dwutygodnik internetowy
20.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Śmieciowe umowy, śmieciowe rozwiązania

Premier Tusk rzekomo troszczy się o „poczucia godności” pracowników. Jednak proponowane zmiany w prawie pracy nie rozwiążą problemów umów śmieciowych. Zamiast długofalowej polityki społecznej mamy do czynienia z kolejnym pomysłem rządu na podreperowanie budżetu.

ilustr. Kuba Mazurkiewicz

“Musimy zacząć odpowiadać na to symboliczne pytanie: “Jak żyć” – powiedział premier RP Donald Tusk. I dodał, że „rok 2014 musi być początkiem końca “śmieciówek”, bo „to praca odarta z godności i poczucia bezpieczeństwa na przyszłość.” Tak, te słowa naprawdę padły z ust premiera kilka dni temu na konferencji zapowiadającej najważniejsze plany rządu na ten rok.
 
Mimo to w świat poszła wieść, że rząd zamierza „ozusować” umowy śmieciowe. Co ciekawe, sądząc po lekturze dotychczasowych komentarzy, pomysł ten wywołuje sprzeciw nie tylko wśród „obrońców wolnego rynku”, ale również wśród osób, które dostrzegają problem nadużywania umów cywilnoprawnych przez polskich pracodawców.
 
Według wiarygodnej analizy portalu Forsal w Polsce już kilka lat temu (2011 r.) przynajmniej co dziesiąty pracownik był zatrudniony na umowę zlecenie lub umowę o dzieło. Mamy więc półtoramilionową, rosnącą rzeszę osób pracujących, których nie chroni prawo pracy – nie przysługują im tak podstawowe zdobycze cywilizacji, jak prawo do pensji minimalnej, płatnych urlopów, dni wolnych od pracy, zwolnienia lekarskiego i urlopów macierzyńskich, czy nawet prawo do ubezpieczenia zdrowotnego i tego, by pracując, automatycznie odkładać na emeryturę.
 
Czy słowa premiera można brać za dobrą monetę – co i na ile ma szanse się w tej sprawie zmienić? Warto nieco uporządkować wiedzę, ponieważ krąży na ten temat wiele mitów.
 
Obecny stan rzeczy
 
1. „Ozusowanie”, czyli wprowadzenie obowiązkowych składek zdrowotnych i emerytalnych przy umowach o dzieło, nie jest rozwiązaniem problemu umów śmieciowych. Choć soby zatrudnione na „ozusowanych” umowach o dzieło zyskają ubezpieczenie zdrowotne, a ich pieniądze zaczną trafiać do ZUS-u (czyli zaczną, teoretycznie, odkładać na emeryturę), nadal nie będą miały żadnej pewności zatrudnienia, ich urlopy i czas pracy nie będą uregulowane, nie zyskają prawa do urlopów płatnych czy do okresu wypowiedzenia. Nie otrzymają żadnych przywilejów wynikających z prawa pracy. „Problem umów śmieciowych” nie jest wyłącznie problemem składek, ale „śmieciowego” zatrudnienia – czyli takiego, w którym nie ma możliwości zrzeszania się w związkach zawodowych, a podstawowe przywileje pracowników, jak – o zgrozo! – płatne urlopy i nadgodziny, mogą być co najwyżej załatwiane „na gębę”. Oskładkowanie umów nie zwiększy „poczucia godności” pracowników, o który rzekomo tak troszczy się premier Tusk. Zwiększy one wprawdzie wpływy do budżetu państwa, ale wiele podstawowych problemów pozostanie nierozwiązanych. Rząd troszczy się o los obywateli by podreperować budżet – nie ma jednak mowy o żadnej długofalowej polityce społecznej, ani o zwiększaniu odpowiedzialności po stronie państwa.
 
2. Powyższa krytyka pomysłu „ozusowania śmieciówek” ma sens jedynie prewencyjny, ponieważ w rządowych propozycjach zmian nie ma mowy o objęciu dodatkowymi składkami umów „śmieciowych”. Drobne korekty objąć mają jedynie umowy zlecenie (które i tak już są oskładkowane, choć nie w takim wymiarze jak umowy o pracę) i jedynie sytuacji, w której pracodawcy kombinują, jak tu zapłacić najniższą składkę, podpisując na raz kilka umów i odprowadzając składki od tej na najniższą kwotę. Prawda jest też taka, że ani Premier, ani nikt z jego otoczenia nie użył wprost formuły „oskładkowania umów śmieciowych”. Mowa jest o ich ograniczeniu, ale jak do niego doprowadzić, tego na razie nie wiemy.
 
