dwutygodnik internetowy
28.08.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Szczęśliwe szczury i nieszczęśliwi ludzie. Czy uzależniamy się przez nierówności?

A co gdybyśmy inaczej pomyśleli o uzależnieniach, niż myśli się o nich potocznie? Jak zmieniałaby się debata o uzależnianiach, gdybyśmy odpowiedzi na pytanie o ich źródła szukali raczej w statystykach makroekonomicznych, a nie hollywoodzkich historiach?

ilustr.: Urszula Zabłocka

ilustr.: Urszula Zabłocka

Ze wszystkich chorób świata uzależnienie dorównuje swoim dramatycznym potencjałem chyba tylko rakowi. „Dramat uzależnienia”, „wojna z nałogiem”, „walka o życie” (zakończona triumfalnym zwycięstwem albo równie heroiczną porażka) to chyba najpopularniejsze frazy, w które ubrane są historie osób uzależnionych. Wszyscy znamy tę scenariuszową sztampę o wyjątkowej jednostce popadającej w uzależnienie, żeby później dzięki sile woli i determinacji wyrwać się z sideł nałogu. Scenarzyści „Lotu” z Denzelem Washingtonem i „Skazanego na Bluesa” o Ryśku Riedlu zdają się zbyt dobrze wiedzieć,  jak wygląda uzależnienie.

A co jeślibyśmy założyli, że jednak się mylą? Jak zmieniałaby się debata o uzależnianiach, gdybyśmy odpowiedzi na pytanie o ich źródła szukali raczej w statystykach makroekonomicznych, a nie hollywoodzkich historiach? Czy potrafimy w ogóle pomyśleć o uzależnieniu poza ramami historii pojedynczego człowieka?

Warto zastanowić się, czy zawsze rolę tego uzależnionego musi odgrywać w naszej wyobraźni heroinista w zapaści. W końcu już w 2004 roku dokumentalista Morgan Spurlock pokazał w filmie „Super Size Me”, że big maki mogą być co najmniej tak samo uzależniające jak opiaty. Dziesięć lat później równie przerażający film o uzależnieniu od cukru („That Sugar”) nakręcił Damon Garneau. Jak szacuje UNODC (The United Nations Office on Drugs and Crime) w 2014 roku miało miejsce 207 400 (pomiędzy: 113,700 – 250,100) śmierci powiązanych z używaniem narkotyków rozumianych jako nielegalne substancje bądź dopalacze. Z powodu konsumpcji samych dosładzanych napojów gazowanych (soft drinks) umiera rocznie 184 000 osób, badacze z Harvardu twierdzą, że już jedna puszka napoju gazowanego ma znaczący wpływ na zdrowie, a Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca, aby opodatkować je w podobny sposób jak alkohol.

Kiedy już porzucimy popularną narrację o tym, jak twardym trzeba być, żeby rzucić branie, okazuje się, że analiza globalnych nierówności, porównawcze studia nad PKB Papuasów i Amerykanów i wreszcie badania na szczurach z lat 70. są w stanie powiedzieć o uzależnieniu znacznie więcej.

Heroina, dezomorfina i porwanie mózgu

Jak dokładnie wygląda to popularne wyobrażenie o powstawaniu uzależnienia? Załóżmy, że używasz heroiny albo kokainy, albo nawet cukru przez 21 dni, po czym twoje ciało przyzwyczaja się do narkotyku tak, że zaczyna go potrzebować. Jeśli nie dostarczysz narkotyku organizmowi, ten zaczyna wysyłać sygnały, że należy go dostarczyć. Rozpoczyna się zespół abstynencyjny, czyli szereg bardzo nieprzyjemnych objawów, w tym na przykład głód narkotykowy. Objawy te nie ustają, dopóki organizm osoby uzależnionej nie otrzyma substancji lub ponownie nie przyzwyczai się do jej braku. A jeśli kiedyś znowu weźmiesz heroinę, o wiele szybciej niż na początku ponownie zaczniesz odczuwać głód narkotykowy.

W takim razie wyobraź sobie, że po wypadku samochodowym lądujesz w szpitalu. Aby uśmierzyć ból, lekarze podają ci przez 21 dni dezomorfinę. Dezomorfina jest opioidem silniejszym w działaniu niż heroina. Czy po 21 dniach, po których dojdziesz do zdrowia, staniesz się wstrzykującym sobie heroinę pod dworcem bezdomnym? Szanse na taki finał leczenia są raczej nikłe.

