dwutygodnik internetowy
11.07.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

kard. Nycz: Trzeba pomagać konkretnie

Solidarność Jezusa przez własne wcielenie z każdym człowiekiem, a zwłaszcza człowiekiem potrzebującym, jest podstawowa. I nie wolno tych słów retuszować, nie wolno mówić, że „mówił ostro, jak mówił w przypowieściach, ale przecież to niemożliwe, żeby to tak było”. Naprawdę „byłem przybyszem, byłem głodny […]”, to są słowa, które są słowami dla nas, uczniów Chrystusa, które nie tylko trzeba wypowiadać, ale którymi trzeba żyć i które trzeba realizować.

01

Święto Ubogich w Warszawie. Mszę Świętą odprawia kard. Kazimierz Nycz. fot. Tomasz Kaczor

Publikujemy zredagowany i dostosowany do potrzeb odbiorcy słowa pisanego zapis homilii kard. Kazimierza Nycza, metropolity warszawskiego, wygłoszonej w Świątyni Opatrzności Bożej w czasie Święta Ubogich organizowanego przez warszawską Wspólnotę Sant’Egidio 25 czerwca 2016.

Umiłowani Bracia i Siostry,

Chociaż współczesny świat, na wiele różnych sposobów pokazując efekty postępu, nowoczesności, bogactwa, próbuje ukryć pewne wstydliwe dla siebie problemy, to jednak wszyscy jak tu jesteśmy mamy doświadczenie bezdomności, ludzkiej biedy, jeśli tylko mamy oczy otwarte, podstawową empatię, współczucie i rozumienie dla ludzi, którzy nie mają mieszkania, jedzenia, domu czy oparcia. I to doświadczenie sprowadza nas dzisiaj, w Świętym Roku Miłosierdzia, tu, do Świątyni Bożej Opatrzności. Do Świątyni, która jest budowana (i ta budowa powoli się kończy) jako wotum Narodu za Konstytucję 3 Maja. Ale ponieważ jest to budowa odłożona o ponad dwieście lat, w tej świątyni-wotum chcemy zbierać, prowadzić, dziękować i powierzać Bogu i Opatrzności wszystkie sprawy, z którymi się borykamy i nie możemy sobie poradzić. Sprawy, których nie potrafi rozwiązać świat i Europa, ale także te, które są problemami w Polsce.

Bóg jest empatyczny

Musimy pamiętać także o tym wielkim problemie, który stoi przed światem, a szczególnie Europą. O problemie uchodźców – ludzi, którzy nie mają domów, którzy zostali z nich wygnani, przepędzeni. Ludzi prześladowanych za swoje poglądy, przekonania, także te religijne. O współczesnych męczennikach, których, jak wiemy, jest o wielu więcej, niż było w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. To miejsce jest po to, aby do Bożej Opatrzności, do Boga, który kieruje naszym światem i życiem, przychodzić z tymi wszystkimi sprawami, gdyż nie potrafimy ich sami rozwiązać! Tak jak w dzisiejszej Ewangelii, kiedy do Chrystusa przychodzą ludzie z różnymi problemami: cierpieniem, chorobą, samotnością. Przychodzą, żeby być przy Chrystusie i z Chrystusem w przeżywaniu trudności, w wierze i ufności, aby wyprosić u niego łaskę uzdrowienia. Tak jak ten setnik, teściowa św. Piotra czy wielu chorych, których przynoszono do Niego wtedy, kiedy żył na ziemi i czynił cuda. Robił to nie tylko aby pokazać swoje bóstwo, by ludzie uwierzyli, że jest Mesjaszem. Ale także dlatego, by pokazać jak on, wcielony Bóg, jest wrażliwy i empatyczny wobec ludzkich problemów, ludzkiej biedy!

Święto Ubogich w Warszawie. Badania lekarskie. fot. Tomasz Kaczor

Parę tygodni temu do tej świątyni na Dzień Dziękczynienia byli zaproszeni przedstawiciele środowisk charytatywnych z całej Polski. Ze szpitali, ośrodków pomocy społecznej, domów opieki i rozmaitych zakładów. Przyszli, by dziękować Bogu, że się chce nimi posługiwać w czynieniu miłosierdzia. Nie tylko nie ma i nie może być żadnej sprzeczności miedzy Bożą Opatrznością a Bogiem, który kieruje naszym życiem i prowadzi nas z miłosierdziem. Boża Opatrzność działa przez znasz rozum, serca, miłość, wolną wolę, a jednocześnie działa przez ludzi, którzy oddając życie Panu Bogu, chcą pełnić jego wolę, u której podstaw leży wielkie miłosierdzie. I w tym znaczeniu jesteśmy tu dzisiaj jako ludzie, którzy chcą się modlić razem z bezdomnymi, ubogimi, naszymi braćmi potrzebującymi pomocy. Modlić się o to, abyśmy byli z nimi jeszcze bardziej, ale jednocześnie o to, byśmy nie zatracili tej wrażliwości naszych serc, która każe widzieć, reagować, a także zapobiegać tym wszystkim problemom, w których żyje współczesny człowiek potrzebujący ludzkiej pomocy. Wszyscy zresztą takimi jesteśmy, ale niektórzy potrzebują pomocy w sposób szczególny.

