dwutygodnik internetowy
05.03.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Spółdzielnia spożywców i antysemitów

Pod tymi słowami bez wahania podpisaliby się alterglobaliści i inne grupy sceptyczne wobec działalności międzynarodowych korporacji. Przed złożeniem podpisu warto jednak zwrócić uwagę na różnicę między pojęciami, dziś równoznacznymi, kapitału „obcego” i „zagranicznego”. „Obcymi”, którzy ku utrapieniu Dąbrowskiej zdominowali życie gospodarcze, byli więc obywatele polscy – bardziej lub mniej zasymilowani Żydzi i Niemcy – przy czym kontekst całego rozdziału każe widzieć w nich głównie osoby pochodzenia żydowskiego.

ilustr. Hanna Owsińska

Podejmując się zrecenzowania książki „Ręce w uścisku” czuję, że strzelam samobója. Jest to przecież mało znana książka autorki, której nazwisko niewiele dziś znaczy. Nie jest to też pozycja najświeższa, bo wydana… 84 lata temu. Co więcej wątek, który chciałbym omówić najpełniej, już się w pewien sposób zdezaktualizował. Tyle, że to właśnie czyni go interesującym.

Maria Dąbrowska napisała „Ręce w uścisku” – broszurę poświęconą idei spółdzielczości – w 1938 roku, dyskontując niejako na rzecz twórczości publicystycznej popularność swojej powieści „Noce i Dnie” oraz odziedziczony po Mickiewiczu tytuł wieszcza narodowego. Spółdzielczość jest obecnie w Polsce tematem niszowym, ale wciąż – o czym jestem przekonany – aktualnym. Natomiast wspomniany wyżej, drastycznie zdezaktualizowany przez drugą wojnę światową wątek, to, wyzierający mimochodem z kart książki Dąbrowskiej, problem stosunku Polaków do mniejszości żydowskiej.

Autorka „Rąk w uścisku” w taki na przykład sposób reklamuje sceptykom zalety spółdzielczości: „Nie ma w tym dorobku spółdzielczym wkładu pieniężnego banków prywatnych, ani wielkich kapitalistów. A przede wszystkim – i to rzecz najdonioślejsza – nie ma w nim kapitałów inwestycyjnych obcych ani zagranicznych, na których stoi przecież, niestety, całe prawie życie przemysłowo gospodarcze, organizowane w Polsce przez przedsiębiorców prywatnych”.

Przesłanie jakie zawarła Dąbrowska w tych dwóch zdaniach wydaje się być niezwykle aktualne. Pod tymi słowami bez wahania podpisaliby się alterglobaliści i inne grupy sceptyczne wobec działalności międzynarodowych korporacji. Przed złożeniem podpisu warto jednak zwrócić uwagę na różnicę między pojęciami, dziś równoznacznymi, kapitału „obcego” i „zagranicznego”.

W porównaniu z zachodem Europy, polskie miasta były niezwykle słabe. Ich rozwój skutecznie ograniczały przywileje szlacheckie i tradycyjna niechęć sarmatów do parania się kupiectwem czy bankierstwem. Ubóstwo miast dało się odczuć szczególnie w XIX wieku, ponieważ rodzący się wówczas przemysł wymagał olbrzymich nakładów finansowych. Szlachta wciąż się ociągała z wejściem na nieznany sobie teren, więc lukę w systemie gospodarczym wypełniali przybysze z zagranicy, głównie zamożni mieszczanie niemieccy. Rozwijaniem przemysłu zajęła się też żydowska elita finansowa (zdecydowana większość ludności żydowskiej była uboga), która od wieków pozbawiona prawa posiadania ziemi, zmuszona była do gospodarzenia w miastach. A kto pamięta film Andrzeja Wajdy „Ziemia obiecana” (scenariusz na podstawie powieści Władysława Reymonta), ten doskonale wie o czym mowa.

