dwutygodnik internetowy
18.05.2015
magazyn papierowy


Ubodzy są ciałem Chrystusa

Nigdy dość przypominania, że prawa rynku i ekonomii nie są jedynymi prawami, którymi winien kierować się człowiek, że ważniejsze od nich są prawa moralne, których niewątpliwym i poważnym naruszeniem są wszelkie formy wyzysku.

ilustr.: Zofia Różycka

ilustr.: Zofia Różycka

Tekst pochodzi z 27. numeru Kwartalnika „Kontakt” pod tytułem „Niema bieda”.

Kochać innych ludzi to chcieć, by byli wolni i więksi niż my sami jesteśmy. Nie jest to zadanie łatwe, szczególnie dziś, kiedy wokół nas wielu jest potrzebujących i biednych. Kiedy nie potrafimy sobie poradzić z przeszłością, kiedy jest w nas tyle uprzedzeń, podejrzliwości, wzajemnych oskarżeń i szukania zła tylko u innych. Długo oczekiwany czas przemian politycznych i gospodarczych dał nam wolność oraz gospodarkę wolnorynkową. Dał nam z powrotem możliwość posiadania własności prywatnej oraz tworzenia prywatnych przedsiębiorstw, współpracujących z podobnymi zakładami w wymiarze międzynarodowym. Jednocześnie obserwujemy zjawisko wzrastającego bezrobocia, a co za tym idzie, postępującego ubóstwa i biedy. Zjawisko to, jako uboczny skutek zachodzących procesów, kontrastuje z powstałymi u nas oczekiwaniami i marzeniami oraz mitami, będącymi jednym ze skutków powojennego zniewolenia, co sprawia, że dotkliwiej odczuwamy nierówność społeczną i doświadczamy ubóstwa. Wzrasta więc rozczarowanie, powiększa się apatia i zniechęcenie. Nie wiemy, w jaki sposób rozwiązywać powstające problemy i czekamy, że ktoś to może uczyni za nas. Wciąż za mało jest u nas odpowiedzialnej przedsiębiorczości. U tych zaś, którym się udało, którzy coś osiągnęli, nie zawsze jest tyle wrażliwości na potrzeby innych, ile by jej było potrzeba.

Sprzeciw wobec niesprawiedliwości

„Człowiek jest pierwszą drogą, po której winien kroczyć Kościół w wypełnianiu swojego posłannictwa, jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła, drogą wyznaczoną przez samego Chrystusa” – czytamy w programowej encyklice Jana Pawła II „Redemptor hominis”. Drogą Kościoła jest każdy człowiek, a szczególnie człowiek ubogi. „Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?” – pyta święty Jakub (Jk 2,5). To, co nazywamy „preferencyjną opcją Kościoła na rzecz ubogich”, nie jest i nie chce być jednym z wielu programów duszpasterskich, jakimś chwytliwym na dzisiejsze czasy hasłem, ale stanowi niezbywalny aspekt kontynuacji misji samego Jezusa Chrystusa, który przyszedł głosić ubogim Ewangelię. Co więcej, Bóg objawia się w Jezusie jako ubogi. Sama tajemnica Wcielenia, którą wyrażamy w słowach: „Bóg stał się człowiekiem”, jest znakiem pokornego, radykalnego ubóstwa. Całe ziemskie życie Jezusa – począwszy od betlejemskiej stajenki aż po krzyż – było życiem ubogiego materialnie oraz ubogiego w duchu.

Trzeba jednak zauważyć, że do czasu swojej męki Jezus nie doświadczał skrajnego ubóstwa, czyli nędzy, która niszczy człowieka fizycznie i duchowo. Naśladowanie Jezusa ubogiego nie może więc polegać na biernym przyjmowaniu nieludzkich i upadlających warunków życia. Ewangelia błogosławieństw, w tym obietnica „błogosławieni ubodzy”, nie jest jakimś werbalnym odwróceniem ról, ani też nie może przykrywać jakiejkolwiek niesprawiedliwości; wręcz przeciwnie, miłość Boga do ubogich jest miłością wyzwalającą. Krzyż Chrystusa jest znakiem przebaczenia i zbawienia, ale jest również znakiem sprzeciwu wobec wszelkich form zła, ucisku, biedy i niesprawiedliwości, które niszczą człowieka fizycznie i moralnie. Kościół zatem nie jest wierny misji Jezusa, jeśli nie staje jednoznacznie i konkretnie po stronie ubogich i uciśnionych. Bo chociaż Kościół od samego początku w swym nauczaniu i praktycznej działalności tak wiele miejsca poświęcał pomocy ubogim, choć ustami kolejnych papieży w społecznych encyklikach, od „Rerum novarum” po „Centesimus annus”, jednoznacznie i zdecydowanie stawał po stronie biednych, potępiając wszelkie formy wyzysku i niesprawiedliwości oraz wskazując środki poprawy sytuacji ludzi doświadczających wielorakiej biedy, to jednak trudno nie zgodzić się ze współczesnym teologiem, Karlem Rahnerem, który mówił, iż „Kościół często zanadto trzymał stronę możnych i był zbyt rzadko rzecznikiem ubogich, jego krytyka władców tego świata była wypowiadana zbyt cicho, tak, że wyglądało, jakby chciał sobie tylko zapewnić jakieś alibi, a nie naprawdę wejść z nimi w konflikt”.

