dwutygodnik internetowy
09.03.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Uniwersytet Konserwatywny

Napisałem, że poglądy białostockiego filozofa odrzucą osoby o nastawieniu lewicowym. Nie trzeba chyba jednak być lewicowcem, aby zaniepokoić się deklaracją Nowaka, że „brzydzi” się ludem, jego „ciemnotą, brudem, nieludzką symbiozą z przyrodą”.

Ilustr.:  Magda Walkowiak

Ilustr.: Magda Walkowiak

Zapytajcie dziesięciu losowo wybranych pracowników uniwersyteckich, czy szkolnictwo wyższe w Polsce ma się dobrze. Zapewne od wszystkich usłyszycie tę samą odpowiedź: „Nie”. Zapytajcie ich: „Dlaczego?” albo „Jak można by to zmienić?” – otrzymacie co najmniej kilka różnych odpowiedzi, niektóre wzajemnie ze sobą sprzeczne. Oczywiście, w niektórych sprawach istnieje konsensus. Prawdopodobnie każdy będzie narzekał na niedofinansowanie nauki i przerost biurokracji. W odniesieniu do innych, bardziej szczegółowych problemów, napotkacie jednak spore różnice zdań. Dzieje się tak między innymi dlatego, że spór o uniwersytet jest w dużej mierze sporem o wartości, jakie powinien on pielęgnować. W tej sprawie istnieje zaś spora rozbieżność zdań: profesor-konserwatysta zazwyczaj widzi rzecz inaczej niż profesor-lewicowiec, profesorka-kantystka ma trochę inne priorytety niż profesorka-poststrukturalistka.

Banałem będzie zatem stwierdzenie, że książka Piotra Nowaka zatytułowana Hodowanie troglodytów, w której problemy uniwersytetu są przedstawione z perspektywy jawnie konserwatywnej, może zostać entuzjastycznie przywitana jedynie przez część środowiska uniwersyteckiego. Idee w niej zawarte są, przynajmniej miejscami, nie do przyjęcia dla ludzi, którzy nie uważają, że rzekome rozplenienie się sofistyki jest jakimś szczególnym problemem współczesnej akademii. Domyślam się, że Nowak z góry założył brak możliwości swojego oddziaływania na taką publiczność. Taka jest cena wyrazistości, na której białostockiemu filozofowi bardzo zależy. Właśnie, „wyrazistość”. Z nią wiąże się największy problem Hodowania troglodytów – problem, który kładzie się cieniem na całej tej książce. Mieć określone idee to jedno, ale sposób, w jaki się je przedstawia – to już zupełnie inna kwestia. Ten zaś w przypadku recenzowanej publikacji może budzić wiele zastrzeżeń, bowiem w pogoni za wyrazistością Nowak zbyt często przekracza granice merytorycznej dyskusji.

Retoryka przeciw sofistyce

Kiedy czytałem Hodowanie troglodytów, styl książki skojarzył mi się – co pewnie dla wielu, w tym dla samego autora będzie zaskoczeniem – z pisarstwem marksistowskiego filozofa Terry’ego Eagletona. Posiada ona bowiem zarówno najlepsze, jak i najgorsze cechy stylu brytyjskiego myśliciela (przy czym te drugie występują w niej w zdecydowanie większym natężeniu niż u Eagletona). Wywody Nowaka są żywe, podane w atrakcyjnej, publicystycznej formie. Pełne są mocnych tez, które skłaniają do dyskusji – z pewnością trudno zarzucić książce bylejakość. Tezy te często opierają się jednak raczej na językowych fajerwerkach niż na porządnej argumentacji, bywają ogólnikowe, a ich autor niezbyt troszczy się o oddanie sprawiedliwości ludziom, z którymi się nie zgadza. Byłoby to jeszcze jakoś tam do przyjęcia, gdyby nie fakt, że Nowak otwarcie pisze, iż brzydzi się sofistyką, czyli nadużywaniem retoryki, wypaczaniem znaczenia słów, wprowadzaniem do wypowiedzi niepotrzebnej wieloznaczności, brakiem poszanowania dla prawdy i tak dalej. W efekcie wygląda to tak, jak gdyby styl książki Nowaka (metaforyczno-agresywno-efekciarski) parodiował jej treść.

