dwutygodnik internetowy
3.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Trzynaście powodów do troski

Rzadko serial telewizyjny zmaga się z problemem tak skomplikowanym jak prześladowanie i znęcanie się wśród młodych ludzi w sposób wiarygodny i budzący sumienie opinii publicznej. Ze strony ekspertów zdrowia psychicznego pojawiają się jednak głosy ostrzegawcze.

ilustr.: Julia Chibowska

ilustr.: Julia Chibowska

Wiosną tego roku na niezwykle popularnej platformie filmowej Netflix swoją premierę miał serial „Trzynaście powodów” (oryg. 13 Reasons Why), nakręcony na podstawie książki Jaya Ashera z 2007 roku. Tytułowe trzynaście powodów przybiera formę kaset magnetofonowych, na których licealistka Hannah Baker przed swoją samobójczą śmiercią nagrała oskarżenia względem szkolnych znajomych. Kasety trafiają do osób umieszczonych na nagraniach, zdradzając ciemną stronę życia nastolatków i zmuszając ich do skonfrontowania się z przeszłością. Historię śledzimy z punktu widzenia Claya Jensena, nieśmiałego przyjaciela Hannah, którego emocjonalne postępowanie w reakcji na sekrety z kaset wprowadza chaos do pełnego napięcia życia szkolnego.

Każdy odcinek przedstawia odsłuchanie kolejnej kasety przez Claya, a co za tym idzie, następną z krzywd, które złożyły się na tragiczną decyzję dziewczyny. Zaczyna się stosunkowo niewinnie, od dwuznacznych zdjęć i nieporozumień wśród przyjaciół, ale historie nawarstwiają się i eskalują do odrażających czynów. Obserwujemy schematy znane niemal każdemu z okresu dorastania – klasową elitę manifestującą swoją wyższość i bezkarność, szyderstwa jako sposób na budowę pozycji, nieporadnie odkrywaną seksualność, uprzedmiotawianie młodych dziewczyn, niezdolność do wyrażania własnych uczuć i otwartego rozmawiania, wreszcie bezradność szkolnego psychologa w starciu z cichą zmową, ale i przekonaniem nastolatków, że nie otrzymają ani zrozumienia, ani pomocy.

Serial został także zaadaptowany do realiów świata internetu, więc pojawia się w nim szalenie aktualny problem cyberprzemocy, dobitnie ukazujący nieadekwatność tradycyjnego modelu, który polega wyłącznie na pilnowaniu porządku na szkolnym korytarzu. Drugi obieg informacji, nieznany rodzicom i pracownikom szkolnym, okazuje się boleśnie jawny w atmosferze powszechnego rozsyłania szkodliwych plotek i podsycania atmosfery skandalu. Masowe udostępnianie rozbieranych zdjęć lub nękanie groźbami jest tak łatwe i niewykrywalne, że wciąga wszystkich. Co raz znajdzie się w internecie, zostaje w nim na zawsze – a najmłodsze pokolenie podchodzi do intymności w zupełnie beztroski sposób, co udowadnia ponownie, że edukacja seksualna i uświadamianie konsekwencji, proponowane przez środowiska postępowe, są koniecznością.

W tym kontekście widać, jak ordynarny seksizm odradza się dzięki narzędziom nowej technologii. Rozesłanie całej szkole pojedynczej fotografii podwiniętej spódnicy Hannah pozwala jej koledze Justinowi zaszpanować, a ją samą zostawia z łatką „łatwej”. Równie szybko dzięki mediom społecznościowym rozchodzi się lista oceniająca seksualność dziewczyn. Bezkarność normalizuje te działania, wprowadza toksyczne ramy myślenia. „Zaliczenie” staje się „zdobyciem”, a pijana do nieprzytomności rówieśniczka to odpowiednio łatwy cel, prawda? Seksizm cyfrowy tworzy solidne fundamenty dla fizycznej przemocy.

