dwutygodnik internetowy
12.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Tęcza nasza powszechna

„Spłonął symbol zarazy” – ogłosił wczoraj na Agrykoli Robert Winnicki. Lider Ruchu Narodowego, który w swoim wystąpieniu domagał się „respektowania tradycji chrześcijańskiej”.


Spłonął symbol zarazy – ogłosił wczoraj na Agrykoli Robert Winnicki. Lider Ruchu Narodowego, który w swoim wystąpieniu domagał się respektowania tradycji chrześcijańskiej, najwyraźniej zapomniał o tym, że w Księdze Rodzaju – jednym z najstarszych źródeł tej tradycji – tęcza posłużyła za znak przymierza, które Bóg zawarł z ludźmi po opadnięciu wód potopu.
 
Wspomniane przemilczenie można chyba tłumaczyć tym, że Winnicki mówił nie o tradycji chrześcijańskiej w ogóle, ani tym bardziej o tradycji żydowskiej, w obrębie której powstał Stary Testament, lecz o tysiącletniej chrześcijańskiej tradycji Polski. Wciąż jednak nie bardzo wiadomo, dlaczego w tej ostatniej miałoby zabraknąć miejsca dla znaku przymierza. Czyżby istniały teologiczne przyczyny, dla których naród polski (lub Naród Polski) przymierza nie potrzebuje?
 
Dla chłopców Winnickiego tęcza jest emblematem lewackiej czy też – jak był uprzejmy doprecyzować poseł PiS Bartosz Kownacki – pedalskiej rewolucji. Tymczasem, obok tak znienawidzonej przez nich tolerancji, w szczególności tolerancji dla mniejszości seksualnych, tęcza pełni w kulturze również inne funkcje. Od czasu XVI-wiecznych wystąpień niemieckich chłopów przeciwko panom feudalnym symbolizuje ona nadzieję na rewolucyjną zmianę społeczną, a od lat dwudziestych XX wieku – międzynarodowy ruch spółdzielczy (do dziś zobaczyć ją można w logotypach co poniektórych sklepów należących do sieci Społem). Krótko mówiąc, tęcza jest symbolem bardzo pojemnym, niosącym ze sobą znaczny potencjał szeroko pojętej inkluzywności. Nie przypuszczam, rzecz jasna, żeby przekonało to do niej samego Winnickiego.
 
Ofiara całopalna, którą złożyli ze stojącej na placu Zbawiciela tęczy bojówkarze idący w tegorocznym Marszu Niepodległości, jest już czwartą w krótkiej historii jej istnienia (nota bene, mało który spośród obserwatorów odnotował, że raptem kilka dni po jednym z podpaleń byliśmy świadkami quasi-biblijnego potopu na Stadionie Narodowym).
Jest to jednak zarazem pierwszy spośród związanych z ekspozycją incydentów, którego nie można sprowadzić do roli zwykłego aktu wandalizmu. Przemyślana czy spontaniczna, decyzja o spaleniu tęczy – podjęta zapewne przez grupę zadymiarzy, ale oklaskiwana przez uczestników Marszu Niepodległości i prawicowych komentatorów – dobrze komponuje się ze szturmem przeprowadzonym przez zakapturzonych bandytów na warszawskie squaty i jako taka ma wymiar symboliczny.
 
Na portalach społecznościowych odzywają się od wczoraj głosy rozsądku, które namawiają do usunięcia instalacji z placu Zbawiciela, skoro wzbudza ona tak wielkie emocje i pochłania tak znaczne nakłady finansowe. Myślę jednak, że właśnie od wczoraj nie wolno nam tego uczynić. Tęcza – niejako wbrew intencji autorki eksponatu, Julity Wójcik – nie jest już rozmytym symbolem, który zawsze powinien nieść ze sobą pozytywne skojarzenia. To już nie hipsterski landszaft, lecz scena oporu podjętego przeciwko bezmyślnej ulicznej przemocy. Przemocy tej nie warto utożsamiać z samym tylko Ruchem Narodowym ani z wystudiowanymi uśmieszkami typów w rodzaju Winnickiego i Zawiszy. Potencjał przemocy, którą mam na myśli, nie rodzi się na wiecach prawicy, choć na nich się ujawnia, intensyfikuje i zostaje ukierunkowany.
 
