dwutygodnik internetowy
12.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Skrawki jej myśli. Dzienniki Susan Sontag.

Zachłanność, zadyszka, skrawek jako skojarzenia przychodzą na myśl, gdy próbuje się podsumować ten dziennik. To zapiski osoby, która cierpi na chroniczne pospieszne łaknienie – wiedzy, przeżyć, wyjaśnień i wrażeń.

Zachłanność, zadyszka, skrawek – takie skojarzenia przychodzą na myśl, gdy próbuje się podsumować ten dziennik. Susan Sontag po trzydziestce zapisuje swoje dni jakby w ciągłym poczuciu umykającego czasu. Toteż z kartek drugiego tomu dziennika autorki Miłośnika wulkanów wyłania się obraz osoby, która cierpi na chroniczne pospieszne łaknienie – wiedzy, przeżyć, wyjaśnień i wrażeń.
 
Sontag traktuje swój dziennik jak swoistą pamięć podręczną: hybrydę notatnika, psychoanalityka i pamiętnika. Zamiast wspomnień dań z poprzedniej kolacji dostajemy zatem spisy najlepszych książek i filmów, które autorka Przeciw interpretacji obejrzała lub przeczytała (a które doskonale obrazują skalę jej łapczywości), błyskotliwe i mniej błyskotliwe uwagi oraz przemyślenia na temat kultury szeroko pojętej, a także fragmenty rozmów zapisane „by nie zapomnieć”, czy też notatki o lekturach i do lektur. Wiele z tych przemyśleń i uwag autorki zaskakuje swoją aktualnością. Jak chociażby te, dotyczące pojęcia „literatury kobiecej”, statusu kobiety w społeczeństwie, kondycji kultury, tudzież związków piękna i moralności.
 
W dzienniku Sontag nie ma zbyt wielu zdań złożonych – może poza passusami, w których rozważa swoje związki emocjonalne z matką. Na tle pozostałych zapisków są to zaskakująco jednolite i obfite fragmenty. Być może za bardzo psychoanalizujące i szczegółowe, ale również dosyć bezkompromisowe w samoocenie ich autorki, momentami wręcz bezwzględne.
 
Czytając wpisy z lat sześćdziesiątych można odnieść wrażenie, że trzydziestoletnia Sontag miała bardziej wysublimowany intelekt, aniżeli rozwiniętą emocjonalną dojrzałość. Jej rozważania o szeroko pojętej kulturze są daleko ciekawsze niż dywagacje na temat jej relacji romantycznych. Przy czym jednak wydaje się, że w tym momencie życia ucieka Sontag w pisanie przede wszystkim wtedy, gdy “serce boli”. Kiedy jednak połowie lat siedemdziesiątych dowiaduje się, że ma raka piersi, jej zapiski stają się bardziej skąpe – oczyszczone z lekko egotycznych rozważań, skupione na tworzeniu, kulturze i ludziach, którzy ją otaczają. Nawet jeżeli wprost nie jest to wypowiedziane (zapisane), choroba znacząco przewartościowała świat autorki Zestawu do śmierci. Zapiski w połowie lat siedemdziesiątych stają się esencją pracowitego dnia. Najbardziej intrygujące w dzienniku Sontag są momenty, w których czytelnik ma szansę przyjrzeć się niemal kompletnemu procesowi powstawania jej najbardziej znanych tekstów, od momentu krystalizacji pomysłu do wydania książki czy eseju. Interesujące są także jej zapiski fragmentów rozmów z Brodskim, uwagi na temat warsztatu pracy Grotowskiego, czy też analizy zjawisk bądź wydarzeń pochłaniających ją intelektualnie w danym momencie, jak podróże do Chin czy Wietnamu.
 
David Rieff, redaktor dzienników swojej matki, okroił nieco ich zawartość, pozbawiając nas głównie licznych enumeracji w stylu „najważniejsze filmy francuskie” etc, ale także z pewnych fragmentów opiniujących znane postaci epoki. W efekcie Czytelnik może momentami wątpić, czy obcuje z „całą Sontag”, czy jej zapiski nie zostały w pewnie sposób ocenzurowane. (Rekompensatą są natomiast dopowiedzenia „cenzora” – nieocenione, gdyż czasami trudno zorientować się w czasie i przestrzeni tych notatek). Jednak dokładnie w tych momentach kiedy pisze, gdy odwzorowuje swoje myśli na papierze, w danym stanie ciała, ducha i umysłu, Susan Sontag wymyka się wszelkim regulacyjnym zamysłom. Jednak , przewrotnie , każdy dziennik zawsze ma cenzora. Znaczy… autora.
 
Susan Sontag. Jak świadomość związana jest z ciałem. Dzienniki tom 2. 1964 – 1980. Karakter 2013. przeł. Dariusz Żukowski. 592 strony.