dwutygodnik internetowy
13.10.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wielkie świadectwo wiary

W 1942 roku, kiedy wielu wyznawcom islamu świat chrześcijan pogrążonych ze sobą w wojnie wydawał się bardziej przerażający niż dzisiaj, dotarły do Maroka dwie młode polskie zakonnice ze zgromadzenia franciszkanek.

Ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

Przez ponad pięćdziesiąt lat dwie zakonnice służyły biednym marokańskim kobietom i dzieciom. Jedna kiedyś w Polsce była hrabianką, druga córką młynarza.
 
Osiemset lat temu, kiedy wielu chrześcijanom świat islamu wydawał się jeszcze bardziej przerażający niż dzisiaj, święty Franciszek mówił swoim braciom, że gdyby znaleźli kartę Koranu, to powinni ją ucałować i położyć na ołtarzu. Święty Tomasz z Akwinu uczył, że to, co prawdziwe ma zawsze swe źródło w Duchu Świętym. Święty Jan Paweł II ucałował podaną mu Księgę Koranu: nie należy tego gestu objaśniać jednoznacznie, ale nie należy też sądzić, że papież wyraził w ten sposób jedynie szacunek dla jej wyznawców. Łatwiej byłoby może żyć w świecie o konturach wyraźniej ukazujących granice tego, co nasze, i tego, co nam wrogie. Wypada jednak oddawać cześć świętości i prawdzie tam, gdzie świecą blaskiem Stwórcy nieba i ziemi, a nie tylko tam, gdzie na ich obecność wskazują nasze religijne znaki i symbole.
 
W 1942 roku, kiedy wielu wyznawcom islamu świat chrześcijan pogrążonych ze sobą w wojnie wydawał się bardziej przerażający niż dzisiaj, dotarły do Maroka dwie młode polskie zakonnice ze zgromadzenia franciszkanek, misjonarek Maryi. Było to związane z wojną w Europie i niepewną sytuacją w Portugalii, w której pracowały od kilku lat. Maroko było wtedy sułtanatem i protektoratem francuskim, do którego przybyło wielu uchodźców. Milionom widzów ciągle przypomina o tym jeden z najsłynniejszych filmów w historii kina: „Casablanca”.
 
Misjonarki w Maroku zajmowały się przede wszystkim kobietami opuszczonymi przez mężów i rodziny, a także bezdomnymi, osieroconymi lub porzuconymi dziećmi. Kobietom stwarzały możliwość wykonywania jakiegoś rzemiosła lub innej pracy zarobkowej, dzieciom dawały opiekę i naukę. To nie była misja uczenia chrześcijańskiego katechizmu czy próba odbierania wyznawców muzułmanom. Struktury tego społeczeństwa, jego historia i wiele innych zjawisk składały się na to, że los porzuconych kobiet i dzieci był wyjątkowo ciężki. Nie było można oderwać tych biedaków od korzeni ich religii i narodu, ale można było im pomóc.
 
Przez ponad pięćdziesiąt lat dwie zakonnice, wśród innych sióstr swego bardzo międzynarodowego zgromadzenia, służyły biednym marokańskim kobietom i dzieciom. Kiedyś w Polsce jedna z nich była hrabianką, druga córką młynarza. Na jedną w Polsce mówiono Cecylka, na drugą Marylka i tak nazywano je jeszcze często w Maroku, choć miały też bardziej formalne imiona. Wydaje mi się, że nawet zwolennicy najbardziej radykalnego rozdziału Kościoła od państwa nie byli przeciwni, gdy obie siostry w latach dziewięćdziesiątych zostały kawalerami Orderu Odrodzenia Polski, bo przecież Polsce też dały naprawdę dobre świadectwo.
 
Dobre świadectwo i te, i inne siostry dały Świętej Ewangelii Pana Naszego, Jezusa Chrystusa. Bardzo poruszające i serdeczne podziękowania złożył siostrom w czasie uroczystości pewien Marokańczyk (oczywiście muzułmanin), którego żonę od jej sierocego dzieciństwa opiekowały się siostry. Większość zebranych na uroczystości stanowili – obok notabli, Polonii i duchowieństwa – przybyli z bliska i czasami z daleka miejscowi muzułmanie. Wśród nich panuje przekonanie, że zakonnice te są specjalnymi osobami, w których każda pobożność, chrześcijańska czy muzułmańska, dostrzeże świętość.
 
