dwutygodnik internetowy
24.11.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wchłaniając nowoczesność

„Nowoczesność”, budzi pytanie o wartości tego, co jest przed modernizacją, i tego, co zostało unowocześnione. Dylematy, te można sformułować w języku polityki i dyskusji o tożsamości narodowej.

Figury niemożliwe, Pawilon Polski na 14. Międzynarodowej Wystawie Architektury — la Biennale di Venezia, 2014. Fot. Wojciech Wilczyk, CC BY-SA 3.0

Tegoroczna edycja składała się z wystaw, które krążyły wokół problemu „wchłaniania nowoczesności”. Opowieści o związkach pomiędzy planowaniem i projektowaniem oraz modernizacją polityczną i społeczną w różnych częściach świata.  

 

Wizyta na Biennale Architektury w Wenecji w listopadzie wprowadza w stan zawieszenia. Kapryśna pogoda i poniedziałkowe podróże vaporetto po wyspach laguny sprawiają, że czas zaczyna płynąć w spowolnionym rytmie kuracji w sanatorium Berghof. Acqua alta zmienia natomiast obraz przestrzeni, ponieważ zmusza do ciągłego szukania nowych dróg dojścia do wschodniej części miasta. Sama formuła wydarzenia jest również znacząca: obrasta tysiącami recenzji, sprawozdań i polemik, a przez to przechodzi z fazy ekscytującej i odkrywczej debaty do męczącego puszenia się „świata sztuki”.

 

Tegoroczna edycja – zgodnie z pytaniami nadrzędnymi, które zadał kurator, Rem Koolhaas – miała być „audytem” architektury. Rozbudowaną i opartą na szczegółowych badaniach refleksją nad tym, co mamy, jak do tego doszliśmy, co z tym możemy teraz zrobić i dokąd możemy dojść, startując z obecnego punktu. Składała się z wystaw, krążących wokół problemu „wchłaniania nowoczesności”, które zostały przygotowane przez 66 krajów w pawilonach narodowych w Giardini, w Arsenale oraz innych, rozproszonych punktach. „Wchłaniania nowoczesności”, to znaczy opowieści o związkach pomiędzy planowaniem i projektowaniem oraz modernizacją polityczną i społeczną w różnych częściach świata. Towarzyszyły im dwie ekspozycje. Pierwsza – kuratorska w Pawilonie Centralnym, zatytułowana „Elementy architektury” i poświęcona „nowemu korpusowi wiedzy” o architekturze. Druga – „Monditalia”, opowiadająca o kondycji współczesnych Włoch, którą przygotowali ludzie tworzący inne części Biennale: Kina, Tańca, Teatru i Muzyki.

 

Tyle o założeniach. W jaki sposób autorzy poszczególnych wystaw odpowiedzieli jednak na problemy zdefiniowane przez Rema Koolhaasa? Jakie narracje wyłaniały się ze zderzenia pojedynczych wypowiedzi?

 

W zadanych ramach kryło się ryzyko podryfowania w stronę klasyfikacji inspirowanych przez botaniczne rozważania Karola Linneusza lub ambicje francuskich Encyklopedystów. Tak też niestety się stało, ponieważ pojawiły się kompleksowe przeglądy dokonań architektonicznych w poszczególnych krajach (pawilon brazylijski). Niektóre zespoły zdecydowały się jednak na przedstawienie jedynie dobrze przemyślanej i opracowanej syntezy własnych poszukiwań, dodatkowe informacje umieszczając w folderach lub publikacjach (Czesi i Słowacy). To właśnie w tych ekspozycjach mogłem odnaleźć kilka ciekawych i inspirujących tropów…

 