3. Nie wszystkie pomysły zmian są jedynie kosmetyczne. Swoją propozycję poradzenia sobie z „sytuacją na rynku pracy” wysunął Adam Szejnfeld z PO. Przedstawiony przez niego „pakiet startowy” ma wprowadzać duże ulgi dla osób zaczynających działalność gospodarczą – m.in. całkowite zniesienie składek ubezpieczeniowych przez pierwsze pół roku. W praktyce znaczy to, że zamiast podpisywać „umowy śmieciowe”, pracodawcy będą masowo proponować nowym pracownikom rzekomo opłacalne dla obydwu stron samozatrudnienie. Ten proceder już jest powszechnie stosowany, nie tylko w stosunku do nowych pracowników. Nie tak dawno znajoma opowiadała mi, że w jej firmie wszystkie 40 osób przeszło nagle na samozatrudnienie, a pracodawca chwali się na lewo i prawo, że w ten sposób „wspiera przedsiębiorczość”. Pomysł posła Szejnfelda spowoduje, że takie patologiczne sytuacje będą miały miejsce znacznie częściej.
 

Ilust.: Kuba Mazurkiewicz

Perspektywy zmian
 
Łącząc niejasne rządowe zapowiedzi „likwidacji śmieciówek” oraz propozycje „pakietu startowego”, można nabrać podejrzeń, że zmiany idą w stronę fikcyjnego „wzrostu przedsiębiorczości”. Nie trzeba tłumaczyć, że w takim przypadku sytuacja pracownika jest wprawdzie nieco lepsza niż na umowie o dzieło (bo w ramach składek ma ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne), ale nadal ma mowy choćby o płatnym urlopie czy o okresie wypowiedzenia, a więc o jakiejkolwiek stabilności zatrudnienia – z usług takiego „partnerskiego przedsiębiorstwa” można zrezygnować z dnia na dzień bez żadnych konsekwencji.
 
Promowanie zatrudnienia na umowę o pracę ma głęboki sens, jestem jednak pełen dystansu do częstego na lewicy języka mówiącego o pracodawcach – „wyzyskiwaczach”, których należałoby „nadzorować i karać”. Niestety, po raz kolejny okazuje się, że myślenie w kategoriach walki klas oddala lewicę od rozwiązania problemów osób, których jakość życia jest obniżona przez niską jakość zatrudnienia. Lewica ze swoim zamiłowaniem do rozwiązującego wszystkie problemy „socjalu” wciąż nie nauczyła się, że system polegający na narzucaniu regulacji i straszeniu karami oraz antagonizowaniu grup społecznych jest szkodliwy społecznie (ach, ci źli przedsiębiorcy!) i najczęściej znacznie mniej skuteczny, niż przemyślany system zachęt. A tych właśnie potrzeba polskim pracodawcom, szczególnie drobnym, by zaczęli wreszcie masowo zatrudniać na umowy o pracę.
 
Dobrym lewicowym pomysłem mogłoby być zwolnienie pracodawcy z opłacania znacznej części składek, jeśli zatrudni nowego pracownika na jego pierwszą w życiu umowę o pracę np. przez pierwszy rok zatrudnienia. Premiowało by to zatrudnianie świeżych absolwentów na normalnych umowach. W takiej sytuacji dla pracodawcy samozatrudnienie będzie nadal bardziej korzystne, ale pracownik, wiedząc, że dostępna jest opcja umowy o pracę zwolnionej od składek, może się jej od pracodawcy domagać, bowiem wie, że ten nic na niej nie traci. Dziś osoby przyjmowane do pracy są często stawiane przed wyborem – albo umowa o pracę i niska pensja („bo składki takie wysokie”), albo własna działalność i znacznie więcej pieniędzy „na rękę”. Opisane powyżej zmiany unieważniły by dawanie wyboru między złym a jeszcze gorszym.
 
Pozorne rozwiązanie problemu
 
Choć wypada zgodzić się ze słowami premiera, że praca na umowie-zlecenie czy umowie śmieciowej to „praca odarta z godności i poczucia bezpieczeństwa na przyszłość”, to nie dajmy się nabrać, że zaproponowane z początkiem roku zmiany rozwiązują którykolwiek z tych problemów. Wzrost liczby osób samozatrudnionych będzie ładnie wyglądał w statystykach – usłyszymy o tym, że w Polsce rosną nam „nowi przedsiębiorcy” i że znikają „umowy śmieciowe” (bo pewnie rzeczywiście ich liczba, kosztem samozatrudnionych, ma szansę spaść). Dlatego bardzo ważne jest, by już teraz przypominać rządzącym, że problem z sytuacją pracowników w Polsce to w rzeczywistości nie tyle problem „umów śmieciowych”, ile śmieciowego, niepewnego i obniżającego jakość życia zatrudnienia, którego nie rozwiąże ani „ozusowanie” umów o dzieło, ani tworzenie ułatwień dla osób samozatrudnionych.
 
