kwestia paradoksalnego amor fati, doczekała się bowiem wielu interpretacji w kulturze. A jednak w historii Ursuli Todd jest coś świeżego. Atkinson, zmieniając jedynie dekoracje, a nie bohaterów, uzyskuje bardzo ciekawy efekt: sprawdza zdolności adaptacyjne bohaterów w obliczu przypadku. Proste to i w swej prostocie genialne, bo pozwala poruszyć wiele problemów jednocześnie.
 
Z jednej strony, Jej wszystkie życia to powieść o możliwości wyboru. O tym, kim się stajemy, kiedy to, co od nas zupełnie niezależne zderza się z tym, co dla nas ważne. Temat ten jest zilustrowany opisem życia Ursuli w czasie drugiej wojny światowej. Albo ujmując rzecz dokładniej: wersji życia Ursuli. W jednej z nich, w czasie nalotów na Londyn Ursula, która służy jako ochotniczka podczas bombardowań, doświadcza w pełni swoistej bezradności człowieka, który wyciąga z ruin coś, co kiedyś było człowiekiem. W innej wersji, Ursula, jako żona dość wysoko postawionego nazisty i przyjaciółka Ewy Braun, doświadcza bezradności człowieka uwikłanego, który musi żyć ze świadomością, że mimo woli uczestniczy w projekcie wielkiego zła.
 
Z drugiej strony, Atkinson próbuje opisać doświadczenie traumatyczne, doświadczenie młodej kobiety, która została skrzywdzona – albo o włos tej krzywdy uniknęła. Jak się zachowa, co zrobi? Kiedy trauma umacnia osobę a kiedy nie? Czy, gdyby tego dnia, wiele lat temu, Urszula poszła inną drogą, uratowałaby Nancy? A może sama by zginęła?
 
Kobiecość i wojna, możliwość wyboru i przyzwolenie na poddanie się biegowi zdarzeń, żal i radość z dokonanego wyboru – wszystko udekorowane piękną frazą, erudycją, wieloma kontekstami (ta książka to też świetna wycieczka po literaturze angielskiej) zdaje się przesądzać o randze powieści Atkinson. Jedyną pułapką tego tekstu jest nasze przyzwyczajenie do linearności narracji. Jak tylko się oswoimy z Ursulą, ona nagle się zmienia, pokazuje nową-starą twarz i nowy-stary świat, na który można popatrzeć zupełnie inaczej. Czytelnik musi uczy się Ursuli za każdym razem na nowo, mimo że to ta sama bohaterka. Cóż, w kolejnym życiu nie poszła tą samą drogą. Zupełnie jak my czasami.
 
Kate Atkinson. Jej wszystkie życia. Tłum. Aleksandra Wolnicka. Czarna Owca. 2014. 568 stron.
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.