Byś może jest to miejsce na dygresję: świętość osób żywych i zmarłych jest tradycyjnie, w pobożności marokańskiej, istotnym elementem porządku świata. Gdy jej brakuje, świat nawiedzają choroby i nieszczęścia. Od osób świętych (żywych i umarłych) można dostać błogosławieństwo (BARAKA), które zawsze u swych źródeł jest darem Bożym. Oczywiście każdy każdemu może błogosławić, doświadczenie jednak uczy, że Bóg chętniej wysłuchuje swoich wypróbowanych przyjaciół. Praktyka jednak pokazuje także , że Pan Bóg ma swoich przyjaciół nie tylko w granicach jednego wyznania. Dlatego do grobu muzułmańskiego świętego lub sławnego pobożnością cadyka, albo do chrześcijańskiej cudownej ikony przychodzi się z potrzeby serca i z przekonania o tym, że świętość miła Bogu wyraża się znakami. Poznaje się ja po owocach. Świętość osób (ale też miejsc i czasu) nie jest kategorią teoretyczną, ani jedynie wyrazem podziwu.
 
Tymczasem w czasie powrotnej podróży z tych wspaniałych uroczystości (przemówienia, wręczanie orderów, przemówienia, chóry, kwiaty; dziękczynne nabożeństwo z udziałem dwóch arcybiskupów; późny obiad z elementami polskiej tradycji: barszczem, zrazami i babami w stylu wielkanocnym), jeden z tych starszych, mądrych i pobożnych Marokańczyków powiedział mi z wahaniem i niedowierzaniem, że niektóre siostry były zazdrosne.
 
Nie chodziło o ordery i czcigodne staruszki. Wielki stół w czasie obiadu miał kształt litery L. Przy krótszym ramieniu siedziały wybrane osoby, jubilatki, przełożone, arcybiskupi, konsul i ambasador. Skupiło się też tam kilka młodszych sióstr z Polski podekscytowanych i przejętych, które też nawet śpiewały po polsku przy deserze. Przy długim ramieniu, u którego końca były drzwi do kuchni, byli pozostali uczestnicy. Wypadało więc siostrom, które były bliżej kuchni, częściej coś stamtąd przynosić czy zanosić. I tam Haj Mohamed słyszał prowadzone między Francuzkami czy Hiszpankami rozmowy, w których brzmiały nuty zazdrości. My już tyle razy słyszeliśmy historię o świętej Marcie, że nie dziwi nas to tak bardzo , jak nieznającego Ewangelii muzułmanina.
 
Opowiedziałem o tym kiedyś przyjacielowi, starszemu księdzu o wielkiej mądrości i latach doświadczenia w krajach islamu. Dodałem komentarz dotyczący tego, jak bardzo trzeba uważać na to, jak jesteśmy jako chrześcijanie uważnie obserwowani; o wielkim świadectwie i małych incydentach, które zasłaniają wielkie świadectwo, a także kilka jeszcze pobożnych oczywistości. Powiedział, że w zasadzie tak, że misja dawania świadectwa prawdzie i radości Ewangelii samym tylko chrześcijańskim postępowaniem jest niezwykle trudna i trudno dostrzec jej owoce.
 
Potem pomyślał dłużej i opowiedział o jednym z bardzo rzadkich przypadków prośby muzułmanina o chrzest, dobrze mu osobiście znanym. Było to w czasie wojny algiersko-francuskiej, zakończonej niepodległością Algierii. Wojna była długa, krwawa i często okrutna. Francuzi stosowali tortury. . Otóż jeden z Algierczyków, który je przeżył, wszedł wtedy na początek drogi, która przez rozważanie męki, śmierci i zmartwychwstania Ukrzyżowanego (znał dobrze Jego wizerunek, ale doprawdy nie z lekcji katechizmu) doprowadziła go do prośby o chrzest. Wszystko to było otoczone dyskrecją godną tego religijnego doświadczenia. Został potem, gdzieś poza swoim krajem, zakonnikiem i niewielu znana była jego przeszłość i tajemnica.
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.
 

 
Magazyn „Kontakt” to nie tylko internetowy tygodnik, ale także papierowy kwartalnik. Zachęcamy do lektury. Można go nabyć m.in. w prenumeracie.