dwutygodnik internetowy
9.11.2015
magazyn papierowy


Trzeba gasić pożar nienawiści

Oto na naszych oczach – niech mi te słowa zostaną wybaczone – „obrona Kościoła” staje się „niszczeniem Kościoła”. Dlaczego ? Bo bronimy struktur, a nie ludzi. Bo bronimy bezdusznego prawa, a nie żywej Ewangelii.

statuetka nagrody PONTIFICI - budowniczemu mostów. fot. Michał Buczek

Statuetka nagrody PONTIFICI – budowniczemu mostów. fot. Michał Buczek

Ludwik Wiśniewski OP dwa tygodnie temu został wyróżniony nagrodą „PONTIFICI – budowniczemu mostów” przyznawaną corocznie przez warszawski KIK, wydawcę „Kontaktu”. W poprzednim wydaniu opublikowaliśmy tekst jego wystąpienia z uroczystości przyznania nagrody. Niniejszy artykuł jest swoistym rozwinięciem tez postawionych w przemówieniu.

Czy zawsze można pogodzić skłóconych ze sobą ludzi? Czy ze wszystkimi ludźmi można się porozumieć? Czy zawsze można zbudować, jeśli się tego pragnie, duchowe mosty między ludźmi? Te pytania są – jak się wydaje – częścią innego, zasadniczego pytania: czy da się zbudować sprawiedliwy świat? Dobrze wiemy, że nigdy budowany przez ludzi świat nie będzie w pełni sprawiedliwy, ale też wiemy doskonale, że sprawiedliwość w świecie trzeba ciągle budować i – mimo niepowodzeń –w tej budowie nie ustawać.

Kościół nas uczy, że pełna sprawiedliwość, prawdziwy pokój i doskonała miłość będzie dopiero u Boga. Ale zarazem Kościół z naciskiem podkreśla, że to wszystko będzie u Boga dla tych, którzy już na tej ziemi budują sprawiedliwość i pokój oraz żyją miłością.

A zatem trzeba budować duchowe mosty między ludźmi, pamiętając , że nie zawsze i nie wszystko nam się uda. To zadanie: gaszenie pożarów niechęci i nienawiści, jednanie skłóconych, budowanie mostów, a w ostateczności budowanie „kładek”, skoro solidnych mostów nie potrafimy zbudować, wydaje się szczególnie ważne dla naszego pokolenia, bo wiele wskazuje na to, że znajdujemy się obecnie na „dziejowym zakręcie”.

Tyle, ile się da

Bywa, że da się doprowadzić do tego, że ludzie o różnych poglądach i światopoglądach zaczynają ze sobą rozmawiać i dzielić się swoimi przekonaniami i przemyśleniami. A najważniejsze, że potrafią siebie nawzajem słuchać i wysłuchiwać. Prawdziwy dialog rozpoczyna się właśnie wtedy, kiedy człowiek zdolny jest do wysłuchania drugiego człowieka.

Bywa czasem tak, że ludzie nie są w stanie i świadomie nie chcą rozmawiać na tematy, które ich dzielą. Ustalają wtedy, że pewna sfera życia – zazwyczaj chodzi o politykę, czasem o religię, a niekiedy o stosunki rodzinne – będzie stanowić w ich kontaktach swoiste „tabu”. Jednakże nie zrywają ze sobą kontaktu, a nawet potrafią ze sobą współpracować na niektórych odcinkach. To duży sukces.

Ale bywa niekiedy tak, że ludzie nie tylko nie potrafią ze sobą dyskutować, ale nie stać ich także na wspólną akcję, a nawet siebie unikają. Wtedy wielkim sukcesem jest doprowadzenie do sytuacji, w której spotkają się i nawet bez słów popatrzą sobie w oczy. Kościół ma dla takich ludzi odpowiednie „lekarstwo”. Kościół wzywa, aby unikający siebie, a nawet skłóceni ludzie spotkali się na wspólnej modlitwie.