„Obcymi”, którzy ku utrapieniu Dąbrowskiej zdominowali życie gospodarcze, byli więc obywatele polscy – bardziej lub mniej zasymilowani Żydzi i Niemcy – przy czym kontekst całego rozdziału każe widzieć w nich głównie osoby pochodzenia żydowskiego. Niechęć wobec „obcych” jest w przypadku Marii Dąbrowskiej o tyle zaskakująca, że autorka „Rąk w uścisku” jest jednoznacznie kojarzona z postępową i tolerancyjną inteligencją spod znaku Ludwika Krzywickiego czy Stefana Żeromskiego, którą dziś nazwalibyśmy lewicą. Tymczasem poglądy Dąbrowskiej zdają się przystawać bardziej do postaci Romana Dmowskiego, głównego ideologa Narodowej Demokracji, który w „Myślach nowoczesnego Polaka” wyrażał troskę o to, żeby „żywioł polski” nie został zdominowany w życiu gospodarczym i duchowym przez „żywioły obce”, posiadające „zbyt wyraźną, zbyt skrystalizowaną przez dziesiątki wieków życia cywilizowanego indywidualność”, którą reprezentują „przede wszystkim Niemcy i Żydzi”.

Dąbrowska wyłamuje się jednak z utartych schematów i kilka stronic dalej wyraźnie dystansuje się od poglądów konserwatywnych: „Nasi domorośli rasiści walczą dziś ze sklepami spółdzielczymi w imię hasła… unarodowienia handlu. Z nimi zaś łączą się konserwatyści, którzy – mniej skłonni, być może, do rasowej nienawiści lub do zalecania ulicznego terroru – widzą jednak w namnożeniu drobnych sklepików środek na stworzenie polskiego mieszczaństwa, a nade wszystko sposób na odludnienie wsi. […] Czy jednak ci, którzy w prasie przeciwstawiają spółdzielczości stragany i sklepiki jako czynnik unarodowienia handlu, zastanowili się kiedy, że nikt nie jest bardziej zależny od handlu żydowskiego niż mały sklepik? Bo wszak żaden sklepikarz, zakupując asortyment swoich towarów, nie obywa się bez pośrednika i hurtownika żydowskiego”.

fot.: Tomek Kaczor

Powyższy cytat pozwala zauważyć, że Dąbrowska zdaje się w pełni podzielać poglądy konserwatystów, co do konieczności unarodowienia handlu, a więc ograniczenia ilości przedsiębiorstw niemieckich, a w drobnym handlu żydowskich. Nie zgadza się jednak z tymi, „co najgłośniej o nim [o unarodowieniu handlu] krzyczą, bijąc szyby żydowskich sklepów”. „Kwestię żydowską” chciałaby rozwiązać w sposób, „jaki przystoi wielkiemu narodowi i państwu”, a więc wygrać z ludnością żydowską na wolnym rynku, do czego ma przyczynić się rozwój spółdzielczości.

Nie owijając w bawełnę, trzeba więc powiedzieć, że Maria Dąbrowska była antysemitką, co motywowała racjami gospodarczymi. Bo choć zapewne wyostrzała swoje sądy, adresując „Ręce w uścisku” głównie do konserwatywnej części społeczeństwa, która z założenia była niechętna kojarzonej z socjalistami spółdzielczości, to trudno podejrzewać, żeby pisała zupełnie w poprzek swoich przekonań.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że nie ma w argumentacji Dąbrowskiej cienia niechęci do Żydów na tle rasowym. Jeżeli jednak wyjdziemy na chwilę poza materiał, jaki dostarcza lektura „Rąk w uścisku” i rzucimy okiem do jej słynnego dziennika, który prowadziła niemal przez całe życie, to sytuacja jeszcze bardziej się skomplikuje. Ot, wymowny jest na przykład taki zapisek: „Żydzi są znacznie inteligentniejsi, czy też lotniejsi umysłowo od Polaków i zawsze są gotowi do jakiegoś fermentu duchowego”. Autorka „Nocy i Dni”, podobnie jak antysemici, posługuje się zatem stereotypami dotyczącymi ras, tyle że… filosemickimi.