Rafał Bakalarczyk, jeden z najbardziej podziwianych przeze mnie działaczy młodej lewicy, napisał wczoraj na Facebooku: Aż nie chce mi się powtarzać tego, co zwykłem mówić w temacie nacjonalistyczno-kibolskich zrywów, iż jest to barbarzyńska i atawistyczna, często nieuświadomiona reakcja na wszechobecną brutalność rodzimych społecznych realiów, wraz z wykluczeniem, nierównością, dezintegracją. I choć bynajmniej nie do usprawiedliwienia, to do pewnego jednak społecznie wytłumaczalna. Że jest to skutek głębszych mechanizmów przemocy symbolicznej i strukturalnej. Takie refleksje na temat rzeczywistości mogą i powinni snuć ci, którzy chcą i próbują ją zmieniać, ale jakoś czuję nieadekwatność wyrażania akurat w tym dniu owej chłodnej diagnozy w stosunku do tego, co widziałem i czułem na gorąco.
W kilku zdaniach Rafał nazwał moje uczucia związane z wczorajszym dniem. O ile bowiem pozostaję głęboko przekonany o istnieniu strukturalno-społecznych źródeł potopu ulicznej przemocy, stąd zaś również o konieczności ich lokalizowania i osuszania, o tyle uważam, że z całą bezwzględnością należy osądzić pośrednich i bezpośrednich sprawców tego, co się wydarzyło. I odrestaurować tęczę, która – zbudowana rękami okolicznych mieszkańców oraz wolontariuszy (kobiet, mężczyzn i dzieci naznaczonych wykluczeniem, bezrobotnych, biednych, upośledzonych, którzy poświęcili swój czas i energię, by sprawić radość innym) – stała się symbolem społeczeństwa opartego na inkluzywności i współdziałaniu. Jego systematyczna dekonstrukcja jest najważniejszą przyczyną zaistnienia przemocy, w ogniu której tęcza spłonęła.
 
Może więc rekonstrukcja tęczy – pojętej już nie jako kolorowa dekoracja, lecz jako nowy znak przymierza, symbol inkluzywnego społeczeństwa – mogłaby się stać pierwszym krokiem do rekonstrukcji społecznych więzi? Obawiam się, że nie to ma na myśli prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, gdy deklaruje, że miasto będzie odbudowywało tęczę tyle razy, ile razy pojawi się taka potrzeba. Hipsterski landszaft nie jest tym, czego dziś potrzebujemy. W przeciwieństwie do społecznej zmiany.
 

  • karol

    Panie Miszo,

    Sądzę, iż jako osoba inteligentna domyśla się Pan zapewne symboliki tęczy, która z pewnością zostanie odbudowana z naszych pieniędzy po raz kolejny, jako potwierdzenie braku głębszej refleksji i próby zrozumienia całej sytuacji przez władze miasta. Bynajmniej nie została ona zbudowana jako symbol Biblijnego przymierza (z pewnością środowiska lewicowe oraz te domagające się szeroko pojętej tolerancji zablokowałyby podobną inicjatywę), tym bardziej nie jest symbolem ruchu spółdzielczego… Nie. Tęcza stanęła na pl. Zbawiciela w konkretnym celu i ma za zadanie symbolizować bardzo konkretne idee/wartości związane z bardzo konkretnym ruchem. W jakim celu sprowadza Pan całą sprawę do absurdu?
    Dalej: Czy płonąca tęcza powinna być dla nas “sceną oporu podjętego przeciwko bezmyślnej ulicznej przemocy”? I znów odpowiedź brzmi: z pewnością nie. Sceną oporu przeciwko ulicznej przemocy moglibyśmy nazwać, z pewnymi “zastrzeżeniami”, zrzucane z dachu lewackiego squatu przez podejrzanych “typków” koktajle Mołotowa… Płonąca tęcza to symbol bezmyślności przede wszystkim ze strony władz miasta, które po raz kolejny forsują swoje projekty wbrew woli społeczeństwa. Sam akt spalenia symbolu LGBT jest oczywiście chuligaństwem i wandalizmem i jako taki jest osobną kwestią.
    Mówi Pan o symbolu który ma łączyć a nie dzielić. No właśnie, dlaczego by takiego właśnie symbolu by nie postawić w miejscu tęczy, eskalującej oczywistą frustrację i sporadyczną agresję?

    • Misza Tomaszewski

      Panie Karolu,

      Trzy zastrzeżenia. Po pierwsze, instalacja nie została pomyślana jako symbol ruchu LGBT. Jej pierwsza ekspozycja miała miejsce w pokamedulskim klasztorze nad Wigrami, a druga – w Brukseli, przed budynkiem Parlamentu Europejskiego. Została ona zrealizowana na zamówienie Instytutu Adama Mickiewicza. Jeśli przeszuka Pan archiwalne strony internetowe i artykuły prasowe (również w prasie bynajmniej niekojarzonej z szeroko pojętą lewicą) związane z instalacją, niezawodnie dojdzie Pan do wniosku, że zarówno w intencji zleceniodawcy, jak i autorki oraz wykonawców tęcza – jak napisałem – miała stanowić symbol bardzo pojemny, nawiązujący do rozmaitych tradycji, w tym również biblijnej. Jeśli wśród tych tradycji obecna była również inspiracja ruchem LGBT, to jako marginalna. Kluczem – co podkreślała autorka – miało być uczynienie placu Zbawiciela bardziej radosnym. Nie czuję zatem, bym sprowadzał rzecz do absurdu.