Pora przejść do konkretów. Autor Hodowania troglodytów pisze o prawdzie jako o wielkiej wartości, ale czytelnik szybko przekona się, że jej wychwalanie nie oznacza w tym przypadku opierania się na jakichś danych czy starannego rekonstruowania poglądów swoich oponentów. Są to dla niego rzeczy najwyraźniej zbyt błahe. Takie oskarżenia domagają się, rzecz jasna, dowodów.

Zacznijmy od niechęci Piotra Nowaka do popiera swoich sądów materiałem empirycznym. Pisze on na przykład tak: „W szkole współczesnej dusi się instynkt pracy, niszczy jej owoce, przekładając ponad nie zabawę. Nauczyciele mają uczyć, bawiąc. Żądają tego od nich dzieci, rodzice, urzędnicy”. Ten fragment dobrze obrazuje styl Hodowania troglodytów. Nowak rzuca mocną tezę wyrażoną barwnymi słowami („dusi się instynkt pracy”), ale nie podaje dla niej żadnego uzasadnienia. Skąd wie, że nastąpił w szkole przechył nas stronę zabawy? Jakieś badania socjologiczne? Ani widu, ani słychu. On to po prostu wie. W ogóle nie zastanawia go ani nie kłopocze wielka dyskusja na temat problemów i potrzeb szkoły, nie obchodzą go opinie specjalistów. Liczy się tylko ważna i wyrazista diagnoza. Na przykład taka: „Przerwa wakacyjna – w Polsce to prawie miesiąc w zimie i dwa miesiące latem – przestaje mieć sens. Odpoczynek konieczny jest bowiem tylko wtedy, gdy poprzedza go wysiłek, praca”. Mocne, prawda? A czy uzasadnione? Po co argumentować, przecież filozof ma obowiązek tłuc krytycznym młotem, a nie bawić się w robienie przypisów.

Przy okazji warto wspomnieć o innej irytującej cesze pisarstwa Piotra Nowaka: skłonności do mieszania ze sobą różnych tematów. Od leniwych, pogrążonych w ogłupiającej zabawie dzieci, które mają w zasadzie nieustanne wakacje, płynnie przechodzi on do nadużyć amerykańskich bogatych rodziców, którzy nasyłają prawników na dziekanów i tym samym wymuszają wystawianie dobrych ocen swoim pociechom. Dla autora Hodowania troglodytów wszystko to pięknie się łączy, bo świadczy o tym, jak bardzo zatraciliśmy wychowawczy etos szkoły – jak niepokojąco staliśmy się miękcy. Rzecz w tym, że problem bogatych amerykańskich rodziców, którzy wykorzystują swoją pozycję, i pytanie o to, jaki model nauczania ma przyjąć szkoła w ogóle (w tym szkoła w Polsce), są jednak tematami bardzo luźno ze sobą związanymi. Jeśli już rozmawiamy o modelu edukacji, to warto zwrócić uwagę chociażby na badania świadczące o tym, że wiele polskich dzieci (tych z mniej zamożnych rodzin) nie ma zapewnionych odpowiednich warunków do porządnej edukacji (zob. Raport Fundacji Amicus Europae Szkoła i nierówności społeczne). Jest to problem o wiele szerszy niż rodzice-milionerzy naciskający na dziekanów, ale tego jakoś Piotr Nowak nie dostrzega. Jest to zresztą zrozumiale, bo „dzieci, którym trzeba pomóc”, nie bardzo pasują do jego wizji świata, w której panuje powszechne rozpasanie młodzieży.

Reformowanie prawdy

Wracając zaś do tematu prawdy, jestem winny czytelnikom argument na rzecz tezy, że Nowak niezbyt przykłada się do rekonstruowania poglądów swoich oponentów, woląc raczej pofantazjować sobie na ich temat. Istną skarbnicą przykładów jest rozdział poświęcony Stanleyowi Fishowi, amerykańskiemu literaturoznawcy, którego białostocki filozof określa mianem „niebezpiecznego sofisty, rzecznika modnych bzdur i człowieka władzy”. Autor Hodowania troglodytów zarzuca Fishowi promowanie retoryki, co ma mieć zgubny wpływ na Uniwersytet i jego ideały. Jest to zarzut o tyle ironiczny, że on sam w rozdziale o Fishu nie stroni od różnych retorycznych sztuczek. Są to sztuczki dosyć banalne: Nowak po prostu wygłasza różne efektowne stwierdzenia, które nijak nie mają się do poglądów i działań amerykańskiego filozofa. Pisze na przykład – to jest akurat prawda – że Fish był przez pięć lat dziekanem na jednej z amerykańskich uczelni, po czym zaczyna snuć fantazje na temat tego, co robił Fish, sprawując tę funkcję. Spójrzmy na odpowiedni cytat: „[Fish] ulepszał – jak sam pisze – przez pięć lat Uniwersytet. Swoje reformy zaczął od reformy prawdy. Przyjrzyjmy się temu”. Na czym polega to przyglądanie się reformom dziekana Fisha? Ano na zacytowaniu fragmentu tekstu, który amerykański badacz napisał wiele lat przed tym jak został dziekanem i w którym podejmuje wysoce teoretyczne problemy, niemające żadnego bezpośredniego przełożenia na podejmowanie określonych działań w życiu codziennym. I to wszystko. Nowak nie podaje ani jednego dowodu na to, że Fish w jakikolwiek sposób reformował prawdę, gdy sprawował swój urząd.

