dwutygodnik internetowy
09.09.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Subko: Polityki integracyjnej nie mogą prowadzić tylko NGO-sy!

Dziś to organizacje pozarządowe szukają mieszkań dla cudzoziemców, prowadzą kursy językowe, bezpłatne poradnictwo prawne, poradnictwo psychologiczne, aktywizują migrantów w społecznościach lokalnych. Część z tych zadań powinna być obowiązkiem samorządów, zaś opracowanie całościowej polityki integracyjnej jest rolą państwa.

dane: Feliks Tuszko infografika: Agnieszka Kucińska

dane: Feliks Tuszko
infografika: Agnieszka Kucińska

OLA SENN: Zacznijmy od prostego, ale też porządkującego pytania – kto i z jakich powodów migruje do Polski?

JOANNA SUBKO: Przyglądając się powodom, dla jakich cudzoziemcy przyjeżdżają do Polski, można wyróżnić dwa typy migracji. Pierwsza grupa to migranci dobrowolni, czyli osoby, które przyjeżdżają, by studiować, pracować albo po prostu żyć z obywatelem lub obywatelką Polski.

A drugi typ?

To migranci przymusowi, którzy przyjeżdżają do Polski w poszukiwaniu ochrony przed prześladowaniami, które zagrażają ich bezpieczeństwu, a w niektórych przypadkach nawet życiu. Prześladowani są ze względu na religię, narodowość, poglądy polityczne lub przynależność do określonej grupy społecznej. Taką grupą społeczną mogą być na przykład osoby nieheteronormatywne w kraju, w którym stosunki homoseksualne są penalizowane. Parę lat temu w Polsce z takiego powodu przyznano status uchodźcy obywatelowi Maroka.

Z jakich krajów najczęściej pochodzą osoby ubiegające się o ochronę?

Od 20 lat nieprzerwanie największą grupę w tej kategorii stanowią Czeczeni. Oprócz nich o ochronę ubiegają się też Ukraińcy oraz obywatele Tadżykistanu, Armenii, Białorusi czy Gruzji.

A jeśli chodzi o migrantów zarobkowych?

Tutaj prym wiodą Ukraińcy. Według danych Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców w Polsce obecnie przebywa ponad 200 tysięcy Ukrainek i Ukraińców na pobytach długoterminowych. Do tego należy doliczyć cudzoziemców przebywających w Polsce na wizach. Niektóre szacunki wskazują, że w Polsce może mieszkać nawet milion obywateli Ukrainy. Według danych EUROSTATU Polska jest krajem, który wydaje najwięcej zezwoleń pobytowych cudzoziemcom wśród wszystkich państw unijnych, w szczególności właśnie obywatelom Ukrainy. Dane te dotyczą migrantów dobrowolnych. Natomiast w przypadku migrantów przymusowych trend jest odwrotny. W 2015 roku w Polsce o ochronę ubiegało się powyżej 12 000 cudzoziemców, w 2016 roku liczba ta była podobna, ale w 2017 roku wnioski złożyło 5078 cudzoziemców, a w 2018 roku już tylko około 4 tysiące osób.

Czyli trzy razy mniej – skąd ta zmiana?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale z informacji przekazywanych przez samych cudzoziemców wynika, że wpływ na ten spadek może mieć sytuacja na przejściu granicznym w Terespolu. Badamy ten temat w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich od lat. Od 2016 roku wpływają do nas skargi, z których wynika, że pomimo deklarowanych przez cudzoziemców powodów ubiegania się o ochronę międzynarodową, nie są oni dopuszczani do składania wniosków o status uchodźcy. Natomiast zgodnie z prawem każdy, kto stanie na przejściu granicznym i zadeklaruje chęć ubiegania się o ochronę w Polsce, musi zostać wpuszczony.

Czyli działania w Terespolu mogą być niezgodne z prawem?