Postawa Dąbrowskiej wobec Żydów stanowi niezrozumiałą dziś mieszankę przekonań antysemickich z filosemickimi. Bez przeprowadzenia szeroko zakrojonych badań trudno powiedzieć, do jakiego stopnia (i w jakiej części) była to postawa reprezentatywna dla jej środowiska. Pewną wskazówką jest jednak fakt, że w środowisku liberalnym i lewicowym zapomniana dziś pisarka uchodziła za wielki autorytet moralny. Jakie zatem wnioski, zakładając słuszność tej hipotezy, pozwala wyciągnąć analiza broszury „Ręce w uścisku” pod kątem stosunku autorki do mniejszości żydowskiej? Wydaje mi się, że warto wskazać na dwa aspekty, które mimo „zdezaktualizowania” się tematu, wciąż mogą być dla nas pouczające.

Po pierwsze, fałszywe wydaje się obowiązujące dziś przekonanie, że antysemityzm był domeną wyłącznie środowisk prawicowych. Zestaw pojęć i wyobrażeń, które obecnie leżą daleko poza spektrum poprawności politycznej, były wspólne zarówna dla „postępowców”, jak i konserwatystów – obawa Dmowskiego przed silną indywidualnością „żywiołu żydowskiego” koresponduje przecież z przekonaniem Dąbrowskiej o wyższości intelektualnej Żydów nad Polakami.

Po drugie, postawa Dąbrowskiej wykazuje, jak złożony jest problem stosunków większości polskiej z mniejszością żydowską. Widać, jak trudno nam, żyjącym w jednolitej etnicznie Polsce (co nie potrwa długo), wyobrazić sobie realia panujące przed wojną i wynikające z nich problemy. Widać też, jak bardzo panująca obecnie poprawność polityczna nie przystawałaby do minionych realiów. Dziś, gdy ktoś rozprawia o tajemniczych „obcych” siłach wpływających na rząd i gospodarkę, albo wspomina o „polskojęzycznych” mediach, sprawa jest jasna. A kiedyś? Nie wiadomo i dlatego tak trudno zrozumieć nam wybory życiowe naszych dziadków z Wermachtu albo KPP.

  • Janekpoplawski

    problemem artykułu jest używanie pojęcia antysemityzm bez jego zdefiniowania- współcześnie w krajach cywilizowanych jest postawą naganną i nie do przyjęcia, wyrażającą się w nienawiści/niechęci/uprzedzeniach na tle rasowym, do przedstawicieli społeczności żydowskiej. Ma to tym silniejsze uzasadnienie etyczne po doświadczeniach holocaustu i nazizmu.
    Ale używanie tego pojęcia do realiów przedwojennych jest absurdalne i ahistoryczne tak jak go rozumiemy współcześnie.
    Problemy ludności żydowskiej na ziemiach polskich był problemem ogromnym i w przedwojniu nie rozwiązanym. Wszystkie organizacje/partie nieważne czy lewicowe, czy prawicowe traktujące o bolączkach społecznych musiały ustosunkować się do problemu mniejszości żydowskiej. Samo nawoływanie do rywalizacji na tle ekonomicznym czynione przez endeków i postępowców nie powinno być utożsamiane z wybijaniem szyb w sklepach, czy innych ekscesach.
    Polecam publicystykę Giegroycia z końca lat 30 postulującego chociażby numerus clausus na Uniwersytetach- coś co dla Wyborczej jest emanacją “antysemityzmu” w przedwojniu…

    • http://www.facebook.com/people/Paweł-Cywiński/790263085 Paweł Cywiński

      Janku, 

      zgadzam się że istotne jest branie pod uwagę historycznych uwarunkowań przy definiowaniu czegoś antysemityzmem w dzisiejszym znaczeniu. 
      Natomiast zadziwiło mnie użycie przez ciebie terminu “kraj cywilizowany” w dosyć konserwatywnym znaczeniu, wręcz dziewiętnastowiecznym znaczeniu! Już nawet, zapewne dobrze ci znany Feliks Koneczny, w swoich historiach cywilizacji, zaprzestał używania tego pojęcia w kategoriach poziomu rozwoju! Polecam trochę przestarzałą, ale przystępnie napisaną “Gramatyka Cywilizacji”  Braudela. Niedawno ją wydano po Polsku.