      Po drugie – w tę sprawę nie chcę głębiej wchodzić – nie do końca rozumiem, dlaczego zdaje się Pan uznawać brutalny atak na squat za sprowokowany. O ile mi wiadomo, koktajle Mołotowa odegrały w incydencie istotną rolę, tyle że rzucane były przez bandytów uczestniczących w Marszu Niepodległości

      Nie miałbym problemu z innym symbolem, który w miejsce tęczy miałby łączyć Polaków lub warszawiaków. Skoro jednak tęcza została już zainstalowana, a następnie spalona przez wrogich inkluzywizmowi bandytów, to optuję za jej twardą obroną.

      Pozdrawiam!

      • Tomasz Tuszko

        Szanowny Panie,

        gdyby ktoś miał problem ze zrozumieniem, co to jest agresja symboliczna, to casus “tęczy” jest doskonałym materiałem poglądowym. Czym jest “tęcza”?

        Cytat: “Tęcza pojawiła się w Warszawie “na styku” kilku wydarzeń: Parady Równości, zbliżającego się Bożego Ciała oraz Euro 2012, z którymi mogła zostać intuicyjnie powiązana, jednak Julita Wójcik niejednokrotnie podkreślała w rozmowach i wywiadach, że “Tęcza” nigdy nie miała być zaangażowana społecznie czy politycznie. Autorka zakładała całkowite odcięcie od jakichkolwiek narzuconych znaczeń. Instalacja ma po prostu nieść pozytywne skojarzenia.” Z wywiadu z Julitą Wójcik http://www.obieg.pl/rozmowy/1502.

        Więc jednak nie Biblia? “tęcza” istotnie zaistniała “na styku” – trzeba być kompletnie oderwanym od rzeczywistości, żeby tego nie zauważać. Na styku między tradycją katolickiego kraju z jego obrzędowością, a coraz śmielej panoszącą się publiczną ekspresją zboczeń seksualnych.

        Proszę się zastanowić, mając na względzie te konkrety – czy “tęcza” jest w tym kontekście “wolna od jakichkolwiek znaczeń”? Czy też może wpisuje się w język symboli jednej ze stron? Której? Dalej – czy jest symbolem marginalnym, funkcjonującym gdzieś na obrzeżach, czy też centralnym symbolem tożsamościowym? Czy naprawdę nie widzi Pan, że ustawiona u stóp kościoła Zbawiciela jest tym, czym byłby hinduski symbol szczęścia vis a vis, powiedzmy, bramy Auschwitz? To właśnie nazywamy przemocą symboliczną.

        A aspekt jeszcze jeden – również istotny: od miesięcy walczę o zatwierdzenie przez konserwatora wzoru tabliczki przy wejściu do śródmiejskiej kamienicy. Przedmiotem dyskusji jest każdy najmniejszy detal. A tu, w zabytkowej przestrzeni miejskiej powstaje, jakby nigdy nic, coś tak obcego i szpetnego? Co na to konserwator? Powiem Panu – choć prywatnie uważa, że “tęcza” to śmieć i szpetny badziew, boi się być uznany za homofoba, ciemniaka i faszystę i wydaje zgodę.

        • Misza Tomaszewski

          Szanowny Panie,

          Oczywiście, znam przywołaną przez Pana wypowiedź autorki ekspozycji, podobnie jak inne jej wypowiedzi i wypowiedzi przedstawicieli zleceniodawcy (IAM). Bez tego trudno by mi było brać się za napisanie tekstu na omawiany temat. W zakończeniu tego tekstu, co najwyraźniej Pan przeoczył, prawie wprost wezwałem do kolonizacji tęczy jako rozmytego symbolu i nadania jej bardziej wyrazistego znaczenia w oparciu o istniejący kod kulturowy (motywy biblijne, socjalne, spółdzielcze). Pan natomiast zdaje samemu sobie przeczyć, najpierw formułując przeciwko mnie argument z płaskości symboliki, by następnie dojść do wniosku, że tak naprawdę chodzi o LGBT. Proszę się na coś zdecydować.

