dwutygodnik internetowy
14.07.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Szef

Film Jona Favreau’a jest w zasadzie dokładnie taki sam, jak jego twórca. Z jednej strony jako reżyser i aktor Favreau do pierwszej ligi nie należy. Z drugiej strony nie da się go nie lubić.

„Szef” w reżyserii Jona Favreau’a jest w zasadzie dokładnie taki sam, jak jego twórca. Z jednej strony nie da się zaprzeczyć, że jako reżyser i (zwłaszcza) aktor Favreau do pierwszej ligi nie należy. Z drugiej strony ma w sobie coś tak sympatycznego, że nie da się go nie lubić.
 
Carl Casper jest szefem ekskluzywnej restauracji, który szykuje się na przybycie jednego z najważniejszych kulinarnych krytyków. Jednak właściciel lokalu nie pozwala mu wprowadzić nowego menu, co kończy się bardzo złą recenzją. Wkurzony nie na żarty Casper odchodzi z pracy i rozpoczyna działalność na własną rękę, prowadząc objazdowy bar z żarciem. Pomagać mu w tym będzie najlepszy przyjaciel oraz syn, z którym Carl nie ma najlepszego kontaktu.
 
Jak łatwo się domyślić, głównym tematem „Szefa” będzie więc relacja Caspera z synem. To skupienie się na budowaniu więzi, zamiast na próbach odzyskania byłej żony wychodzi filmowi zdecydowanie na dobre. Nie należy jednak spodziewać się wielkich mądrości życiowych. Dostaniemy coś o rodzinie, o wychowywaniu dziecka, robieniu tego co się kocha – czyli generalnie o tym, co w życiu najważniejsze. Mimo że nie jest to ani odkrywcze, ani specjalnie pogłębione psychologicznie, film Favreau’a zdecydowanie poprawia nastrój.
 
Wynika to z kilku rzeczy. Po pierwsze, „Szef” jest pełen dobrych aktorów – między innymi Dustin Hoffman, Scarlett Johansson i Robert Downey Jr. – którzy wyraźnie mieli na planie mnóstwo zabawy. Wszyscy grają z wielkim luzem i radością, co automatycznie przekłada się na uśmiech widza. Zadbano także o to, by publiczność mogła co jakiś czas wybuchnąć gromkim śmiechem. „Szef” może nie jest zabawny przesadnie często, ale kiedy już trafiają się żarty, to są one pierwszorzędne. Wszystko to utrzymane jest w dobrym tempie, któremu towarzyszy bardzo przyjemna dla ucha ścieżka dźwiękowa.
 
Muszę także ostrzec, by nie wybierać się do kina z pustym brzuchem. Ja popełniłem ten błąd, skutkiem czego od razu po wyjściu udałem się do restauracji. „Szef” ma w sobie dużo jedzenia, które jest tu fetyszyzowane i pokazywane jako sztuka. Już samo smarowanie tostu masłem wygląda niesamowicie, więc proszę sobie wyobrazić, co dzieje się, gdy przyrządza się tu znacznie bardziej wykwintne potrawy.
 
Filmowi Jona Favreau’a można by z pewnością różne rzeczy zarzucić. Jak chociażby to, że niektóre postacie nagle znikają i się o nich zupełnie zapomina, albo że końcowe rozwiązanie wątku rodzinnego jest mocno nieprzekonujące. Nie ma to jednak wielkiego znaczenia, ponieważ „Szef” to film, który nie tylko zapewni rozrywkę na dobrym poziomie, ale także poprawi widzowi humor.