dwutygodnik internetowy
08.04.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Stary „Kwartet” i może

Dustin Hoffman ponoć bardzo długo przymierzał się do tego, by wyreżyserować swój pierwszy film i szukał odpowiedniego scenariusza. Muszę przyznać, że chociaż miałem początkowo pewne obawy, to udało mu się trafić idealnie, czego efektem jest adaptacja sztuki Ronalda Harwooda (napisał on zresztą także scenariusz) – Kwartet.

Dustin Hoffman ponoć bardzo długo przymierzał się do tego, by wyreżyserować swój pierwszy film i szukał odpowiedniego scenariusza. Muszę przyznać, że chociaż miałem początkowo pewne obawy, to udało mu się trafić idealnie, czego efektem jest adaptacja sztuki Ronalda Harwooda (napisał on zresztą także scenariusz) – Kwartet.

 

Najkrócej rzecz ujmując (o co nietrudno, bo fabuła nie jest skomplikowana), jest to historia domu spokojnej starości, przeznaczonego dla emerytowanych muzyków. By zdobyć pieniądze na funkcjonowanie przybytku, co roku organizują występy. I oto pewnego dnia trafia tam (na własne zresztą życzenie) Jean Horton, wybitna wokalistka operowa, która śpiewała w kwartecie razem z trzema innymi podopiecznymi domu, zaś z jednym z nich łączy ją bogata przeszłość uczuciowa.

 

Tym co najważniejsze w filmie Hoffmana, jest pokazanie, że nieważne, jak człowiek jest stary, tylko od niego zależy, co zrobi z czasem, który mu pozostał. Na przykładzie pensjonariuszy widać, że emerytura nie musi być powolnym czekaniem na śmierć, po przejściu na nią również można prowadzić aktywne, wesołe życie, z którego czerpie się całymi garściami. Trzeba tylko chcieć. Wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę, że pomimo tego, iż jest to film o osobach starszych, to przesłanie jest adresowane do wszystkich, także znacznie młodszych. Twórcy zdają się mówić – owszem, na starość macie więcej czasu, ale po co czekać? Dlaczego już teraz nie zaczniecie bardziej doceniać to, co macie, i nie wykorzystacie wolnych chwil na to, co naprawdę sprawia wam przyjemność? Wielu z nas mogłoby, a może wręcz powinno, się nad tym zastanowić.

 

Gatunkowo Kwartetowi najbliżej do komedii i jest ona niezwykle udana. Żartów i zabawnych sytuacji jest bardzo dużo i w zasadzie wszystkie są trafione, niektóre wprost rozbrajające. Ważne jest też jednak to, że Hoffman doskonale daje sobie radę z łączeniem różnych emocji – tak jest w przypadku scen, w których jednocześnie śmiejemy się i czujemy smutek, w innych możemy się wzruszyć, zaś całość odbiera się jak przesympatyczną opowieść o grupie starszych ludzi, którzy za główny cel postawili sobie jak najdłużej walczyć z nieubłaganym i zaznać tak dużo rozrywki, jak się da.

 

Wielka w tym zasługa aktorów, którzy są perfekcyjni, bez wyjątku. Maggie Smith to klasa sama dla siebie, wspaniale portretuje bohaterkę, która osiągnęła w życiu wszystko, ale z powodu wygórowanych ambicji poświęciła życie uczuciowe na rzecz kariery i na stare lata zastanawia się, czy było warto. Tom Courtenay jako Reggie też jest świetny, doskonale daje sobie radę z przedstawieniem rozterek postaci, która z jednej strony chce być zła na Jean, z drugiej nigdy nie przestała jej kochać i zaczyna zdawać sobie sprawę, że jeszcze nie jest za późno na ponowne rzucenie się w wir miłości. Moim ulubieńcem jednak (i pewnie u większości widzów będzie podobnie) jest Billy Connolly, który jako Wilf jest po prostu genialny. Jego bohater, maniery, poczucie humoru są rozbrajające. Jakby tego było mało, na ekranie możemy jeszcze podziwiać Pauline Collins i Michaela Gambona, którzy także grają mistrzowsko. W sumie ciężko się temu dziwić, Dustin Hoffman jest wybitnym aktorem, więc wie, w jaki sposób poprowadzić swoich przyjaciół po fachu.

 

Jako że jest to historia o emerytowanych muzykach, bardzo ważnym elementem filmu są utwory operowe, które bardzo płynnie prowadzą obraz, doskonale z nim współgrając i uzupełniając. Muzyka jest tu piękna i podejrzewam, że po projekcji część widzów nabierze ochoty, by nieco bliżej poznać operę. Równie ładne są zdjęcia, idealnie skomponowane i oświetlone – dawno już nie widziałem tak ładnie fotografowanych zachodów słońca.

 

Dla Kwartetu mam więc, jak widać, wyłącznie pochwały. Nie znalazłem większych uchybień, a nawet jeśli są, to pozostają niezauważone. Jest to film bardzo sympatyczny, ciepły, pokazujący poważny temat w ciekawy i zabawny sposób, do tego świetnie zrealizowany. Podsumowując, zdecydowanie godny polecenia!


Przeczytaj inne teksty Autora.