          Co do mojego domniemanego oderwania od rzeczywistości… Cóż, mam poczucie, że oderwani od rzeczywistości są raczej ci (wśród nich Robert Winnicki i – jak widzę – Pan), którzy przypisują instalacji jakąś funkcję, całkowicie abstrahując nie tylko od wypowiedzi autorki i zleceniodawców, ale i od tego, w jaki sposób Tęcza była i jest odbierana przez warszawiaków. Ja tam niespecjalnie ją lubiłem, symbolika szeroko pojętej radości do mnie nie przemawia. Ale – mieszkając obok, obok pracując i spędzając mnóstwo czasu w okolicy placu Zbawiciela – nigdy nie spotkałem się z interpretacją ekspozycji w duchu – jak był Pan to uprzejmy określić – “zboczeń seksualnych” (proszę uważać na słowa, bo w tej kwestii i Katechizmem Kościoła Katolickiego się Pan nie zasłoni). Fakt, że w stelaż tęczy kwiaty wtykają dziś nie roznegliżowani homoseksualiści, lecz okoliczni mieszkańcy i zwykli warszawiacy, zdaje się nie wzmacniać Pańskiej tezy.

          Tak więc mam poczucie, że oderwani od rzeczywistości są raczej krytycy Pańskiego pokroju, którzy doszukują się przemocy symbolicznej w niezachodzących zjawiskach społecznych, a przymykają oczy na przemoc jak najbardziej rzeczywistą.

          Miłego dnia.

          • FT

            Drogi Misza,

            Ciekawa jest selektywność jaką się posługujesz. Także często nie odnosisz się bezpośrednio do tych argumentów, wobec których obrona była by trudniejsza.

            Na przykład to, że odwołujesz się do własnej obserwacji (miękkiego argumentu) że żyjąc w okolicy nie odnosisz wrażenia żeby tęcza była postrzegana jako symbol zboczenia.

            W ten sam sposób ja stwierdzam (mogę to zrobić tak jak Ty) że w oparciu o moje obserwacje tęcza nie jest postrzegana jako symbol spółdzielczości a już w ogóle jako symbol przymierza.

            Co więcej mogę się odwołać do jeszcze głębszych obserwacji, że w warszawie żyją osoby, którym tęcza się nie podoba (choćby estetycznie)

            Stąd odwołam się do tego co pominąłeś w wypowiedzi Pana Tomasza:

            Że decyzja o pozostawieniu tęczy nie było poprzedzone żadnymi konsultacjami społecznymi czy estetycznymi.

            Idea konsultacji i partycypacji wydaje się że powinna być Ci całkiem bliska.

            Za to przeprowadzasz generalizację na bazie swoich obserwacji dokonanych we własnych bądź zbliżonych do nich kręgach.

            Mogę z lekkim uśmiechem spytać się z iloma narodowcami mieszkającymi w okolicy pl. Zbawiciela rozmawiałeś prowadząc własne “konsultacje społeczne”

            W odniesieniu do tęczy jako symbolu, któremu znaczenie przypisuje każdy z osobna, chciałbym jeszcze napisać, że taka interpretacja jej jako emanacji zboczenia istnieje choćby cytowana w Twoim artykule.

            Fakt pojawienia się takich opinii, a także osób popierających je, a nawet osób, które z tego powodu są w stanie dopuścić się karygodnego czynu. Fakt ten mówi o tym, że takie myślenie nie jest pewnym wyobrażeniem mającym źródło tylko w głowach liderów narodowców.

            Widzisz, nie przerzucajmy się kto jest bardziej oderwany od rzeczywistości i kto z tego powodu pewne rzeczy gorzej widzi. To na pewno nie jest dobre – bo zakłada że któreś punkty widzenia są gorsze niż inne.

            Dlatego też uważam, że właśnie dlatego też nie jesteś w stanie powiedzieć nic (poza tym że są) o przyczynach strukturalnych takiego stanu rzeczy, że ktoś wychodzi na ulicę pali i niszczy.

            Koncentrujesz się na znaczeniu symbolicznym –
            (a nawet chcesz nawet nadać nowe (jak to nazwałeś w radiu: jest to ostatnio Twoim konikiem)) – tęczy a pomijasz w tym wszystkim znaczenie symboliczne osób które ją niszczą.

            Czyli koncentrujesz się na samym zjawisku nie zastanawiając się nad źródłem. Dziwne, że patrzysz od końca skoro wydaje mi się że bliskie ci jest myślenie strukturalistyczne.

            Jestem przekonany że nie wierzysz w to. że przeniesienie znaczeniowe cokolwiek zmieni.

