dwutygodnik internetowy
09.09.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wierzyć po czesku: jeden proboszcz, trzy wyznania

Nieprawdopodobne? Jesteśmy w Czechach, a tu – jak u Boga – przecież wszystko jest możliwe.

zdj.: Autor

Kościół husycki w Chudobinie, zdj.: Rafał Cekiera

Z wysokości ratuszowej wieży w czeskim Litovelu roztacza się świetny widok na to znane z produkcji piwa niewielkie miasto, zdominowane przez czerwone barwy browaru. Na środku rynku maryjna kolumna z 1724 roku, dowód wdzięczności mieszkańców za ustąpienie epidemii dżumy, nieco dalej nafaszerowany armatnimi kulami monument – świadectwo niegdysiejszego zdobycia miasta przez Szwedów. Gdyby spojrzeć w stronę neorenesansowego budynku gimnazjum, dostrzec by można jeszcze charakterystyczny posąg. To pomnik słynnego „czeskiego Herkulesa” – zapaśnika Gustava Frištenskiego, ikony miasta i browaru, zięcia pierwszego litovelskiego piwowara. Ot, zestaw historycznych pamiątek na miarę dziesięciotysięcznej miejscowości.

Młoda pracownica tutejszej informacji turystycznej z werwą i swadą opowiada o historii miasta. Co jeszcze warto w okolicy zobaczyć? Zamiast odpowiedzi, prowadzi na zachodnią część tarasu widokowego i wskazując energicznie palcem, mówi: „Chudobin, cztery kilometry stąd. We wsi mieszka 250 osób, a znajdują się tam trzy świątynie różnych religii. We wszystkich nabożeństwa sprawował ten sam ksiądz, który zresztą dwa z tych kościołów wybudował”.

Musiała nastąpić jakaś językowa pomyłka. Jeden ksiądz w trzech różnych kościołach? Ano. Poproszona o potwierdzenie w języku angielskim sympatyczna Czeszka powtarza: „trzy wyznania, jeden farorz”. Dopiero jednak internetowa wyszukiwarka zadaje ostateczny kłam niedowiarstwu: Díky charismatickému faráři má malá obec Chudobín na Litovelsku tři kostely. Charyzmatyczny kapłan Josef Žídek był duchownym trzech wyznań: katolickiego, husyckiego i prawosławnego. Zbudował we wsi dwie świątynie – by pod koniec życia dokonać jeszcze jednej, zupełnie niespodziewanej wolty.

Nieprawdopodobne? Jesteśmy w Czechach, a tu – jak u Boga – przecież wszystko jest możliwe.

Wino dla pana Alozja

Niskie ukłony i wymiany niedzielnych uprzejmości na placu przed barokową katolicką świątynią pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu zwiastują godzinę jedenastą. Część na piechotę, inni na pamiętających Czechosłowacką Republikę Socjalistyczną rowerach – w sumie około pięćdziesięciu parafian zbiera się w Chudobinie na eucharystię, wylewnie się ze sobą witając. Jedyna niedzielna msza święta odprawiana jest tu zawsze dokładnie o 11.05. Dlaczego akurat taka godzina? Przyjeżdżający sprawować liturgię z innej miejscowości ksiądz tłumaczy, że na pełną godzinę zdarzało mu się spóźniać. Dołożył więc te pięć minut zapasu i nikt już nie ma pretensji.

W trakcie parafialnych ogłoszeń kapłan opuszcza ołtarz i wychodzi do zakrystii. Wraca po chwili z butelką czerwonego morawskiego wina w ręce. W nadchodzącym tygodniu Kościół katolicki wspomina św. Alojzego. Duchowny zaprasza więc przed ołtarz parafianina Alojza z Chudobina, wręcza mu butelkę i przy akompaniamencie oklasków zebranych nakazuje wieczorem wypić z małżonką „do samego dna”. Po skończonej eucharystii wierni długo jeszcze rozmawiają ze sobą w świątyni, jest przecież tyle historii do opowiedzenia. Bohumil Hrabal w prorockim uniesieniu pisał niegdyś w „Różowym kawalerze”, że rozmowa ludzka ma wymiar sakralny.

