dwutygodnik internetowy
02.04.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Warszawa na fali partycypacji

Polska się oburza. Kolejne protesty obywatelskie pokazują, że coś się zmieniło w świadomości Polaków. Chcą mieć coraz większy wpływ na sprawy publiczne i coraz częściej udaje im się go wywalczyć. Protesty różnią się między sobą skalą i zasięgiem postulowanych zmian.

Źródło: prawodomiasta.pl

 

Współpraca: Joanna Sawicka

Polska się oburza. Kolejne protesty obywatelskie pokazują, że coś się zmieniło w świadomości Polaków. Chcą mieć coraz większy wpływ na sprawy publiczne i coraz częściej udaje im się go wywalczyć. Protesty różnią się między sobą skalą i zasięgiem postulowanych zmian. Niektóre ograniczają się do problemów lokalnych, jak np. sprzeciw wobec likwidacji squatów czy wobec prywatyzacji Zakładów Wodociągów i Kanalizacji, inne dotyczą poszczególnych sfer życia publicznego (list otwarty w sprawie funkcjonowania teatrów publicznych; protest przeciwko poborowi sześciolatków do szkół) albo spraw ogólnokrajowych (ACTA; Obywatele Kultury). Wszystkie razem przełamują wyniki niezliczonych badań społecznych pokazujące pasywność i bezradność polskich obywateli. Istotne jest dzisiaj, by ten burzliwy zapał obywatelski posłużył stworzeniu trwałych instytucji, które poszerzyłyby dotychczasowy zakres instrumentów władzy bezpośredniej obywateli.

 

O ile jest to zadanie trudne na poziomie krajowym, o tyle na poziomie lokalnym takie rozwiązania wydają się być na wyciągnięcie ręki. Wiele miast stara się nadążyć za światowymi trendami w poszerzaniu dialogu obywatelskiego. W debacie nad kształtem administracji publicznej szczególną popularnością już od lat 90. cieszy się model governance, postulujący oparcie władzy lokalnej na sieci oddolnych inicjatyw obywatelskich. W tej koncepcji obywatel nie tylko bierze udział w wyborach samorządowych raz na cztery lata, ale jest aktywnym uczestnikiem procesów decyzyjnych i staje się ekspertem w sprawach lokalnych. Założenie leżące u podstaw tej teorii jest proste – kto inny, jak nie mieszkaniec, wie najlepiej, czego brakuje w programie domu kultury, jak powinien wyglądać pobliski park czy w jaki sposób dysponować własnością komunalną. Władze przy tym nie tylko zbierają postulaty mieszkańców, ale wręcz przyjmują rolę animatora społecznego. Wychodzą z inicjatywą do obywateli i proszą ich o zabranie głosu w konkretnej sprawie. W ten sposób zyskują pewność, że podjęte decyzje spotkają się z aprobatą mieszkańców, a pieniądze publiczne zostaną prawdopodobnie wykorzystane efektywniej.

 

Warszawa podobną politykę stara się realizować już od kilku lat. W 2008 r. właśnie w tym celu powstało Centrum Komunikacji Społecznej. Jedną z jego funkcji jest pomoc przy realizacji konsultacji społecznych, czyli opiniowaniu projektów, dokumentów, uchwał przez stronę obywatelską. Nie jest to co prawda narzędzie nowe, bo istnieje w Polsce już od ponad 20 lat, ale do tej pory było ono mocno zaniedbywane. Konsultacje społeczne ograniczały się do wywieszenia dokumentu w urzędzie z możliwością zgłoszenia swoich uwag. Obecnie urzędnicy coraz chętniej sięgają po bardziej aktywizujące metody przy zasięganiu opinii. Przybierają one formę m.in. otwartego spotkania z moderowaną dyskusją, spaceru badawczego czy cyklu warsztatów. Całe wydarzenie jest najczęściej poprzedzone kampanią reklamową np. w metrze czy tramwajach, a kończy się ogłoszeniem wyników i ustosunkowaniem urzędników do zebranych postulatów. Uczestniczyć w konsultacjach od pewnego czasu możemy również poprzez stronę internetową. Niewątpliwie jakość organizowanych konsultacji w Warszawie w ciągu ostatnich kilku lat bardzo się podniosła.

 

Wydaje się jednak, że oczekiwania obywateli dotyczące uwzględniania ich zdania w sprawach publicznych są również coraz większe. Nie zadowalają się oni już tylko rolą skromnych doradców i podsuwaniem swoich postulatów zmian. Pokazują to protesty mieszkańców Woli, którzy podczas konsultacji postulowali stworzenie zabudowy rekreacyjno-sportowej wokół terenów stadionu Sarmaty, a mimo to władze Warszawy chciały przeforsować projekt developera, a więc zabudowy mieszkaniowej. Podobny przypadek dotyczył nazwy nowego mostu, gdzie Prezydent miasta, ignorując wyniki konsultacji, nazwała go im. Marii Curie-Skłodowskiej. Patrząc na obecnie prowadzone konsultacje, nie sposób nie odnieść wrażenia, że tematy które zdecydowali się poruszyć urzędnicy poszczególnych dzielnic, są stosunkowo zachowawcze. Nie są to sprawy palące ani takie, które potrafią zmobilizować większą liczbę osób. Wydaje się, że we władzach samorządowych nadal pokutuje stereotyp obywatela „krzykacza”, który nie jest równoprawnym partnerem do rozmów.

 

Ostatnie protesty przeciwko zamknięciu Baru Prasowego, zamknięciu kina Praha czy prywatyzacji stołówek jasno pokazują, że mieszkańcy chcą mieć większy wpływ na ostateczne decyzje. Dotychczasowa forma konsultacji tego niestety nie przewiduje. Brakuje zarówno możliwości inicjowania konsultacji przez stronę obywatelską, jak również poszerzenia obszarów spraw publicznych, gdzie obywatele mogliby sami podejmować decyzje o kierunku polityki. Obie zmiany ma w swoich planach Centrum Komunikacji Społecznej. Inicjatywa obywatelska dotycząca konsultacji jest już przygotowywana, ale szczegóły jej są nadal nieznane. Pewnego rodzaju poszerzenie zakresu konsultacji szykuje się podczas organizowanego budżetu partycypacyjnego dotyczącego programu Domu Kultury Śródmieście (2012/2013). Przy tej okazji mieszkańcy będą mogli współdecydować o ofercie zajęć. Nadal jednak nie wiadomo, kiedy warszawiacy uzyskają możliwość decydowania o budżecie w szerszym jego zakresie. Takie rozwiązania funkcjonują już na osiedlu Wrzeszcz w Gdańsku, którego mieszkańcy decydują na co przeznaczyć 50 tys. zł wydzielonych z budżetu dzielnicy. W zeszłym roku mieszkańcy Sopotu mogli decydować na poziomie całego miasta, w jaki sposób chcą wykorzystać 4 mln zł (ok. 1% budżetu miasta), choć ich propozycja musiała również zostać zatwierdzona przez radę miasta.

 

Pozostaje pytanie, czy wizje mieszkańców Warszawy i urzędu miasta mają szanse się spotkać, czy obywatele będą zmuszeni walczyć o poszerzenie swojego udziału we władzy nad miastem. Jak na razie protesty obywatelskie pojawiają się stosunkowo niezależnie od siebie, ale być może stopniowe sieciowanie się grup obywatelskich (np. wyrażone poprzez wsparcie Obywateli Kultury dla zachowania Elby czy stworzeniem strony internetowej prawodomiasta.pl), utworzy wspólny ruch na rzecz poszerzenia partycypacji obywatelskiej w Warszawie.