dwutygodnik internetowy
27.02.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Warszawa – misja niemożliwa Kościoła?

Kościół warszawski chce sprawić, by usłyszano jego głos na ulicach. Otwarta konferencją prasową z 22 lutego akcja „Misja Warszawa” jest próbą włączenia się stolicy naszego – jak zwykło się powtarzać – katolickiego kraju w akcję „Misja Miast”, zapoczątkowaną w arcylaickim Paryżu, a następnie kontynuowaną w Brukseli, Wiedniu, Budapeszcie i Lizbonie. Poza czysto organizacyjnymi mankamentami, do […]

Kościół warszawski chce sprawić, by usłyszano jego głos na ulicach. Otwarta konferencją prasową z 22 lutego akcja „Misja Warszawa” jest próbą włączenia się stolicy naszego – jak zwykło się powtarzać – katolickiego kraju w akcję „Misja Miast”, zapoczątkowaną w arcylaickim Paryżu, a następnie kontynuowaną w Brukseli, Wiedniu, Budapeszcie i Lizbonie. Poza czysto organizacyjnymi mankamentami, do myślenia o których skłania choćby pobieżne zapoznanie się z dostępnymi na temat przedsięwzięcia materiałami, zastanawia teren i kontekst planowanej akcji. Czy czynią one Misję Warszawy niemożliwą? Jest to pytanie o warunki, w jakich polski Kościół podejmuje działania w ramach „Nowej Ewangelizacji”, oraz o specyfikę reagowania na zjawiska sekularyzacji w kraju, który wydaje się głęboko religijny, podlegając jednocześnie tym samym, co Zachód procesom – choć w odmienny i dlatego trudny do zrozumienia sposób. Nieco niepozorna, ale przecież nie pozorowana, akcja „Misja Warszawy” pozwala nam zastanowić się nad przyszłością miejsca Kościoła w społeczeństwie, którego otwarta katolickość – paradoksalnie – nie pomaga w dokładnym zrozumieniu bieżących zadań misji katolików.

Zgodnie z informacjami podanymi na oficjalnej stronie akcji (www.ewangelizacja-warszawy.pl) odbywać się ona będzie na trzech obszarach. Pierwszym z nich są parafie, na terenie których obywać się mają rekolekcje kerygmatyczne, katechizacje, koncerty, akcje multimedialne i festyny podejmowane w kooperacji z istniejącymi strukturami duszpasterskimi i ruchami świeckich. Wzorem innych stolic, w 12 dużych parafiach Warszawy planuje się lekturę ciągłą Pisma Świętego, katechezy biskupie, nabożeństwa pokutne oraz czytanie przez znane osoby fragmentów „Wyznań” św. Augustyna. Ważnym elementem są inicjatywy charytatywne podejmowane na rzecz osób ubogich i potrzebujących. Drugi obszar stanowi środowisko akademickie, w obrębie którego odbyć się mają rekolekcje ewangelizacyjne w czasie Wielkiego Postu, uliczne nabożeństwa Drogi Krzyżowej i seminaria pogłębiające wiarę. Trzecią płaszczyzną, stanowiącą zarazem kulminację akcji, jak i punkt oparcia dla dwóch pierwszych obszarów, w założeniu bezterminowych, jest tydzień misyjny między 15 a 22 kwietnia. Rozpocząć ma się uroczystą Mszą Świętą pod przewodnictwem kardynała Kazimierza Nycza 15 kwietnia w Parku Moczydło, a zakończyć Marszem Gwiaździstym 22 kwietnia jako publiczną manifestacją wiary w środowisku akademickim. W trakcie tygodnia duszpasterstwa akademickie będą przeprowadzać dni ewangelizacji na uczelniach i organizować spotkania integracyjne, zaś w jego drugiej połowie planowane są wydarzenia liturgiczne: noce świadectw, koncerty uwielbienia, adoracje i otwarte konfesjonały. Cel: aktywizacja istniejących wspólnot, podniesienie „eklezjalnej” świadomości wiernych i dotarcie do osób znajdujących się na obrzeżach Kościoła i poza nim.