            Symbolika dla tych, którzy postrzegają ją jako emanacje zboczenia zostanie ta sama. Dodatkowo jeszcze zostanie wzbogacona o wymiar dla nich wykluczający. Z pewnością nie będzie postrzegana jako symbol rekonstrukcji więzi. A już w ogóle jako “symbol inkluzywnego społeczeństwa” (co jest najprawdopodobniej niezrozumiałe dla większości Polaków. Sprawdź w ten sam sposób co to czy warszawiacy lubią tęczę)

            To chyba nie rozwiązanie. Być może źródłem poszukiwania sposobu rekonstrukcji więzi były by dobrze przeprowadzone konsultacje społeczne dotyczące tęczy postrzegania.

            Nie wiem czy to coś mogło by pomóc natomiast dużo mogło by dać do myślenia w kontekście planowania (także symbolicznego) rozwoju miasta. Gdzie zaczęło by się myśleć nie tylko o funkcjonalno-estetycznym a także o symbolicznym wymiarze konstrukcji miasta.

            To na tyle.

          • Misza Tomaszewski

            Drogi FT,

            Po raz kolejny przypominam, że nie odżegnuję się od idei skolonizowania niewątpliwie rozmytego symbolu, jaki stanowi tęcza (zarówno w intencji autorki, jak i w społecznym odbiorze). Nie twierdzę, że ludziom patrzącym na tęczę zazwyczaj kojarzyła się ona ze spółdzielczością albo z wojnami chłopskimi. Twierdzę, że mogłaby zacząć się kojarzyć i że nie byłoby to semantyczne nadużycie. Więcej, chciałbym, żeby tak się stało, i moment na dokonanie skoku na symbol uważam za sprzyjający.

            Co do miękkich argumentów – mogę przytoczyć ich sporo, wobec stosunkowo słabego potencjału argumentacyjnego po przeciwnej stronie (chyba, że chcemy brać pod uwagę argument siły). Za tym, że tęcza jest “symbolem lewactwa i pedalstwa” przemawia niewiele poza intuicjami takiego Roberta Winnickiego (zostawmy już na boku mało inkluzywne poglądy stojące za taką diagnozą; nb. wolałbym, żebyś sam również w rozmowie ze mną unikał terminu “zboczenie”). Za tym natomiast, że był to płaski order uśmiechu (żeby było jasne – jako taka tęcza nie budziła mojego zainteresowania ani tym bardziej zachwytu) przemawia całkiem sporo: miejsca przedwarszawskich ekspozycji (klasztor pokamedulski nad Wigrami oraz Parlament Europejski), wypowiedzi autorki i zleceniodawcy, brak dającego się wyraźnie uchwycić związku instalacji z akcjami prowadzonymi przez ruchy LGBT, reakcje, jakie tęcza wzbudzała wśród warszawiaków przed jej destrukcją i jakie wzbudza po niej.

            Mnie też tęcza jako instalacja artystyczna średnio się podoba. I co z tego? Uważam, że kontekst pozwala wykorzystać ją jako symbol dla politycznego projektu (w obecnej konfiguracji raczej mało realnego, ale na pewno ciekawego). Argument z konsultacji społecznych jest mocny i tu i ówdzie się powtarza. Gdyby instalacja przepadła w takich konsultacjach rok temu, w ogóle bym jej nie żałował. Czy przepadłaby teraz – bardzo wątpię (to zależy od zasięgu). Inna rzecz, że te sytuacje trudno porównywać. Nie byłoby dobrze, gdyby zniszczenie ekspozycji, stanowiące przejaw ulicznej przemocy, maskować teraz płaszczykiem demokracji partycypacyjnej.

            Kolejna rzecz: to ja zostałem przez pana Tomasza Tuszko dość ostro zaatakowany i oskarżony o oderwanie od rzeczywistości. Mam poczucie, że przedstawiam dość silne argumenty, by ten zarzut odwrócić i wskazać, że mówienie o “symbolu zarazy” opiera się na fantazmach. Z tego względu upieram się przy tym, że “któreś punkty widzenia są gorsze niż inne”. W przeciwnym wypadku dyskusja nie ma sensu. Za gorsze uważam na przykład takie punkty widzenia, które usprawiedliwiają nieuzasadnione użycie przemocy w duchu Roberta Winnickiego (patrz: wspomniana audycja radiowa). Fakt, że jemu i jego kolegom tęcza się nie podoba, nie jest żadnym argumentem za tym, by bagatelizować fakt zniszczenia czegoś, za co zapłacili podatnicy.

