dwutygodnik internetowy
8.05.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wieloma głosami o Janie Pawle II

Sześć lat po beatyfikacji i trzy lata po kanonizacji Jana Pawła II prezentujemy wypowiedzi dotyczące wybranych aspektów jego pontyfikatu.

ilustr.: Marta Basak

ilustr.: Marta Basak

ks. Grzegorz Michalczyk

31 lat temu Biskup Rzymu po raz pierwszy od 2000 lat wszedł do żydowskiej synagogi. Z perspektywy roku 2017 wizyta papieża w synagodze to coś oczywistego. Po tamtej, pamiętnej, było ich wiele. Jednak do 13 kwietnia 1986 roku wydawało się to niewyobrażalne. Byłem wtedy studentem warszawskiego seminarium duchownego. Wieść o tym, że papież przekroczył próg rzymskiej synagogi, że przyjacielsko uściskał się z Elio Toaffem, głównym rabinem Rzymu, że kilkakrotnie w czasie swego wielokrotnie oklaskiwanego przemówienia nazwał Żydów braćmi, umiłowanymi braćmi chrześcijan, krążyła między nami, budząc fascynację. Po 21 latach od soborowej deklaracji „Nostra Aetatae”, kładącej kres setkom lat nauczania pogardy wobec Żydów, przyszedł czas na nowy, przełomowy gest.

Dziś możemy przywoływać wiele wypowiedzi Jana Pawła II (a także jego następców) dotyczących Żydów i judaizmu. Wspólne chrześcijańsko-żydowskie inicjatywy, spotkania i modlitwy są czymś naturalnym. Bez wątpienia jest to owocem tamtego, tak długo wyczekiwanego, kwietniowego popołudnia.

Ala Budzyńska

27 maja w Warszawie odbędzie się konferencja „Być kobietą urzekającą”. Nie jest to wydarzenie o wielkim znaczeniu naukowym ani kulturalnym, ale pokazuje, jak zaskakująco szeroki jest wpływ myśli Jana Pawła II nie tylko na Kościół, ale również na to, co dzieje się na jego obrzeżach. Organizatorki konferencji jako swoje źródła inspiracji podają nowy feminizm – ideę stworzoną i promowaną przez Jana Pawła II – oraz książkę „Urzekająca” Stasi Eldredge. Hasło przewodnie tegorocznej edycji brzmi: „Dzielna niewiasta w dzisiejszym świecie, czyli o geniuszu kobiety”.

„Kobiecy geniusz” to jedno z kluczowych określeń w antropologii płci, jaką kreślił papież. Choć mówi się o tym, że objawia się on w przeciwdziałaniu dyskryminacji, jego istota polega na tym, co dla kobiety „naturalne”, czyli zdolność do bycia matką – zarówno biologiczną, jak i duchową. Skrajne przeciwstawienie sobie kobiecej i męskiej natury i brak zdecydowanego dowartościowania spełniania się przez kobietę w rolach innych niż rodzinne to jedne z głównych grzechów spojrzenia, jakie proponuje Jan Paweł II. Jego „nowy feminizm” miał stanowić przedłużenie krytycznego spojrzenia na tradycyjny podział ról płciowych. Ponadto miał być alternatywą w stosunku do postulatów ruchów feministycznych i społecznych, których geneza sięga rewolucji seksualnej lat 60. XX wieku.

Wystarczy jednak spojrzeć na program wydarzeń takich jak „Być kobietą urzekającą”, aby utwierdzić się w przekonaniu, że mimo swojej nazwy „nowy feminizm” ma niewiele wspólnego z feminizmem, jaki znamy – opierającym się przecież na wolności wyboru. Nie przez przypadek wśród proponowanych przez organizatorki warsztatów znalazły się zajęcia dotyczące kulinariów i macierzyństwa. Wpływ myśli Jana Pawła II na ten wybór jest być może pośredni, ale jednak spójny z tym, jak rolę kobiety naszkicował papież.