„Hola! – powie ktoś. – Nowakowi nie chodziło o to, że Fish manipulował przy prawdzie jako dziekan. To była tylko taka metafora, wiesz, żeby podkreślić, kim to jest ten dziekan, jakie ma poglądy, jak wyglądałby cały Uniwersytet, gdyby rządzili nim tacy ludzie”. Cóż, można przyjąć, że zdanie, w którym Nowak głosi, iż Fish zaczął swoją funkcje od „reformowania prawdy” jest tylko taką ładną przenośnią i tak naprawdę idzie mu o to, kim jest Fish, a nie co robił jako dziekan. Jest to jednak przenośnia mocno bałamutna, bo sugeruje, że amerykański teoretyk jest osobą moralnie podejrzaną (wiadomo, „reformowanie prawdy” kojarzy się jak najgorzej). Tym bardziej, że w dalszej części tekstu Nowak, znowu poniesiony poetycką weną, stwierdza, że na uniwersytecie Fisha prawdą „jest to, co danego dnia ogłosi dziekan”. Czyż takie wypowiedzi nie brzmią intrygująco? A jakże, szczególnie wówczas, gdy będziemy pamiętać o tym, że napisał to ktoś, kto brzydzi się sofistyką.

Tak duży przechył w stronę mocnych tez o znikomym albo wręcz żadnym uzasadnieniu sprawia, że książka Nowaka traci nie tylko na wiarygodności, ale także – co podkreślam raz jeszcze – na spójności. Nie można bronić prawdy, jednoznaczności i tym podobnych, a jednocześnie pisać, jakby się chciało być kolejnym Nietzschem, który skuteczność swoich wywodów mierzy stopniem retorycznej siły, a nie poszanowaniem dla tez swoich przeciwników i dla tak przyziemnych spraw, jak na przykład dane statystyczne. Pomijam już to, że niektóre z tych „mocnych tez” same w sobie bywają trudne do strawienia. Napisałem wcześniej, że poglądy białostockiego filozofa odrzucą osoby o nastawieniu lewicowym. Nie trzeba chyba jednak być lewicowcem, aby zaniepokoić się deklaracją Nowaka, że „brzydzi” się ludem, jego „ciemnotą, brudem, nieludzką symbiozą z przyrodą”.

W sumie trochę szkoda, że Hodowanie troglodytów nazbyt często zamienia się w bezrefleksyjne bicie przeciwników po głowie. Nowak wskazuje bowiem często na realne problemy. Jednym z nich jest na przykład próba podporządkowania uniwersytetów potrzebom rynku. Mocnych głosów sprzeciwu wobec takiego podejścia nigdy za wiele. Czego jak czego, ale akurat „mocnego głosu” nie można Nowakowi odmówić. Niestety, walcząc o lepszy uniwersytet, białostocki filozof chce przy okazji zbesztać różne wspólnoty, których nie lubi: socjalistów, liberałów czy postmodernistów-sofistów. Samo w sobie nie jest to jeszcze żadnym „przestępstwem”. Jak napisałem wcześniej, walka o określony kształt uniwersytetu jest jednocześnie walką o określone wartości, a więc – w konsekwencji – atakiem na te osoby, które wyznają inny światopogląd. Jednak sposób, w jaki autor Hodowania troglodytów przeprowadza ten atak, jest, ujmując rzecz delikatnie, trudny do zaakceptowania.

Piotr Nowak, Hodowanie troglodytów. Uwagi o szkolnictwie wyższym i kulturze umysłowej człowieka współczesnego, Biblioteka Kwartalnika KRONOS, Warszawa 2014.