            Zmierzając do końca, nie mam wątpliwości co do tego, że nie dla każdego tęcza będzie akceptowalnym symbolem inkluzywnego społeczeństwa, tym bardziej, że dla wielu inkluzywne społeczeństwo nie jest żadną wartością (weźmy narodowców). Dlatego rekonstrukcja tęczy, którą – o czym napisałem – władze Warszawy potraktują zapewne jako realizację celu samego w sobie, jest tylko celem powierzchniowym, a restauracja więzi, które tęcza symbolizuje, musi odbyć się na znacznie głębszym poziomie. Skala ulicznej przemocy, której świadkami byliśmy również w poniedziałek, świadczy o tym, że taka restauracja jest bardzo potrzebna. Ta przemoc skądś się wzięła, a używające języka nienawiści typy w marynarkach, w rodzaju Winnickiego i Zawiszy, tylko ją kanalizują. Moim zdaniem źródła przemocy leżą w dużej mierze w strukturach społeczno-ekonomicznych generujących gniew rozgrywany właśnie przez narodowców (wyraźny również na stadionach). Nie jestem więc tak naiwny, by uważać, że odnowienie tęczy rozwiąże problem. Chodzi raczej o to, że ludziom, którzy podzielają moją diagnozę, brakuje czytelnych symboli, pod którymi można budować inkluzywne społeczeństwo. Tęcza może się takim symbolem stać.

            Pozdrawiam.

          • Feliks

            1, Nie bronię Pana Tomasza. Także nie podzielam jego opinii. Uważam, że posługuje się zbyt agresywnym językiem. Użycie przeze mnie sformułowania “symbol zboczenia” nie jest moim poglądem a jedynie odwołałem się do kontekstu rozmowy. Choć także trzeba zaznaczyć, że takie myślenie nie jest obecne tylko w wypowiedzi jednej osoby (pana Tomasza) lecz w myśleniu wielu osób.

            2. Dziwi mnie to w jaki sposób przebiega twój tok rozumowania.

            Miękkość własnych argumentów zestawiasz z miękkością argumentów Zawiszy czy Winnickiego.

            Nie jest możliwe dyskutowanie o prawdziwości jednej czy drugiej symboliki skoro są one faktem.

            Przecież Ty w naszej rozmowie nie dyskutujesz z czyimś poglądem. Używasz miękkiego argumentu by podważyć oczywiste istnienie innego postrzegania.

            (Ty przeprowadziłeś własne “konsultacje społeczne” i nie uważasz by nic poza opiniami, do których miałeś dostęp. Cytuję:
            “Ale – mieszkając obok, obok pracując i spędzając mnóstwo czasu w okolicy placu Zbawiciela – nigdy nie spotkałem się z interpretacją ekspozycji w duchu – jak był Pan to uprzejmy określić – “zboczeń seksualnych””)

            To są dwie różne rzeczywistości. Różnicę między nimi powinieneś chyba dostrzegać. Ten sposób argumentacji jest niezwykle wykluczający – że twój światopogląd jest wykorzystywany do podważania czyjegoś istnienia.

            Żeby nie było wątpliwości – uważam, że twoim świętym prawem jest posiadanie poglądu, że myślenie części społeczeństwa jest oparta na przykład na prostym, zero-jedynkowym myśleniu, na wyobrażeniu a nie rzeczywistości itd. Tego nie podważam, nie neguje.

            3. Teraz chciałbym się odwołać do twojej wrażliwości na mowę nienawiści. Dostrzeżenie, że Winnicki i Zawisza kanalizują przemoc uważam za bardzo słuszne. ( z przerażeniem przyjąłem wypowiedz Zawiszy o tym że nie łączy języka przez nich używanego z przemocą które miała miejsce)

            Twoje spostrzeżenie to jest słuszne lecz nie wystarczające.

            Z niesmakiem przyjąłem oświadczenie Sqautu “Przychodnia”, że za agresorami są “neofaszyści”, “nacjonaliści” i “narodowcy” (użyte jako synonimiczne). A sposób tłumaczenia Ruchu Narodowego nazywa Goebbelsowską propagandą.

            W moim mniemaniu przemoc rodzi się tam gdzie nie ma zrozumienia. Najbardziej szkodliwa jest łatwość w szufladkowaniu – kto jest komunistą a kto faszystą. Tam nie ma zrozumienia, a tym bardziej miejsca na jakąkolwiek rozmowę.

            Maciej Gdula w rozmowie przeprowadzonej dla FOKSALeleven bez chwili wahania stwierdza, że wykłady Baumana przerywali neonaziści. Mówi że Krytyka Polityczna jest otwarta na rozmowę ze wszystkimi środowiskami. Zaraz potem dodaje że z pewnymi środowiskami takimi jak Młodzież Wszechpolska nie można rozmawiać bo to właśnie neonaziści.

