dwutygodnik internetowy
25.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Staruszka, której na imię Kościół

Z wyglądu Kościół przypomina nam starą kobietę cierpiącą na Alzheimera: ciągle wspomina zdarzenia z przeszłości. Wielu zostawią ją, bo czują się zgorszeni. Jednakże ona dobrze wie, że po zimie przyjdzie lato.

ilustr.: Antek Sieczkowski

Chcielibyśmy widzieć Kościół młody, silny, pełen życia i odwagi, twórczy, atrakcyjny, pełen wiosennej świeżości… Widzimy go jednak zmęczonym, przytłoczonym, wyciszonym, pełnym leków, jakby poddał się rezygnacji. Z wyglądu przypomina nam starą kobietę cierpiącą na Alzheimera: ciągle wspomina zdarzenia z przeszłości, w nieskończoność powtarza te same rzeczy; a współczesność tak jakby do niej nie docierała.
 
Staruszka nie dowidzi i nie potrafi rozpoznać nowych wyzwań współczesności, które przecież wymagają odpowiedzi. Sprawia wrażenie kobiety mającej problemy ze słuchem: nie słyszy krzyków i hałasu niespokojnego i wzburzonego świata.
 
Młodzi, patrząc na jej opłakany stan, omijają ją z daleka: bierna, milcząca, niezdarna, ociężała… Inni atakują ją i ranią, drwią z niej i zwiastują jej niechybną śmierć: “to tylko kwestia czasu, jest już przeżytkiem, reliktem przeszłości, nadaje się jedynie jako muzealny eksponat lub antykwaryczny rekwizyt”. Inni próbują ją odmłodzić za pomocą najprzeróżniejszych technik i zabiegów: proponują jej lifting, rożnego rodzaju maseczki, zabiegi przeciwznarszczkowe, operacje plastyczne… Ale ona nie pozwala. Jeszcze inni patrzą na nią jak na brudną, zaniedbaną i opuszczoną żebraczkę, czekającą na wsparcie, na jałmużnę, na współczucie: “jest taka stara i taka biedna…”
 

Po zimie przyjdzie lato
 
A ona milczy i w swoim sercu rozważa minione lata. Wspomina czas kiedy była młodą i ubogą dziewczyną; wspomina czas kiedy ją prześladowano; wspomina też okres kiedy posadzono ją z książętami i królami i kiedy wszyscy chcieli, aby nazywano ich jej dziećmi. I uśmiecha się, wszak zawsze marzyła jedynie o tym, aby pozostać tą z okresu pierwszej miłości: wierną Duchowi, prostą, ubogą, przejrzystą, gotową przyjąć i zaopiekować się każdym; dziewczyną płodną, wolną, ewangeliczną… zakochana bez granic w swym Oblubieńcu i Małżonku. Jej serce pełne jest wdzięczności wobec wszystkich swych dzieci, którzy szukają piękna własnych korzeni i ciepła domowego ogniska; wobec tych, którzy nie szukują jakiejkolwiek własnej korzyści, a jedynie tego co jest dobrem w oczach Pana.
 
Jest pełna mądrości i ma bogate doświadczenia, nieobcy jej ludzki los i wie dobrze, że w życiu jest miejsce na wiosnę, ale także na zimę. I właśnie teraz jest zima. Wielu zostawią ją, bo czują się zgorszeni, bo mają miejsce skandale… Jednakże ona dobrze wie, że po zimie przyjdzie lato. Ma dobrą pamięć. Nie lęka się przyszłości i wie, że przyjdą lepsze czasy. Na nowo obdarzona zostanie dziećmi o profetycznym charyzmacie, którzy przywrócą jej ewangeliczą moc początków. Na nowo stanie się Kobietą autentycznie ubogą, ewangeliczną, zwiastującą radość paschalnego poranka. Potrafi czekać i jest pełna nadziei, nie zniechęca się: Pan, jej Oblubieniec, wydaje się nieobecny, lecz powróci w blasku swej chwały, a w międzyczasie wypełnia ją ożywcza obecność Bożego Ducha.
 
