dwutygodnik internetowy
31.10.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Urwana nuta

Jaka muzyka towarzyszyła podbojom Złotej Ordy? Na jakich instrumentach Tatarzy grali w jurtach, w sytuacjach codziennych, prywatnych? Jakie kołysanki Tatarki nuciły swoim dzieciom?

ilustr.: Patricija Biliuj-Stodulska

ilustr.: Patricija Biliuj-Stodulska

Tekst pochodzi z 31. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Lepsza zmiana”.

Powyższe pytania nurtują nie tylko historyków. Piszę ten tekst z perspektywy muzyka, pracując równolegle nad płytą z muzyką tatarską. Jej poszukiwaniom i aranżacjom towarzyszą przeróżne dylematy, gdyż grupa etniczna, której dotyczy, żyje na niezwykle rozległych terenach, sięgających obecnie od Polski poprzez Krym, tereny republiki Tatarstanu aż po stepy centralnej Azji.

Pierwszy raz obecność przodków Tatarów na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego odnotowano na początku XIV wieku. Dwa wieki później byli już całkowicie spolonizowani. Dziś, czując się Polakami, kultywują jednocześnie swoją tożsamość tatarską. Religia stanowi trzon, na którym w pierwszej kolejności buduje się poczucie odrębności, historia przodków zapisała swoje ślady również w kulturze kulinarnej. Wreszcie – tatarskich korzeni można także szukać w charakterystycznych nazwiskach. Pisze o tym Halina Szahidewicz, założycielka zespołu tatarskiego „Buńczuk”. W swojej niedawno opublikowanej książce wspomina swego ojca, który mówił jej: „Jesteś Tatarką – muzułmanką i obywatelką polską. To zobowiązuje, więc masz postępować godnie i pamiętać, że wszystkie te trzy określenia stanowią o twojej tożsamości i są jednakowo ważne”.

Wyzwaniem wciąż pozostaje kwestia języka. Tatarzy próbują reaktywować go w ramach swojej mniejszości, organizują kursy, jednak znajomość języka tatarskiego wciąż jest domeną nielicznych. Na łonie mniejszości tatarskiej w Polsce istnieje także silna potrzeba identyfikacji przez muzykę. Chcą słuchać tatarskiej muzyki, chcą śpiewać tatarskie pieśni. Wiem to, bo od około dwóch lat różne tatarskie organizacje zamawiają u mnie koncerty pieśni przy okazji swoich uroczystości. To od samych Tatarów wyszedł także pomysł, by opracować ich muzyczny kanon.

Wszystko zaczęło się od dwóch utworów na płycie „Wieloma językami”, którą poświęciłam pieśniom mniejszości narodowych zamieszkujących województwo Podlaskie. Aby zdobyć tłumaczenie i wymowę pieśni tatarskiej, zgłosiłam się do Związku Tatarów RP. Uczestniczyłam w lekcjach tatarskiego, które dla samych Tatarów prowadziła Farida Razwanowicz. Ona to wprowadziła mnie w tajniki języka Tatarów nadwołżańskich. Niedługo potem prowadziłam warsztaty na koloniach międzynarodowych, podczas których sama miałam uczyć tatarskie dzieci ich pieśni. Wtedy właśnie dotarło do mnie, że w Tatarach jest ogromna potrzeba posiadania swojej muzyki i że istnieje tu jakaś luka, jakaś niezapełniona przestrzeń. Mnie, która zaledwie dwie pieśni znałam po tatarsku, powierzono uczenie tatarskich dzieci! Potem pojawiały się kolejne kontakty. Po wywiadzie w Polskim Radiu dostałam maila, w którym Krzysztof Mucharski z Muzułmańskiego Związku Religijnego RP pisał, że na płycie „Wieloma językami” zapomniałam uwzględnić muzyki krymskotatarskiej, a polscy Tatarzy utrzymują więź tożsamościową z obiema gałęziami tatarskiego rodu. Oferował swoją pomoc w dotarciu do tłumaczeń pieśni krymskich. Nie miałam już złudzeń, że stworzenie takiej antologii jest tyleż potrzebne, co trudne.

Muzyka z piekła rodem

Domyślamy się, że w muzyce, jaką zapewne słyszeli Polacy pokonywani przez Tatarów pod Legnicą w 1240 roku, mogły brzmieć jeszcze nuty mongolskie. Muzyka jaką słyszano niewiele później, po rozwoju dworu Batu-chana, była już naznaczona melodyką tureckich Kipczaków, gdyż Mongołowie szybko się z nimi zasymilowali. Możemy przypuszczać, że Tatarzy przywieźli ze sobą muzykę obcą słowiańskim pieśniom. Była to muzyka ze stepu. Przywoływała mongolskie skale pentatoniczne, od których włos musiał się jeżyć na głowie. Wiało od niej grozą. Tętent kopyt lekkiej jazdy tatarskiej wyznaczał rytm. Dla mieszczan polskich mogła być – jak sami jej wykonawcy – „tartar”, czyli „z piekła rodem”. Tatarzy siali spustoszenie, działali szybko i z zaskoczenia. Niedługo potem władcy Polski i Litwy zaczęli wcielać ich do swoich armii. Zapewne wtedy ich muzyka zaczęła stopniowo nasiąkać słowiańszczyzną.