Nie widzieć, nie słyszeć?

W życiu prywatnym, gdy w grę wchodzi jedna osoba – ojciec, żona, syn, siostra, przyjaciel – można niekiedy stosować zasadę : „Dzisiaj nie widzę, nie słyszę, nie rozumiem”, ponieważ natychmiastowa reakcja może przynieść więcej szkody niż pożytku. Trzeba umieć czekać na stosowny czas, kiedy będzie szansa, że nasza reakcja będzie należycie przyjęta.

W życiu publicznym, kiedy dostrzega się, że krzywda, fałsz, uprzedzenie, plotka, nienawiść rozlewa się coraz szerzej i zaraża swoistym „jadem” innych ludzi, nie wolno czekać z reakcją. Jedynym usprawiedliwieniem braku reakcji jest odkrycie w sobie samym pogardy, a może nawet nienawiści do ludzi, do których zamierzam się zwrócić z napomnieniem. W wołaniu o prawdę i sprawiedliwość nie może być śladu nienawiści i pogardy!

Szczególnym przypadkiem są spory między ludźmi należącymi do tego samego Kościoła, a więc – jak to zwykliśmy mówić – między braćmi i siostrami w Chrystusie. Trzeba się strzec, aby nie wykluczać z Kościoła osób, których poglądy piętnujemy. Przeżyłem na własnej skórze wykluczanie mnie z Kościoła, ale także przeżyłem zarzut, że sam innych wykluczam. Redaktor „Więzi”, Tomasz Wiścicki, omawiając moje wystąpienie podczas Zjazdu w Gnieźnie, na którym świadomie dość gwałtownie zaatakowałem szerzenie nieprawdy, napisał: „Ojciec Wiśniewski odpowiedział wyłączeniem z Kościoła kogoś, z kim się nie zgadza”.

Odpowiedziałem mu oświadczeniem: „Nigdy i nikogo z Kościoła nie wykluczałem i jestem pewien, że nie ma takiej mojej wypowiedzi, na podstawie której ktokolwiek miałby podstawę tak sądzić. Twierdzę jedynie, że język inwektyw i pomówień jest sprzeczny z chrześcijańskim Orędziem. Taki język i takie postawy rzeczywiście wykluczam, ale nie wykluczam ludzi – na miłość Boską!”.

Czeka nas schizma?

W powietrzu, w którym żyjemy, wciąż wisi pytanie, czy Kościołowi, zwłaszcza Kościołowi polskiemu, nie zagraża schizma?

Otóż wydaje się, że grozi nam wyludnienie kościołów, odejście z Kościoła wielu ludzi, ale schizma, tak sądzę, nam nie grozi. Nie te czasy. Trzeba jednak powiedzieć, że w Polsce przeżywamy jakiś dziwny dramat. Oto na naszych oczach – niech mi te słowa zostaną wybaczone – „obrona Kościoła” staje się „niszczeniem Kościoła”. Dlaczego ? Bo bronimy struktur, a nie ludzi. Bo bronimy bezdusznego prawa, a nie żywej Ewangelii. Czekam na poważniejszą debatę na ten temat. Czekam na włączenie się w tę debatę księży biskupów, którzy dźwigają na sobie szczególną odpowiedzialność za Kościół. Nie rozumiem, dlaczego wielu biskupów milczy w obliczu istotnych zagrożeń, zagrożeń płynących od wewnątrz Kościoła, a nie tylko z zewnątrz. Czekam więc na bardzo poważną debatę.

Swój głos w niej ograniczę na razie do stwierdzenia: przyszłość Kościoła zależy od tego, czy uznamy autonomię sumienia poszczególnych ludzi, czyli od tego, czy instytucjonalny Kościół będzie traktował dorosłych ludzi jak dorosłych. To po pierwsze. A po drugie od tego, czy zdobędziemy się na autentyczny dialog z chrześcijańskimi Kościołami, a także z religiami niechrześcijańskimi. Obecny dialog jest dialogiem pozorowanym.