dwutygodnik internetowy
15.01.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

W sercu wykluczenia

Fawele to brazylijskie dzielnice nędzy. Przynajmniej dla nas – ludzi z zewnątrz. Bo dla głównego bohatera tego komiksu fawela jest po prostu domem.

materiały prasowe

materiały prasowe

A konkretnie historyczna pierwsza fawela na wzgórzu zwanym dzisiaj Providência. W 1897 zajęli je żołnierze, którzy powrócili z wojny Canudos (więcej na ten temat można wyczytać między innymi w „Wojnie końca świata” Mario Vargasa Llosy). Za zwycięstwo obiecano im domy, ale nie dotrzymano słowa. Sami zajęli więc wzgórze, które ochrzcili nazwą Morro da Favela (od popularnej rośliny występującej na wzgórzach wokół Rio de Janeiro). Wraz z upływem czasu fawelami zaczęto nazywać wszystkie nielegalne osiedla. Najpierw w Rio, później w całej Brazylii, aż wreszcie słowo to stało się znane na całym świecie. W efekcie tej nieoczekiwanej popularności pierwszą fawelę przemianowano w końcu na Providêncię.

Właśnie tam wychowywał się i do dzisiaj mieszka Maurício Hora – brazylijski fotograf znany z nagłaśniania problemów faweli i odkrywania za pomocą zdjęć ich piękna, bez epatowania biedą czy przemocą. Jego ojciec, Luizinho, był szanowanym w całej okolicy bicheiro, czyli człowiekiem, który umożliwiał nielegalny hazard. Kiedy pod koniec lat 50. przerzucił się na narkotyki, został szlachetnym bandytą, który pilnował porządku na dzielni. A doświadczenia wyniesione z hazardu uczyniły go prekursorem sprzedaży i marketingu, bo przeniósł handel narkotykami z domów na ulice.

Nielegalna fucha Luizinha sprawiła, że mały Maurício miał nieco lepsze warunki bytowe niż jego kumple, ale nie widywał zbyt często własnego ojca, który całkiem nieźle poznał od środka mury więzienia. Wychowywany przez dziadków do szóstego roku życia był pod kloszem. Dopiero gdy wrócił pod skrzydła rodziców, nieco lepiej poznał mroczniejszą stronę Providêncii. „Moje dzieciństwo naznaczył widok trupów. Czasami widziałem jednego, czasami dwa… Czasami jednego na tydzień” – wspomina Hora.

Raz były to zwłoki w mundurze, innym razem ciało dilera. I wszystko wskazywało na to, że on też jest skazany na jedną z tych dwóch dróg, które prowadziły do tak samo tragicznego finału. Ale w wieku trzynastu lat Maurício otrzymał posadę złotnika. W 21-osobowym zakładzie nie ćpał jako jedyny. I właśnie dzięki tej pracy zdobył pierwszy aparat, który odmienił jego życie. Zaczął fotografować fawele i po pewnym czasie odkrył, że jego zdjęcia mają moc sprawczą. Pozwalają zmieniać rzeczywistość, bo zwracają uwagę opinii publicznej na problemy najuboższych. W ten sposób aparat stał się orężem Hory, który postanowił walczyć za pomocą nieruchomych obrazów o lepszy los swoich ziomków z faweli. Reszta to historia współczesnej fotografii i ubóstwa w Brazylii.

„Favela w kadrze” nakreślona jest ręką André Diniza, którego styl przypomina klasykę komiksu spod znaku Davida B. („Rycerze św. Wita”) czy jego uczennicy Marjane Satrapi („Persepolis”), choć sam autor twierdzi, że wzorował się na xilogravuras, czyli drzeworytach brazylijskich prymitywistów. Tak czy inaczej czarno-białe, ekspresjonistyczne rysunki uwydatniają emocje postaci, a geometryczna, czasem wręcz karykaturalna kreska rozładowuje napięcie i pozwala uciec od patosu czy sentymentalizmu typowego dla biograficznych wspomnień z dzieciństwa. Epizodyczna struktura narracji umożliwia zaś pomieszczenie w niedługim albumie (136 stron) wielu lat z życia faweli i pokazanie zachodzących tam przemian. A przede wszystkim tego, że tak naprawdę niewiele się zmienia. Bo w fawelach na dobre rozpanoszył się mechanizm błędnego koła. Ubodzy nie mogą wyjść z ubóstwa, bo nikt nie ufa mieszkańcom faweli i trudno im znaleźć godziwą, uczciwą pracę. Schodzą więc na drogę przestępstwa, co dodatkowo ułatwia im prześladująca dzielnice nędzy policja. Historia Maurícia pokazuje, jak wiele trzeba mieć szczęścia i determinacji, by wydostać się z tego zaklętego kręgu. Świadomość, że otrzymał kilka prezentów od losu, uwrażliwiła go zaś na los ziomków z Providêncii, czego dowodem są zarówno liczne akcje nagłaśniające ich problemy, jak i pozytywistyczna praca u podstaw w samej dzielnicy, gdzie pomaga biednym zdobyć fach i zaraża ich głodem kultury.

Dowodami wrażliwości są także – rzecz jasna – fotografie samego Hory (kilka zamieszczono na końcu albumu), które nie tylko dokumentują życie faweli, lecz także składają się na wizualny list miłosny do własnego miejsca na Ziemi. Rozchwytywany artysta mógłby przecież uciec z niebezpiecznej dzielnicy i zamieszkać gdzie tylko zapragnie. Ale od dzieciństwa wrastał w miejską tkankę Rio de Janeiro, zapuszczał korzenie na Providêncii. Nigdzie indziej nie byłby u siebie. A André Diniz doskonale to rozumie i przekłada na bezbarwne, a przy tym poruszające wyobraźnię obrazy. W efekcie twórczy duet odczarowuje brazylijskie dzielnice nędzy znane z gangsterskich filmów (choćby „Miasto Boga”), pokazując, że w faweli można się zakochać. Zresztą, w którym dużym mieście nie ma dzielnic uchodzących za niebezpieczne? Zazwyczaj okazuje się jednak, że wystarczy w nich zamieszkać i poznać tubylców, by przekonać się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nieznane zwykle tak długo jest straszne, jak długo pozostaje nieznane.

materiały prasowe

materiały prasowe

materiały prasowe

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

A co, jeśli będzie jeszcze zimniej? Kulturalne rekomendacje na styczeń

Domosławski: Uczmy się od Ameryki Łacińskiej

Architektura biedy