Nie wszystko jest cacy

Przykładem jest dla nas papież, który nie tylko naucza o Bogu, który jest miłosierny, ale także akcentuje, że to my mamy być miłosierni i to nie w słowach, ale w konkrecie życia, które jest wokół nas. W dostrzeżeniu człowieka potrzebującego, biednego. Papież czyni gesty, jak choćby zabranie na pokład samolotu rodziny z greckiej wyspy, przewiezienie jej do Watykanu oraz danie jej możliwości mieszkania i rozwoju. Oczywiście krytycy, których nigdy nie brakuje, zwłaszcza tacy, którzy krytykują po to, żeby się usprawiedliwić z tego, że nic sami nie robią, będą mówili, że to puste gesty. A nawet, że to gesty celebryckie. Tymczasem one po prostu są mocne, czasem budzą w nas jakiś niepokój. I pewnie Ojcu Świętemu właśnie o to chodzi, abyśmy nie uwierzyli w to, że wszystko wokół nas jest takie piękne. Że nie wszystko jest „cacy cacy”. I dlatego tu jesteśmy także po to, żeby w sobie obudzić wrażliwość, która jest potrzebna, aby człowiek w Świętym Roku Miłosierdzia nauczył się dostrzegać głębiej potrzeby ludzi, którzy są wokół nas. Kiedy czytamy w dzisiejszej Ewangelii o setniku, który nie był człowiekiem z Narodu Wybranego, nie był spośród tych, którzy chodzą za Jezusem, a jednak Jezus zajął się jego problemem, jego chorym sługą. A z drugiej strony powiedział: „Jak wielka jest jego wiara! Nie widziałem takiej w całym Izraelu!”. Jednocześnie Jezus uczy nas powszechności miłosierdzia, chciałoby się powiedzieć dzisiejszym językiem: „bez zaglądania człowiekowi w metrykę chrztu”.

Święto Ubogich w Warszawie. Poczęstunek. for. Tomasz Kaczor

Święto Ubogich w Warszawie. Poczęstunek. fot. Tomasz Kaczor

„Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do serca mego, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona moja dusza” – to są słowa setnika, które Kościół wprowadził do eucharystii. Największego i najważniejszego sakramentu, jaki Kościół sprawuje. Postawa Jezusa, który nie tylko naucza, ale i popiera to nauczanie konkretnymi czynami, cudami, pomocą, wrażliwością na ludzi chorych, jest postawą, której musimy się uczyć w Kościele. Nie ma to być tylko postawa całego Kościoła (choć to również!), ale i każdego z nas w Kościele osobno. To słowa, które potrzebują poparcia w świadectwie życia. A w tym świadectwie niezwykle ważnym momentem, akcentem, bez którego nie ma Kościoła, jest miłosierdzie. Słowo, sakrament i miłość miłosierna to są fundamenty Słowa, na których zbudowany jest chrystusowy Kościół, które są podstawą tego, że idziemy za Ewangelią. Głosząc Słowo, sprawując sakramenty i czyniąc miłość. I w ten sposób świat poznaje, że jesteśmy posłani przez Boga, aby ludziom wskazywać drogę do szczęścia, do zbawienia. To jest najważniejsza misja Kościoła.

Musimy pomagać konkretnie

W tym roku szczególnie akcentujemy słowo trzecie, miłosierdzie, dla którego jesteśmy tutaj, aby modlić się razem z ubogimi, potrzebującymi niepełnosprawnymi i bezdomnymi. I nie wolno nam dzisiaj nie wspomnieć także uchodźców, którzy stoją u bram Europy i bardzo często na oczach tej chrześcijańskiej Europy giną w morzu, ponieważ nikt nie znalazł się w porę, aby im pomóc. Na nich zwraca uwagę Franciszek w każdym nauczaniu, w każdej pielgrzymce. Pewnie kiedy będzie w Polsce za kilka tygodni, także upomni się o uchodźców i o bezdomnych. Wspominam o tym w tym miejscu dlatego, że podczas ostatniej sesji Konferencji Episkopatu Polski była na ten temat duża dyskusja. Dołączyliśmy do programu tzw. korytarzy humanitarnych, zainicjowanych przez rzymską wspólnotę Sant’Egidio, ponieważ powiedzieliśmy sobie: „Kościół musi na te temat mówić niezależnie od tego, jak mówi świat, politycy i inni”. Kościół musi na ten temat mówić językiem Ewangelii i musi podejmować w tej sprawie działania. Nawet jeśli one nie będą ilościowo wielkie, jeśli nie pomożemy tysiącom ludzi, ale pomożemy kilkuset istotom ludzkim w danym kraju i momencie, musimy czynić i podejmować działania takie, jakie wynikają z Ewangelii.

Bo słowa Jezusa, kiedy spytano go o Sąd Ostateczny, są wielką przestrogą. „Byłem głodny i daliście mi jeść, byłem spragniony i daliście mi pić, byłem przybyszem, a przyjęliście mnie. I wszystko, coście uczynili jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili”. Solidarność Jezusa przez własne wcielenie z każdym człowiekiem, a zwłaszcza człowiekiem potrzebującym, jest podstawowa. I nie wolno tych słów retuszować, nie wolno mówić, że „mówił ostro, jak mówił w przypowieściach, ale przecież to niemożliwe, żeby to tak było”. Naprawdę „byłem przybyszem, byłem głodny […]”, to są słowa, które są słowami dla nas chrześcijan, uczniów Chrystusa, które nie tylko trzeba wypowiadać, ale którymi trzeba żyć i które trzeba realizować. I dlatego do tych wszystkich modlitw Roku Świętego dołączmy także zamiar skonkretyzowania pomysłów i realizowania także w Polsce działań miłosiernych, charytatywnych, które są odpowiedzią na wyzwania współczesności. I we wszystkich tych intencjach i sprawach starajmy się Bracia i Siostry modlić gorąco, prosząc Pana, abyśmy mieli dość siły naśladować Boga i Jezusa w Jego miłosierdziu. I abyśmy mieli dość wrażliwości, by dostrzegać tych, którzy na pomoc naszą, ludzi Kościoła, ludzi wierzących czekają.

 

edycja: Stanisław Zakroczymski

Święto Ubogich w Warszawie. Zabawa. fot. Tomasz Kaczor