Naszą wyobraźnię zdominowały dwie wizje tego, czym jest uzależnienie. Według pierwszej, najpopularniejszej, wynika ono z ludzkiej słabości. Innymi słowy „narkoman” nie jest w stanie powstrzymać się od otrzymania natychmiastowej nagrody w postaci narkotyku. Żeby zdobyć pieniądze na „działkę”, zrobi wszystko – okradnie rodzinę, społeczeństwo, będzie uprawiał seks za pieniądze. Zrobi to, ponieważ jest słaby. „Narkoman”, ta „ohydna kreatura”, będzie niszczyć siebie i bliskich, aż umrze i pójdzie do piekła. Jedynym ratunkiem dla „narkomana” jest przeobrażenie, które może osiągnąć, tworząc w wyniku sankcji społecznych, w mękach zespołu abstynencyjnego, nowy kręgosłup moralny pozwalający mu nie brać narkotyków. Dzięki przemianie z powrotem może stać się członkiem społeczeństwa i powoli odkupić swoje grzechy.

Drugie, mniej popularne (ale za to bardziej humanitarne), wyobrażenie ujmuje uzależnienie jako coś, co można by nazwać „porwaniem mózgu” (ang. hijacked brain). Mózg uzależnionego zostaje porwany przez przyjemność, której dostarcza mu substancja. Człowiek mający skłonności genetyczne i wystawiony na działanie narkotyków staje się uzależniony. W tym ujęciu uzależnienie wynika przede wszystkim z przyzwyczajenia układu nerwowego do substancji psychoaktywnej. Jej użytkownik nie jest już w stanie przestać brać, ze względów psychicznych, społecznych i fizjologicznych. Aby wyjść z nałogu, osoba uzależniona musi otrzymać wsparcie zarówno psychologiczne, jak i społeczne czy medyczne.

Wedle Johanna Hariego, autora książki „Chasing the Screem”, obie teorie uzależnienia są jednak fałszywe. I powinniśmy odrzucić wszystko, co – jak nam się zdawało – wiemy o uzależnieniach. Autor, dowodząc swojej tezy, powołuje się na liczne badania, które od początku wieku prowadzono nad uzależnieniami. Czytelnikom książki mogły zapaść w pamięć dwa, odgrzebane z mroków zapomnienia, badania:

  1. W trakcie wojny w Wietnamie wielu żołnierzy uzależniało się od opiatów. W USA wybuchła panika, że po wojnie Stany Zjednoczone zostaną zalane falą „żołnierzy zombie” uzależnionych od heroiny. Na początku lat 70. amerykańska armia przeprowadziła badanie dziesięciu tysięcy żołnierzy, którzy wykazywali oznaki uzależnienia w Wietnamie. Po powrocie do USA żołnierze ci zazwyczaj nie kontynuowali używania heroiny, a ci, którzy robili to po powrocie do domu, zwykle przyjmowali ją już przed wyjazdem do Wietnamu. Tylko niewielki odsetek żołnierzy miał po powrocie problemy z opioidami. Wnioskiem płynącym z tego badania było, że środowisko, w którym przebywa człowiek, jest ważniejsze niż uzależnienie fizyczne od substancji.
  2. W późnych latach 70. przeprowadzono eksperyment nazywany „rat park”, czyli parkiem zabaw dla szczurów. Profesor Bruce K. Alexander uważał, że to nie same narkotyki powodują uzależnienia. Rozwijający się nałóg związany jest z warunkami życia, a nie z jakąkolwiek wciągającą własnością samej substancji. By sprawdzić swoją hipotezę, Alexander postanowił przeprowadzić eksperyment na szczurach. Stworzył dwa miejsca, w których przebywały szczury. Pierwszym były zwyczajne, laboratoryjne puste klatki przeznaczone dla pojedynczych szczurów, drugim był „szczurzy park” pełen zabawek i jedzenia. Był to specyficzny raj, w którym zwierzęta miały dostatek bodźców, zabawy i mogły się ze sobą swobodnie komunikować. Zarówno w szczurzym parku, jak i w każdej klatce wmontowano dwa poidełka. W jednym była woda wymieszana z morfiną, w drugim czysta woda. Eksperyment trwał przez 80 dni. Szczury podzielono na cztery grupy, każda liczyła od szesnastu do dwudziestu szczurów. Jedną umieszczono w izolowanych klatkach, a drugą w szczurzym parku. Po 65 dniach eksperymentu część zwierzątek przeniesiono z parku do klatek, a część w odwrotnym kierunku. Szczury zamieszkujące klatki piły morfinę 19 razy częściej niż te umieszczone w szczurzym parku! Zwierzęta przeprowadzone do klatek błyskawicznie zaczynały zachowywać się tak jak szczury będące w nich od początku, a więc piły dużą ilość wody z morfiną. Szczury z parku używały morfiny jedynie okazjonalnie. Również grupa szczurów przeniesiona z klatek do parku ograniczała spożycie wody z morfiną. W innym eksperymencie Alexander zmusił szczury umieszczone w klatkach do picia wody z morfiną przez 57 dni. Po umieszczeniu ich w szczurzym parku, pomimo syndromu odstawiennego, szczury chętniej piły zwykłą wodę.