Tytułowy wątek „wchłaniania nowoczesności” zainteresował mnie ze względu na sposób, w jaki został sformułowany. Po pierwsze, zastanawiałem się nad tym, jak kuratorzy odniosą się do ukrytego założenia, że „absorbowanie” zakłada istnienie pewnych idei w jednym miejscu i ich brak w innym, a także opisuje symetryczny proces eksportowania i importowania. Użycie tego pojęcia generuje od razu pytania o to, co powszechne (uroszczenie zapisane w pojęciu „styl międzynarodowy”) i lokalne (np. tradycja budowlana). O centrum i peryferia, a przez to kieruje nas na pole analizy postkolonialnej i zachęca do ponownej lektury europejskich opowieści o architekturze i urbanistyce modernistycznej. Po drugie, moją wyobraźnię pobudzał sam termin „nowoczesność”, a właściwie zaszyfrowane w nim rozważania o wartości tego, co jest przed modernizacją, i tego, co zostało unowocześnione. Dylematy, które można sformułować w języku polityki i dyskusji o tożsamości narodowej.

 

Figury niemożliwe, Pawilon Polski na 14. Międzynarodowej Wystawie Architektury — la Biennale di Venezia, 2014. Fot. Wojciech Wilczyk, CC BY-SA 3.0

Teraz szczegóły. Z każdą wizytą w kolejnym pawilonie coraz wyraźniejsze stawało się wiszące nad wieloma ekspozycjami pytanie o to, czyim dziedzictwem jest modernizm. To przecież (tylko) ograniczone pod względem czasowym i geograficznym zjawisko społeczne, a w jego obrębie – ruch architektoniczny. Konsekwencja Oświecenia, czyli ściśle europejskiego myślenia o porządkowaniu świata. Żądającego uniwersalności, a przez to wprawionego w ekspansywny ruch, co przestaje być oczywiste, gdy opuścimy jego matecznik. To właśnie z tym problemem znakomicie zmierzyli się kuratorzy pawilonu Mozambiku. Zwinnie żonglowali „turystycznym” i „widokówkowym” przeglądem obrazów młodego kraju, zderzonego z osią czasu, na której rozpisano informacje historyczne, a także trzy opowieści architektoniczne o ikonach „stylu międzynarodowego”, jego recepcji narodowej i przemianach… wiejskiej chaty. Właściwie ich braku, ponieważ to w tej formie tradycyjnego budownictwa zapisane jest długie trwanie (niezmodernizowanej) społeczności. Nie mam pewności, czy ironia zawarta w formie przekroju przez wszystkie warstwy, na którym znajduje się Muzeum Guggenheima w Bilbao (międzynarodowe na górze), realizacje w miastach Mozambiku oraz drewniana konstrukcja kryta strzechą (lokalne na dole), była zamierzona, ale jego zwielokrotnienie w czytelny sposób kwestionowało uzasadnienie modernizmu, a właściwie importowania idei z północnej części globu. Co, w jakim zakresie i w jakim celu podlega zatem modernizacji? W jakim powinno? Czy kontrolujemy ten proces?

 

Podobnemu problemowi przyjrzeli się autorzy wspólnej wystawy Finlandii, Szwecji i Norwegii, opowiadającej w szczegółach historię Kenii, Tanzanii i Zambii, która rozpoczyna się w latach 60., po proklamowaniu niepodległości, a kończy dwadzieścia lat później. Po usunięciu kolonialnych (brytyjskich) struktur politycznych i biurokratyczno-administracyjnych władze tych krajów zaczęły z nadzieją importować rozwiązania skandynawskie: plany regionalne i urbanistyczne, rozwiązania w zakresie infrastruktury społecznej i przemysłu. Narracja kuratorska jest wielowątkowa i oczywiście pokazuje faktyczne i głębokie przemiany, ale równocześnie ujawnia trudne lub groteskowe elementy. Przykłady? Fabryka ryb, zaprojektowana przez Karla Henrika Nøstvika, posiadała rośliny w zamkniętym ogrodzie i poza nim, co miało być symbolem „dobrobytu dla wszystkich”, mimo że znajdowała się na… pustyni. Natomiast wysoka jakość wyposażenia szkół w głowach ludzi, którzy mieli później nimi zarządzać, rodziła wątpliwość, czy nie jest ono przez przypadek zbyt dobre w stosunku do potrzeb. Co w tym miejscu jest zatem autentyczną i potrzebną zmianą, a co wyłącznie fasadą?

