dwutygodnik internetowy
06.05.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wspólna droga przez mękę

Żeby zbliżyć się do tajemnicy męczeństwa, trzeba przyjąć perspektywę duchową. Gdy chrześcijanin ginie w imię Jezusa – nigdy nie jest sam.

Ilustr.: Ania Libera

Żeby zbliżyć się do tajemnicy męczeństwa, trzeba przyjąć perspektywę duchową. Gdy chrześcijanin ginie w imię Jezusa – nigdy nie jest sam.

 

W interesującym tekście Ignacego Dudkiewicza o męczeństwie chrześcijan („Droga przez mękę”, „Kontakt” 21/2012) widoczny jest interesujący brak. Redaktor „Kontaktu” pośród wielu trafnych spostrzeżeń i ciekawych przykładów, w pewnym sensie pomija zasadniczy wymiar poruszanego problemu… wymiar wiary. Chciałbym refleksję Dudkiewicza uzupełnić o ten jeszcze jeden element.

 

Kiedyś dręczącymi mnie wątpliwościami dotyczącymi męczeństwa zasypałem księdza Grzegorza Rysia (wtedy jeszcze przed sakrą biskupią). Również i tą, że przecież życie jest najważniejsze, czemu więc w Kościele oczekuje się od człowieka heroizmu ponadludzkiego: gotowości na śmierć męczeńską. Ówczesny rektor seminarium krakowskiego odpowiedział mi przedstawiając… opowieść ludową. On sam, jak mówił, zbliżył się do tajemnicy męczeństwa, gdy, będąc w Rzymie, dotarł do miejsca śmierci świętego Pawła. Żywa jest tam jeszcze legenda mówiąca o tym, że głowa Apostoła, która po ścięciu upadła na ziemię, odbiła się od gruntu trzy razy. Tam, gdzie dotknęła gleby, wytrysnęły źródełka. Głowa Pawła, oddzielona już od ciała, spadając miała jeszcze wypowiadać imię „Jezus”. Ksiądz Ryś celowo posłużył się tym obrazem, żeby wyraziście pokazać kluczowy wymiar śmierci męczeńskiej. Polega on na tym, że w sposób niezwykły działa wówczas nie tylko sam człowiek, ale w człowieku Duch Święty. (W tym znaczeniu, o czym wspomina Dudkiewicz, męczennik jest świadkiem – świadectwem działania Boga w człowieku).

O istocie męczeństwa wiele mówi prawda, że „nikt bez pomocy Ducha nie może powiedzieć: Panem jest Jezus” (1 Kor 12,3). Pierwszym ważnym punktem jest więc obecność Ducha Świętego, drugim – wypowiedzenie imienia Jezusa, a więc wyznanie wiary. O te elementy trzeba by uzupełnić artykuł Ignacego Dudkiewicza. Horyzontem jest tu oczywiście definicja wiary jako osobistej relacji, więzi, przymierza z Jezusem Chrystusem. W tej perspektywie – nazwijmy ją jak najbardziej zasadnie „duchową” – możemy spoglądać na śmierć męczenników.

 

Męczennik nie jest sam. W czasie prześladowań i konania jest z nim Bóg, który poprzez Ducha Świętego daje mu siłę do złożenia najwyższego świadectwa. Głowa Pawła, która wypowiada imię „Jezus”, to symbol. Obyci z imieniem Syna Bożego łatwo bowiem zapominamy, jak ono jest ważne. Imię Jezus, oryginalnie w języku hebrajskim Jeszua, oznacza „Bóg zbawia”, „Bóg jest moim zbawieniem”. To Archanioł Gabriel z Bożej woli tak nakazał Maryi nazwać jej dziecko (por. Łk 1,31). Jest to „imię ponad wszelkie imię” (por. Flp 2,6-11). Ksiądz Robert J. Woźniak zwrócił mi uwagę, że dla chrześcijanina wołanie Boga po imieniu jest głęboką modlitwą o zbawienie, którym jest dla nas On sam. Dlatego każdy, kto wzywa imienia Pana – tak uczy nas Nowy Testament – będzie zbawiony (zob. Dz 2,21; Rz 10,9-13).

Wszystkie te elementy sprawiają, że jako chrześcijanie powinniśmy widzieć w męczeństwie działanie Ducha Świętego. To sam Bóg sprawia, że człowiek w najbardziej ekstremalnej sytuacji jest w stanie wyznać w Jezusie Pana. W takim ujęciu męczeństwo to przede wszystkim znak największej bliskości człowieka z Bogiem.