dwutygodnik internetowy
18.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Uhuru, czyli wolność. Po wyborach w Kenii

Sam Kenyatta jako prezydent elekt oświadczył, że uznaje międzynarodowe zobowiązania Kenii, ale też oczekuje od społeczności międzynarodowej, że uszanuje ona demokratyczny wybór Kenijczyków. Bez wątpienia zaistniała sytuacja jest politycznie niewygodna dla Kenii, ale też społeczności międzynarodowej, nie wspominając już o samym Trybunale w Hadze, który ma przed sobą twardy orzech do zgryzienia: jak osądzić urzędującą głowę państwa?

Ilustr.: Rafał Kucharczuk

Dwa tygodnie temu w Kenii odbyły się wybory prezydenckie. Zarówno w Kenii, jak i poza nią, wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem na wyniki. Były to pierwsze wybory po zamieszkach z przełomu 2007 i 2008 roku. Nowym prezydentem został Uhuru Kenyatta, a kandydatem na wiceprezydenta jest jego rywal polityczny sprzed pięciu lat, William Ruto. Co ciekawego kryje się za tą informacją? Bynajmniej nie tylko fakt, że ojcem Uhuru był Jomo Kenyatta, pierwszy prezydent i premier niepodległej Kenii, którego opiekunem naukowym na London School of Economics był Bronisław Malinowski. Obecny prezydent elekt i jego przyszły zastępca są bowiem oskarżeni o zbrodnie przeciwko ludzkości przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym (MTK) w Hadze.

 

Czarny pas to czarna większość, czerwony – krew przelana w walce o niepodległość

 

Od kiedy w 1992 roku w Kenii wprowadzony został system wielopartyjny, każdym wyborom towarzyszą zamieszki. Największe miały miejsce na przełomie 2007 i 2008 roku, kiedy po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich doszło do tragicznych w skutkach aktów przemocy pomiędzy zwolennikami dwóch głównych kandydatów – przedstawiciela Partii Narodowej Jedności (Party of National Unity), Mwai Kibaki, i lidera opozycyjnej partii Pomarańczowy Ruch Demokratyczny (Orange Democratic Movement), Raila Odinga. Sondaże do ostatniej chwili zapowiadały milionową przewagę Odingi, po podliczeniu głosów okazało się jednak, że wygrał prezydent Kibaki. Podsycani przez liderów zwolennicy obu partii uciekli się do przemocy, by wziąć odwet na politycznych oponentach. Niestety, podział na zwolenników obu ugrupowań przebiegał w znaczącej mierze po linii etnicznej, co doprowadziło do eskalacji przemocy. Po dwóch miesiącach zawarto porozumienie – Kibaki utrzymał fotel prezydencki, a Odinga objął specjalnie utworzone w ramach porozumienia stanowisko premiera. Chociaż zamieszki ogarnęły tylko południowo-zachodni region Rift Valley, szacuje się, że zginęło w nich co najmniej 1200 osób, a około 350 tysięcy zostało siłą wypędzonych ze swoich domów, ponad 3500 zostało ciężko rannych.

Wraz z osiągnięciem porozumienia rząd powołał niezależną, międzynarodową komisję śledczą „Waki Commission”. Komisja po przeprowadzeniu wstępnego dochodzenia postawiła rządowi ultimatum: albo rząd w wyznaczonym terminie powoła niezależny sąd, by osądzić odpowiedzialnych za powyborcze zamieszki, albo komisja przekaże zapieczętowaną kopertę z imionami sześciu głównych podejrzanych MTK. Ostatecznie parlament nie osiągnął konsensu co do utworzenia lokalnego sądu i w lipcu 2009 roku koperta komisji trafiła za pośrednictwem Koffi Annana w ręce Morena Ocampo, ówczesnego prokuratora Trybunału w Hadze. Pośród wybranej szóstki znaleźli się Ruto i Kenyatta. Tymczasem Ruto, przyboczny Odingi, został mianowany ministrem rolnictwa, a następnie edukacji. Kenyatta, należący do stronnictwa prezydenta Kibaki, od 2008 roku pełnił funkcję wicepremiera i ministra handlu, potem był ministrem finansów. Ruto i Kenyatta, którzy podczas zamieszek stali po przeciwnych stronach barykady, w 2012 roku przed nadchodzącymi wyborami utworzyli koalicję, by stawić czoło startującemu ponownie w wyborach prezydenckich premierowi Odindze.