 

Tyle krótkiej odprawy przed misją. Niewiele więcej przynosi próba uzyskania innych informacji: w internecie dotrzeć można jedynie do krótkich artykułów powiadamiających o samym istnieniu akcji – w większości opartych na notce KAI. Materiały filmowe z konferencji prasowej wydarzenia uczciwie pokazują salę o wyraźnej przewadze krzeseł pustych nad zajętymi przez dziennikarzy, by zaś posłużyć się modnym kryterium popularności, którego miarodajność można oczywiście dyskutować, zauważmy, iż na portalu społecznościowym Facebook wydarzenie „lubi” nieco ponad 200 osób. Oczywiście ten brak wyrazistej obecności akcji w świadomości – nawet związanych z Kościołem – warszawiaków tłumaczyć można wczesnym stadium rozwoju samej misji, która przecież na poziomie projektu i haseł zakrojona jest szeroko. Wydaje się jednak, że przyczyny sięgają głębiej i wiążą się, z jednej strony, z pewną ambiwalencją działań w ramach „Nowej Ewangelizacji”, z drugiej zaś z nieuchronnymi okolicznościami podejmowania ich w polskich warunkach.

Po kliknięciu na stronie misji na plik dźwiękowy opatrzony opisem: „Posłuchaj, jak kardynał Nycz zachęca do wzięcia udziału w projekcie”, usłyszeć możemy następujące frapujące słowa Metropolity: „[na Misję] patrzę pokornie i nie mam za wielkich oczekiwań, bo to jest początek. Nie mamy zasadniczo pomysłu, w jaki sposób trafić do ludzi, którzy odeszli od Kościoła, którzy nie praktykują, w związku z tym każda próba jest godna uwagi. (…) jest to próba odpowiedzi na to wołanie o Nową Ewangelizację, o której mówi papież Benedykt XVI”. Sądzę, że ta z pozoru jaskrawa rozbieżność między tym, jak wydarzenie prezentuje się osobom biorącym jego hasła za zapowiedź kolejnej wielkiej akcji i duchowego powstania Warszawy, a tym, jak przedstawia się ona w założeniach spontanicznie sformułowanych przez patronującego jej pasterza stolicy, nie daje się sprowadzić do nieumiejętności wprowadzania przez organizatorów wielkich słów w konkretny czyn. Mimo że myląca, związana jest raczej z nieuchronnym charakterem głoszenia Ewangelii w ów nowy sposób, polegający na wejściu w publiczną, rządzącą się swoimi prawami przestrzeń „wydarzeń kulturalnych”, akcji i performance’ów. Wejście to natrafia na opór świeckiej rzeczywistości, która, wiedziona przyzwyczajeniem, oczekuje kolejnego „wydarzenia” pozostawiającego „wrażenie” tam, gdzie przecież de facto chodzi o nawrócenie dokonujące się na poziomie, do którego nie dociera większość tak efektownych wydarzeń kulturalnych. Ta rozbieżność, ambiwalencja nie jest niczym złym: jest raczej znakiem radykalnej odmienności orędzia Kościoła. Nie oznacza ona rzecz jasna, że Duch działa wyłącznie w izdebkach serc i nie potrafi powiać z mocą ulicami miasta. Polacy zresztą doskonale o tym wiedzą.

 

Nawiązanie do Benedykta XVI w wypowiedzi kard. Nycza wydaje się tym bardziej trafione, że w jego pokornej deklaracji opalizuje ten sam rodzaj świadomości właściwego celu misji Kościoła skupionego na tym jedynym, jedynym zadaniu, jakie znamy z głośnego odczytu Papieża do ludzi kultury wygłoszonego podczas jego pielgrzymki do Francji. Papież, odnosząc się do motywacji cysterskich nowicjuszy wstępujących do klasztoru (potem bernardyńskiego kolegium), gdzie przemawiał, powiedział: „Przede wszystkim trzeba przyznać z dużą dozą realizmu, że ich pragnieniem nie było budowanie nowej kultury ani też przechowywanie kultury przeszłości. Motywacja była o wiele prostsza. Ich celem było poszukiwanie Boga, quaerere Deum. W zamieszaniu tamtych czasów, gdy zdawało się, że nic nie może się ostać, mnisi pragnęli rzeczy najważniejszej: poświęcić się temu, co wartościowe, nieprzemijalne, znalezieniu samego Życia. Poszukiwali Boga. Od spraw drugorzędnych pragnęli przechodzić do rzeczywistości zasadniczej, do jedynej rzeczy naprawdę ważnej i pewnej”. Słowa te nie chcą i nie mogą być wymówką dla porzucania wielkich zamiarów odnowy Kościoła. Wyznaczają jedynie zasadę działania, bez której ani nie jest możliwe znalezienie odpowiadającej im siły, ani możliwa nie jest adekwatna ocena nawet niepozornych działań.