Nie wystarczy wspomagać

Ewangeliczna opcja na rzecz ubogich najpełniej wyraża się w Mateuszowej przypowieści o sądzie ostatecznym, w której Jezus utożsamia się z różnym grupami ubogich: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,35-36). Stosunek do ubogich okazuje się podstawowym kryterium naszej relacji z Bogiem. Nadzy, głodni, spragnieni to ludzie doświadczający ubóstwa rozumianego jako brak środków potrzebnych do życia. Ogromna rzesza bezdomnych pokazuje nam, że tacy ludzie żyją wokół nas, przy czym sama bezdomność – bez względu na różnorodność jej przyczyn – jest ostatecznym skutkiem procesu ubożenia i popadania w nędzę.

Za skrajnym ubóstwem materialnym kryje się niejednokrotnie tak zwane ubóstwo społeczno-kulturowe. Tym terminem można określić swego rodzaju nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie, co staje się szczególnym problemem w okresie wielkiego przyśpieszenia przeobrażeń ekonomicznych – skądinąd koniecznych. Ponadto trudności w nadążaniu za społeczno-gospodarczymi przemianami mogą spychać człowieka w tak zwane ubóstwo bierne, czyli przeświadczenie o własnej niemocy i poczucie skazania na życiową porażkę. Wiąże się to zwykle z ugruntowanym przekonaniem o swoistym determinizmie, którego nie można przełamać, z przypisywaniem swego trudnego położenia losowi, którego nie można odmienić, a także obarczaniem odpowiedzialnością za swój los wyłącznie innych: rządu, polityków czy innych personalizowanych bądź zinstytucjonalizowanych sił zewnętrznych. To sytuowanie przyczyn własnej biedy poza sobą skutkuje biernością i niepodejmowaniem żadnych konkretnych działań w kierunku poprawy swego położenia.

Problem staje się tym bardziej dramatyczny, że ta postawa swoistego przystosowania do ubóstwa jest przekazywana i utrwalana w rodzinie, tak że w bardzo wielu przypadkach możemy zaobserwować w ubogich rodzinach wyuczoną bezradność dzieci i młodzieży. Mamy wówczas do czynienia z tak zwaną kulturą ubóstwa, w której obyczaj i tradycja bycia ubogim wraz z towarzyszącymi im postawami i zachowaniami przekazywane są młodemu pokoleniu w procesie socjalizacji. Zauważenie faktu, iż ubóstwo ma nie tylko wymiar materialny, ale przede wszystkim kulturowy, a więc wiąże się ze wszystkimi aspektami życia jednostki i rodziny, jest niezmiernie ważne, gdyż pokazuje, że ograniczenie walki z ubóstwem wyłącznie do pomocy materialnej jest nieskuteczne, a nawet szkodliwe, ponieważ utrwala stan bezradności i uzależnienia od innych.

ilustr.: Zofia Różycka

ilustr.: Zofia Różycka

Wojna przeciw bezsilnym

Ubogimi są również ludzie dotknięci cierpieniem fizycznym i psychicznym, czyli osoby niepełnosprawne, stare i chore, w tym również chorzy psychicznie. Wzrost liczby tych ostatnich schorzeń to nie tylko jakaś forma ubóstwa, ale także jego skutek. Bieda, lęk o miejsce pracy i źródło utrzymania są także czynnikami chorobotwórczymi, które zwłaszcza u ludzi o słabszej strukturze psychicznej mogą prowadzić do nerwowych załamań, depresji, a nawet tendencji samobójczych. Stosunek do ludzi niepełnosprawnych, chorych i starych jest swoistym probierzem poziomu etycznego społeczeństwa. Można tu sobie zadać pytanie, czy budowany porządek społeczno-ekonomiczny uwzględnia osoby niepełnosprawne w stopniu, który pozwala im czuć się chcianymi i pełnoprawnymi członkami wspólnoty ludzkiej. Niejednokrotnie dzieje się tak, że nasze własne lęki projektujemy na ludzi chorych, starych i niepełnosprawnych, co owocuje między innymi mentalnością aborcyjną oraz przyzwalaniem na eutanazję. W ten sposób, zamiast należnej pomocy tym najbardziej ubogim i słabym, w społeczeństwie dotkniętym konsumpcjonizmem i utylitaryzmem pojawia się swoista „wojna silnych przeciw bezsilnym”.