Zgodnie z wynikami powyższych badań uzależnienie wynika z otoczenia, w jakim porusza się jednostka. Człowiek jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowanym stworzeniem niż szczur, jednak na podstawie badania żołnierzy z Wietnamu można założyć, że mechanizm uzależnienia u szczurów i ludzi jest podobny. Sednem uzależnienia nie jest więc sama substancja, a pragnienie ucieczki w stan odurzenia. Dlaczego zatem klatka, w której znajdują się ludzie, wywołuje takie cierpienie, że ludzie sięgają po substancje psychoaktywne? Z czego zbudowana jest nasza klatka i co w niej jest? Czy uzależnieni za mało zarabiają, czy może mają słabe zdrowie? A może są inne powody?

Pieniądze szczęścia nie dają

Zacznijmy od pieniędzy, w końcu to one określają naszą materialną rzeczywistość. Wielkość dochodu ma duże znaczenie dla jakości życia. Tak przynajmniej podpowiada zdrowy rozsądek. Pieniądze zapewniają jedzenie, bezpieczeństwo, dostęp do służby zdrowia czy przyjemności. Na dodatek uzależnieni, których widujemy na ulicach, zazwyczaj są bezdomni i biedni. Im wyższe PKB w danym kraju, tym jego obywatele powinni być szczęśliwsi i zdrowsi. Brzmi to całkiem sensownie. Bogatsze szczury powinny zatem zorganizować sobie lepiej wyposażoną klatkę.

Wielu ekonomistów uważa za oczywistą teorię, że wysokość PKB na członka społeczeństwa przekłada się na poziom szczęścia w społeczeństwie. Teorię, że wysoki dochód na głowę mieszkańca zapewnia szczęście, podważają badania, które ujawniają, że najwyższy indeks szczęścia posiadają… Papuasi (2620.90 USD PKB (parytet siły nabywczej) per capita).  Wnioskując dalej – mieszkańcy USA posiadający wysokie PKB per capita (53272.50 USD PKB (parytet siły nabywczej) per capita) wcale nie są szczęśliwsi od Papuasów, a przecież powinno być na odwrót. Papuasi nie posiadają również wyższych zarobków od mieszkańców USA.

Główną, statystycznie policzalną zmienną dotyczącą zdrowia jest długość życia. Różnica w długości życia mieszkańców warszawskich dzielnic Wilanowa i Pragi Północ to prawie dziesięć lat. Już dawno zauważyli amerykańscy naukowcy, alarmując o tragicznym poziomie zdrowia w najbiedniejszych dzielnicach dużych miast, a holenderscy naukowcy stwierdzili, że długość telometrów DNA ma bezpośredni związek z okolicą, w której mieszkamy – na im więcej szkodliwych dla naszego zdrowia czynników jesteśmy narażeni, tym szybciej się starzejemy, również na poziomie DNA. Laureat ekonomicznej Nagrody Nobla, Angus Deaton, zauważa pozytywną korelację między zdrowiem a dochodem, lecz ostrzega przed pochopnymi wnioskami. Uważa, że nie można brać pod uwagę zmiennej długość życia do obrazowania poziomu zdrowia ze względu na to, iż na długość życia składają się inne czynniki (na przykład przeżywalność nowo narodzonych dzieci czy epidemie), które dają zbyt skomplikowany obraz, by na tej podstawie wysnuwać proste wnioski. Zresztą znane są nam przykłady krajów posiadających świetne wyniki, jeśli chodzi o poziom zdrowia (takie jak Kuba czy Sri Lanka), a zarazem biedne społeczeństwo. Jak twierdzi wspomniany wyżej Angus Deaton, nie ma żadnej korelacji między wzrostem ekonomicznym a wzrostem poziomu zdrowia w Chinach i Indiach, jednak istnieje związek między wzrostem gospodarczym, który powoduje zmniejszenie ubóstwa, i redukcją nierówności w zdrowiu. Jednocześnie, jeśli wzrost gospodarczy byłby głównym czynnikiem podwyższającym poziom zdrowia, nie mielibyśmy problemu ze zdefiniowaniem tego zjawiska. Może wcale nie chodzi o PKB na głowę mieszkańca czy o wysokość dochodu, ale o równą bądź nierówną dystrybucję bogactw?

