dwutygodnik internetowy
24.03.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wojna pod flagą biało-niebieską

Na Majdanie po unijne flagi chwycono by raz na zawsze zerwać z tym co rosyjskie, pokazać, że Ukraina jest krajem cywilizowanym, estetycznym i wolnym, a nie azjatyckim wschodem, którego symbolem jest „mutant” – dwugłowy orzeł.

ilustr.: Karolina Burdon

Rebelianci na barykadach Kijowa zginęli „za Ukrainę”, ale być może byli też pierwszymi męczennikami Unii Europejskiej. Były to pierwsze osoby, które zginęły, trzymając w dłoniach unijną flagę, wierząc, że oznacza ona coś więcej niż wolny rynek towarów i usług.

Wydarzenia na Ukrainie przyciągają naszą uwagę już prawie od pół roku. Skromny wiec pod pomnikiem, a później pokojowa manifestacja przerodziły się w między czasie w konflikt na skalę międzynarodową. Dramatyczne zaostrzenie się sytuacji na Krymie przyćmiło wprawdzie niedawne wydarzenia na Kijowskim Majdanie Niezależności, a to przecież tam wszystko się zaczęło. Euromajdan zdawał się być też dużo bardziej wdzięczny dla mediów niż obecne działania wokół Sewastopolu. Tym co nieustannie pojawiało się zarówno na okładkach opiniotwórczych czasopism, blogach i wreszcie na samych barykadach Majdanu była obok tej żółto-niebieskiej ukraińskiej, flaga Unii Europejskiej. Czy osoby, które wówczas zginęły, nie były pierwszymi ofiarami za Unię?

UE>Ukraina

Gdy zaczęły się protesty, prowadziłem badania na wsi w centralnej Ukrainie. Pamiętam, że temat przystąpienia do Unii Europejskiej nie wzbudzał jednoznacznych odczuć. Z jednej strony wiele rodzin żyło dzięki pracy w Moskwie – wystarczyło wsiąść w pociąg na lokalnej stacji, nie potrzeba było do tego żadnych wiz tylko raz na trzy miesiąc stempel przekroczenia granicy. Kontakty, miejsca i szlaki wychodzone były już od lat dziewięćdziesiątych. Najpierw jeździło się handlować, teraz jeździ się pracować. W tej okolicy mało kto może pracować w zawodzie, a w Rosji były większe możliwości i pieniądze. Żeby pracować w Europie potrzebna jest natomiast wiza, a nawet jeżeli jej nie będzie konieczna będzie znajomość języków i kontakty. W Rosji można też obejść bez pośredników – oszustów, na których czasem trafiają osoby jeżdżące do Polski. Dodatkowo często podkreślano też wagę kontaktów gospodarczych z Rosją – z jednej strony uzależnienie od gazu, z drugiej Rosja to najważniejszy rynek zbytu na ukraińskie produkty spożywcze. Osoby z którymi rozmawiałem obawiały się tego, że nowa sytuacja będzie wiązała się z budowaniem wszystkiego od zera – zerwanie kontaktów z Rosją i gorszy start w Europy Zachodniej.

Jak na potwierdzenie tych obaw, jeszcze na długo przed wybuchem zamieszek jedna z najbardziej znanych fabryk czekolady, Roshen, w reakcji na komunikat Moskwy o możliwości wprowadzenia zaporowego cła na ukraińskie towary ogłosiła plan zwolnienia dużej części swoich pracowników. Spełnieniem wspomnianego czarnego scenariusza jest też niedawne zamknięcie rosyjskiej granicy na ukraińskie produkty. W ukraińskim tygodniku opinii Reporter ukazał się niedawno artykuł, w którym dla ostudzenia euroentuzjazmu przywołano sytuację Łotwy, która poważnie ucierpiała w czasie ostatniego kryzysu ekonomicznego. Autor artykułu źródła tego dopatrywał się z jednej strony w zerwaniu kontaktów gospodarczych z Rosją – co doprowadziło między innymi do zamknięcia fabryki RAF produkującej popularne w całym Związku Radzieckim marszrutki oraz upadku rolnictwa i przetwórstwa spożywczego. Z drugiej strony do kryzysu doprowadziła niefrasobliwość polityków, bo jak podkreśla autor kiedy Polacy walczyli o unijne dopłaty na okres przejściowy „Łotysze pili szampana”. Wszystko to sprawiło, że Łotwa stała się krajem bez produkcji przemysłowej i spożywczej, a spora część młodych ludzi wyemigrowało za pracą do Skandynawii. Unijne pieniądze poszły na drogi, po których krążą tiry importujące nawet najbardziej podstawowe produkty, oraz na odremontowanie miejskich deptaków gdzie dziś spotkać można jedynie emerytów i zagranicznych turystów.