            Nazwanie ich neonazistami jest bardzo prostym usprawiedliwieniem braku jakichkolwiek starań o podjęcie rozmowy a tym samym zapobiegniecie dalszej radykalizacji części społeczeństwa. Pewnie łatwiej by nam było spotkać się z narodowcem niż neonazistą.

            Na tej podstawie należało by przyznać, że to nie tylko Winnicki i Zawisza kanalizują przemoc – robi to jeszcze wiele innych podmiotów. Warto by było zwrócić się w kierunku naprawy całości języka publicznego. Nie tylko jego części. Dostrzeżenie tego wydaje mi się kluczowe gdy ktoś pragnie podjąć działania na rzecz inkluzywności społeczeństwa.

            4. Odnosząc się do tego co wcześniej napisałem – wydaje mi się, że nadanie nowej symboliki obudowanej tęczy jest trochę niemożliwe – przynajmniej nie w tym momencie. Dla osób, dla których tęcza jest symbolem zepsucia, nie będzie mogła nabrać nowego znaczenie dopóki my nie zmierzymy się z ich poglądami i odczuciami.

            Ja się nie zgadzam na takie wykluczanie.

            PS Poddanie konsultacjom nie było by maskowaniem lecz nadrobieniem ich braku. To brak zrozumienia, najważniejszego aspektu konsultacji, prowadzi do przemocy. (Może gdyby się odbyły to emocje wokół tęczy były by mniej wrogie). Próba budowaniu symbolu inkluzywności w oparciu jakąkolwiek formę wykluczenia, wydaje się być chybiona. Chyba że ma wyrażać inkluzywność tylko pewnej części społeczeństwa. Co wydaje się być całkiem prawdopodobne gdy najpierw nie zrozumiemy – kto i kiedy kogo wyklucza.

            PS2: Pewnie powiesz, że nie wpłyniesz na to co mówią i robią: Winnicki i Zawisza. Ja p odpowiem banałem – zacznijmy analizować i zmieniać własną postawę bo to możemy. Być może ludzie odczują, że są słuchani i Winnicki z Zawiszą stracą sporą cześć swoich szabli.

          • Feliks

            *Miało być: nie zauważasz nic poza opiniami, do których miałeś dostęp.

  • PK

    Trzeba sobie powiedzieć jasno, jeżeli ktoś podpala symbol przymierza z Bogiem, to nie może nazywać się katolikiem. Jeżeli ktoś atakuje innych ludzi za inne poglądy lub inną narodowość, to nie może nazywać się katolikiem. Ten, który nienawidzi homoseksualistów, żydów i innych, nie może być katolikiem. Ten, który popiera powyższe działania, nie może nazywać się katolikiem. Może być poganinem, ateistą lub zwykłym idiotą, ale nie katolikiem. Przykro mi.

  • warchoł

    Tęcza kojarzy się dziś głównie z ruchem LGBT i ta cała gadanina, że to znak przymierza Boga z ludźmi czy ruchu spółdzielczego, przypomina mi przekonywania, że swastyka jest symbolem szczęścia, a salut rzymskim pozdrowieniem.

  • PK

    @warchoł: a co to ma do rzeczy, że kolory teczy (a nie sama tecza jak blednie twierdzisz) sa symbolem ruchów LGBT? Jak pisałem, kto gardzi homoseksualistami (takimi samymi ludzmi jak wszyscy), niech wystąpi z kościoła. Niech nie oszukuje ani siebie ani nas.

    • chem97

      A kto gardzi starożytnym Rzymem niech wyjdzie z cywilizacji łacińskiej…

  • Jan Popławski

    Mnie się wydawało, że środowisko Kontaktu ma większe ambicje- jak inspirowania debaty publicznej na poważne tematy społeczne. A widzę, że ogranicza się do uczestnictwa w zbiorowej histerii związanej ze spaleniem tęczy. Zamiast inspirować włącza się w owczy pęd. Realny problem jakim jest państwo nie radzące sobie z przemocą na ulicach stolicy- jest zastępowany problemem palenia jakieś słabej instalacji na jednym z placu.

    Widzę, że Kontak zapisał się do nowego kościoła tęczy i nowej martyrologii spalenia tęczy… Smutne to

    • Misza Tomaszewski

      Janku, czytałeś ten tekst?

      • Jan Popławski

        trochę głupie pytanie ale rozumiem, że taka metoda polemiki?

