dwutygodnik internetowy
13.02.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wschodnia pętla

Wokół wszystko niknie w gęstniejącej mgle. Może to smog? Czuć jednak powiew powietrza od Wisły. Nadzieja umiera ostatnia. W Nowej Hucie wszystko jest możliwe.

Chorwacja, Hiszpania, Włochy – pierwsza trójka krajów najczęściej odwiedzanych przez Polaków w celach wakacyjnych. Ja zostaję. Tym razem wsiadam do tramwaju. Czuję się tu dobrze. Gorąca plaża chwilę poczeka. Nie zginie. Zacznę szukać. W Nowej Hucie wszystko jest możliwe.

Zima. Niedziela, godziny poranne. Pakuję rower do tramwaju numer 10, żeby dostać się na pętlę Pleszów – moją dzisiejszą bazę wypadową. Pleszów to dawna wieś – dzisiaj część Nowej Huty. A Nowa Huta to z kolei wschodnia dzielnica Krakowa – dla wielu do dziś pozostaje jednak osobną miejscowością. Kiedyś była autonomicznym miastem. W samym Pleszowie z końcem lat 40. XX wieku rozpoczęto wznoszenie kombinatu metalurgicznego (stąd nazwa Nowa Huta). Od tamtego czasu tutejsze powietrze zaczyna nasiąkać wielkoprzemysłowym duchem socrealizmu. Dla jednych to z pewnością czas przeklęty, dla innych zbawczy.

Wsiadam na rower. Jadę przez miejsca, których na co dzień chyba nikt oprócz kierowców ciężarówek z tutejszych zakładów nie odwiedza, bo po co? Wyczuwam jakąś pustkę. W innych okolicznościach pewnie by mnie to przeraziło – jednak gdy zapuszczam się coraz dalej od tramwajowej pętli, coraz bardziej fascynują mnie te miejsca. Bo nie chcę postrzegać mojej dzielnicy tylko jednowymiarowo, przez pryzmat jej socrealistycznej tkanki miejskiej.

Ludzi brak. Są tylko drzewa, jakieś dróżki i wiadukty kolejowe, ale jak na złość bez pociągów. Stąd ta cisza, przerywana tylko rytmicznym szumem dochodzącym z rurociągów szatkujących tę okolicę na sektory, według znanego tylko sobie klucza. Jadąc zabłoconymi dróżkami pośród drzew, mijam kolejne powtarzające się układy: drzewo – wiadukt – rurociąg – pustka – drzewo – wiadukt – rurociąg… Początkowo miałem ochotę stąd jak najszybciej uciekać, ale z czasem zacząłem łapać się na tym, że to miejsce mnie zaskakuje, uwodzi. To, co początkowo powodowało dyskomfort, zaczyna przynosić pewne dziwne wytchnienie mieszające się z niepokojem. Może to swego rodzaju masochizm, ale lubię to doznanie.

Dotarłem też do rzecznego basenu portowego. Jak widać, każdy świat ma swoją własną oazę. Ale sam nie wiem, czy to jawa, czy sen. Może tylko fatamorgana. Wokół wszystko niknie w gęstniejącej mgle. A może to smog? Czuć jednak powiew powietrza od Wisły. Nadzieja umiera ostatnia.

Teraz to miejsce wydaje mi się już dużo bardziej ucywilizowane, ludzkie. Choć w pełni świadomie jestem tu po raz pierwszy, to już lubię tu wracać. Zawsze miałem przeczucie, a teraz wiem – nie trzeba uciekać daleko, żeby poczuć się inaczej, żeby poczuć powiew innej rzeczywistości. Czasem jest ona bliżej, niż się może wydawać.


***

Autorem wszystkich zdjęć jest Krzysztof Piła.

https://www.facebook.com/NH50mm

https://www.facebook.com/dirtyviews