W ferworze walki na barykadach Kijowa, nie wiele było tego typu głosów krytycznych. Powiewająca od początku protestów europejska flaga bezinteresownie obiecywała dobrobyt – Ukraińcy wreszcie dostaną uczciwą płacę i europejskie emerytury oraz sprawiedliwości – skończy się korupcja i to, że jak się wyraził jeden z przemawiających na wiecu polityków, „rząd kradnie jak Cyganie!”. Hasła te znajdowały pewne potwierdzenie w prywatnych rozmowach: stowarzyszenie z Unią Europejską miało zapewnić zmianę w znienawidzonych władzach centralnych i wprowadzić jako taki porządek – miało raczej wpuścić na Ukrainę trochę świeżego powietrza, niż zapewnić przemyślaną zmianą systemu.


Flagi, znaki, mity

Wszelkie wydarzenia i przeżycia kompresowane są w obrazach, a te nakładając się na sobie tworzą znaki. Podejrzliwy wobec znaków Roland Barthes, uważał że będące rodzajem „mowy stadnej” obracają się przeciwko człowiekowi. Oczywiście z jednej strony są sposobem nadawania sensu rzeczom: „człowiek produkuje znaki i dzięki temu rozjaśnia świat, który od momentu nałożenia nań siatki znaczeń przestaje być obcy i nieprzychylny”, z drugiej jednak znaki są narzędziem władzy, przedmiotem wypełnionym ideologią.

Liczne użycie na kijowskim Majdanie flagi unijnej tuż obok narodowej może w Polsce zaskakiwać. Tutaj to raczej ta narodowa towarzyszy manifestacjom niepodległościowym, pracowniczym a nawet równościowym. Unijna flaga pojawia się natomiast wymalowana na twarzach dzieci podczas Parady Schumana i tabliczkach „sfinansowano ze środków UE” znajdujących się na komputerach biur i tablicach remontowanych dróg i wodociągów. Gigantyczna flaga zawisła też na PKiN z okazji obchodów piątej rocznicy przystąpienia Polski do UE. Czasem po flagę z dwunastoma gwiazdkami sięgają uczestnicy Parady Wolności i Manify. W przeciwieństwie do flagi biało-czerwonej flaga Unii Europejskiej nie wzbudza wielkich emocji, zdaje się być raczej elementem biurokratycznej scenografii, obowiązkowym dodatkiem do grantów i funduszy. Jest tak obojętna, że rzadko inspiruje do innych praktycznych zastosowań. Szczyt pomysłowości osiągnął chyba pewien rolnik z Iwkowej, który flagą UE wytarł sobie buty. Dużo większe emocje flaga unijna okazuje się wzbudzać za granicą Schengen: chętnie sięgali po nią Kosowarzy w trakcie referendum; w Albanii flaga z dwunastoma gwiazdami powiewa na nowo wznoszonych domach, a teraz po flagę unijną pewnie sięgnęli Ukraińcy na Majdanie Niezależności.

Albański pisarz Fatosh Lubonija wywieszanie zagranicznych, w tym również unijnych flag interpretował jako kamuflaż dla machlojek towarzyszących budowie domów. Jak twierdził, nieruchomości te powstawały bez przepisowych pozwoleń i z pieniędzy zdobytych na różnych przekrętach. Flagi Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Unii Europejskiej podobnie jak tradycyjnie wieszane maskotki miały ustrzec właścicieli przed nieszczęściem, czyli w tym przypadku kontrolą urzędników. Odwołanie do wyższej instancji, czyli w tym przypadku świata zachodniego okazuje się być nad wyraz proste w działaniu – nikt przecież nie będzie mógł podejrzewać o nieuczciwość osoby oflagowane barwami „cywilizowanej” Europy Zachodniej. Sytuacja podczas Euro Majdanu zdaje się być jednak zupełnie inna. Pretekstem do ulicznych wystąpień było niepodpisanie przez ówczesnego prezydenta paktu o stowarzyszeniu z Unią Europejską. Ludzie nie dostali Europy o której marzyli, postanowili więc ją stworzyć sobie sami zbierając się pod hasłem: „za europejską Ukrainę”. Natomiast na scenie za przemawiającymi politykami, działaczami i artystami wisiała interpretacja flagi Unii Europejskiej, z jedną z gwiazdek w barwach narodowych Ukrainy.