Dawid Gospodarek

Jan Paweł II piastował urząd papieski odkąd pamiętam. Był moją dziecięcą, patriotyczną, katolicką dumą. Polak, taki mądry, szanowany, dobry; sam w sobie dowód na istnienie Boga i sens Kościoła. Z nauczania pewnie przytoczyć bym mógł, że papieżowi chodzi o to, żeby ludzie byli dobrzy, kochali Boga i Maryję. Dzięki szkolnym akademiom i konkursom lepiej znałem biografię niż naukę.

Śmierć papieża była jakimś szokiem, wiązała się z lękiem. Czułem, że będzie inaczej, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Zbiegło się to trochę z młodzieńczymi wątpliwościami światopoglądowo-tożsamościowymi, badaniem autorytetów i nieznanego. Tu zetknąłem się z krytyką papieża: zarzuca się mu ślepy konserwatyzm, niereagowanie na skandale pedofilii w Kościele czy AIDS w Afryce. I z drugiej strony (bo w międzyczasie się nawróciłem, a potem bacznie przyglądałem integrystycznej krytyce współczesnego Kościoła): łamanie pierwszego przykazania (przez ekumenizm i dialog międzyreligijny), nadużycia liturgiczne, wpadki polityczne, skrzywdzenie „Atanazego naszych czasów” (abp Lefebvre) z rzeszą katolików przywiązanych do starego rytu i katechezy – i tak dalej.

Poznanie polskiego papieża przyszło później, wraz z czytaniem jego pism, badaniem ewolucji myślenia, śledzeniem dyskusji o jego antropologii czy katolickiej nauce społecznej. I tu zaskoczenie – to wszystko nie jest wcale tak znane. Jan Paweł II dał mi się poznać jako autentycznie i konsekwentnie chrystocentryczny, z czego wynikała jego dialogiczna wrażliwość, otwartość na drugiego, umiejętność słuchania, stawiania granic, szanowanie wolności. Widzę go jako prawdziwego proroka i mistyka, głęboko zanurzonego w chrześcijańskiej tradycji i duchowości oraz genialnie aktualizującego zastane w Kościele skarby. A jednocześnie brata, z którym nie obawiam się dyskutować.

Misza Tomaszewski

Nie sposób streścić w jednym akapicie niejednoznacznego stosunku papieża Jana Pawła II do latynoamerykańskiej teologii wyzwolenia. Z jednej strony, wyobrażenia Karola Wojtyły na jej temat były oparte na nieuprawnionym, ale dającym się przecież zrozumieć uogólnieniu jego doświadczenia realnego socjalizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Z drugiej strony, nikt, kto zapoznał się z nauczaniem społecznym Jana Pawła II – począwszy od pozostającej w czytelnym dialogu z młodym Marksem encykliki „Laborem exercens”, a skończywszy na równie czytelnie zadłużonej u teologów wyzwolenia krytyce „społecznych grzechów” neoliberalizmu w adhortacji „Ecclesia in America” – nie powinien mieć wątpliwości co do tego, że przynajmniej niektóre punkty programu teologii wyzwolenia musiały być mu bliskie. Mamy tu do czynienia z wewnętrznym napięciem, które trudno jednak wyczuć w prowadzonej (lub przynajmniej autoryzowanej) przez niego polityce personalnej. Na stolice biskupie Ameryki Łacińskiej nominowano zachowawczych (także w sensie społecznym) hierarchów, marginalizując wpływy tych bardziej progresywnych – na przykład jednego z naszych „katolewicowych świętych”, arcybiskupa Héldera Câmary. Nie ulega wątpliwości, że destrukcyjne skutki tych decyzji obciążają właśnie Jana Pawła II i że nie są to jedyne zastrzeżenia dotyczące jego polityki kadrowej, o których należało by głośniej mówić.

Maria Rogaczewska

W miarę oddalania się w czasie przełomu roku 1989, który staje się mglistym wspomnieniem dla pokolenia trzydziesto- i czterdziestolatków, zaś dla młodszych pokoleń – opowieścią z podręcznika historii, rola papieża Jana Pawła II jako wielkiego gracza politycznego na szachownicy dziejów może stawać się w nadchodzących latach mniej istotna niż jego rola jako mistrza duchowego Polaków. Tym bardziej, że takich prawdziwych przewodników duchowych dla polskiej wspólnoty dojmująco dziś brak. Brakuje takich liderów społecznych i duchowych, którzy potrafiliby wyprowadzać nas jako wspólnotę z traumy, żałoby, rozpaczy, resentymentu, beznadziei.

