dwutygodnik internetowy
28.10.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

W elektrycznym zwierciadle. Black mirror

Według reklam najlepszym sposobem na uspokojenie dzieci jest wręczenie im tabletu – od najmłodszych lat przyzwyczajając je do obecności podświetlonych pikseli. Black Mirror w kolejnych odcinkach analizuje wpływ, jaki rozwój cywilizacji ma na nasze życie.


 
Coraz trudniej się bać. Otaczająca ludzi natłok elektronicznych bodźców sprawia, że lęk przestał być prostą emocją, stał się przefiltrowanym przez kulturę popularną zestawem konwencjonalnych chwytów. Istoty nadnaturalne, jak wampiry, wilkołaki, duchy i zombie, utraciły swoją metaforyczną siłę. Nawet twórcy wiadomości wpadli w stagnację próbując wywołać grozę kolejną historią o matce mordującej własne dziecko czy kolejnym zamachu terrorystycznym.
 
„Co współcześnie wzbudza strach?” – na to pytanie postanowił odpowiedzieć Charlie Brooker, twórca, producent i główny scenarzysta serialu Black Mirror, którego dwa sezony ukazały się w brytyjskiej telewizji Channel 4. Odpowiedź na pierwszy rzut oka wydaje się banalna. Zdaniem Brookera potworem naszych czasów jest technologia. Prawdziwie przerażające jest jednak jego zdaniem to, że lęk przed techniką jest tylko częściowo uświadomiony: z jednej strony istnieje społeczne oburzenie inwigilacją, ACTA itp., ale z drugiej nie dostrzegamy setek, tysięcy, milionów ekranów, które otaczają nas na co dzień. Według reklam najlepszym sposobem na uspokojenie dzieci jest wręczenie im tabletu – od najmłodszych lat przyzwyczajając je do obecności podświetlonych pikseli. Black Mirror w kolejnych odcinkach analizuje wpływ, jaki rozwój cywilizacji ma na nasze życie. Nie na zasadzie ostrzeżenia, a raczej pokazania jak bardzo nowinki techniczne zrastają się z codziennym funkcjonowaniem, jak zmieniają nasze postrzeganie świata, wpływają na relacje społeczne i rodzinne oraz na politykę. Podstawą każdej fabuły jest rozbudowana krytyka, która jednak godzi się z tym, że już jest za późno aby cokolwiek zmienić. Nie da się pokonać wszędobylstwa ekranów.
 
Wzorem dla Black Mirror jest The Twilight Zone, amerykański serial z lat 1959–1964. Podobnie jak miało to miejsce w tym programie, dziełko Brookera w każdym odcinku przedstawia odrębną i niepowiązaną z innymi historię, a gatunkowo czerpie z dystopii czy typowego sci-fi, horroru, kryminału, political fiction. The Twilight Zone było próbą metaforycznego zobrazowania aktualnych lęków społeczeństwa  oddania ducha czasu, typowych strachów zimnowojennych – przed zagładą nuklearną, Innymi, upadkiem porządku społecznego dyktowanego przez WASPów (White Anglo-Saxon Protestants). Napisane przez Charliego Brookera scenariusze  mierzą się ze współczesnymi zjawiskami w sposób podobny do swojego pierwowzoru. Dwa odcinki poruszają tematykę portali społecznościowych i ich roli w naszym życiu. Mój ulubiony pokazuje dodatkowo dystopijną rzeczywistość, w której cały porządek oparty jest na konkursie w stylu Got Talent lub X-Factora. Historie opowiadane w każdym epizodzie są dopracowane pod każdym względem scenariuszowym i wizualnym. Niestety to dbanie o jakość sprawia, że nie ma ich zbyt wiele: jedynie 6 odcinków w ciągu dwóch lat. Dzięki temu jednak widz ma poczucie, że opowiadane fabuły są najlepsze, starannie wyselekcjonowane i doszlifowane do każdego szczegółu.
 
Właśnie ilość szczegółów jest tym, co najbardziej przeraża w Black Mirror. To nie tylko główne historie, ale drobne scenki. Jak na przykład ta, w której bohaterka wracająca z pogrzebu swojego męża odbiera maila z reklamą książek na temat żałoby. To niewiele znaczący element, który jednak pokazuje jak mało dzieli nas od tego, by maszyny wiedziały o nas wszystko. Już teraz dostajemy sztucznie wygenerowane życzenia urodzinowe; ile czasu minie, nim Google będzie gratulowało nam z okazji uzyskania dyplomu lub zostania rodzicem? Geniusz Brookera polega na przewidywaniu tego typu zjawisk bez tworzenia jakiejś wielkiej futurologicznej wizji. Przyszłość w Black Mirror (poza jednym odcinkiem) pokazywana jest jako niezbyt różniąca się od dzisiejszego świata. Wprowadzane zmiany są kosmetyczne, choć znaczące, co sprawia, że widz nie ma problemu z ich zaakceptowaniem i przyswojeniem. To właśnie na tym, iście freudowskim, dynamicznym balansie między rzeczami oswojonymi, a (jeszcze?) fantastycznymi opiera się budowany w tym serialu strach. Tym, co wywołuje tu lęk jest uświadomienie sobie, jak niewiele dzieli nas od pokazywanej w Black Mirror przyszłości oraz to, że najprawdopodobniej nie da się tej przyszłości uniknąć.
 
Technologia nie jest jednak jedynym motywem pozwalającym połączyć w całość bardzo różnorodne odcinki Black Mirror. Jest ona tylko pretekstem do zastanowienia się nad rolą prawdy we współczesnym świecie. Bohaterowie wszystkich części albo próbują przełamać otaczającą ich fikcję i zostają przez nią pokonani, albo też konfrontacja z prawdą kończy się dla nich boleśnie, wręcz traumatycznie. Zabierając się za Black Mirror nie oczekujcie happy endu. Jak w czołówce, prawda ukazuje się dopiero w momencie, gdy czarne lustro ekranu pęka.