Najsilniejszą stroną produkcji jest jednak sposób, w jaki ukazuje ona emocje nastolatków. Są oni traktowani jak młodzi dorośli – ich przyjaźnie, rozstania i konflikty są zupełnie poważne, nie ma tu miejsca na trywializowanie i protekcjonalne spojrzenie na „dzieci i ich problemy”. Dzięki specyfice narracji poznajemy historię z pozycji atrakcyjnej, a przy tym niezwykle wrażliwej dziewczyny, być może zmagającej się z problemami psychicznymi. Seans „Trzynastu powodów” to doświadczenie uczące empatii, zmuszające do wysłuchania pełnej relacji ofiary prześladowania. Zarazem postać Claya uwypukla problem, z którym mierzą się równie wrażliwi chłopcy – presję na „męskie” (w maczystowskim rozumieniu) zachowania i konsekwencje wyłamywania się z grupy. Serial utrudnia bagatelizowanie strachu przed upokorzeniem czy seksistowskimi docinkami; rozmontowuje mechanizm obronny pomagający nam radzić sobie z bezradnością wobec spustoszenia, jakie pod wpływem sytuacji przemocowych powstaje w dorastającej osobie.

Paradoksalnie autentyczność przekazu może być także największym zagrożeniem, które niesie ze sobą serial. Premiera produkcji spotkała się z natychmiastową reakcją psychologów, pedagogów i stowarzyszeń branży zdrowia psychicznego takich jak amerykański NASP (National Association of School Psychologists). Zalecali oni dodanie ostrzeżeń, a w skrajnych przypadkach sugerowali ograniczanie młodzieży dostępu do serialu. Kontrowersje dotyczą nie tylko brutalnych wizualnie scen, między innymi gwałtów oraz samobójstwa Hannah, ale samej fabuły. Przekonanie, że dzięki kasetom nawet po śmierci możliwe jest porozumienie z bliskimi czy rzucenie skutecznego oskarżenia, „danie nauczki” oprawcom rękami przyjaciela – dodajmy, przekonanie zupełnie fałszywe – może być w fatalny sposób atrakcyjne dla ludzi zmagających się z podobnymi problemami. Dobrze zbadanym zjawiskiem jest efekt Wertera: sytuacja, w której nieostrożne opisywanie samobójstwa bądź sposobów radzenia sobie z myślami samobójczymi przyczynia się do kolejnych tragedii. Podobne stanowisko, wraz z cennymi wskazówkami na temat tego, jak informować o samobójstwach w mediach, wystosowało także Polskie Towarzystwo Suicydologiczne.

Brak właściwego prowadzenia widza to szczególna wada serialu. Problem zaburzeń psychicznych nie zostaje podjęty, chociaż jest w tym kontekście niezwykle ważny (w środowisku terapeutycznym uważa się, że do 90% ofiar samobójstwa cierpi na różnego rodzaju problemy psychiczne). A przecież Hannah w czasie retrospekcji zdradza coraz więcej oznak zachowań depresyjnych – w tle głównej historii obserwujemy słabsze oceny, zaburzenia odżywiania, snu, odpychanie bliskich, a w końcu nawet momenty dysocjacji. Zidentyfikowanie zaburzenia psychicznego przez serial nie byłoby stygmatyzacją (czy też, jak zdarzyło mi się usłyszeć, „medykalizacją psychiki” lub „fetyszyzowaniem normalności”), ale zwróceniem uwagi na powagę problemu i konieczność szukania pomocy u specjalistów. Niestety, metody prewencji – takie jak rozmowa ze szkolnym psychologiem – zostają przez narrację bohaterki pozbawione zaufania w oczach widza.