Pokazał to przykład doświadczenia zbiorowego Polaków po katastrofie smoleńskiej. Nasi liderzy, polityczni i kościelni, nie pomogli nam przepracować tej żałoby konstruktywnie, zmobilizować się w duchu samopomocy i solidarnego naprawiania porażek. Przeciwnie, dominują w sferze publicznej raczej ci, którzy zbijają swój kapitał polityczny na najbardziej przykrych emocjach zbiorowych, starannie je w ludziach pielęgnując. Tymczasem św. Jan Paweł II – jak dowodzi jego ostatnia książka, testament, jakim jest „Pamięć i tożsamość” – miał na celu duchowe wyprowadzenie społeczeństw poranionych II wojną światową, które doświadczyły też powojennych okrucieństw reżimów totalitarnych, ku odzyskaniu nadziei i siły do życia. Papież nauczał, powołując się na przykłady świętych XX wieku – św. Faustynę, św. Maksymiliana Kolbego – że najgorsze nawet zło ma swoją miarę, nie jest wszechpotężne, jego skutki mogą być przezwyciężone.

Najważniejsze zatem pytanie, jakie stawia nam św. Jan Paweł dziś, brzmi: jak praktycznie można „dobrem zwyciężać zło”? W swojej rodzinie, wspólnocie, społeczeństwie? Co to dokładnie znaczy? Jak można sprawić, aby dobro „zaświeciło” nawet w wielkich ciemnościach? Jak uporać się z rozłamem, nienawiścią, wrogością, strachem przed obcym (imigrantem)? Testament papieża mówi jasno, że takie możliwości otwierają przed nami tylko prawdziwe przebaczenie (sobie samemu, w rodzinach, między politykami) oraz głęboko przeżywana solidarność – bycie razem, zjednoczonym wobec zła, wobec ciemności, jakich doświadczają członkowie naszej wspólnoty.

Marcin Dzierżanowski

Jan Paweł II był papieżem genialnego dialogu ze światem. Problem w tym, że jednocześnie stłumił dialog wewnątrz Kościoła. W wielu dziedzinach nie dopuszczał głosów przeciwnych, przez co zbyt łatwo uniwersalizował swe poglądy, będące wypadkową zawężonych polską perspektywą osobistych doświadczeń oraz własnego otoczenia intelektualnego. Widać to w takich kwestiach jak stosunek do teologii wyzwolenia, kobiet czy – szczególnie mocno – osób LGBT. W 1960 roku w swojej pracy „Miłość i odpowiedzialność” Wojtyła przedstawił wizję homoseksualizmu jako zboczenia, skoncentrowanego na seksualizmie i z natury zamkniętego na warstwę uczuciowo-emocjonalną. Wówczas był to pogląd dość powszechny nie tylko w Kościele.

W kolejnych dziesięcioleciach jednak zarówno nauka, jak i doświadczenie społeczne całkowicie go sfalsyfikowały. Problem w tym, że Jan Paweł II pozostał więźniem tej prymitywnej wizji aż do końca pontyfikatu. Wydany w 1986 roku przez Josepha Ratzingera dokument „Homosexualitatis problema” w praktyce wyrzucił wiele osób LGBT poza nawias instytucjonalnego Kościoła, uniemożliwiając w stosunku do nich jakąkolwiek sensowną posługę duszpasterską. Późniejsze wypowiedzi i decyzje Watykanu w tej dziedzinie konsekwentnie szły w tym samym kierunku. Dla milionów osób homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych oraz ich rodzin skutki takiego podejścia były i są dramatyczne. Z punktu widzenia osób LGBT pontyfikat Jana Pawła II był bardzo opresyjny. Nie znaczy to, że nie widzę w papieżu-Polaku wielkiego przywódcy religijnego czy osoby świętej. Przeciwnie: jego przykład stanowi optymistyczny znak, że świętość można osiągnąć mimo osobistych ograniczeń i popełnianych błędów.