dwutygodnik internetowy
14.04.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Snowpiercer: Arka przyszłości

Problem tylko w tym, że jest to kolejny film pokazujący system totalitarny w doskonale znany wszystkim sposób. Fabuła jest schematyczna i przede wszystkim przewidywalna.

Dawno już w naszych kinach nie było filmu związanego z postapokalipsą. Jako wielki miłośnik tego typu motywów miałem spore nadzieje względem produkcji w reżyserii Joon-ho Bonga – „Snowpiercer: Arka przyszłości”. Nadzieje, które zostały spełnione tylko połowicznie.

 
Punkt wyjścia jest bardzo ciekawy. Oto walcząca z globalnym ociepleniem ludzkość doprowadziła do tego, że nasza planeta pokryła się śniegiem, w całości zamieniając się w Antarktydę. Jedyne osoby, które ocalały podróżują od tej pory pociągiem objeżdżającym wzdłuż i wszerz Ziemię. Sytuacja oczywiście nie może być idealna – skrótowo rzecz ujmując, im dalej od czoła maszyny, tym warunki życiowe gorsze.
 
Kolejne wagony są więc odzwierciedleniem typowego, również w dzisiejszych czasach, podziału społeczeństwa na biednych i bogatych. Ci drudzy rzecz jasna w ogóle nie interesują się tym, co dzieje się gdzie indziej – ich jedynym zajęciem jest oddawanie się rozrywce i pławienie się w luksusie. Naturalnym jest więc, że głównym bohaterem będzie osoba z końca pociągu, która chce zmienić obowiązujące zasady. Film Joon-ho Bonga jest więc w założeniu przykrym komentarzem na temat tego, że ludzie się zawsze postępują tak samo, nawet w obliczu zagłady ujawniają głównie złe cechy charakteru.
 
Problem tylko w tym, że jest to kolejny film pokazujący system totalitarny w doskonale znany wszystkim sposób. Fabuła jest schematyczna i przede wszystkim przewidywalna. Mało kto nie domyśli się większości zwrotów akcji. „Snowpiercer: Arka przyszłości” jest też pełen walki i, mam wrażenie, niekiedy zbyt już brutalny – nie zawsze jest to dobrze umotywowane. Nierówna jest też warstwa wizualna. Z jednej strony niektóre efekty specjalne (zwłaszcza te związane ze śniegiem) rażą swoją sztucznością i kiczowatością. Z drugiej zaś ciężko nie zwrócić uwagi na bardzo dobre zdjęcia – to dzięki nim kontrast między kolejnymi wagonami robi spore wrażenie.
 
Jest tu też sporo surrealizmu, który jednak znów czasem działa na korzyść, a czasem wręcz przeciwnie. Sceny takie jak przerwa w bijatyce na śmierć i życie z powodu wspólnego świętowania Sylwestra, czy lekcja w szkole, w trakcie której nauczycielka wkłada do głów dzieci bełkot pozwalający trwać systemowi są świetne. Niestety jednak atmosfera surrealizmu nieco za bardzo udzieliła się Tildzie Swinton, której rola jest przeszarżowana i zbyt karykaturalna. Aktorsko na szczęście bronią się wychodzący ze stroju Kapitana Ameryka Chris Evans, John Hurt i Ed Harris.
 
Przy wszystkich swoich mankamentach „Snowpiercer: Arka przyszłości” ma bardzo dobre tempo i generalnie ciężko jest mówić o nudzie. Filmem kultowym produkcja ta na pewno nie będzie, a i do bardzo dobrego poziomu jej daleko. Osobiście jestem raczej rozczarowany, ale wpływ na to mogą mieć moje spore oczekiwania względem filmu postapokaliptycznego.
 
Zwiastun filmu można obejrzeć tu