Refleksja na temat różnych rodzajów ubóstwa nasuwa również pytanie o naszą ocenę bogactwa i ludzi bogatych. W świetle Pisma Świętego trzeba powiedzieć, że bogactwo samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. Z jednej strony może być ono rzeczywiście znakiem Bożego błogosławieństwa: „Pan zna dni nienagannych, a ich dziedzictwo trwać będzie na wieki; w czasie klęski nie zaznają wstydu, a we dni głodu będą syci” (Ps 37,18-19). Z drugiej zaś strony bogactwo może być owocem i zarazem przyczyną ludzkiej krzywdy. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób człowiek się bogaci i jak dysponuje swoimi dobrami. A zatem aby bogactwo było znakiem Bożego błogosławieństwa, nie wystarczy, że jest ono zdobywane z poszanowaniem sprawiedliwości, ale winno być jeszcze wykorzystywane dla czynienia dobra. Kościół w tym względzie podtrzymuje tradycyjną naukę sformułowaną między innymi przez świętego Tomasza z Akwinu, wedle której posiadanie własności pociąga za sobą zobowiązania społeczne; musi ona służyć także dobru publicznemu. Nadmiar posiadanych dóbr człowiek powinien oddać na potrzeby społeczne, jeśli zaś ktoś jest w koniecznej potrzebie, powinien otrzymać jałmużnę, niezależnie od tego czy dawca posiada nadmiar dóbr, czy też nie.

Bóg umierający z głodu

Chrześcijanie celebrujący Eucharystię winni uświadamiać sobie płynące z niej wezwanie do miłości w wymiarze społecznym. Jeśli liturgia Mszy Świętej nie prowadzi do przełamywania podziałów, których tak wiele jest w Polsce i w naszym regionie, jeśli nie kieruje do solidarności z ubogimi, to nie jest autentyczną kontynuacją Ostatniej Wieczerzy Jezusa Chrystusa. Wiara w Ciało Pańskie oznacza wiarę w obecność Chrystusa w sakramentalnych znakach chleba i wina, a także uznanie jedności pomiędzy Głową a każdym członkiem Mistycznego Ciała. Czytelnym znakiem takiej wiary jest troska o ubogich. Święty Jan Chryzostom podkreślał więź pomiędzy Jezusem obecnym na ołtarzu a obecnym w ubogich: „Chcesz uczcić Ciało Chrystusa? Nie pozwól, by było przedmiotem pogardy w Jego członkach, to jest w ubogich, pozbawionych odzienia, by się okryć. Nie oddawaj mu czci tu w kościele przez jedwabne zasłony, podczas gdy na zewnątrz zaniedbujesz Go, gdy cierpi zimno i nagość… Jakiż pożytek może mieć Chrystus z tego, że stół ofiarny pełny jest złotych naczyń, gdy potem umiera z głodu w osobie biedaka. Najpierw nakarm zgłodniałego, a dopiero potem ozdabiaj ołtarz tym, co pozostanie”.

Obecność Chrystusa w ubogich nie jest oczywiście tym samym rodzajem obecności, co pod postaciami chleba i wina, ale jest również rzeczywista i „ustanowiona” przez samego Jezusa, który wielokrotnie utożsamiał się z najuboższymi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). W tym samym duchu wypowiada się Jan Paweł II, który w Legnicy w 1997 roku jeszcze raz przypomniał, że „dzielenie eucharystycznego Chleba jest dla chrześcijan wezwaniem do tego, by dzielić również chleb codzienny z tymi, którzy go nie mają”. Szczególnie mocno w tym kontekście zabrzmiały słowa skierowane głównie do pracodawców: „Nie dajcie się zwieść wizji natychmiastowego zysku, kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku. W przeciwnym razie każde dzielenie eucharystycznego Chleba stanie się dla was oskarżeniem”. Potrzeba nam zatem takiego przeżywania Eucharystii, by była ona nie tylko komunią z Bogiem, ale by oznaczała i sprawiała komunię – wspólnotę z naszymi bliźnimi, zwłaszcza z najbardziej potrzebującymi.