W przedsionku kościoła na dyskutujących mieszkańców patrzą z archiwalnych fotografii dawni duszpasterze parafii. Josef Žídek wyróżnia się wśród nich brakiem przedrostka „ks.”. Kiedy 1 lipca 1920 roku obejmował tu funkcję proboszcza, był trzydziestoletnim, świetnie wykształconym i doskonale oczytanym kapłanem. Już trzy miesiące po tym wydarzeniu do uspokojenia sytuacji we wsi trzeba było wzywać wojsko. Nowo przybyły duchowny był mocno zaangażowany w reformatorski nurt Kościoła katolickiego w Czechosłowacji. Moderniści postulowali nie tylko zniesienie celibatu, lecz przede wszystkim unarodowienie Kościoła – co łączyło się z budowaniem czechosłowackiej państwowości, również w imię hasła „Precz od Wiednia i od Rzymu”. Czeski ruch narodowy kształtował się w opozycji do kojarzonego na tych terenach z władzą Habsburgów Kościoła katolickiego. Schizma stawała się coraz bardziej nieuchronna – wkrótce ogłoszono powstanie Kościoła Czechosłowackiego, odwołującego się do dziedzictwa Jana Husa (w 1971 roku dodano mu określenie „husycki”).

Wówczas to po raz pierwszy w Chudobinie ujawnił się niezwykły talent retoryczny ks. Žídka. Tuż po formalnym zarejestrowaniu nowego wyznania spora grupa mieszkańców wioski – śladem młodego duszpasterza – zgłosiła do niego swój akces. Cztery miesiące po objęciu parafii przez ks. Žídka do katolickiej wspólnoty trzeba było więc delegować nowego proboszcza. Zbuntowani mieszkańcy tłumnie zgromadzili się wokół świątyni i nie wpuścili go do środka, przeganiając ze wsi jego powóz. Skonfliktowanych wyznawców uspokajać musiały ściągnięte pospiesznie wojskowe posiłki.

Kolejne lata to okres intensywnych napięć pomiędzy dwoma chrześcijańskimi frakcjami. Spory dotyczyły także prawa do użytkowania świątyni. Nowo powstała wspólnota przejęła budynek i nie chciała udostępniać go pozostałym w Chudobinie katolikom. Budzące niesmak kłótnie ks. Žídek przeciął, namawiając wiernych z Kościoła Czechosłowackiego do budowy własnego miejsca kultu. Pod koniec maja 1923 roku w odległości dwustu metrów od katolickiej świątyni wmurowano kamień węgielny, inaugurując budowę kościoła pod wezwaniem św. Cyryla i Metodego. Wydarzenie to zgromadziło ponad dwadzieścia tysięcy wyznawców nowej konfesji. W międzyczasie – w roku 1922 – obrotny ks. Żidek znalazł jeszcze czas, aby ożenić się z miejscową nauczycielką Ludmiłą Šupitovą.

wnętrze kościoła Husyckiego, zdj.: autor tekstu

Wnętrze kościoła Husyckiego, zdj.: Rafał Cekiera

Regały z urnami

Widok tych kilku osób, które gromadzą się w olbrzymiej husyckiej świątyni o godzinie dziewiątej na niedzielnym nabożeństwie, może być symbolicznym świadectwem laicyzacji czeskiego społeczeństwa. Według danych z ostatniego Spisu Powszechnego ledwie 14 procent Czechów utożsamia się z jakąkolwiek religią, najwięcej (nieco ponad 10 procent) z katolicyzmem. Jeszcze na początku XX wieku do katolicyzmu na ziemiach czeskich przyznawało się około 95 procent mieszkańców.