Chociaż trzeba się zgodzić, że „Trzynastu powodów” nastolatkowie nie powinni oglądać samodzielnie, bez nadzoru i otwartej rozmowy ze strony rodziców, to produkcja z pewnością powinna trafić do dorosłych. Problem samobójstw młodych ludzi, w dużej mierze napędzany przemocą ze strony rówieśników, nie może być dłużej ignorowany ani zbywany. Według WHO to druga najczęstsza przyczyna przedwczesnej śmierci w grupie wiekowej 15-29 lat, a Polska jest jednym z niechlubnych liderów rankingu w Europie (globalnie zajmuje równie fatalne miejsce 13.).

Nawet 10% polskich uczniów jest trwale, systematycznie dręczonych, a znacznie więcej styka się z pojedynczymi atakami. Wbrew obiegowym opiniom chłopcy częściej są ofiarami niż dziewczynki. Zdecydowanie najgorzej wypadają nie owiane złą sławą (w dużej mierze z przyczyn politycznych) gimnazja, ale szkoły podstawowe, w których wysoki poziom przemocy jest powszechniejszy. Równocześnie to właśnie w okresie nastoletnim młodzi ludzie zaczynają autentycznie poszukiwać swojej tożsamości, stylu ubioru, rozrywek; rodzą się też głębsze przyjaźnie i powstają konflikty. Towarzysząca temu niestabilność emocjonalna może być mieszanką wybuchową. Wystarczy przypomnieć historię prześladowanego czternastolatka, Dominika z Bieżunia, który odebrał sobie życie w wyniku szykan. Albo zarejestrowane na filmie skopanie dziewczyny z Gdańska.

Czy rzeczywiście każde kolejne pokolenie, przechodząc przez polską szkołę, musi budować poczucie własnej wartości na poniżaniu równieśników? Gdyby rolą szkoły było tylko nauczanie, to rzeczywiście moglibyśmy poprzestać na tym, że do testów przygotowuje ona całkiem nieźle w skali świata. Ale szkoła musi też dbać o bezpieczną, otwartą atmosferę, w której strach przed upokorzeniem nie rozprasza od zajęć i nie zostawia traumy. Dyskusja nad kompleksowym programem walki z dręczeniem czy nauczania umiejętności emocjonalnych i społecznych powinna trwać od dawna, tymczasem polskie szkolnictwo znajduje się w tym samym punkcie, w którym zatrzymało się, odkładając bicie linijką parę dekad temu.

Konsekwencje agresji i prześladowania w szkole wykraczają jednak poza tragiczne ofiary samobójstw. Bolesne doświadczenia upośledzają relacje i związki, które tworzymy z innymi ludźmi, zakorzeniają się w dorosłym życiu jako pogarda do innych i słabszych, utrwalają seksizm. Debata publiczna zmienia się w bagno, a linie podziału wyrastają szybciej, niż da się je pokonać otwartością i dialogiem. Uczniowie czerpią te wzorce od innych, przynoszą je do zamkniętego, ciasnego środowiska szkoły i problem rozpędza się coraz bardziej w kolejnych powtórzeniach.

Musimy odpowiedzieć na rzucane przez „Trzynaście powodów” oskarżenie, którego nie można dłużej zamieść pod dywan. Nie możemy udawać, że rozwiązanie sprowadza się do likwidacji gimnazjów albo do żelaznej dyscypliny na korytarzach. Być może trzeba szukać eksperymentalnych metod, tak jak robią to Niemcy, konfrontując młodzież z byłymi przestępcami w roli „świadków przemocy”, lub przyjrzeć się uważniej potencjałowi drzemiącemu w zajęciach teatralnych. Empatia i elementarny szacunek do drugiego człowieka muszą stać się ścisłą podstawą programową, ale nie ma tu niestety rozwiązania podanego na tacy. Na pewno jednak powodów, by próbować, jest dużo więcej niż trzynaście.

***

Pamiętaj: jeśli potrzebujesz pomocy, porozmawiaj otwarcie o problemach z osobą, której ufasz, zadzwoń pod numer 116 123 lub 116 111 albo wejdź na stronę www.pokonackryzys.pl.

 

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.