dwutygodnik internetowy
21.12.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Tęgi Dansing

Gdy na początku lat 50. kapela braci Witkowskich zaczynała grać, najmłodszego, sześcioletniego Kazimierza prawie nie było widać zza perkusji. Mimo to Stanisław Witkowski i jego czterech braci od 1956 roku przez czterdzieści lat obstawiali wszystkie wesela w okolicach Opatowa i Łagowa na Kielecczyźnie.

„Graliśmy tak, że się sufit podnosił. A jak dobrze dmuchnęliśmy, to naftowe lampy gasły” – wspomina Stanisław Witkowski w książeczce dołączonej do debiutanckiej płyty kapeli Tęgie Chłopy, na której gościnnie występuje. Dobre pół wieku starszy od reszty członków zespołu, nie tylko dziarsko dotrzymuje im kroku, ale jest dla nich przewodnikiem po melodycznych zawijasach kieleckich polek, fokstrotów czy chłopów (trójmiarowe melodie taneczne typowe dla muzyki wschodniej Kielecczyzny). Spotkali się, gdy młodsi muzykanci przemierzali świętokrzyskie wsie w poszukiwaniu tradycyjnych melodii. Zaczęli grywać razem podczas lokalnych potańcówek, festiwali, wesel i jarmarków. Ich spotkanie zaowocowało nie tylko bardzo udaną płytą, ale też – przede wszystkim – serią letnich Taborów Domu Tańca w Sędku. Do tej niewielkiej wsi w okolicach Łagowa zjeżdża się na przełomie lipca i sierpnia kilkuset miłośników muzyki tradycyjnej, by przez tydzień wspólnie uczyć się gry na instrumentach, śpiewu, tańca, ale przede wszystkim, by uczestniczyć w conocnych potańcówkach. Do wczesnych godzin przedpołudniowych trwa euforia tańca, śpiewu i wspólnego grania. Tradycyjna muzyka z tych stron rozbrzmiewa na nowo, grana przez mistrzów i uczniów. Zarówno na scenie, jak i na parkiecie – miejscowi i przyjezdni.

fot. Arkadiusz Szałata

fot. Arkadiusz Szałata

Dla całego Sędka i okolic Tabor to prawdziwe święto, na które czeka się już od pierwszego dnia po finałowej potańcówce. Mieszkańcy udostępniają swoje stodoły na sale prób dla bardziej lub mniej początkujących śpiewaków, trębaczy, skrzypków, klarnecistów, barabanistów i akordeonistów. Na warsztaty zjeżdżają się tu ludzie nie tylko z całej Polski, ale i zagranicy, w dodatku w bardzo różnym wieku – od dzieci po seniorów. Wieczorem, wspólną próbą orkiestry, otwierają potańcówkę, która ściąga do Sędka mieszkańców okolicznych, rozsianych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów miejscowości. Dla starszych, wiejskich muzyków to wielka radość. Ich dzieci i wnuki przeważnie nie chcą już grać. A twórcy Taboru Kieleckiego uczą się od lokalnych mistrzów, a następnie w pewien sposób oddają to miejscu i społeczności.

Debiutancka płyta Tęgich Chłopów dedykowana jest wszystkim muzykom i śpiewakom „zarówno tym, od których mamy szczęście uczyć się bezpośrednio, jak i tym, którzy odeszli, lecz ich niezwykłe nagrania inspirują nas i mają wpływ na kształt i energię naszej muzyki”. Nieprzypadkowy jest też tytuł płyty: „Dansing”. Słuchanie jej w domu – skądinąd bardzo przyjemne – nie wyczerpuje zawartego w tej muzyce potencjału. Dopiero grana na żywo, do tańca, objawia się w swojej pełni, tworzy silną więź między muzykantami a tancerzami. To muzyka, która porywa do tańca nie tylko ortodoksyjnych miłośników muzyki tradycyjnej.

fot. Arkadiusz Szałata

fot. Arkadiusz Szałata

Członkowie kapeli bardzo pilnie i z ogromnym szacunkiem studiują melodie, które poznają od lokalnych muzykantów i śpiewaków. Wnikliwie analizują przeróżne frazowania i ozdobniki, wcale nieproste linie melodyczne, by następnie odtworzyć je w możliwie wierny sposób. Mimo to ich muzyka brzmi zaskakująco świeżo, w najmniejszym stopniu nie pobrzmiewa w niej cepeliowy folklor, ani nie uderza patyna skansenowego eksponatu.

Obok tradycyjnych polek, śpiw czy chłopów na płycie znalazły się też nieco nowsze, ale bardzo popularne na powojennych potańcówkach tanga, walczyki i fokstroty, które Stanisław Witkowski i jego rówieśnicy grywali jako „awangardowa młodzież”. Znane z wykonania Stanisława Fogga przedwojenne tango „Pamiętam twoje oczy”, na płycie Tęgich Chłopów z gościnnym udziałem prawie siedemdziesięcioletniego akordeonisty i śpiewaka z Bartoszowin Władysława Bąka, dosłownie ściska za gardło. Zresztą cała płyta „Dansing”, choć z pozoru radosna i porywająca do tańca, ma też w sobie coś bardzo wzruszającego. Te zapomniane dziś melodie z wiejskich świetlic i remiz strażackich łączą w sobie bardzo skrajne emocje. Oddajmy na koniec głos Stanisławowi Witkowskiemu: „Mnie muzyki takie wyższej jakości nie obchodzą. Mnie obchodzą ludowe muzyki: walczyki, tanga, poleczki, śpiwy. Bo te ludowe mają w sobie dużo takiej żałośności (…). Na weselach jak to graliśmy, to ludzie płakali”.

***