Liczba obecnych na nabożeństwach husyckich w Chudobinie jest znacznie mniejsza niż u katolików. Wszystko jednak zależy od przyjętej metodologii pomiaru. Gdyby wliczać do tego grona również osoby zmarłe, żaden inny kościół frekwencji u husytów nie pobije. W nawach bocznych tej świątyni ustawiono bowiem specyficzną wersję kolumbarium. To otwarte regały z urnami – popel zasnulých – zmarłych Chudobinian. Często towarzyszą im zdjęcia, przez co całość przypomina może coś na kształt izby regionalnej czy muzeum wsi. Pomiędzy regałami z prochami stoją butelki po Kofoli z wodą do podlewania zdobiących urny kwiatów. Datowane na 1979 rok, wiszące na frontowych drzwiach ogłoszenie Rady Starszych kościoła informuje, że za okres dziesięciu lat przechowywania urny należy uiścić opłatę w wysokości 400 koron. Marie Polesová, František Kuchař, Blažena Beranová, Zdenék Vařeka… Przy odrobinie złej woli każdego z tych niegdysiejszych mieszkańców Chudobina można z otwartego kościoła zabrać na zawsze ze sobą. Znajdujących się w otwartych regałach urn strzegą jedynie z ołtarza sylwetki świętych Cyryla i Metodego, pod którymi ustawiono fikuśne paprotki.

Podczas niedzielnych nabożeństw prowadzonych tu przez farářkę (kobietę-proboszcza) Jane Kašną nie tylko umarli mają liczebną przewagę nad modlącymi się. Większa od nich jest także obecna w kopule świątyni populacja innych stworzeń Bożych – tych o ciele pokrytym futerkiem i posiadających duże uszy ze spiczastymi koziołkami. Żyjąca pod rudą kopułą husyckiej świątyni i prawnie chroniona kolonia nocka dużego (netopýr velký) szacowana jest na około dwustu osobników.

Budowa tego modlitewnego przybytku przebiegała wyjątkowo szybko. Ks. Žídek był nie tylko świetnym retorem, umiejętnie mobilizującym parafian, ale też niezwykle sprawnym, przedsiębiorczym organizatorem. Zaprojektowany przez Václava Volnego z Litovela monumentalny budynek, nawiązujący do elementów serbskiej architektury sakralnej, z charakterystycznym dla husytów krzyżem na tle kielicha wpisanym w fasadę, postawiono już po dwóch latach, w 1925 roku. Międzywyznaniowe waśnie i niesnaski we wsi zdawały się zażegnane. Jak się wkrótce okazało – na bardzo krótki czas.

Kościół Czechosłowacki konstytuował się w akompaniamencie burzliwych sporów. Nie tylko teologicznych czy organizacyjnych, lecz także nierzadko związanych z ambicjami poszczególnych duchownych. W 1924 roku część z nich ostatecznie się od Kościoła odłączyła, tworząc na terenie Czechosłowacji nowe struktury Kościoła prawosławnego, podlegającego autokefalicznemu patriarchatowi w Serbii. Religijne utarczki po raz wtóry silnym echem odbiły się w Chudobinie – ks. Žídek znów stał na czele frontu podczas toczonych dysput. Stopniowo zaczął przychylać się do opcji podporządkowania nowej wspólnoty strukturom prawosławnym. Kierował się głębokim teologicznym przekonaniem czy raczej własnymi ambicjami? Trudno dziś dociec motywów kolejnej konwersji, dużo łatwiej dostrzec jej skutki. Kłótnie wybuchły z nowym impetem, wierni po raz kolejny podzielili się na frakcje, we wsi nastąpiły głębokie podziały. Zachowane świadectwa dają wymowny przykład: wyznawcy poszczególnych religii zaczęli chodzić do osobnych karczm. W czeskiej kulturze trudno o bardziej ekstremalne świadectwo niezgody.

