dwutygodnik internetowy
11.09.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

W poczekalni, czyli o życiu uchodźców w Grecji

Trzy lata po tym, jak głównym obrazem kojarzonym z przymusową masową migracją stało się zdjęcie martwego chłopca na plaży, uchodźcy nie są już na czołówkach gazet w Europie. Jeśli jednak chcemy, aby kolejny obraz migracji był inny, to powinniśmy zapełnić strony gazet historiami o naszym codziennym wspólnym życiu.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Być może zabrzmi to jak tani frazes, ale takie podejście i narracja rzeczywiście mogą zbliżyć ludzi do siebie. Nie chodzi o to, żeby zapomnieć o wielkiej niesprawiedliwości, jaka się uchodźcom przytrafiła, i o cierpieniach, jakie przeżyli. Złożoność trudnego doświadczenia uchodźców wymaga jednak opowiedzenia także tych historii – niby prostych i błahych – z ich życia codziennego.

Pracując jako wolontariuszka w Solidarity Now w Salonikach, spotykam się z nieoczywistym obrazem cierpienia. Zdarzają się momenty, w których ludzie dzielą się ze mną swoimi niezwykłymi historiami. Czternastoletnia dziewczynka opowiadała mi, że zawsze chciała być pilotem odrzutowca, ale teraz nie ma nawet domu, którego mogłaby bronić. Mężczyzna wspominał – na zajęciach z języka greckiego przy okazji nauki o rodzajach transportu – że dotarcie do Europy zajęło mu dwa lata i osiem miesięcy. Usłyszałam historię od nastolatki, która właśnie tam dowiedziała się, że po prawie trzech latach rozłąki zobaczy swojego ojca; poznałam też opowieść kobiety, która była więziona ze swoim mężem i synkiem. Tutaj, w Salonikach, właściwie każdy może odpowiedzieć historię, która złamie serce. To w tych krótkich momentach uświadamiam sobie, że jestem otoczona ludźmi, których życie zostało wywrócone do góry nogami. Ale te smutne chwile są krótkie; częściej staramy się rozmawiać o życiu codziennym, książkach, muzyce, nieznośnym gorącu i oczywiście – o jedzeniu.

Codzienne życie w ośrodku

Zazwyczaj pracuję w miejscu, które nazywamy Niebieskim Centrum Uchodźców – przestrzeni prowadzonej przez Solidarity Now w centrum Saloników. Oferujemy tam różne zajęcia od psychosocjalnego wsparcia przez lekcje języka po konsultacje w sprawie pracy. Oferujemy także możliwość socjalizacji dla uchodźców, wymiany doświadczeń i wskazówek dotyczących życia w Grecji oraz pomagamy w znalezieniu informacji o dostępnych dla nich programach. Niektórzy ludzie przyjeżdżają do nas z pobliskich obozów (na przykład z Davata – tutaj można zobaczyć mapki z obozami w Grecji), inni mieszkają w obiektach zarządzanych przez jedną z wielu organizacji pozarządowych, jeszcze inni już znaleźli mieszkanie w mieście. Często zależy to od tego, czy złożyli już wniosek o azyl w Grecji czy też o relokację lub złączenie rodziny w innym kraju europejskim. Dla wielu z nich jednak mieszkania są źródłem ciągłych frustracji, jako że system ich przyznawania nie jest specjalnie wydajny ani zrozumiały.

Jednym z moich głównych obowiązków jest nauczanie języka angielskiego w grupach matek z dziećmi w Centrum Uchodźców. Pracuję tam z kobietami, które nigdy nie uczyły się języka obcego, wiele z nich nawet nie czyta ani nie pisze w swoich językach ojczystych, a tylko nieliczne z nich otrzymały jakiekolwiek wykształcenie. Nie mówię po arabsku, persku, kurdyjsku ani w jakimkolwiek innym języku pozaeuropejskim. Oznacza to, że nie mam ani jednego wspólnego werbalnego środka komunikacji z moimi studentkami. Zresztą często grupy, które uczę, tworzą uczennice tak wielu różnych narodowości, że nawet jeśli mówiłabym jednym z tych języków, to i tak wiele by to nie pomogło.

