dwutygodnik internetowy
03.09.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Trzy akordy, chamskie chordy

Ale R.U.T.A. nie jest li tylko projektem etnograficznym. W teledysku do utworu Z batogami na panów z płyty „Gore” buntujący się chłopi nagle zmieniają się w protestujących alterglobalistów, a XIX-wieczne wojska – w uzbrojone oddziały prewencji

Gdy w 2005 roku, po kilkuletniej przerwie odrodził się festiwal w Jarocinie, odbywał się on pod hasłem „PRL: Punk Rock Later”. Gdy słucha się nagrań zespołu R.U.T.A., chciałoby się raczej powiedzieć: Punk Rock Earlier. A wszystko to za sprawą Macieja Szajkowskiego, muzyka z Kapeli ze Wsi Warszawa, który zebrał chłopskie, antyfeudalne protest songi, a następnie, przy udziale legend polskiej sceny punkrockowej, zaaranżował z iście hardcorowym uderzeniem. Z tym, że nie na standardowy zestaw: gitara, bas, perkusja, lecz na całą wielką orkiestrę tradycyjnych ludowych instrumentów. To nieoczywiste połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Zamiast lekkiego i przyjemnego crossoveru w stylu Kapeli ze Wsi Warszawa, Szajkowski stworzył bezkompromisowy i do bólu szczery punk rock, tyle że staropolski. Okazało się, że w lirze korbowej, fideli płockiej, buzdyganach i suce biłgorajskiej drzemie nie mniejsza siła niż w przesterowanych gitarach elektrycznych, a wykrzyczane „Będą panowie sami łąki kosić” czy „Z batogami na panów” brzmi równie silnie co „Spytaj milicjanta” Dezertera czy „Wstań i walcz” Moskwy.

Po sukcesie, jakim okazała się wydana w zeszłym roku płyta „Gore”, zespół, początkowo stworzony jako jednorazowy projekt, zaczął koncertować, za każdym razem budząc silne emocje. Tegoroczny występ na warszawskim koncercie „Solidarni z Białorusią” oraz na Festiwalu Młodej Muzyki Białorusi BASowiszcza w Gródku zapowiadał kierunek, w jakim podążył kolejny album R.U.T.Y., zatytułowany „Na uschod. Wolność albo śmierć”. Szajkowski i jego „Chamski Chór” rozszerzyli pole swoich etnograficznych poszukiwań poza granice Polski, eksplorując również tereny Rosji, Ukrainy i Białorusi, gdzie chłopskich pieśni buntu i niedoli także nie brakowało.

 

Drugi album przynosi pewne zmiany w warstwie muzycznej. „Na uschod” to już nie same punkowe petardy po kilkadziesiąt sekund, jak na debiutanckiej „Gore”. Teksty są dłuższe, melodie bardziej rozbudowane, a w dodatku większość utworów wykonana jest w dwóch wersjach językowych. Ponadto do weteranów jarocińskiej sceny, Robala [Dezerter] i Gumy [Moskwa], dołączyła też białoruska wokalistka Nasta Niakrasava oraz ukraiński zespół wokalny Hulajhorod. Cały materiał nie stracił jednak swojego zadziornego i wywrotowego oblicza: wykrzyczane przez Naste wersy Drobnej drabnicy czy Batrackiej doli sprawiają, że ciarki chodzą po plecach, a odśpiewany tradycyjnie a capella utwór Sonce dodaje całej płycie „korzennego” charakteru.

Ale R.U.T.A. nie jest li tylko projektem etnograficznym. W teledysku do utworu Z batogami na panów z płyty „Gore” buntujący się chłopi nagle zmieniają się w protestujących alterglobalistów, a XIX-wieczne wojska – w uzbrojone oddziały prewencji. W wywiadzie dla folkowego magazynu „Gadki z chatki” Szajkowski mówi: – Dzisiejsze atrybuty niewoli to inwigilacja, kamery monitoringu, podsłuchy, sięgające 80% podatki – ukryte i jawne, dyktat ponadnarodowych korporacji, bezkarność polityków i niczym nowotwór rozrastająca się biurokracja. Ich nowa płyta tematyką idealnie trafia w swój czas. Dzień jej premiery niemal zbiegł się z datą ogłoszenia wyroku dwóch lat łagru dla dziewczyn z zespołu Pussy Riot. W dołączonej do płyty, bagatela, studwudziestostronicowej książeczce znajduje się między innymi tekst o obywatelskich wolnościowych ruchach sprzeciwu w Rosji, na Białorusi i Ukrainie, opisujący protesty aktywistek z grupy FEMEN, działalność artystycznej grupy „Wojna” i innych anarchistycznych ruchów. Sygnałem, że problem wyzysku i nadużywania władzy wciąż jest tam niestety aktualny, jest utrzymany w folkowym klimacie cover piosenki Mama Anarchia, napisanej przez Wiktora Coja, lidera radzieckiej rockowej grupy Kino. Z drugiej strony, również znajdujący się w książeczce tekst Stanisława Łubieńskiego o ukraińskim chłopskim atamanie i rewolucjoniście, Nestorze Machno, przypomina, że anarchistyczna tradycja oporu ma na kresach swoją historię. To od hasła z jego sztandaru pochodzi podtytuł albumu: „Wolność albo śmierć”.

 

Płyty R.U.T.Y. burzą długo pokutujący w Polsce stereotyp „wsi spokojnej, wsi wesołej”. Pokazują, że muzyka ludowa to nie tylko pastorałki, sielanki, zalotne weselne przyśpiewki czy transowe oberki, ale także rozpaczliwy jęk bólu i niedoli. To nasze słowiańskie work songs, które wyrywały się z piersi wykluczonych i poniżonych chłopów, podobnie jak bluesowe lamenty wznoszone przez czarnoskórych potomków niewolników w Georgii, Alabamie, Missisipi czy Luizjanie.

 

R.U.T.A., „Na uschod. Wolność albo śmierć”,

Karrot Kommando, 2012