 

Zielony u podstawy nawiązuje do urodzaju Kenijskiej ziemi, białe elementy oznaczają pokój i szczerość

 

Chociaż jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się to niemożliwe, Kenyatta wygrał wybory w pierwszej rundzie, zdobywając 50,7% głosów przy 86% frekwencji! Wielki przegrany tych wyborów, Odinga, zamierza zaskarżyć ich wynik. Równocześnie obaj kandydaci bezustannie apelują do swoich wyborców, by ci uszanowali wynik i zachowali pokój.

Kenyatta jest drugą po prezydencie Sudanu, Al-Bashirze, głową państwa oskarżoną o zbrodnie przeciwko ludzkości przed MTK. Proces Al-Bashira nigdy się nie zaczął, ponieważ on sam nie stawił się przed Trybunałem, nie udało się również go aresztować. Zarówno Kenyatta, jak i Ruto, obrali skrajnie odmienną strategię, od początku współpracując z Trybunałem. Można nawet powiedzieć, że Kenyatta wykorzystuje proces przed MTK dla swojej legitymizacji, m.in. podkreślając, że został wybrany w demokratycznych wyborach przez wyborców świadomych stawianych mu zarzutów. Wszyscy jednak zastanawiają się nad konsekwencjami tego wyboru.

 

Kenia jest jedną z najprężniejszych i najstabilniejszych gospodarek w Afryce i strategicznym partnerem dla wielu inwestorów w regionie. Przede wszystkim jednak odgrywa kluczową rolę m.in. w walce z terroryzmem w środkowo-wschodniej Afryce czy w zwalczaniu piratów u wybrzeży Oceanu Indyjskiego. W Nairobi mieści się lokalna siedziba ONZ, skąd koordynuje się wiele operacji pomocowych w Afryce, w tym w sąsiadującej Somalii. Trudno jest sobie wyobrazić, że międzynarodowi partnerzy będą chętnie i otwarcie współpracować z władzami kraju, którego prezydent jest jednym z oskarżonych przed MTK. Przedstawiciele USA i Unii Europejskiej już zapowiedzieli, że nie będą utrzymywać bliskich kontaktów dyplomatycznych z Kenyattą, ale czy będzie to możliwe na dłuższą metę? Zasadniczym pytaniem jest także kwestia samego procesu przed Trybunałem w Hadze, którego zasadność władze Kenii już wcześniej usiłowały kwestionować. Podczas jednej z debat przedwyborczych, kiedy kwestia procesu Kenyatty była dyskutowana przez kandydatów na prezydenta, Odinga żartobliwie zauważył, że przecież nie da się rządzić krajem przez Skype’a.

 

Masajska tarcza i włócznie stoją na straży Kenii

 

Sam Kenyatta jako prezydent elekt oświadczył, że uznaje międzynarodowe zobowiązania Kenii, ale też oczekuje od społeczności międzynarodowej, że uszanuje ona demokratyczny wybór Kenijczyków. Bez wątpienia zaistniała sytuacja jest politycznie niewygodna dla Kenii, ale też społeczności międzynarodowej, nie wspominając już o samym Trybunale w Hadze, który ma przed sobą twardy orzech do zgryzienia: jak osądzić urzędującą głowę państwa? Sprawa Kenii już od samego początku była skomplikowana m.in. z powodu selektywnego aktu oskarżenia czy trudnych do udowodnienia powiązań politycznych. Dwa dni po ogłoszeniu wyników Fatou Bensouda, obecny Prokurator MTK, złożyła wniosek o wycofanie oskarżenia wobec Francisa Muthaury, współoskarżonego w sprawie Kenyatty. Prokurator wytłumaczyła swoją decyzję utratą kluczowych świadków. Równocześnie oświadczyła, że wniosek nie ma związku z wynikiem wyborów ani wpływu na dalszy bieg sprawy przeciwko Kenyacie, która ma się rozpocząć w lipcu. Pewne jest jednak, iż w ciągu nadchodzących miesięcy wiele się może jeszcze wydarzyć. Patrząc z szerszej perspektywy, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że „Zachód” dostał od kenijskich wyborców prztyczka w nos.