W czasie mojej pracy nauczyłam się, że kiedy wydaje się, iż wszelka komunikacja jest niemożliwa, to najlepszym tematem do rozmowy jest kawa. Możemy gardzić cukrem (w końcu to „biała śmierć” i zagrożenie dla współczesnego społeczeństwa), ale jestem wdzięczna, że to słowo w tak wielu językach jest prawie identyczne. Najpiękniejsza rzecz w rozmowie zaczynającej się od „Czy lubisz kawę? Z cukrem?” polega na tym, że kończy się ona „Me no English”. Ale zaraz potem okazuje się, że komunikacja jest w 80 procentach niewerbalna, więc można zacząć świetną zabawę. Czasami dla ułatwienia używamy na zajęciach formy „głuchego telefonu”, ponieważ niektóre kobiety mówią zarówno po arabsku i po kurdyjsku, jak po turecku czy w farsi. Czasami przynosi to nieoczekiwany efekt. Kiedyś poprosiłam moje studentki, aby spróbowały przetłumaczyć swój ulubiony przepis. Moja prośba musiała się jednak zgubić w przekładzie, ponieważ na następne zajęcie część z nich przyniosła przygotowane potrawy – jedzenie za to było wspaniałe.

Mówiąc o niewyrażalnym

Moja praca nigdy nie jest nudna. Spotykają mnie liczne niespodzianki: kiedyś poznałam nową grupę kobiet, którym bardzo spodobała się formuła zajęć, w myśl której ja uczę je przez godzinę angielskiego, a następnie one mnie arabskiego. Kolejną niespodzianką było to, że gdy przygotowałam polskie pierogi (zajęło mi to ponad cztery godziny, a byłam z siebie bardzo dumna), to odzew moich studentek brzmiał mniej więcej tak: „jak miło, ale my robimy to samo (niespodzianka!), ale po prostu lepiej (no, to mnie akurat nie dziwi!)”. Czasami pojawiają się niezwykłe chwile, gdy po zajęciach moja studentka używa Google Translate, aby powiedzieć mi, że „bardzo cieszyła się z tych zajęć”. Sądzę, że chyba nie czuła, aby angielskie wyrażenia, które już znała, właściwie wyrażały jej satysfakcję. Albo gdy nowa studentka – pierwsza osoba znająca język farsi w grupie – dołączyła do nas i nawet najbardziej nieśmiała z moich studentek wykorzystała swoje nowo poznane angielskie słownictwo, aby dowiedzieć się czegoś o jej dzieciach.

Te chwile – z pozoru zwyczajne i błahe – pozwoliły nam, w miarę jak mijał czas, do siebie się zbliżyć. Pewnego dnia uczyłyśmy się, jak wyrazić nasze uczucia, i któraś ze studentek powiedziała: „Dzisiaj jestem zła, bo mój mąż w Niemczech nie dzwoni”. Chociaż chciałam je nauczyć tylko podstawowych zwrotów w języku angielskim, okazało się, że rozpoczęłam naszą najbardziej niesamowitą rozmowę. Biorąc pod uwagę traumatyczne przeżycia wielu uchodźców, zazwyczaj staram się nie zadawać im osobistych pytań. Byłam więc zdziwiona i poruszona, gdy dowiedziałam się, że to jest właśnie to, czym moje studentki chciałaby się ze mną podzielić. Okazało się, że niektóre z nich wcześniej milczały, bo nie wiedziały, jak mówić o rzeczach, które miały dla nich znaczenie: „Tęsknię za mężem”, „Jestem samotna”, „Czuję się zagubiona”. W czasie tych zajęć było miejsce na łzy, przytulanie i słowa pocieszenia – a wszystkie te emocje wyrażane i wysławiane były przez kobiety, które jeszcze dwa miesiące wcześniej nie wiedziały jak powiedzieć po angielsku, skąd pochodzą.