Jaką muzykę grały oddziały tatarskie w bitwie pod Grunwaldem walczące z Krzyżakami po stronie Księcia Witolda? Jaką potem, gdy z nomadów stawali się w XVI wieku osadnikami? Gdy dostawali od naszych królów wsie, tytuły szlacheckie, przywileje i asymilowali się z ludnością lokalną (polską kresową, białoruską i litewską)? Jaka muzyka towarzyszyła im, gdy pozbawiani tych tytułów przechodzili na stronę sułtana? Jak ta muzyka zmieniała się pod wpływem ich kontaktów z imperium Osmańskim? I co słyszeli w podświadomości Tatarzy, gdy już całkowicie spolonizowani i oddani sprawie polskiej walczyli jako oddziały ułańskie w takt „Legionów” w wojnie z bolszewikami i potem II wojnie światowej? Co słyszą dziś?

14689817_1129230590486890_1713502331_o

ilustr.: Patricija Biliuj-Stodulska

Żadnych śladów

Nie istnieje coś takiego jak tradycyjna muzyka Tatarów polskich. Ich muzyka tutaj w pewnym momencie zamilkła, tradycja muzyczna nie przetrwała ani na terenie Polski, ani Litwy. Nie zachowały się też żadne dokumenty czy zapisy nutowe z czasu początków osadnictwa Tatarskiego i późniejszych. Przetrwały tradycje kulinarne, przetrwała religia. A muzyka – tak inna od polskiej – zamilkła wraz z ich azjatyckobrzmiącym, niezrozumiałym tu językiem. We współczesnej polszczyźnie zachowało się sporo zapożyczeń z języka tatarskiego. Przykłady to: ułan, buława, kaftan, bachmat, atłas, basza, bazar, arbuz, kobierzec, opończa, orkisz, tafta, dzida, filiżanka, taśma. W tradycyjnych polskich strojach szlacheckich sporo było elementów zapożyczonych z ówczesnej mody tatarskiej – kontusz szlachecki, kołpak czy pas kontuszowy. W muzyce jednak nawet tak małych śladów nie ma. Muzyka Tatarów – najpierw zapewne przez nich samych wypierana, jako ta kojarząca się z pożogą, a potem już niepasująca do tutejszych instrumentów – zamilkła, wycofała się. Muzyka tatarska nie miała swego Kolberga, nie miała też swego Chopina, który wplatałby elementy jej melodyki w swoje utwory. Muzykolodzy nie odnotowali wpływu muzyki tatarskiej na muzykę polską na żadnym etapie ich wspólnej historii. Może poza anegdotyczną urwaną nutą w Hejnale Mariackim, która – według legendy – zamarła w gardle hejnalisty w chwili ugodzenia strzałą tatarskiego łucznika.

Muzyka dla Tatarów

Oprócz tej urwanej nuty nie ma nawet punktu zaczepienia, od jakiego można by się odbić, próbując dokonać rekonstrukcji dawnej muzyki tatarskiej. Nie da się więc skompletować „Antologii muzyki Tatarów polskich”. To, co można zrobić, starając się odpowiedzieć na wielką potrzebę tej mniejszości, to skompletować „Antologię muzyki dla Tatarów polskich”, która pomogłaby w utrwaleniu ich tożsamości kulturowej. Opierałaby się na muzyce tatarskiej, jaka przetrwała, ma się dobrze i kwitnie nieprzerwanie w republice Tatarstanu oraz na Krymie. Byłaby to antologia, która pokazywałaby Tatarom polskim bogactwo muzycznej spuścizny ich pobratymców i w możliwie najdokładniejszy sposób nawiązywałaby do dawnej kultury Tatarów, jaka istniała tu na ziemiach polskich na samym początku, do muzyki Złotej Ordy, a także potem za czasów istnienia Chanatu Krymskiego.

Zostać twórcą kanonu to jednak duża odpowiedzialność. Zaczęłam słuchać tatarskiego „koncertu życzeń”, pytać, czego chcą sami Tatarzy. Krzysztof Mucharski mówił, że obowiązkowo obok nadwołżańskich powinny być pieśni krymskotatarskie. Jan Adamowicz, szef Związku Tatarów Polskich, mówił, żeby oprócz rzewnych były także te skoczne, do tańca („Bo, Pani Karolino, wie pani, polscy Tatarzy to weseli ludzie”). Ważną sprawą było też instrumentarium. Bart Pałyga, muzyczny towarzysz mojej podróży, mówił: „Step, step, szukajmy w instrumentarium stepu”. Już na płycie „Wieloma językami” zaproponował aranżacje na dotarze i morinhoorze (instrumencie smyczkowym ze strunami z włosia końskiego), które przywiózł z azjatyckich podróży. Mówił, że te dawne instrumenty tatarskie to musiały być instrumenty, które dało się przewieźć na koniu: małe, drewniane, strunowe, oblekane końską skórą.