 

Inne pytanie o legitymizację nowych struktur państwowych, które powstają na zgliszczach kolonialnych, zadali w bardzo wyrazistej formie autorzy pawilonu polskiego. Kuratorzy z Instytutu Architektury w Krakowie poddali szerokiej analizie baldachim nad wejściem do grobu Józefa Piłsudskiego na Wawelu, zbudowany ze spoliów i elementów związanych z działaniami zaborców. Zakodowany w tym problem stał się dla mnie jaśniejszy po zestawieniu przygotowanych tekstów i diagramów z modernistyczną wyobraźnią kartezjańskiego filozofa-budowniczego. Dlaczego? Nowy i uporządkowany gmach wiedzy należy wznieść na surowym rdzeniu, ponieważ właściwości materiału rozbiórkowego (wcześniejszych koncepcji) mogą zepsuć nasze dzieło – ostrzegał autor „Rozprawy o metodzie”. Czy podobnie jest z państwem? Warto może zapytać o to, co moglibyśmy odkryć prowadząc – używając pojęcia Wolfganga Welscha – „estetyczną psychoanalizę” mitu II Rzeczypospolitej… Ciekawe zadanie, które stawia przed nami kuratorska kreacja.

 

Związkom pomiędzy kształtowaniem przestrzeni i tożsamością społeczności, która z niej korzysta, można przyjrzeć się jednak w zupełnie inny sposób, żeby ujawnić sytuacje i konsekwencje zerwania tej zależności. Tak zrobiła Matilde Cassani w części ekspozycji „Monditalia”. Wykadrowała społeczną przemianę włoskich wsi w Nizinie Padańskiej, która wcześniej była zamieszkana wyłącznie przez katolików i stanowiła monolit kulturowy, a teraz jest domem dla licznej populacji Sikhów. Pokazała, że ta transformacja nie znajduje swojego odzwierciedlenia w krajobrazie, poprzez nałożone na siebie zdjęcia przestrzeni publicznych miasteczek w dzień powszedni i w trakcie święta Baisakhi. Stojąc na wprost widzieliśmy zabudowania w formie, która nie zmieniła się przez kilkadziesiąt lub kilkaset lat (np. bryłę historycznego kościoła), a gdy przesuwaliśmy się w lewo lub w prawo dostrzegaliśmy, że wypełniają ją wyznawcy tej religii. Dzięki temu stawało się dla nas czytelne, że urbanistyka i planowanie przestrzenne nie nadążają za wspomnianymi przemianami i są nośnikiem tożsamości, która nie istnieje lub odchodzi. Architektura w tym momencie staje się obojętna i pusta.

 

W jaki sposób wywikłać się z tej matni, żeby nie popaść w konserwatywną krytykę modernizmu? Można zejść kilka stopni ideologicznych w dół, co zaproponowali kuratorzy pawilonu belgijskiego. Z wielką swadą i ironią oraz analityczną dokładnością pokazali to, co kryje się za fasadami uporządkowanego miasta. Również modernistycznymi. Poprzez serię zdjęć zupełnie zwyczajnych wnętrz i instalacji, zaopatrzonych w absurdalne opisy, które przypominają fragmenty artykułów w prasie architektonicznej, dowiedli, że w tym prostym geście przekształcania najbliższego otoczenia kryje się naprawdę ważne źródło projektowania. Przez to również jego modernizacji… Rozwinięcie tej prostej intuicji mogłoby otwierać nowy rozdział w dziejach nowoczesności bez osuwania się w nieuzasadnioną pychę modernizmu.

 

Tekst publikujemy we współpracy z Kolektywem Miastoprojekt. Można go czytać także na stronie http://miastoprojekt.blogspot.com/