Poczucie bezpieczeństwa i godności pracy przekłada się zaś bezpośrednio na jakość życia. Czytelnictwo, uczestnictwo w kulturze, aktywność społeczna – wszystkie te sfery cierpią, gdy pracownicy są wykorzystywani lub gdy po prostu dają się wykorzystywać, bo nie chroni ich prawo , nie mogą zrzeszać się w związkach zawodowych mogących występować w ich interesie albo zwyczajnie nie mają na nic czasu. Cierpią też tak poważne sprawy, jak demografia. Półtoramilionowej rzeszy zatrudnionych na umowach śmieciowych zeszłoroczne wydłużenie urlopu macierzyńskiego do roku nie zrobiło żadnej różnicy – urlop ten wcale im przecież nie przysługuje! Gdyby ci wszyscy zmartwieni naszym nieczytającym, niedziałającym społecznie i nierozmnażającym się społeczeństwem socjologowie zaczęli wreszcie widzieć związek między sferami ich największej troski a problemem „umów śmieciowych”, na pewno byłoby nam łatwiej przybliżyć się do odpowiedzi „na symboliczne pytanie „jak żyć”?”. Póki co proponuję pod koniec 2014 roku w prosty sposób zmierzyć to, na ile przybliżyliśmy się do odpowiedzi na nieśmiertelne pytanie premiera: w liczbie nowo zawartych umów o pracę, najlepiej na czas nieokreślony. Bo tylko one zapewniają, że praca rzeczywiście nie jest „odarta z godności i poczucia bezpieczeństwa na przyszłość”.
 

  • STOPZUS

    Żeby
    realnie ocenić problem wpierw trzeba ustalić ile osób pracuje na
    umowach i czy faktycznie dla większości z nich t forma zatrudnienia to
    jakiś straszny wyzysk.
    Zaledwie 700 tys. osób pracuje na elastycznych formach zatrudnienia wobec 16,2 mln osób zatrudnionych.
    W
    tej liczba zdecydowana większość to studenci, uczniowie , osoby
    wykonujące wolne zawody oraz emeryci i renciści dorabiający do swoich
    skromnych świadczeń.
    Zlikwidowanie
    pogardliwie nazywanych przez związkowców (niestety nie tylko przez
    nich) umów śmieciowych oznacza w wielu przypadkach likwidację
    “śmieciowych ” miejsc pracy. Szkoda tych biednych ludzi. Dla wielu z
    nich to było jedyne źródło utrzymania. Wielu studentów opłacało studia, a
    teraz będą musieli je przerwać. Ktoś miał potwornie niską emeryturę i
    ta praca pozwalała mu godnie przeżyć bez potrzeby zbierania puszek na
    śmietnikach.
    Politycy
    i presja związkowców sprawi, że ci ludzie zostaną potraktowani jak
    śmieci i wylądują na bezrobociu bez środków do życia. Taki sposób na
    rozwiązanie problemu bezrobocia i biedy mają politycy i związkowcy
    .
    Ludzie zatrudnieni na takich umowach to najczęściej słabo wykształceni
    oraz mało konkurencyjni z różnych względów pracownicy (np. mniej sprawni
    manualnie dla których jedyną alternatywą jest bezrobocie. Praca
    wykonywana przez tych ludzi z reguły nie wymaga żadnych kalifikacji
    wykształcenia czy też doświadczenia zawodowego .
    Według najnowszych danych przedstawionych w raporcie Ministerstwa Gospodarki (http://www.mg.gov.pl/files/upload/8438/MSP.2.2013.pdf)
    zaledwie połowa mikro- i małych firm miała w pierwszej połowie tego roku zysk.
    Słabą kondycję drobnych przedsiębiorstw potwierdzają też dane GUS .
    Według
    nich przychody osób pracujących na własny rachunek (od 2007 roku)
    wzrosły o 13 proc .Inflacja w tym czasie wyniosła 18 % .To oznacza, że
    realne zarobki rodzin przedsiębiorców skurczyły się o 5 proc.
    W
    tym kontekście nawet niewielkie podwyżki kosztów pracy doprowadzą do
    plajty wielu drobnych przedsiębiorców i utraty pracy przez pracowników.
    Po podwyżce składki rentowej oraz ciągłych podwyżkach składek ZUS będzie
    to kolejny cios ,który dotkliwie uderzy w sektor MSP. Efekt łatwo
    przewidzieć wzrośnie bieda i bezrobocie.
    Na
    sam koniec warto wspomnieć o tym jak sami przedsiębiorcy mają zamiar
    poradzić sobie jeśli zostaną wprowadzone zmainy odnośnie zatrudniania na
    umowy Według badań ZPP bardzo wielu drobnych przedsiębiorców będzie
    przyjmować do pracy osoby ,które założą własną działalność gospodarczą .
    Jednym słowem przedsiębiorcy sobie poradzą pytanie tylko czy poradzą
    sobie najbiedniejsi?

