dwutygodnik internetowy
13.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Temkin: Filozof zawsze znajdzie pracę

List otwarty w sprawie filozofii w Białymstoku to wyraz skrajnej desperacji i bezprecedensowo złej sytuacji akademickiej humanistyki. Jeśli Ministerstwo nie zareaguje zmianą prawa, w ciągu najbliższych lat dojdzie do likwidacji filozofii na kolejnych uczelniach.

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


Trudno myśleć o skoku w innowacyjność, jeśli jednocześnie likwiduje się ośrodki odpowiedzialne za naukę myślenia. Wydatki na humanistykę – w tym również na filozofię – to wydatki inwestycyjne, a nie konsumpcyjne. Traktowanie uniwersytetu jako przedsiębiorstwa, które ma przynieść zysk w krótkoterminowej perspektywie, to pomieszanie pojęć.
Z Aleksandrem Temkinem, inicjatorem listu otwartego do Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie likwidacji studiów filozoficznych na Uniwersytecie w Białymstoku, rozmawia Mateusz Luft.
  
Dlaczego likwidacja Wydziału Filozofii na Uniwersytecie w Białymstoku jest tak istotna?
Dlatego, że to element szerszego procesu pauperyzacji humanistyki. Jeśli Ministerstwo nie zacznie działać tak, by stworzyć warunki prawne zabezpieczające istnienie wydziałów humanistycznych, to skończy się to ich likwidacją. Na tle innych wydziałów filozoficznych w Polsce liczba studentów w Białymstoku wcale nie wypada najgorzej. Na trzech latach studiowało razem sześćdziesiąt osób. To jest wynik, którym nie może się pochwalić wiele instytutów, nie tylko filozoficznych.
  
Już w czasie zbierania podpisów dowiedziałem się, że została także zlikwidowana filozofia w Słupsku. Jeśli nic się nie zmieni, dojdzie do zamknięcia wydziałów filozofii w szeregu ośrodków w ciągu dwóch, trzech lat. W połączeniu z cięciami wydatków na infrastrukturę edukacyjną, zamykaniem szkół, zmniejszeniem nakładów na olimpiady przedmiotowe itd., to prosta droga do kulturowego i cywilizacyjnego spustoszenia w skali niespotykanej od dawna.
  
Sceptycy twierdzą jednak, że uczelnie humanistyczne to fabryki bezrobotnych, a kierunki studiów należy dostosowywać do potrzeb rynkowych.
To zupełnie błędne myślenie, gdyż to polski rynek pracy potrzebuje strukturalnych przemian. Polska gospodarka, oparta przede wszystkim na niskopłatnych usługach, jest skrajnie nieinnowacyjna. Trudno myśleć o skoku w innowacyjność, czy o budowaniu tak głośno zachwalanej „gospodarki opartej na wiedzy”, jeśli jednocześnie likwiduje się ośrodki odpowiedzialne za naukę myślenia. Wydatki na humanistykę – w tym również na filozofię – to wydatki inwestycyjne, a nie konsumpcyjne. Dobrze wiedzą o tym ekonomiści. Jan Gmurczyk, ekspert Instytutu Obywatelskiego, w nawiązaniu do naszego listu otwartego pisał niedawno na łamach „Rzeczpospolitej”, że traktowanie uniwersytetu jako przedsiębiorstwa, które ma przynieść zysk w krótkoterminowej perspektywie, to pomieszanie pojęć.
  
Dodać można, że zaledwie 3% absolwentów filozofii rejestruje się w urzędach bezrobotnych. Na tle innych fakultetów jest to najlepszy wynik. Można powiedzieć, że prawie nikt spośród absolwentów filozofii nie ma problemów ze znalezieniem pracy.
  
List ma charakter ogólny i mówi o kryzysie humanistyki, ale kończy się dwoma postulatami konkretnych rozwiązań.
W drodze konsultacji ze środowiskiem akademickim pojawił się postulat stworzenia warunków prawnych zachęcających rektorów do wspomagania gorzej radzących sobie na rynku, a ważnych dla kultury polskiej, bądź prowadzących badania podstawowe wydziałów ze środków wypracowanych przez wydziały lepiej funkcjonujące finansowo. Co, mówiąc prościej, oznacza częściową redystrybucję środków między wydziałami.
Drugi postulat dotyczy zniesienia odpłatności za drugi kierunek studiów.
  
Co postulowane przez Was zmiany oznaczają dla studentów?
Dotychczas blisko 40% studentów filozofii studiowało go jako drugi kierunek. Dlatego też na przykład Wydział Filozofii na Uniwersytecie Warszawskim mocno ucierpiał na wprowadzeniu owej odpłatności. Podobnie jest na innych wydziałach humanistycznych, na przykład socjologii. W tym momencie studiowanie drugiego kierunku kosztuje studenta 4 tys. złotych rocznie. Mało kto może sobie pozwolić na taki luksus. Możliwość studiowania nie może być przywilejem zarezerwowanym dla najbogatszych.
  
Już po opublikowaniu listu dyskutowane było również poszerzenie listy postulatów o obowiązkowe wprowadzenie filozofii do szkół, reformę niedawno wprowadzonego systemu bolońskiego, czy zwiększenie wydatków na naukę do poziomu średniego w Europie zachodniej (czyli 1,2% PKB).
Tak. Cieszymy, że dyskusja nabiera rozpędu i że pojawiają się nowe postulaty. Otwarta debata o stanie polskiej humanistyki jest niezbędna, bo sprawa dotyczy nie tylko filozofów, nie tylko akademików, ale przyszłości całej polskiej kultury, a co za tym idzie – przyszłości społeczeństwa.
  
Przeglądając listę nazwisk łatwo zauważyć, że pod petycją podpisały się osoby z bardzo różnych obozów światopoglądowych.
To prawda. Jednym z naszych celów była reintegracja środowiska humanistycznego, dotychczas bardzo łatwo rozgrywanego na różnych liniach podziału: branżowych, politycznych. Wszystkie dotychczasowe listy otwarte miały charakter środowiskowy – jednej grupie zawsze można było przeciwstawić inną, mającą dokładnie przeciwne zdanie. Tym razem udało się te podziały przekroczyć.
  
Odzew na akcję był rewelacyjny. Na sto czternaście osób, do których się zgłosiliśmy, odmówiło pięć. Dla mnie symbolem sukcesu tego pomysłu jest to, że jednego dnia pod listem podpisała się Kinga Dunin i ojciec Jacek Salij OP. Z dumą mogę powiedzieć, że był to największy list otwarty po ’89 roku. Nie tylko biorąc pod uwagę ilość wybitnych ludzi kultury i nauki (od Moniki Strzepki po Krzysztofa Pendereckiego), którzy się pod nim podpisali, ale także jeśli chodzi o skalę poparcia wśród osób, które na co dzień kierują ośrodkami akademickimi. Tego wielkiego sukcesu nie przypisałbym twórcom inicjatywy. To raczej wyraz skrajnej desperacji i bezprecedensowo złej sytuacji akademickiej humanistyki.
  
Czyli mamy do czynienia z rewolucją?
Raczej z buntem zdesperowanych humanistów wypychanych poza uniwersytet.