dwutygodnik internetowy
13.08.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Sprawiedliwość dla ubogich

Ubodzy i wykluczeni mają swoje miejsce w tradycjach Kościoła. Ale nie w każdej tradycji zajmują miejsce centralne.

ilustr.: Andrzej Dębowski

ilustr.: Andrzej Dębowski

Artykuł jest polemiką z tekstem Łukasza Kożuchowskiego

1.

Zaangażowanie społeczne stanowi integralną część chrześcijańskiego życia. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce bywa różnie. W polskim Kościele zaangażowanie społeczne zostało sprowadzone w zasadzie wyłącznie do działalności charytatywnej, która może imponować skalą, ale która jest tylko jednym – i na pewno nie pierwszym – spośród wątków społecznej teorii i społecznej praktyki Kościoła (więcej na ten temat napisałem tutaj). W tym kontekście słowo „katolewica” stało się dla naszego środowiska przewrotnym samookreśleniem, przy pomocy którego staramy się przypomnieć polskim katolikom o społecznych, politycznych i ekonomicznych zobowiązaniach, które wynikają z wyznawanej przez nas wiary. Wiara ta najwyraźniej nie przeszkadza nam bowiem „wyzyskiwać swojego pracownika, wyrzucać z autobusu bezdomnego i życzyć śmierci uchodźcy”. „Lewica katolicka” jest publicystycznym skrótem, który można lubić i którego można nie lubić. Ale nie tylko.

2.

Jeśli szczególne miejsce na naszych łamach zajmują Gustavo Gutiérrez i teologia wyzwolenia, Dorothy Day i środowisko „The Catholic Worker”, Jacques Loew i ruch księży-robotników czy Józef Wrzesiński i ruch ATD „Czwarty Świat”, to wynika to stąd, że wszyscy oni doszli do wniosku, iż nie sposób uczciwie realizować tak zwanej preferencyjnej opcji na rzecz ubogich, jeśli nie zada się najpierw pytania o przyczyny ich ubóstwa. Tu krótki fragment tekstu, który napisałem ostatnio do „Tygodnika Powszechnego”: „Brazylijski teolog Clodovis Boff twierdzi, że fakt istnienia ubóstwa może być tłumaczony na trzy sposoby. Pierwszy: ubóstwo jest wadą, to znaczy skutkiem lenistwa, głupoty lub wyrachowania, a ubodzy są ludźmi, którym się nie chce, którzy nie potrafią lub którzy tak sobie zorganizowali życie, żeby inni ich utrzymywali […]. Drugi: ubóstwo jest zacofaniem, to znaczy problemem, który można rozwiązać za pomocą kredytów i inwestycji ponad głowami osób nim dotkniętych […]. Trzeci: ubóstwo jest uciskiem, to znaczy produktem ekonomicznych, społecznych i politycznych struktur, które wykorzystują jednych i wykluczają innych, sprawiając, że bogaci bogacą się kosztem biednych, a ci stają się jeszcze biedniejsi. Teologowie wyzwolenia […] opowiadają się za tą trzecią interpretacją”. A my wraz z nimi. Dlatego sięgamy po narzędzia nauk społecznych, za pomocą których staramy się opisywać problemy społeczne jako problemy strukturalne, a nie na przykład jako problemy zdemoralizowanych jednostek i społeczności.

3.

Marie-Dominique Chenu, o którym wspomina w swoim tekście Autor, na którego z kolei powołuje się Łukasz Kożuchowski, twierdził, że myśl teologiczna powinna być solidarna ze swoją epoką. „Jeśli faktycznie za tym tylko ona idzie – dowodzi ów Autor – [to] w praktyce staje się służką obowiązującej ideologii”. Być może. Tego zarzutu nie można jednak postawić ani teologii wyzwolenia, ani żadnemu innemu spośród pokrewnych jej ruchów, z którymi się identyfikujemy. Nauki społeczne pełnią w nich bowiem funkcję tylko pomocniczą. „Marks, podobnie jak każdy inny marksista, bez wątpienia może być naszym towarzyszem podróży, ale nigdy nie może stać się naszym mistrzem – spuentował wspomniany już Clodovis Boff. – «Jednego macie Mistrza, Chrystusa» (Mt 23,10)”. Wbrew obiegowym opiniom, to właśnie teologowie wyzwolenia – nie ulegając trendom obowiązującym w mainstreamie ówczesnej teologii europejskiej (zdominowanej przez język prawa naturalnego) – powrócili do uprawiania teologii społecznej w oparciu o źródła biblijne. Szkoda, że jeśli Gustavo Gutiérrez w ogóle jest w polskim Kościele rozpoznawany, to jako autor „Teologii wyzwolenia”, a nie na przykład jako autor nieprzetłumaczonej na język polski pracy „O Hiobie”.

4.

Wolałbym uniknąć przekonywania, że zarówno społeczne wątki Biblii, jak i katolicka nauka społeczna są dla nas ważnymi punktami odniesienia. Kto regularnie zagląda na nasze łamy, tego (lub tej) pewnie przekonywać nie trzeba, a kto nie zagląda, z myślą o tym (lub o tej) mogę sporządzić stosowną bibliografię. Magazyn Kontakt znalazł swoje miejsce w obrębie tej spośród chrześcijańskich tradycji, która domaga się dla osób ubogich i wykluczonych raczej podmiotowości, sprawiedliwości i emancypacji niż miłosierdzia. Tradycja ta jest dobrze zakorzeniona w teologii biblijnej i w nauczaniu Kościoła, ale nie jest w nim tradycją jedyną ani tym bardziej dominującą, choć oczywiście pontyfikat Franciszka robi różnicę. W tym sensie podział na „katolewicę” i „katoprawicę” ma sens nie tylko publicystyczny, bo różni nas sposób rozumienia opcji na rzecz ubogich oraz priorytet, który jej przyznajemy.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj

***

Polecamy także:

Ortodoksja społeczna

„Krzyk ziemi, krzyk ubogich”. Po co nam dziś teologia wyzwolenia?