Narcyzowie w klatkach

W 2009 roku dwójka znanych epidemiologów, Willkinson i Pickett, napisała książkę „Duch Równości”, wokół której rozgorzała gigantyczna dyskusja. Główne przesłanie: nierówności dochodowe są społecznie niekorzystne. Im większe, tym w społeczeństwie panuje krótsza długość życia, odnotowuje się więcej przestępstw: morderstw, uzależnień i wszelkiego rodzaju innych problemów społecznych. Autorzy próbują w swojej książce udowodnić słuszność holistycznej teorii socjologicznej; walka o wyższy status w obecnych społeczeństwach prowadzi do stresu i niskiego poczucia własnej wartości. Im więcej walki o status, tym więcej stresu, co skutkuje pogorszeniem zdrowia obywateli. Idąc dalej tym tropem, możemy stwierdzić, że niekoniecznie potrzebujemy efektywnych rozwiązań dla rozmaitych problemów społecznych, a w gruncie rzeczy potrzebne jest nam społeczeństwo o mniejszych nierównościach.

Wilkinson i Pickett postawili tezę, że ilość zażywanych narkotyków jest związana z poziomem stresu w danej społeczności, ergo: jest efektem nierówności w dystrybucji dóbr w społeczeństwie. Książka doczekała się licznych krytycznych recenzji. Oponenci tez „Ducha Równości” zauważają, że autorzy selektywnie dobrali próbę krajów do swojego badania, nie uwzględniając wielu z państw, z których można było zebrać dane, a te zmieniłyby wyniki badania. Jest również dużo innych czynników, które wpływają w istotny sposób na zdrowie czy inne problemy społeczne; liczą się nie tylko pieniądze.

Skoro zatem „bogate szczury” wcale nie organizują sobie „lepszej klatki”, a zdrowia nie da się dokładnie zdefiniować, to co jest głównym czynnikiem, przez który ludzie się uzależniają? Według Hariego uzależnienie to przede wszystkim brak połączenia z innymi – uzależnieni nie czują się związani z innymi ludźmi albo w kontakcie z nimi nie czują się na tyle bezpiecznie, by budować prawidłowe relacje. Podobne teorie dotyczące tego, czym właściwie jest uzależnienie, można odnaleźć na przykład w nurcie psychologii psychodynamicznej, w której źródłem uzależnienia jest narcyzm: osoby z zaburzeniem narcystycznym poprzez skierowanie swojej uwagi na własne ego mają problemy z budowaniem relacji z otoczeniem. Dlatego też poprzez substancje psychoaktywne narcyzowie doprowadzają do odcięcia się od innych i empatycznego odczuwania innych, czego wynikiem jest obcowanie głównie z samym sobą. Idąc tym tropem myślenia, Naomi Klein sukces Anonimowych Alkoholików przypisuje przywracaniu uzależnionych do społeczności, w której osiągają oni poczucie połączenia ze wspólnotą. MONAR przez wiele lat był pozbawiony profesjonalnych terapeutów, a jego metody skierowane na osiągnięcie abstynencji były i wciąż są dyskusyjne. Pomimo tego dzięki tworzeniu wspólnot osób wychodzących z uzależnienia MONAR-owi udało się pomóc bardzo wielu ludziom.

Długo przed powstaniem „Ducha Równości” inny laureat Nagrody Nobla z ekonomii, Amartya Sen, udowodnił, że oprócz wielkości dochodu per capita z długością życia pozytywnie skorelowane są takie czynniki jak na przykład edukacja, polityczne i cywilne prawa obywateli czy przestrzeganie praw człowieka. Społeczeństwa, które cierpią na niedobór jednego z tych czynników, prawdopodobnie cierpią na niedobór innych. Osoby uzależnione zazwyczaj pochodzą z rodzin biednych i rozbitych, doznawały przemocy, były niezadbane w dzieciństwie bądź zostały skrzywdzone w jakiś inny sposób. Z drugiej strony, osoby, które się uzależniły, jeśli mają zaplecze finansowe i społeczne, same po ciężkim okresie w życiu wychodzą z uzależnienia. Takie postawienie sprawy częściowo wyjaśnia zjawisko uzależnienia: jeśli gdzieś występują problemy społeczno-ekonomiczne, prawdopodobnie w tym samym miejscu albo wśród tej samej grupy ludzi pojawią się też inne, w tym uzależnienia.