Po radę zwróciliśmy się do prof. Henryka Jankowskiego, specjalisty od kultur turkijskich. Profesor potwierdził hipotezy Barta dotyczące instrumentów: trzeba szukać w istniejących kulturach ludów Wielkiego Stepu, wśród których mogły zachować się jakieś elementy tradycji muzycznej i wokalnej Złotej Ordy. Oznaczało to, że w aranżacjach muzyki tatarskiej powinniśmy dokonać jeszcze dalszej wycieczki w głąb Azji. Czyli z nadwołżańskiej republiki Tatarstanu (osiemset kilometrów na Wschód od Moskwy) ruszyć jeszcze dalej w step w kierunku muzyki kazachskiej, nogajskiej, ałtajskiej i karkapłackiej. Jeśli chodzi o języki, to Jankowski sugerował dwa: kazański i krymski. Potwierdził zatem życzenie samych Tatarów, którzy czują związek zarówno z tatarami nadwołżańskimi, jak i krymskimi. Uświadomiliśmy sobie z Bartem, że muzycznie nadaje to płycie kolejny wymiar: pieśni w języku krymskotatarskim to już zupełnie inna melodyka. Kazań i Sewastopol dzieli dwa tysiące kilometrów stepu, co sprawiło, że z biegiem wieków te tradycje muzyczne oddzieliły się od siebie tak bardzo, że obecnie brzmią zupełnie inaczej: muzyce Tatarów z republiki Tatarstanu bliżej do chińskobrzmiących skal pentatonicznych Azji Centralnej, muzyka Tatarów krymskich przypomina melodie Tureckie. Kanon musi więc zawierać pieśni krymskotatarskie, jak choćby ta nie tak dawna, a dziś znów boleśnie aktualna „El gizel Kirim”, opowiadająca o wysiedleniu Tatarów Krymskich w 1944 roku.

14678067_1129230593820223_1061422964_o

ilustr.: Patricija Biliuj-Stodulska

Polskotatarskie must be

Czegoś mi ciągle brakowało. Zaczęłam szukać, czy aby na pewno nie zachowały się żadne zabytki literackie polskich Tatarów lub chociaż jakieś dokumenty. Coś jednak było! Stare tatarskie zapiski na marginesach świętych ksiąg, takich jak tefsiry, chamaiły i fały, czyli księgi wróżebne. Dokumenty te zachowywały moment, w którym język Tatarów (już polski kresowy) zapisywany był jeszcze alfabetem arabskim! W alfabecie arabskim zapisywali Tatarzy zupełnie polskobrzmiące komentarze do Koranu jeszcze w XVIII i XIX wieku.

I wtedy właśnie dotarło do mnie, że w antologii powinien znaleźć się utwór po polsku. Bo to jest od kilku wieków język polskich Tatarów. Język, w którym wyraża się ich tęsknota. Da się ją wyczytać między wersami ich liryków. Tatarzy, którzy – choć czują się Polakami – wciąż tęsknią za „szumiącą trawami przestrzenią” (Stanisław Kryczyński), za „stepem w słońcu spalonym” (Michał Adamowicz), za ich mitem założycielskim („Azjo, mistyczna Azjo!” – Stanisław Kryczyński). Za bezkresem, tętentem kopyt, dymem ognisk, daleką krainą „rozciągającą się poza horyzontem” (Musa Czachorowski). Kraina ta może być pejzażem dalekiego stepu, a może być pejzażem wewnętrznym polskiej współczesnej poezji egzystencjalnej: „Moje życie to daleka kraina, rozciąga się poza horyzontem, gdzie wszystko jest milczeniem” (Musa Czachorowski).

Mniejszość Tatarska wraz ze swą bogatą, nieoczywistą tożsamością ma nam wiele do zaoferowania, może nas nauczyć patriotyzmu, miłości do ojczyzny, którą Tatarzy w którymś momencie sobie wybrali. Pięknie to ujmuje Halina Szahidewicz, gdy pisze o najmłodszym pokoleniu z zespołu „Buńczuk”: „Mają świadomość swoich korzeni i na stałe zapisują się na kartach z polskotatarskich dziejów. To właśnie między innymi jest patriotyzmem czasu pokoju, tworzeniem czegoś, co daje radość życia i stwarza ciągłość pokoleniową. W tym wyraża się troska i szacunek dla swego miejsca na ziemi i naszej ojczyzny, którą od ponad sześciu wieków jest Polska”.