Te zajęcia nauczyły mnie więcej pokory niż cokolwiek innego w moim życiu. Historie, które słyszymy o uchodźcach, obfitują zazwyczaj w dużo więcej dramatycznych wydarzeń i wywołują o wiele więcej emocji niż historie, które usłyszałam od kobiet, z którymi miałam przyjemność pracować. Niemniej jednak jestem pod wrażeniem siły i odporności, które wykazywały pomimo sytuacji, w jakiej się znalazły – przedłużającej się niepewności, pozornie niekończącym się oczekiwaniu na ostateczne ukończenie procedur biurokratycznych, aby wreszcie móc zobaczyć swoich bliskich.

Czekając na nowy, wspaniały świat

Obecnie czas oczekiwania na rozmowę w procedurze przyznania azylu, relokacji lub połączenia rodziny to co najmniej sześć miesięcy. Dla Syryjskich obywateli i bezpaństwowców, którzy mogą udowodnić pobyt w Syrii, istnieje tak zwana opcja „szybkiej ścieżki”. Ta ścieżka jest reklamowana jako ta wymagająca „jedynie” sześciomiesięcznego okresu oczekiwania. Jeśli nie jesteś Syryjczykiem, rozpatrzenie Twojego wniosku o przyznanie azylu potrwa znacznie dłużej, ale przynajmniej w międzyczasie możesz pracować – choć w Grecji, gdzie stopa bezrobocia przekroczyła już 20 procent, to marne pocieszenie. Te okoliczności zmuszają wiele osób do życia w niepewności, niepokoju o przyszłość, niezdolności do odbudowy swojego życia.

Jednocześnie Niemcy narzuciły (nieoficjalny i bezprawny) limit liczby osób, które mogą przybyć do ich kraju zgodnie z prawem dublińskim określającym prawo do łączenia rodzin. Rodziny, które były przekonane, że już wkrótce się spotkają, od października 2016 czekają na loty. Niektóre z najbardziej przygnębiających historii, jakie znam, dotyczą osób, które zostały błędnie poinformowane, że ich dokumenty o połączeniu są gotowe, aby zaraz potem dowiedzieć się, że telefon z Ministerstwa był skierowany jednak do kogoś innego. W tym biurokratycznym koszmarze, spędzając kolejne święta na rozmowie ze swoimi rodzinami przez video-czat, ludzie widzą swoje życie w danym kraju Europy Zachodniej jako nowy początek. Dlatego wielu wierzy, że wszystko się zmieni i samo życie będzie łatwiejsze, kiedy wreszcie opuszczą już Grecję.

Ktoś tu kiedyś mi powiedział, że w Syrii system był skorumpowany, ale przynajmniej ludzie wiedzieli, jak z niego korzystać. Za to w Grecji wszystko, co można zrobić, to czekać na to, co przyniesie los, odświeżyć swoją kartę tymczasowego pobytu i skoncentrować się na życiu codziennym – pracach domowych, książkach, muzyce, pogodzie i oczywiście jedzeniu.

***

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, najlepszym źródłem informacji mogą być profile organizacji pozarządowych i wolontariuszy w mediach społecznościowych.

Solidarity Now to organizacja, w której jestem wolontariuszką. Na naszym profilu można znaleźć indywidualne historie ludzi, ale także opinie i aktualizacje programów dostępnych dla uchodźców, choć niektóre posty są dostępne tylko w języku greckim. Refugee Info w języku arabskim i angielskim zawiera wiarygodne informacje dla uchodźców i tych, którzy chcą mieć bardziej szczegółowy obraz sytuacji, w jakiej uchodźcy znajdują się w Europie. The Mobile Info Team działa w podobny sposób, ale koncentruje się na północnej Grecji. W przypadku północnej Grecji można również sprawdzić stronę niezależnej sieci wolontariuszy – Volunteers Network. Ja sama śledzę również profile UNHCR dla poszczególnych krajów i najważniejszych organizacji, takich jak Help Refugees.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.