Jednym z najsilniejszych lęków ludzkich jest strach przed odrzuceniem. To naturalne, że człowiek ma swoje kryzysy w życiu. Jednak jeśli będzie znajdować się pod silną presją osiągnięcia osobistego sukcesu, gdzie wszelkie potknięcie oznacza osobistą słabość i społeczne odrzucenie, będzie uciekać w leki bądź narkotyki, by przytłumić swoje złe samopoczucie. Presja ta jest nieodłączną cechą współczesnego „społeczeństwa osiągnięć”, o którym pisze Byung-Chul Han w eseju „Społeczeństwo zmęczenia”. Kryzysów psychicznych do momentu jakiejś radykalnej zmiany w naszym systemie społecznym będzie coraz więcej. Nasza klatka staje się coraz straszniejsza. Jeśli będziemy marginalizować i odrzucać nasze prawo do błędów i słabości, które jest nieodłączną częścią ludzkiej natury, to kto w takim społeczeństwie przetrwa? Odurzeni lekami albo narkotykami ludzie oraz pozbawieni empatii psychopaci.

Zakończenie

Jak możemy zapobiec rozrastaniu się epidemii uzależnień i problemów psychicznych? Amartya Sen stworzył teorię ekonomiczną (capability approach) opartą o założenie, że rozwój ekonomiczny jest tym większy, im bardziej wyrównane są możliwości obywateli danego kraju – za swoją książkę dotyczącą tej doktryny dostał ekonomiczną Nagrodę Nobla. Sen udowodnił też, że najłatwiejszym i najszybszym sposobem na poprawienie sytuacji gospodarczej jest jak największe równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Capability approach jest rozwijane i stosowane w ekonomii do wykorzystania w analizie efektywności pod względem kosztów w wielu krajach, w tym na przykład do ewaluacji systemu ochrony zdrowia psychicznego w Anglii i Niemczech. Wyniki tych ewaluacji dowiodły, że możliwości danej jednostki (capability) są istotnie skorelowane z jakością życia – ergo im większe zasoby umiejętności i możliwości finansowych, psychologicznych, fizjologicznych, środowiskowych i społecznych ma dana jednostka, tym większą ma szansę na dobrostan psychiczny. Czyli by zapobiegać problemom psychicznym, powinniśmy tak konstruować politykę zdrowia publicznego, aby tych, którzy posiadają najniższe zasoby w którymś z wymienionych pól, wesprzeć. Oznacza to, że samo wyrównanie dochodów nie wystarczy, trzeba dbać również o edukację (w tym wychowanie), pomoc społeczną, opiekę zdrowotną, środowisko, otwartość społeczeństwa i egzekwowanie praw człowieka.

Przedstawienie tematu problemów psychicznych, jak i uzależnień od strony badań społecznych i epidemiologicznych powoduje całkowite odrzucenie wizji uzależnienia jako słabości moralnej. Figura narkomana śpiącego na dworcu z tej perspektywy przestaje być czymś, czego powinniśmy się bać i czym powinniśmy gardzić. Osoba uzależniona bądź chora psychicznie staje się raczej symbolem niesprawiedliwości społecznej; ci, którzy popadają w problemy związane ze zdrowiem psychicznym, zostali po prostu obdarzeni w mniejszym stopniu jakimiś zasobami, umiejętnościami albo mieszkają w złym miejscu. ONZ szacuje, że z około 250 milionów konsumentów narkotyków na całym świecie mniej niż 10 procent można uznać za osoby uzależnione czy też „osoby z problemem narkotykowym”. Osoby mające problemy z narkotykami są zazwyczaj osobami, które miały traumatyczne dzieciństwo, są zmarginalizowane, zaniedbane, mają problemy emocjonalne bądź fatalne warunki życiowe, ale nie są po prostu osobami słabymi moralnie. Więcej związków z inicjacją narkotykową mają status ekonomiczno-społeczny, moda czy grupa rówieśnicza niż status prawny narkotyków bądź karalność użytkowników. Dlatego warto stosować dobrą profilaktykę i używać programów ukierunkowanych na pomoc osobom mającym problem z narkotykami zamiast ich etykietowania i karania. Jeżeli młody człowiek czuje się niekochany w domu, nie akceptują go rówieśnicy, jest narażony na silne sytuacje lękowe bądź stresowe, może próbować poprawić swoją pozycję w grupie przy pomocy picia alkoholu, używania substancji psychoaktywnych czy innych zachowań ryzykownych.