dwutygodnik internetowy
21.05.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Sierp, młot, krzyż

Rosnące tendencje autorytarne i eskalująca przemoc skrajnej prawicy powodują, że znów potrzeba nam polityki wyciągniętej ręki i gotowości stworzenia szerokiego antyfaszystowskiego i antyrasistowskiego frontu między lewicą i chrześcijanami.

ilustr.: Julia Chibowska

ilustr.: Julia Chibowska

Dialog marksistów i chrześcijan nie jest łatwy. Według oficjalnych dokumentów Kościoła marksizm (czasem wraz z całym socjalizmem) jawi się przede wszystkim jako błędna doktryna antropologiczna, oparta na materializmie i ateizmie. Efektem jej niesłuszności ma być ,,pogarda dla osoby ludzkiej”  i oddanie ,,pierwszeństwa zasadzie siły” („Centesimus Annus”) czy też ,,negacja osoby ludzkiej, jej wolności i praw” („Instrukcja o niektórych aspektach «teologii wyzwolenia»”). Co więcej, dokumenty te opisują marksizm jako organiczną całość, której każdy element niesie ze sobą ideologiczne zagrożenie.

Nie oznacza to jednak, że poglądy Marksa nie oddziaływały na katolicką naukę społeczną. Relacja ta przypomina pod pewnymi względami wpływ reformacji na katolicyzm: konieczność obrony przed marksizmem i jego krytyki wymusiła na Kościele Katolickim zbliżenie do niego stanowiska w pewnych punktach. Bez Marksa – a przede wszystkim bez silnego ruchu socjalistycznego i komunistycznego – katolicka nauka społeczna wyglądałaby z pewnością inaczej. Encyklika „Rerum Novarum” pojawiła się właśnie jako wymuszona reakcja na rosnący w znaczenie ruch robotniczy, który uczynił z kwestii nierówności społecznych centralne zagadnienie epoki. Od tego czasu, odżegnując się od socjalizmu, papieże piętnują zarazem nieskrępowaną konkurencję i ekonomiczne polaryzowanie się społeczeństwa, przejmując pewne elementy  – choć nigdy konsekwencje – Marksowskiej krytyki kapitalizmu.

Wyciągnięta ręka

Mimo tego zachowawczego stosunku Magisterium Kościoła dialog marksistowsko-chrześcijański istniał i przeżywał nawet okresy szczególnego rozkwitu. Za jeden z nich niewątpliwie uznać należy lata międzywojenne, kiedy propozycja współpracy oficjalnie padła ze strony komunistycznej. W 1936 roku Maurice Thorez, sekretarz generalny francuskiej Partii Komunistycznej, sformułował tak zwaną politykę wyciągniętej ręki, która stała się oficjalną linią partii wobec katolicyzmu. Apel Thoreza o współdziałanie dotyczył przede wszystkim solidarnego przeciwstawienia się faszyzmowi i działań na rzecz poprawy sytuacji najuboższych. Ze strony katolickiej z podobną ideą wystąpił Emanuel Mounier, postulując współpracę między chrześcijanami a marksistami w obronie humanistycznych wartości i w imię zagrożonego pokoju.

Jedną z najbardziej radykalnych syntez chrześcijaństwa i marksizmu zawierał wydawany w latach 1935–1939 miesięcznik „Terre Nouvelle”. Czasopismo to współtworzyli zarówno katolicy, jak i protestanci, a każdy numer zawierał antykapitalistyczny manifest, którego każda część rozpoczynała się od słów „ponieważ jesteśmy chrześcijanami”. Autorzy „Terre Nouvelle” stanowczo potępiali system kapitalistyczny, związany z nim militaryzm, przede wszystkim zaś – podporządkowanie Kościołów kapitałowi, opowiadając się za rewolucyjnym przekształceniem stosunków własności. Ich niesamowita synteza rewolucyjnego entuzjazmu – logo czasopisma łączyło krzyż z sierpem i młotem – ze zniuansowaną próbą znalezienia drogi łączącej realne zaangażowanie religijne i stosunkowo ortodoksyjny marksizm do dziś stanowi interesujące źródło dla chrześcijańskiej lewicy (zwłaszcza radykalnej).

Choć tak daleko idące syntezy nie były częste (zwłaszcza wśród katolików), nie były one też zupełnie odosobnione. Nieco wcześniejszy projekt religijnego socjalizmu Paula Tillicha, choć mniej deklaratywny w kwestii swojej zależności od Marksa, w istocie uznać można za religijną reinterpretację marksizmu, będącą jednocześnie krytyką jego deterministycznego odczytania. Tillich podzielał Marksowską krytykę kapitalizmu, eksponował temat podmiotu zbiorowego, utożsamianego z proletariatem, akceptował też w zasadzie prymat ekonomii i walkę klas (podobnie jak autorzy „Terre Nouvelle”, zasięg działania tych kategorii ograniczając jednak do systemu kapitalistycznego i nie łącząc z tezami o charakterze antropologicznym). Co warto podkreślić, wskazane projekty mają odmienne zabarwienie: o ile „Terre Nouvelle” stanowi przede wszystkim program praktycznego sojuszu politycznego (w którym marksizm był narzędziem analizy ekonomicznej, chrześcijaństwo zaś miało nadać duchową głębię i właściwy kierunek), to koncepcja Tillicha sytuuje się w nurcie bliższym mesjanizmowi.