    • ppp

      Nie próbuj jakichkolwiek argumentów – to nie działa. Jeżeli tylko naruszysz ich uczucia i wyobrażenia, zostaniesz zaatakowany. Tego efektem właśnie jest cały spór o te “śmieciówki”, które są po prostu innymi formami zatrudnienia. Oczywiście ich przeciwicy nie zagłębiają się w ich genezę, czy skutki, ale działają w oparciu o własne wyobrażenia, zapominając, że ktoś za ten “socjal” musi zapłacić. Poza taka praca to też praca i należy się szacunek ludziom ją wykonującym, co nie znaczy, że mają zarabiać średnią krajową, choć tylko sprzątają korytarz.

    • Jan Mencwel

      Drogi autorze komentarza, żeby realnie ocenić problem, proponuję lekturę tego opracowania portalu Forsal: http://forsal.pl/artykuly/699684,umowy_smieciowe_w_polsce_umowy_cywilnoprawne_coraz_bardziej_powszechne.html. Na nim opierałem się pisząc mój tekst. Wynika z niego, że ok. 1.5 mln osób, a więc co dziesiąty pracownik, był zatrudniony na umowie cywilnoprawnej w roku 2011, a tendencja była zdecydowanie rosnąca. Skala problemu jest więc znacznie większa niż Pisze autor komentarza powyżej. Ciekaw jestem też, skąd wniosek, że “zdecydowana większość” wśród tych osób to studenci i uczniowie itd. Chętnie poznam dane które by to potwierdzały. Pozdrawiam. JM

  • Ignacy

    Janku:

    1. wrzucasz wszystkie umowy tzw śmieciowe do jednego worka i jeszcze odbierasz im godność. To wielkie nadużycie, raz dlatego, że nie słyszałem, żeby o godności pracy decydowały związane z nią “przywileje” (wtedy np praca dobrowolna czy bezpłatna byłaby “odarta z godności”), a dwa, bo wiele osób, wśród tego 1,5 mln jest na pewno zadowolona ze swoich warunków pracy – taka umowa daje im swobodę i więcej pieniędzy “na rękę”. Nie czują więc, że ich umowa jest śmieciowa, ani że praca jest odarta z godności – takie wątki przewijały się też w debacie publicznej jakiś czas temu. Z innej jeszcze strony – badania NBP pokazują, że praca na umowach cywilnoprawnych zwiększa późniejsze szanse zatrudnienia.

    2. Pytanie czy lepsza jest taka praca czy żadna nie jest bezzasadne, prawdopodobnie wiele sposobów ograniczenia korzystania z elastycznych form zatrudnienia spowoduje spadek zatrudnienia (zgadza się z tym nawet Joanna Erbel, która jednak przechodzi nad tym do porządku dziennego – wywiad w ostatnim newsweeku). Być może Twój pomysł umowy o pracę bez składek w pewnym stopniu niweluje ten problem (bo nie generuje kosztów dla pracodawcy, jednak rodzi inne problemy – taki pracownik będzie albo nieubezpieczony (a więc praca cześciowo pozbawiona godności?) albo będą musiały wzrosnąć podatki w innych miejscach – bo dziura w ZUS, którą rząd na różne sposoby usiłuje pokryć, nie jest wyssana z palca.

    3. zwróć też uwagę, że problem z tzw “umowami śmieciowymi” – tam, gdzie jest to problem – wynika z różnic między kosztami i obowiązkami pracodawcy przy różnych formach zatrudnienia. Koszt pracy jest tylko jednym z elementów – innym są prawa do zwolnień, urlopów, odpraw itd itp. Ciekawym pomysłem na rozwiązanie tego problemu (tzw. dualności rynku pracy) jest wprowadzenie “single contract” – czyli jednolitej umowy o pracę. W takim rozwiązaniu pracownik stopniowo nabywa przywileje, wraz ze stażem pracy – nie ma jednego momencu, w którym opłaca się pracownika zwolnić i zastąpić go innym (tak jak np. teraz przy przejściu na umowę na czas nieokreślnony). To rozwiązanie było proponowane przy okazji dyskusji o reformie rynku pracy w Hiszpanii, Włoszech czy Portugalii, ale być może nadałoby się też do Polski (tu kolejna uwaga – nie włączyłeś do swojego zestawienia umów niegodnych umów na czas określony).