Moc oddziaływania drugiego bieguna tej ambiwalencji, którego zasadności nie chcę przecież negować – oczekiwania wymiernych efektów skutecznie przeprowadzonej akcji – każe jednak zastanowić się nad specyficznie polskimi uwarunkowaniami tej sytuacji. Jest znanym prawem, że przedmiot nabiera wyrazistości przez odmienność tła, na którym się odcina. Podjęcie Misji Miasta w Paryżu, choć zapewne zubożone na innych polach, czerpie jednak swoją moc również z radykalności kryzysu, w którym znajduje się tamtejszy Kościół. Francuski „katolicyzm miejski”, czy „inteligencki”, już dawno stał się frakcją mniejszościową, lecz zarazem elitarną i duchowo dynamiczną: to właśnie ten fakt stoi – na dobre i na złe – za siłą oddziaływania francuskiego katolicyzmu w powojennej Polsce. Na poziomie powszechnej świadomości sytuacja polskiego Kościoła jest – co oczywiste – odmienna. Katolicy – by przypomnieć fakt tak skrupulatnie poddawany krytycznym i podejrzliwym analizom przez licznych publicystów – stanowią tu większość, zaś Kościół jest „tutejszy”, swojski i zastany, nawet jeśli w oczach niektórych odległy i nieatrakcyjny. To osoby spoza Kościoła mocą faktu społecznego startują z pozycji jednostek walczących o przestrzeń w polskiej świadomości, to oni – jak sądzą – „przełamują schematy”, nie zaś mniejszościowy Kościół, który – jak we Francji – stara się zmagać z konserwatywną (sic!) tezą o nieuchronności laicyzacji. Powtarzana jest ona z niesłabnącym uporem, mimo że wielu ogłosiło już wyczerpanie się motywujących ją oświeceniowych źródeł. Z drugiej strony Kościół warszawski – organizator Misji w naszej stolicy – ma świadomość zjawiska odpływu wiernych w warunkach modernizującego się, dynamicznego miasta. To klasyczny fenomen nowoczesności. Nie przeczy on utrzymywaniu się wyżej opisanego obrazu Kościoła dominującego w przestrzeni publicznej. Sytuacja ta zapewne częściowo odpowiada za pat, którego wyrazem jest ta niepozorność i niemrawość Misji Warszawy.

 

Klincz jest tym trudniejszy do przełamania, że przejmowane często jako oczywistość – lub jako program reformy polskiego katolicyzmu, co dodaje mu tylko mocy oddziaływania – przekonanie o konieczności „rozdzielenia państwa od Kościoła” pozostawia Kościołowi w wyobraźni wielu jedynie oddolną, społeczną, nie zaś instytucjonalną i polityczną drogę głoszenia. Kościół próbuje zaistnieć jako wspólnota w przestrzeni publicznej drogami, które wiodą niemal wyłącznie przez sferę prywatną. Zwulgaryzowana forma tego przekonania skazuje Kościół na przedzieranie się do świadomości ludzi ścieżkami, na których natrafia na opór społecznego faktu. Niezależnie od tego, czy strategia ta budzi w nas sympatie czy nie, zdać sobie musimy sprawę, że trudności ewangelizacji, jakich przykładem jest „Misja Warszawa”, odsyłają do problemu społecznych wyobrażeń o miejscu katolików w przestrzeni publicznej. Wyobrażenia te zawierają przekonania, którym nierzadko trudno odmówić dobrej woli, lecz których bardzo problematyczne konsekwencje pozostają nieprzemyślane. Nieprzemyślane również przez tych, którzy zwykli często myśleć o miejscu Kościoła w społeczeństwie, w którym żyją.