Chrześcijański potencjał emancypacji

Kolejny okres rozkwitu relacji między marksizmem a chrześcijaństwem przypada na lata 60. Powodów jest z pewnością kilka. Z jednej strony, są to przemiany w obrębie samego marksizmu i jego rozwinięć. W 1968 roku Ernst Bloch wydaje „Atheismus in Christentum”, w którym chrześcijaństwo opisywane jest jako historyczna forma antycypacji nowego, lepszego świata, forma będąca nie tylko fałszywym pocieszeniem, jak u młodego Marksa, ale posiadająca swój emancypacyjny potencjał. Podobne poglądy znajdujemy też chociażby w twórczości Maxa Horkheimera; choć pierwsze wypowiedzi w tym duchu pochodzą z lat 30., zostały one w pełni rozwinięte właśnie w latach 60. Ruch w stronę myśli postsekularnej zaczyna się w obrębie filozofii marksistowskiej i neomarksistowskiej. Zmienia on oblicze samej myśli krytycznej, współgrając z zanikaniem tendencji do scjentyzmu i redukcjonizmu, nieobcych marksistowskiej ortodoksji.

Ocieplenie relacji wypływa też z przemian w samym Kościele: II Soboru Watykańskiego i rozwinięcia teologii dialogu i współpracy z niewierzącymi (w tym encykliki „Pacem in terris”). Na fali tego ruchu duchowego powstaje koncepcja J. Moltmanna (jego sztandarowe dzieło, „Teologia nadziei”, zostało opublikowane w 1964 roku), nieco później zaś – teologia polityczna J. B. Metza, projekty, na które duży wpływ miał zarówno sam Marks, jak i wspominany już Bloch. Duże znaczenie miała tu także działalność Paulus-Gesellschaft, organizacji założonej w latach 50. przez katolickiego księdza Ericha Kellnera. Była ona inicjatorem szeregu konferencji i spotkań z udziałem marksistów, w tym między innymi Blocha czy Adama Schaffa. Wreszcie zaś wspomnieć należy o dialogu chrześcijańsko-marksistowskim we Włoszech, gdzie relacje te uległy przemianie dużo wcześniej, a katolicy należeli niejednokrotnie do Partii Komunistycznej, a przede wszystkim o stosunkowo najlepiej znanym przykładzie związków między marksizmem i katolicyzmem, czyli teologii wyzwolenia.

W obronie godności

To historyczne wyliczenie wydaje się potrzebne, mamy bowiem w Polsce do czynienia z niezwykle jednostronnym obrazem relacji pomiędzy chrześcijaństwem i radykalną lewicą, ujmując rzecz łagodnie. Choć dialog, o którym mowa, nie jest łatwy, synteza zaś wydaje się jeszcze trudniejsza, to może ona stanowić projekt udany i wolny od tropionych przez Magisterium błędów antropologicznych, o czym świadczą koncepcje najważniejszych teologów wyzwolenia, powoli torujące sobie drogę do papieskiego nauczania.

Przypomnienie historii tego dialogu nabiera też niestety coraz bardziej aktualnego znaczenia. Rosnące tendencje autorytarne i eskalująca przemoc skrajnej prawicy powodują, że znów potrzeba nam – zresztą po obu stronach – polityki wyciągniętej ręki i gotowości stworzenia szerokiego antyfaszystowskiego i antyrasistowskiego frontu między lewicą i chrześcijanami. Jako chrześcijanie powinniśmy wiedzieć, że tej wyciągniętej do współdziałania ręki – nie tylko ze strony garstki lewicowych katolików, ale każdej osoby, dla której uniwersalistyczny i radykalnie ponadnarodowy charakter Dobrej Nowiny coś znaczy – potrzeba, żeby nie zamienić Boga pustym wyrazem, służącym do prześladowania tych, w których Pan kazał nam widzieć samego Siebie.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

„Krzyk ziemi, krzyk ubogich”. Po co nam dziś teologia wyzwolenia?

Błogosławieni ubodzy. Teologia w służbie wyzwolenia

Katolik może być człowiekiem lewicy

  • Grzegorz Jurkowski

    Monia. Ciekawy artykuł. Potrzebujemy redefinicji lewicowości na użytek współczesnego postindustrialnego Świata. Może trzeba szukać nowej inspiracji w takich hybrydowych doświadczeniach i relacjach? Na pytanie klasyka ” co robić?” też pewnie przyjdzie poszukać nowej odpowiedzi.

  • Kamil Karzyński

    Chciałbym się odnieść do fragmentu: “Rosnące tendencje autorytarne i eskalująca przemoc skrajnej prawicy powodują, że znów potrzeba nam – zresztą po obu stronach – polityki wyciągniętej ręki i gotowości stworzenia szerokiego antyfaszystowskiego i
    antyrasistowskiego frontu między lewicą i chrześcijanami.”
    Nie mogę się z tak sformułowanym zdaniem niestety zgodzić. Gdyby brzmiało ono w
    następujący sposób: „Rosnące tendencje autorytarne i eskalująca przemoc skrajnej prawicy powodują, że znów potrzeba nam – zresztą po obu stronach – polityki wyciągniętej ręki i gotowości stworzenia szerokiego antyfaszystowskiego, antykomunistycznego i
    antyrasistowskiego frontu między lewicą, prawicą i chrześcijanami.”
    Wtedy takie holistyczne ujęcie problemu uzyska moją aprobatę.