      ukłony, Słoń 

      • Janekpoplawski

        Feliksa nie poznałem ale nie rozumiem co mają poziomy rozwoju do narodów cywilizowanych, ja w swoim komentarzu nikogo nie stopniowałem- przecież tam nikogo nie zestawiłem. Nie rozumiem skąd taki wniosek? Mało tego po wojnie powstało i do dzisiaj funkcjonuje Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości i jest podstawą wyrokowania ONZowskiego sądu- myślę, że jak je zapisywali to nie chcieli nikogo stopniować bo tworzyli organizację, która miała mieć charakter powszechny- tak aby każdy kraj mógł przystąpić- a jednak takie “dziewiętnastowieczne” sformułowanie padło…

        • http://www.facebook.com/people/Paweł-Cywiński/790263085 Paweł Cywiński

          Janku,
          1. W pierwszym komentarzu napisałeś kraj cywilizowany, teraz piszesz naród cywilizowany. Pamiętaj, że naród nie jest równoznaczny z państwem. Nawet w kraju tak jednorodnym jak nasz.2. Jeżeli można być narodem/krajem cywilizowanym, to znaczy, że też można też nim nie być (bo jeżeli każdy kraj jest cywilizowany, to nie ma po co dodawać tego przymiotnika). Jeżeli nie jest się narodem cywilizowanym, to jest się barbażyńskim. Ewentualnie dzikim. Czyli dochodzimy do sądu wartościującego i zarazem pojęcia cywilizacji w rozumieniu dziewiętanstowiecznym.3. Cholernie ciężko jest zdefiniować cywilizację, ale ja bym oscylował mniej więcej wokół zagadnień metody życia społecznego,
          praktykowanym światopoglądem,  jednocześnie strukturą oraz
          procesem. Przy czym wszystko co nie należy do rdzenia
          strukturalnego, może być zmienne, uzupełniane itp. Jako, że
          cywilizacji jest wiele, to ich odmienność zależy od odmienności
          wiedzy o tym co jest wartością, a co jest skutecznym narzędziem
          starań o tężę wartość.
          4. Ale może się mylę – czym jest według Ciebie kraj i naród cywilizowany?PC 

    • CS

      Co do meritum się zgadzamy – wymowa tekstu jest właśnie
      taka, że bezsensowne jest bezrefleksyjne przykładanie obowiązujących dziś
      definicji i wyobrażeń do rzeczywistości przedwojennej.

      Nie wiem, czy jest w tak krótkim tekście miejsce na
      definicje. Wydawało mi się, że z tekstu jasno wynika, że piszę głównie o
      antysemityzmie na tle gospodarczym, a więc niechęci do Żydów wynikających z
      przesłanek ekonomicznych. Masz oczywiście rację, że przed wojną taki rodzaj
      antysemityzmu był psychologicznie bardziej zrozumiały niż jest dziś, gdy
      mniejszość żydowska w Polsce nie istnieje. Dlaczego jednak takiego typu
      antysemityzmu nie nazywać po imieniu także w odniesieniu do czasów przed
      Holokaustem?

      Ale w postawie Dąbrowskiej (co było dla mnie zaskoczeniem) i
      Dmowskiego (co zaskoczeniem nie było), można mówić o uprzedzeniach na tle
      rasowym. Może właściwie bardziej chodzi nie o uprzedzenia, ale o stereotypy
      dotyczące cech wrodzonych (nie nabytych przez  specyfike kulturową) Żydów – w przypadku Dmowskiego są one negatywne (bo
      zagrażają „żywiołowi polskiemu”), w przypadku Dąbrowskiej, pozytywne
      (przekonanie o wyższości intelektualnej Żydów nad Polakami).