Dopiero co zbudowana świątynia natychmiast stała się przedmiotem sporu o użytkowanie. Sprawę musiał rozstrzygać sąd. W konsekwencji ks. Žídek oddał postawioną świątynię wiernym z Kościoła Czechosłowackiego, a pozostałych przy nim stronników prawosławia namówił do kolejnej budowy: cerkwi pod tym samym wezwaniem świętych Cyryla i Metodego. Wiosną 1934 roku na ziemi należącej do rodziny Žídka – 200 metrów od kościoła husytów i 400 metrów od katolickiej świątyni – ponownie wmurowano kamień węgielny.

cerkiew prawosławna w Chudobinie, zdj.: autor tekstu

Cerkiew prawosławna w Chudobinie, zdj.: Rafał Cekiera

Alergia na kadzidło

Pravoslav Žídek, syn księdza, tak bardzo nie poszedł w jego ślady, jak to tylko było możliwe. Wstąpił do Komunistycznej Partii Czechosłowacji, w najgorszych czasach reżimu zgłosił się na służbę do wojska. Trójkę swoich dzieci, wnuków księdza, wychował na przykładnych, bezkompromisowych ateistów. Jeden z nich – Ivo Žídek – mieszka tuż za płotem prawosławnej cerkwi. Deklaruje, że nigdy swojej stopy w świątyni nie postawi, „nawet gdyby padał deszcz”. Przed niedzielnym nabożeństwem, które w cerkwi odprawiane jest w co drugą niedzielę o godzinie ósmej, Ivo wychodzi uwiązać na smyczy swojego psa. Kiedyś przeskoczył on bowiem płot i ugryzł w łydkę szykującego się do nabożeństwa prawosławnego kapłana. „Nie lubi zapachu kadzidła” – usprawiedliwiał zwierzę właściciel.

Cerkiew znajduje się przy samym wjeździe do wioski, tuż za tabliczką z jej nazwą. Najbardziej z trzech świątyń skomplikowana architektonicznie, już z daleka przykuwa wzrok – charakterystyczne niebieskie i zielone kopuły widać z drogi ekspresowej biegnącej między Ołomuńcem a Szumperkiem. Mimo finansowego wyczerpania wiernych Žídkowi i jego religijnym konwersjom mieszkańców Chudobina również i ta świątynia powstawała w ekspresowym tempie. Jej budowę ukończono w 1935 roku, konsekracji rok później dokonał metropolita z Serbskiego Kościoła Prawosławnego.

Operatywny, pełen zapału duchowny szybko stał się jedną z najaktywniejszych postaci czeskiego prawosławia. Studiował teologię, organizował spotkania formacyjne duchownych. Wykorzystując bogatą znajomość języków (łacina, greka, niemiecki, rosyjski, serbski), tłumaczył i kolportował wśród duchownych fundamentalne dzieła teologiczne. Troszczył się także o liturgię, próbując nadawać jej bardziej pogodny charakter – lansując na przykład lżejsze pieśni, inspirowane starymi czeskimi chorałami.

I kiedy wydawało się, że Žídek ostatecznie znalazł swoją duchową przystań (a przedziwne religijne perturbacje mieszkańców małej czeskiej wioski dobiegły w ten sposób końca), raz jeszcze sprawy przybrały zupełnie nieoczekiwany obrót.

Ostatni przystanek

Tragiczny bohater, autentycznie poszukujący swojej religijnej tożsamości, czy raczej rozsadzany przez niezdrowe ambicje kłótliwy megaloman? Charyzmatyk czy pyszałek? Reformator czy zwyczajny karierowicz? Minęło niemal sto lat od czasu, kiedy Žídek przybył do Chudobina, a jego postać wciąż budzi tu olbrzymie emocje. Powszechna zgoda panuje wyłącznie co do tego, że musiał posiadać niezwykły talent retoryczny. Oczarowani mieszkańcy nie tylko podążali śladem jego konfesyjnych konwersji, ale i trudzili się, budując dwie okazałe świątynie. W żadnej z nich jednak niebanalnemu duchownemu nie było dane pozostać na dłużej.