Ilość flag unijnych robiła wrażenie szczególnie, kiedy mieszały się ze sztandarami partii Svoboda. Czasem też pośród niebieskich flag pojawiała się czerwono–czarna flaga Ukraińskie Armii Powstańczej. Taki sojusz ugrupowań narodowych czy nacjonalistyczny z międzynarodowymi lub jak uważają niektórzy ponadnarodowymi można odebrać dwojako. Z jednej może to być stara sztuczka ugrupowań ekstremistycznych, które zagrożone zdelegalizowaniem lub zmarginalizowaniem lubią odwoływać się do idei wolności słowa i demokracji. Ciekawsze jednak zdaje się być odwołanie do Unii Europejskiej w celu wykrystalizowania nowej, narodowej ukraińskiej tożsamości. Po unijne flagi chwycono po to by raz na zawsze zerwać z tym co rosyjskie, by pokazać, że Ukraina jest krajem cywilizowanym, estetycznym i wolnym a nie jakimś azjatyckim, przygnębiającym wschodem, którego symbolem jest „mutant” – dwugłowy orzeł. Obserwując transparenty i przysłuchując się okrzykom podczas pierwszych dni Majdanu miałem wrażenie, że to właśnie tożsamość ukraińska była najważniejsza, nie zaś samo włączenie się w struktury Unii Europejskiej. „Woliny chleb za dwa euro, niż za dwa ruble” – z takim hasłem szli na przykład studenci kijowskiej Mohylanki. (Swoją drogą, dlaczego nie za dwie hrywny?).

ilustr.: Karolina Burdon

Rewolucja

Flaga Unii Europejskiej – mimo różnego rodzaju działań – wciąż nie stała się w krajach Wspólnoty symbolem powszechnie i spontanicznie wykorzystywanym – co najwyżej przez walczących z obecnością muzułmanów na Zachodzie i przeciwników Unii. W przeciwieństwie do flag narodowych nie odwołuje się ona do mitycznego czasu świetności, nie wiąże się z nią żadna romantyczna legenda, nikt też za nią nie przelał krwi. Cały czas niejasne zdają się być również wartości przypisane osobom kroczącym pod tą flagą – patrz: solidarność w czasach kryzysu czy stosunek do imigrantów. Okazuje się, że samo posiadanie symbolu nie wystarcza i konieczne jest oznaczanie nim wolnych do tej pory przestrzeni. Nie zawsze jednak wynika to z oswajania pierwotnego lęku przed obcością, ale wiąże się raczej ze zdobywaniem tego co do tej pory było nieobecne – i nie chodzi tu o przestrzeń i miejsca ale także wartości.

„Rewolucja w Kijowie!” od początku spotkała się z zainteresowaniem prasy zagranicznej. Autorzy artykułów niezależnie do oceny wydarzeń podkreślali o co walczyli demonstranci: „Kijów jest jedną z niewielu stolic europejskich, gdzie Unia Europejska jest nadal synonimem dobrego rządu i rządów prawa” lub „Zachód musi być gotowy do tego, żeby powstrzymać Władimira Putina i jego głęboką niechęć, nienawiść do Europy i do wartości demokratycznych”. Artykułom towarzyszyły zdjęcia z Euromajdanu: flagi Ukrainy i Unii Europejskiej, tłumy ludzi, później ofiary i ogień na ulicach. Finału opisywanych wydarzeń nie widać. Z ulic Kijowa akcja przeniosła się na Krym i już oficjalnie stała się konfliktem międzynarodowym. Europa Zachodnia nie powstrzymała Władimira Putina, być może jednak zyskała coś czego od dawna jej „brakowało”.

Benedict Anderson opisując zjawisko nacjonalizmu stwierdził, że „nikt dobrowolnie nie chciał by umierać za Wspólnotę Europejską czy RWPG”. Nie chcę rozstrzygać, czy warto umierać za jakąkolwiek ideę, co dopiero za system gospodarczy. Ludzie jednak ginęli i cały czas chętnie giną za naród – wyobrażoną wspólnotę podzielającą pewne wartości. Rebelianci na barykadach Kijowa, niezależnie od tego z jakiej byli frakcji zginęli „za Ukrainę”, ale być może byli też pierwszymi męczennikami Unii Europejskiej. Oczywiście to wszystko zależy od tego, jak się dalej potoczy sytuacja i jak odnajdą się w niej mieszkańcy Unii, Ukrainy i Rosji. Były to jednak pierwsze osoby, które zginęły, trzymając w dłoniach flagę Unii Europejskiej, wierząc, że oznacza ona coś więcej niż wolny rynek towarów i usług.

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.