        • Misza Tomaszewski

          Moje zainteresowanie tęczą jest wyłącznie emanacją zainteresowania “poważnymi tematami społecznymi”, ze szczególnym uwzględnieniem ulicznej przemocy, co wydaje mi się w tym tekście więcej niż zasygnalizowane.

  • Dawid Gospodarek

    Nieśmiało chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że swastyka przed Hitlerem też ma swoją długą historię, dostrzec ją można nie tylko w Indiach ale i np. na posadzkach europejskich (również polskich) kościołów. A używanie jej dziś w kontekstach nie-hitlerowskich (podobnie jak np. salutu “rzymskiego”) wzbudza zrozumiałe opory i niechęć.

    Co do tęczy, polecam gorąco poczytać, co na to Żydzi:
    http://fzp.net.pl/judaizm/po-spaleniu-teczy

    W komentarzu pod tym tekstem wspomniałem o różnicy między tęczą gejowską a “normalną”. Tęcza na Placu Zbawiciela nie była “normalna” ;]

    Pozdrawiam serdecznie!

  • Sarin

    NO, jak znalazł na Gazetę Wyborczą. Tam się towarzyszu Misza zmieścicie z tym swoim laniem wody. Jak masz człowieku skłonności to się lecz a nie przyklaskuj homopropagandzie.

    • PK

      Sarin, co robisz na katolickim portalu? Twoje miejsce jest na portalach pogańskich, tam znajdziesz treści bliższe swojemu światopogladowi

  • Takie Tam

    Skoro już bawimy się w takie słowne zabawy… Można powiedzieć, że tęcza na niebie jest symbolem przymierza z Bogiem. Ktoś przyjął sobie ten sam symbol i ten drugi został podpalony. Nie, żebym pochwalał to co się stało. Nie pasuje mi tylko dorabianie ideologii do wszystkiego. Jeszcze się okaże, że skoro flaga homoseksualistów jest tęczowa, to sam homoseksualizm też jest znakiem przymierza.

  • miły

    Warchoł dobrze pisze. Ludzie ogarnijcie się!! Czy w kociolach widzieliscie tęczę??!! Wierzą mnie takie porownywanie na siłę. Chcecie przymierza z Bogiem postawcie duży krzyż a nie tęczę, która każdemu normalnemu czlowiekowi będzie się kojarzyć zawsze z ludźmi innej orientacji!!

  • kocz

    Tęcza powinna być tu rozpatrywana jedynie jako symbol pedalstwa! Zupełnie bez sensu doszukiwać się tu innych znaczeń i odniesień do Boga. Chyba, że ktoś bardzo chce bronić homoseksualistów….

    • monk

      na prawdę musimy się nakręcać i doprowadzać do czegoś takiego ? (oczywiście to jest przerysowane i przesadzone ale nie do końca wykluczone ,że tak będzie )

      • monk

        i czy teraz Koczu dalej utwierdzasz się w przekonaniu “Tęcza powinna być tu rozpatrywana jedynie jako symbol pedalstwa” ?

  • torus

    a miałem do tej pory o Kontakcie i jego autorach dobre zdanie…

  • Michał

    Całkowicie zgadzam się z Miszą Tomaszewskim. Czarno-biała interpretacja tęczy jest ułomnością. Tym bardziej, że symbolem LGBT są kolory tęczy, a nie tęcza. I nie trzeba być erudytą aby sobie z tego zdać sprawę.

  • Bull

    co za lewacki bełkot…

  • Bull

    a odniesienia do chrześcijaństwa przez ludzi który nie mają z nim nic wspólnego to tylko obraz Polskiej debaty publicznej… Żal się robi…

    • Ignacy

      Szanowny Panie Bull,
      nie wiem, czy się znamy. Jeśli się znamy, to na pewno Pan wie, że z chrześcijaństwem mam sporo wspólnego – przez chrzest, wiarę i praktykę religijną. To bardzo ważny wymiar mojej tożsamości. Miszę znam – można o nim powiedzieć dokładnie to samo, co mówię o sobie. Jeśli się jednak nie znamy, byłby Pan (jako, podejrzewam, chrześcijanin) tak uprzejmy, i “nie sądził”, zresztą na bardzo grząskiej podstawie własnych imaginacji.

      Kłaniam się,
      Ignacy Dudkiewicz.

  • Mat

    Przestańcie wycierać Biblią sprawę tęczy. Przecież na pl. Zbawiciela jest tęcza sześciobarwna, symbolizująca logo LGBT (też sześciokolorowe). Normalna tęcza (zjawisko atmosferyczne) jest siedmiobarwna i ona jest symbolem przymierza. Co za demagogia.

  • Rafal