    4. Polecam Ci lekturę raportów NBP poświęconych rynkowi pracy, gdzie problem elastycznych form zatrudnienia często jest umawiany (np. tu:http://nbp.pl/publikacje/rynek_pracy/rynek_pracy_03_2013.pdf#page=14). Pokazana jest skala zjawiska a także w skrócie zalety i wady takich rozwiązań.Pełny zestaw raportów jest tu: http://nbp.pl/home.aspx?f=/publikacje/rynek_pracy/rynek_pracy.html

    Ignacy Ś.

    • JM

      Ignacy,
      Dzięki za uwagi. Odnośnie problemu “godności pracy” to oczywiście, nie mówię tu o sytuacjach osób wykonujących tzw. wolne zawody, ale o tych, którzy pracując na umowie o dzieło czy zleceniu, w rzeczywistości pozostają w normalnym stosunku pracy z pracodawcą. Według mnie nie jest to problem “godności”, choć to słowo też jest tu istotne (pracownik stawiany w sytuacji bez wyjścia, zmuszony do przymykania oko na ewidentne obchodzenie prawa), ale także o jakość życia, która odbija się na wielu sferach funkcjonowania nie tylko jednostek, ale także i całego społeczeństwa – także na tych mających bezpośrednie przełożenie na ekonomię, jak np. spadająca krzywa demograficzna. Moim zdaniem ignorowanie problemu tego, że wiele osób w Polsce nie może liczyć na “przywileje” (to słowo ma negatywne konotacje dlatego pisze je w cudzysłowie), czyli tak naprawdę podstawowe prawa pracowników jak urlopy czy pewne świadczenie, jest poważnym problemem dzisiejszej Polski który politycy zdają się ignorować. Co do punktu 2), czyli tego, że wiele osób może stracić pracę, to przedstawiona przeze mnie propozycja raczej do tego nie prowadzi. A argument o tym, że skądś trzeba wziąć pieniądze na ich ZUS, nie do końca do mnie trafia, bo na tej samej zasadzie skądś trzeba wziąc pięniadze na ulgi dla nowych przedsiębiorców – wszystko jest kwestią priorytetów, jakie sobie obierzemy. Wg mnie w tym momencie znacznie bardziej palącym problemem jest stworzenie korzystnego klimatu dla zatrudniania na umowy o pracę, najlepiej na czas nieokreślony.
      Co do rozwiązania o którym piszesz, to wygląda ono bardzo ciekawie i oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że system nabywania uprawnień na umowie o prace jest niezbyt dobrze skonstruowany w Polsce i wymaga przedyskutowania, ale najpierw zacznijmy w ogóle mówić o dowartościowaniu tej formy zatrudnienia, bo, jak napisałem, tylko ona zapewnia takie “przywileje”, które decydują o jakości życia, której niepewna “śmieciowa” praca nie powinna obniżać. Pozdr.J

    • ziomal

      ludzie nie potrzebują pracy tylko środków do utrzymania, kapitalizm wprowadził nową formę zniewolenia, jaką jest przymus ekonomiczny, system który nastąpi po kapitalizmie wprowadzi jeszcze inną formę zniewolenia. tzw etyka pracy i powiązanie pracy z moralnością to jest wymysł XVII-XVIII wiecznych merkantylistów, którzy w ten sposób legitymizowali wyzysk pełniąc funkcję dzisiejszych “ekspertów ekonomicznych”, którzy twierdzą, że kierunek jest słuszny, ale powinien być jeszcze słuszniejszy.

  • malgot

    Efekt oskładkowania będzie odwrotny – stracą pracę ci, którzy faktycznie z tego mieli pieniądze, a dostaną ją ci, od których składek nie trzeba będzie płacić. Brawo rządzie. Moja firma 2 lata utrzymuje się w UK, spółka z przedstawicielstwem w Polsce, prawie 16 tysięcy rocznych oszczędności. I to się opłaca. A Polska? Niestety upadamy na dno…

  • Pingback: Rok 2014 w ilustracjach „Kontaktu” | Magazyn Kontakt()