      Co do numerus clausus:
      podobnie jak dziś, także przed wojną popieranie tego rozwiązania jest czystej
      wody antysemityzmem. Zauważmy, że sprawa dotyczyła także w 100% spolonizowanych
      rodzin pochodzenia żydowskiego. Czy gdyby dziś ktoś nie przyjąłby cię na
      studia, bo odkryłby, że twój pradziadek był Litwinem, to nie powiedziałbyś, że
      jesteś prześladowany z powodu przynależności narodowej? Czy zmieniłbyś zdanie,
      gdyby okazało się, że aż 10% społeczeństwa ma litewskie korzenie?

      Nie przyrównałem nigdzie wybijania szyb w żydowskich
      sklepach do konkurencji ekonomicznej. Nie robi tego też Dąbrowska w cytowanym
      przeze mnie fragmencie. Wracając jeszcze do numerus
      clausus – odpowiednikiem rywalizacji ekonomicznej, w szkolnictwie byłaby rywalizacja
      na wyniki w egzaminach na studia czy do gimnazjów. Odgórne ograniczanie liczby
      miejsc przeznaczonych dla jednej z nacji przypomina raczej bicie szyb.

      Nie znam dobrze przedwojennej publicystyki Giedroycia, ale
      wiem, że na łamach „Sztandaru młodych” pojawiały się zarówno teksty
      antysemickie jak i Żydów broniące. Nie wiem, czy Redaktor był w stosunku do
      Żydów uprzedzony, ale częsta w tamtych latach była pogląd – da się go zauważyć
      także u Dąbrowskiej – że trzeba ograniczać liczbę Żydów w życiu publicznym, aby
      nie prowokować antysemitów do wystąpień

      • Janekpoplawski

        No
        ale właśnie na tym polega moje zastrzeżenie, że nie napisałeś jak definiujesz
        słowo antysemityzm- co rozumiesz pod tym pojęciem i o co ci chodzi- a potem go używasz.

        Napisałeś tylko, że jest antysemitką a motywuje to kwestiami ekonomicznymi. A
        teraz piszesz, że to był antysemityzm na tle ekonomicznym. Czym innym jest
        nienawiść/niechęć/uprzedzenie na tle rasowym a czym innym rywalizacja na tle
        ekonomicznym, a zwłaszcza dobie odbudowy państwa po
        123 latach. Zestawianie tego i utożsamianie jednego z drugim jest moim zdaniem
        nieuprawnione i ahistoryczne. Nazizm w swej ideologii antysemicki bo upatrywał
        w żydach zagrożenie i nawoływał do fizycznego wyeliminowania, Dąbrowska wzywa
        tylko do budowania alternatywnych środków dystrybucji i pośrednictwa w handlu.

        Ponadto co dopiero teraz zauważyłem,
        po cytatach z Dmowskiego, piszesz o zbliżeniu Dąbrowskiej do konserwatystów.
        Czy wiążesz Dmowskiego z konserwatystami?

        • CS

          Jan, nie rozumiem, co jest dla ciebie niejasne w pojęciu antysemityzmu na tle ekonomicznym.  Konkurencyjność jest podstawową zasadą wolnego rynku. Dlaczego jednak mówiono, żeby na pierwszym miejscu konkurować z Żydami? Bo byli, “obcy”, obcy rasowo – postulat konkurencji ekonomicznej z Żydami wynikał właśnie z niechęci do danej rasy!
          Co do antysemityzmu nazistów: wchodzisz na niebezpieczne tereny – Dmowski też dostrzegał w Żydach zagrożenie dla “żywiołu polskiego, o czym obaj pisaliśmy. Od nazistów różnił się rzeczywiście tym, że nie nawoływał do fizycznej eksterminacji.
          Piszesz o konieczności “budowania kadr” i masz oczywiście rację. Nie wiem jednak, dlaczego “polskich kadr” nie miały tworzyć także osoby pochodzenia żydowskiego. Może dlatego, że żydowscy lekarze byli zazwyczaj słabiej wykwalifikowani niż “polscy”? Nie, dlatego, że należeli do innej rasy… Nie dostrzegasz w tym antysemityzmu?
          Wątpisz, czy Uniwersytet mógł sprawdzić pochodzenie dziadków kandydata. Pewnie nie miał wglądu w metryki, ale czasy były takie, że powszechnie wiadomo było o pochodzeniu konkretnych rodzin (na studia szedł znikomy procent obywateli). Dąbrowska miała na przykład zwyczaj zapisywać słowo “jew” w nawiasie, gdy pisała w dzienniku o kimś pochodzenia żydowskiego.
          Na koniec, przyznaję się do błędu – Dmowskiego nie można zaliczyć do konserwatystów, a raczej do wspomnianej przez Dąbrowską frakcji “domorosłych rasistów”.