Niedługo po uroczystej konsekracji cerkwi Židek po raz kolejny wszedł w gwałtowny spór z kościelnymi hierarchami. Nie wszystkim były w smak jego ponadstandardowe zachowania i rosnąca popularność. Pomimo tego, że był już jednym z bardziej znaczących i rozpoznawalnych dostojników Kościoła prawosławnego w Czechosłowacji, jeszcze w tym samym 1935 roku został z niego ekskomunikowany. Było to dla niego niezwykle bolesne i frustrujące, miał poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Na nic zdały się odwołania, na nic tłumaczenia, że sprzeczna z duchem Chrystusowym nagonka na niego wynika wyłącznie z wewnątrzkościelnych personalnych rozgrywek. Został ostatecznie i definitywnie wykluczony z prawosławnej wspólnoty w Czechosłowacji.

W jaki sposób zareagował na to wydarzenie? Przyjaciele doradzali mu, aby opuścił ojczyznę i przyłączył się do wspólnoty prawosławnej w Ameryce bądź Jugosławii. On jednak podjął decyzję, która wprawiła mieszkańców Chudobina w osłupienie i prawdziwą konsternację. Otóż Židek zwrócił się do arcybiskupa Ołomuńca z prośbą o umożliwienie mu powrotu na łono Kościoła katolickiego. W 1938 roku marnotrawny ksiądz został do niego ponownie przyjęty – już nie jako duchowny, lecz osoba świecka. Znając jego przedsiębiorcze usposobienie, arcybiskup skierował Židka do kierowania katolickimi organizacjami charytatywnymi w Litovelu i Brnie. Z zachowanych przekazów wynika, że na niedzielne msze święte w Chudobinie mężczyzna musiał jednak chodzić taką trasą, aby się nie narazić na spotkanie z niektórymi sąsiadami.

Ksiądz Josef Žídek zmarł kilka miesięcy po wkroczeniu na teren Czechosłowacji wojsk Układu Warszawskiego, w wieku 79 lat. Ze względu na terminalną postać trawiącego go nowotworu był wówczas pod opieką żeńskiego klasztoru w okolicach Znojma. Został pochowany w obrządku katolickim na ekumenicznym cmentarzu w Chudobinie, który znajduje się tuż obok zbudowanej przez niego cerkwi. Niełatwo tam odnaleźć mogiłę Židka, w której spoczywa razem z żoną, synem i synową. Niepozorny nagrobek budowniczego dwóch kościołów w Chudobinie z wygrawerowaną sentencją „Bądź wola Twoja!” zarasta dziś trawą. We wsi wciąż jednak żywe jest wspomnienie ostatniej drogi na cmentarz tego niebanalnego duchownego. Towarzyszyły jej bijące na znak szacunku i pojednania dzwony wszystkich trzech kościołów. Tyle że pół wieku później rozłam we wsi jest wciąż odczuwalny. Mieszkańcy Chudobina, którzy po mszy świętej długo jeszcze dyskutują w przedsionku katolickiej świątyni, nie kryją zakłopotania, opowiadając o tych przedziwnych wydarzeniach, które trwale podzieliły małą czeską wspólnotę.

Korzystałem z książek P. Marka „Josef Żidek. Nástin života a díla reformního kněze, zakladatelské postavy pravoslavné církve na Moravě” (Ołomuniec 2010) oraz H. Kaczmarka „Czechy. Kościół i państwo” (Kraków 2016). Wypowiedzi Ivo Žídka zaczerpnąłem z artykułu V. Ševela „V Chudobíně najdete 250 obyvatel a tři kostely. Za dvěma z nich stojí ambiciózní farář Žídek” (Hospodářské nowiny).

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru internetowego „Kontaktu” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Powojnie w Grodzisku

Sąsiedzi niespodziewani