Jest leciwa, wieki historii już za nią. Jej prapoczątki to czas Adama, czas Abla – jak to o niej mówili Ojcowie nazywając ją odwieczną. Upadły imperia, przeminęli królowie i dyktatorzy, a ona trwa spokojna, zmierzając wolnym krokiem w kierunku ostatecznego wypełnienia, które nie będzie miało końca. Nie traci nadziei, gdyż dobrze pamięta słowa Oblubieńca o malutkim ziarnie, które ciągle wzrasta. Ma w pamięci słowa o niewielkiej ilości zaczynu, który wszystko zakwasza. Wie także dobrze o tym, że kąkol ma wzrastać wraz ze zbożem i dlatego nie chce go wyrywać: za każdym razem, kiedy jej dzieci starały się przedwcześnie wyplenić kąkol przebierając się za inkwizytorów, kończyło się to nieszczęściem i stratą. Dlatego też o wiele bardziej woli miłosierdzie, cierpliwość, zrozumienie, przebaczenie i zapomnienie, niż wszelkiego rodzaju ekskomuniki i anatemy.
 
Nie pragnie wywierać nacisków i nie chce nikogo do niczego przymuszać, pomimo, że wielu chciałoby, żeby używała siły. Nie pretenduje do tego, aby rozrastać się liczebnie, nie chce być potężna i bogata. To właśnie ci, którzy chcieli mieć ją pełną światowego splendoru, doprowadzili ją do upadku. Nie chce wszystkiego określać i nakazywać, choć wielu w jej imieniu to czyniło, a niektórzy nadal jej to sugerują. Ona woli rozmawiać, mimo że wiele jej dzieci boi się dialogu. Czasy się jednak zmieniły i ona pragnie zamilknąć. I w ciszy obdarza czystą wodą prawdy. Jest jak źródło, które poi strudzonego wędrowca, nie zmuszając jednak nikogo do tego, aby przystanął i ugasił swe pragnienie. Otwiera szeroko okna, gdyż pragnie pozbyć się kurzu po dawnych imperiach i królestwach. Chce odetchnąć świeżym powietrzem, dotlenić się mimo podeszłego wieku. Wielu jednak w pośpiechu zamyka okna, pełni obaw, że “staruszka może się przeziębić…”
 

Chce naszej czułości
 
Chociaż sprawia wrażenie jakby straciła słuch i mowę, to jednak w głębi swego serca nieustannie wsłuchuje się w głos Tego, który szepcze jej słowa życia wiecznego. Wydaje się, że nie widzi, a w rzeczywistości jej wzrok ukierunkowany jest na Pana, na jej Małżonka, który daje jej siłę i obdarzą ją Duchem, aby nie zwątpiła, nie upadła, aby nie ustawała w nadziei, że przyjdą lepsze czasy. Musi być silna, gdyż przed nią jeszcze spory kawałek drogi. Tak jak stary i zmęczony Eliasz na pustyni musi kroczyć dalej.
 
Chociaż wydaje się, że cierpi na Alzheimera, to w rzeczywistości prosi nas o to, abyśmy zatroszczyli się o nią, tak jak kochające dziecko troszczy się o swoją chorą matkę. Chce naszej miłości, czułości, bliskości, obecności. Chce, abyśmy uświadomili sobie co doprowadziło ją do stanu, w którym obecnie się znajduje. To przecież my ją opuściliśmy szukając ideologii, innych religii, światopoglądów, obcych duchowości, które sprawiały być może wrażenie atrakcyjniejszych, bardziej na czasie lub – co bardziej prawdopodobne – mniej wymagających. Kto jest odpowiedzialnym za to, że Kościół dzisiaj jest taki jaki jest? Kto odpowiada za to, że Kościół dzisiaj jest pełen nieczystości? Kto ukradł Boskiej Oblubienicy jej klejnoty, aby samemu się nimi przyozdabiać? Kto zapragnął podporządkować sobie Kościół, używając go do swych celów, manipulować nim, twierdzić, że oto: “ja jestem Kościołem i mówię w jego imieniu”? Niech ten, kto jest bez winy pierwszy rzuci kamieniem, zaczynając od starszych i uczonych w Piśmie…
 