      • Janekpoplawski

        Dmowski podziwiał Niemców i uważał ich za kulturę wyższą, która z łatwością zdominuje kulturę niższą Słowian Polaków (ten akurat stopniował) w przytoczonym fragmencie akurat zestawia żydów z Niemcami, nie wiem czy koniecznie miał na myśli coś negatywnego.

        Co do numerus clausus- czym innym jest rozsiadanie po kątach żydów i bicie na korytarzach- bo to w procederze było bulwersujące, ale dotyczyło radykalizowania się młodzieży przed wojną- co było powszechne w Europie.
        A czym innym jest wprowadzenie limitów na studiach. Przypomnę jedynie proste fakty, że państwo polskie musiało budować swoje własne kadry, swój własny jak to mówimy “kapitał intelektualny”. Państwo Polskie od samego odrodzenia znajdowało się w zagrożeniu między młotem i kowadłem.
        Kiedy równocześnie powstała Palestyna, gdzie ideologia syjonizmu, kazała żydom przenosić się do Ziemi Świętej, emigrować.
        Nie pamiętam jak dokładnie wyglądała procedura przyjmowania na studiach ale technicznie Uniwersytet nie miały możliwości sprawdzania dziadków i pradziadków. Nie rozumiem po co demonizujesz?
        Zestawianie tego w kontekście holocaustu i wrzucanie do jednego worka jest również ahistoryczne i absurdalne

        • Janmencwel

          Janku,nie wiem dokładnie co w twoim ujęciu oznacza pojęcie “ahistoryczności”,ale moim zdaniem sposób,w jaki go używasz,prowadzi do  relatywizowania pewnych zjawisk i rozpływania ich w “specyfice tamtych czasów”.To,że w “tamtych czasach” było większe przyzwolenie na antysemityzm lub że to pojęcie nie istniało albo znaczyło coś innego niż dziś, nie znaczy, że nie możemy z dzisiejszego punktu widzenia analizować i oceniać tych zjawisk. I fakt,że mamy dziś za sobą takie wydarzenia jak Holokaust,nie znaczy,że nie możemy przez ich pryzmat oceniać również tego, co je poprzedzało – wręcz przeciwnie,to,że Holokaust się wydarzył,daje nam właśnie prawo do spojrzenia w ostrzejszym świetle na pewne zjawiska poprzedzających go czasów. Inaczej po co w ogóle pisać o historii,jeśli nie po to, by coś nam dała dziś – tu i teraz?
          Inna sprawa,że w twoich komentarzach dokonujesz pewnej manipulacji faktami historycznymi. Jako uzasadnienie numerus clausus podajesz fakt, że “państwo polskie musiało budować swoje własne kadry, swój własny jak to mówimy “kapitał intelektualny”. Czy sądzisz, że tak rozumiany interes narodowy to wystarczajacy powód, by uznać numerus clausus za usprawiedliwiony moralnie? 

        • Carolinegross

           Sam fakt , ze piszesz Zyd mala litera a Niemiec  duza wskazuje na Twoj poziom itelektualny , a reszta na  moralny  i absurdalny……