Płynące z Eucharystii wezwanie do solidarności nie może jednak w dzisiejszych czasach ograniczać się do ofiarowanej komuś jałmużny. Jest to niewystarczające, a w wielu wypadkach budzi uzasadnione wątpliwości i pytania.

chrapek2

ilustr.: Zofia Różycka

Społeczeństwo ubogich

Polska wciąż jest krajem ubogim. Miarę tego stanu rzeczy stanowią różne czynniki: poziom dochodu narodowego, stopień zadłużenia zagranicznego i wewnętrznego, poziom inflacji i bezrobocia, wydolność (względnie niewydolność) poszczególnych struktur życia publicznego – władz państwowych i samorządowych, ustawodawczych, wykonawczych i sądowniczych, stan bezpieczeństwa państwa i społeczeństwa. Dowodem naszego ubóstwa jest choćby fakt, że do tej pory nie istnieje w Polsce realny kapitał prywatny rodzimego pochodzenia, na tyle duży i stabilny, by mógł niezależnie od zagranicznych inwestycji kształtować gospodarkę naszego kraju. Niewiele zmieniły tu inicjatywy prywatyzacyjne i reprywatyzacyjne podejmowane w ciągu poprzednich lat – zresztą często dość nieudolnie. Upowszechnienie własności prywatnej – w tym również własności środków produkcji – wciąż pozostaje postulatem. Zasoby oszczędnościowe znacznej części społeczeństwa są niewielkie albo zgoła żadne; wciąż normą pozostaje życie „od pierwszego do pierwszego”, często w poczuciu niepewności zarobku i miejsca pracy. Jesteśmy więc nie tylko społeczeństwem ubogim, ale w znacznej mierze również społeczeństwem ubogich.

Zjawiskiem trwale towarzyszącym współczesnym przemianom gospodarczym jest – jak się wydaje – bezrobocie. W Polsce przełomu lat 80. i 90. bezrobocie było zjawiskiem nowym i – jak zapewniali niektórzy – przejściowym. Po dziesięciu latach reform wydaje się, że problemy zatrudnienia stały się trwałym elementem polskiego życia społecznego i gospodarczego. Za liczbami kryją się bardzo konkretne, wielkie dramaty ludzi i ich rodzin. Groźba bezrobocia niewątpliwie wymusza większy szacunek dla pracy, uczy większej dyscypliny i wydajności. Z drugiej jednak strony endemiczne bezrobocie jest jedną z głównych przyczyn cywilizacyjnej i moralnej marginalizacji całych grup i pokoleń. Nie można też nie zauważać dramatycznych psychospołecznych skutków bezrobocia. Brak pracy i zawodowej aktywności rodzi – zwłaszcza u mężczyzn – głębokie poczucie bycia niepotrzebnym, negatywną ocenę własnych możliwości, przekonanie o niespełnianiu swych podstawowych obowiązków wobec rodziny. Trzeba też pamiętać o tym, że strukturalne bezrobocie i spowodowana przez nie ogromna nierównowaga na rynku pracy prowadzą nierzadko do oferowania przez pracodawców bardzo niekorzystnych dla pracowników warunków zatrudnienia. Nigdy zatem dość przypominania, że prawa rynku i ekonomii nie są jedynymi prawami, którymi winien kierować się człowiek, że ważniejsze od nich są prawa moralne, których niewątpliwym i poważnym naruszeniem są wszelkie formy wyzysku.

***

Wyzwaniem dla „ekologii ludzkiej” naszego kraju jest stosunek do ludzi biednych, bezdomnych, dotkniętych przez los, niepełnosprawnych. Zbyt często indywidualne i zbiorowe postawy skazują tak wielu naszych bliźnich na wegetację na marginesie nowoczesnego społeczeństwa. Marginalizacja przybiera tu formę zamkniętego koła. „Obojętność, indywidualizm i lęki nadwątlają więź społeczną, skazując każdego na samodzielną walkę o przetrwanie i sukces. Uczucie bezradności wobec zmian strukturalnych rodzi rozpacz i pesymizm”. W takich warunkach powstawanie i utrwalanie się marginesu społecznego w różnych przejawach staje się istotnym wyzwaniem współczesności. Zaradzić temu może tylko rozumne współdziałanie władz różnych szczebli ze środowiskami i organizacjami pozarządowymi. Wrażliwość społeczna powinna przybierać formę programowego przeciwdziałania przyczynom, a nie tylko skutkom ubóstwa.

 

Niniejszy tekst stanowi wybór fragmentów listu na temat biedy i ubóstwa, zatytułowanego „Tylko miłość się liczy”, napisanego na Wielki Post roku 2000.

 

Bp Jan Chrapek był doktorem socjologii. W roku 1999 mianowany biskupem diecezjalnym radomskim. Autor czterech społecznych listów pasterskich, poświęconych zagadnieniom troski, biedy i ubóstwa, dobra wspólnego oraz wolontariatu. W październiku 2001 roku zginął w wypadku samochodowym. Corocznie przyznaje się dziennikarską nagrodę „Ślad” jego imienia.