Oto ta staruszka-Kościół, niczym księżyc zmienia swoje oblicze. Mówili o tym już Święci Ojcowie. Są chwile, kiedy światła ubywa, są momenty całkowitej ciemności: być może czas obecny jest okresem nowiu. Ale później przychodzi pierwsza kwadra i światła jest coraz więcej. Księżyc nie świeci własnym blaskiem: on lśni blaskiem słońca, podobnie jak Kościół lśni jasnością Pana i Oblubieńca. Musimy czekać i żyć nadzieją.
 

Możni już odeszli
 
Staruszkę tą nieustannie odwiedzają ubodzy, przychodzą do niej dzieci, kobiety, ludzie prości i zwyczajni. Nie boją się jej i kochają ją całym sercem. Przynoszą jej kwiaty, gdyż wiedzą, że jej serce jest żywe i radosne i choć jest już leciwa, to jednak ciągle obdarza życiem. W jej obecności czują się dobrze i bezpiecznie; choć mało mówi lub w ogóle milczy, to wsłuchują się w tą ciszę jak w pełną magii muzykę. Przychodzący do niej wiedzą, że ma serce ciągle młode i pełne łagodności, miłosierne, które ich rozumie i które ich kocha. I ona im dziękuję, uśmiecha się i obdarza uściskami pełnymi matczynej czułości.
 
Nie odwiedzają jej ludzie możni i wpływowi, dla których jest już bezużyteczna. Wycisnęli z niej już wszystko co mogli, wykorzystali ją i jest im już do niczego potrzebna. Jest dla nich zwykłym śmieciem, starcem. To ci wszyscy, którzy pod pretekstem bycia jej wiernymi dziećmi, wykorzystali ją do swych własnych interesów. I teraz zostawili ją ze złą reputacją, zdyskredytowali. Używali jej imienia, powoływali się na chrześcijańską cywilizację jedynie celem osiągnięcia własnych zysków.
 
Inni mówią, że przyjmują Jezusa, jej Oblubieńca, ale nie ją – ten stary i upadły Kosciół. Tak jakby Duch Jezusa nie ożywiał ciała Kościoła… Staruszka Kościół wie o tym i rani jej duszę to zaniedbanie, gdyż przecież nikt nie może dojść do Jezusa inaczej niż przez nią. Nikt też nie może jej odłączyć od Małżonka. Jest to pokusa, jest to pycha. Ona jednak milczy i czeka. Być może, któregoś dnia zdadzą sobie sprawę z błędu i wrócą do niej na nowo. To ona posiada wielki skarb, którym może obdarzyć ludzkość: jest nim Jezus Chrystus, który umarł za nas i dla nas zmartwychwstał, abyśmy mieli życie. Mieli je w obfitości. I ona nieustannie Go przekazuje tym wszystkim, którzy zbliżają się w prostocie serca. Czyni to nieustannie, pomimo że jest straruszką, a może właśnie dlatego, że nią jest.
 

Pewnego dnia Pan powróci i przyozdobi swoją wierną Małżonkę blaskiem światła i najwspanialszymi klejnotami. Na nowo będzie młoda, pełna wdzięku i urody. I wtedy Małżonek podziękuje jej, że przez tak długi czas, cierpliwie i z pokorą znosiła słabość; że była milczącą i przygłuchą starszą kobietą ciepiącą na Alzheimera, który wydawał się nieuleczalny, a w rzeczywistości była to tylko chwila słabości: przejściowy moment Kościoła starego, a przecież wiecznie młodego siłą Ducha. Zanim jednak nastąpi ten dzień, kto z nas zaopiekuje się tą staruszką, której na imię Kościół?
 

Cochabamba, lipiec 2009 r.
tłum. Kasper M. Kaproń OFM