dwutygodnik internetowy
11.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Sąsiedzkie dźwięki

„Sąsiedzkie dźwięki” są filmem dość specyficznym. Podejrzewam, że wielu osobom nie przypadną do gustu i je po prostu znudzą. I chociaż nie jest to wielkie dzieło, ani pozycja obowiązkowa, to jednak, moim zdaniem, warto obejrzeć, warto przemyśleć.

Brazylijski dramat (choć określenie thriller też nie będzie dalekie od prawdy) klimatem nieco przypomina „Ukryte” Michaela Hanekego. Na pierwszy rzut oka długi film, w którym nic się nie dzieje. Jednak to tylko pozory.

 

Reżyser, Kleber Mandonca Filho, pokazuje tu, jak wygląda codzienne, zwyczajne życie mieszkańców jednej z bogatych dzielnic brazylijskiego miasta. I oto pewnego dnia do tego azylu (poza jednym, wszystkie domy na ulicy są ogrodzone, monitorowane, etc.) przybywa grupa ochroniarzy, którzy chcą pomóc w zapewnieniu jeszcze większego bezpieczeństwa. Ale czy na pewno?

 

Jakie tak naprawdę są cele tych nad wyraz uprzejmych, lecz jednak wzbudzających niepokój osobników? Czemu wybrali akurat tę ulicę do patrolowania? I po co na samym początku projekcji możemy obejrzeć czarno-białe zdjęcia rolników? Wszystko oczywiście wyjaśni się na końcu, którego zdradzić nie mogę.

 

Mogę za to omówić inne aspekty filmu. Kamera wędruje po kolejnych mieszkaniach, pokazując, czym żyją ich lokatorzy – walką z psem sąsiadów, budową nowego związku – a wszystko to tak naprawdę po to, by zapewnić sobie jak najwięcej wygody i spokoju.

 

Jednak, co ważne, scenom tym, z pozoru banalnym, niemal od początku towarzyszy nieznośne napięcie. Człowiek czuje duszną atmosferę, czuje, że za chwilę może wydarzyć się tu coś złego. Bardziej intuicyjnie, podskórnie, niż na podstawie analizy tego, co ogląda.

 

I tak samo, jak w dziele Hanekego, są tu dwa główne tematy – krytyka społeczeństwa oraz to, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Mamy tu do czynienia z kilkoma scenami symbolami. Przykładem może być palaczka marihuany, która wypuszcza dym do rury od odkurzacza, co wygląda trochę jakby maszyna wysysała z niej duszę, co świadczy o tym, że mieszkańcy tych domów zatracili się w luksusie, coraz droższych i większych maszynach (patrz: bójka wywołana porównaniem rozmiarów zakupionych telewizorów). Tym bardziej, że w rzeczywistości bohaterowie nie robią nic konkretnego, snują się, niby coś czasem czytają, ale i tak wszystko sprowadza się do tępej rozrywki, najczęściej przed telewizorem.

 

Warto też zobaczyć, w jaki sposób odnoszą się oni do ludzi stojących od nich niżej w hierarchii. Potrafią ich poniżyć, traktują w zasadzie jak przedmioty, których, gdy są za stare, można się pozbyć i zastąpić nowymi. Nieprzypadkowo jest tu też tyle ujęć widoku z wysokich pięter białych budynków, w których mieszkają bogacze. Gdy tylko spojrzy się w dół, od razu widać, jak wielkie panuje tu rozwarstwienie społeczne i w jakich warunkach mieszkają inni.

 

„Sąsiedzkie dźwięki” są filmem dość specyficznym. Podejrzewam, że wielu osobom nie przypadną do gustu i je po prostu znudzą. I chociaż nie jest to wielkie dzieło, ani pozycja obowiązkowa, to jednak, moim zdaniem, warto obejrzeć, warto przemyśleć.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.