Funkcjonariusze Straży Granicznej obowiązani są do przyjęcia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej, a za jego merytoryczne rozpatrzenie odpowiada Szef Urządu ds. Cudzoziemcówów. Dlatego jako przedstawiciele RPO przeprowadziliśmy na przejściu kolejowym w Terespolu dwie niezapowiedziane wizytacje: w roku 2016 i 2018. O Terespolu można by mówić godzinami, ale uogólniając: głównym problemem jest to, że prowadzone przez funkcjonariuszy Straży Granicznej z cudzoziemcami rozmowy, których celem jest ustalenie powodu przyjazdu migrantów do Polski, czyli najważniejszy moment całej procedury, nie są w żaden sposób protokołowane. Rozmowy są dokumentowane wyłącznie w formie lakonicznej notatki, której treść całkowicie zależy od funkcjonariusza. Obecnie obowiązujące prawo i praktyka postępowania Straży Granicznej nie zapewnia cudzoziemcom realnego dostępu do ubiegania się w Polsce o ochronę.

Co można zrobić w takiej sytuacji?

Proponowaliśmy Ministrowi Spraw Wewnętrznych, by te rozmowy były protokołowane i prowadzone zgodnie z formularzem, w którym pada pytanie, czy cudzoziemiec chce się ubiegać w Polsce o status uchodźcy. Niestety Minister poinformował Rzecznika, że nie planuje żadnej zmiany praktyki.

Co dzieje się z osobami, którym mimo tego udało się przejść przez granicę?

Kiedy ich wniosek zostaje przyjęty przez funkcjonariuszy SG, kierowani są do ośrodka recepcyjnego, a potem do ośrodków dla cudzoziemców, w których oczekują na przyznanie ochrony międzynarodowej. Aktualnie mamy w Polsce dwanaście takich ośrodków. Oprócz tego istnieje ryzyko, że niektóre osoby, również rodziny z dziećmi, mogą trafić do ośrodków detencyjnych – czyli ośrodków zamkniętych, w których panuje więzienny rygor. W Polsce jest 6 takich ośrodków. Trafiają do nich na przykład osoby, w stosunku do których istnieje prawdopodobieństwo ucieczki albo nielegalnie przekroczyły granicę, albo też takie, których tożsamość pozostaje nierozpoznana.

Czy ośrodki recepcyjne są otwarte?

Są otwarte, ale warto podkreślić, że ośrodki dla cudzoziemców znajdują się w wielu przypadkach na obrzeżach miast. To trochę obrazuje stosunek Polski do cudzoziemców – na dzień dobry wyrzucamy osoby poszukujące ochrony poza społeczność przyjmującą. Na przykład ośrodek w Dębaku mieści się na terenie Lasu Młochowskiego. Żeby do niego dotrzeć ze stacji WKD w Otrębusach, trzeba iść około czterdzieści minut wzdłuż drogi szybkiego ruchu, a później środkiem lasu.

Jak długo cudzoziemcy przebywają w takich ośrodkach?

Zgodnie z prawem decyzja w każdej sprawie powinna zostać wydana w ciągu sześciu miesięcy. Zazwyczaj jednak ten czas się znacznie wydłuża i według badań NIK-u na decyzję czeka się średnio czternaście miesięcy. Jeśli po pół roku decyzja wciąż nie zapadła, cudzoziemcy mogą wystąpić do UdSC o zgodę na podjęcie pracy. Dopiero po pół roku!

Warto zauważyć, że osobom przebywającym w ośrodkach niewiele się oferuje. Szczególnie, jeśli chodzi o dorosłych cudzoziemców, to nie podejmuje się w stosunku do nich żadnych działań preintegracyjnych, czyli niestety nie wykorzystuje się tego czasu, żeby wdrażać ich w język czy polską kulturę. Nie prowadzi się też żadnych szkoleń zawodowych, które mogłyby pomóc im wejść na rynek pracy.

Jak wygląda sytuacja osób, którym w końcu przyznano ochronę międzynarodową?

Takich osób w Polsce nie jest wiele – w 2018 roku było ich tylko 406. Cudzoziemiec, któremu przyznaje się ochronę może skorzystać z rocznego Indywidualnego Programu Integracyjnego, którego celem jest wsparcie migrantów w procesie integracji. Jednak nie wiadomo, jak w polskim prawie definiuje się taką integrację. Program ambitnie zakłada, że przez ten rok cudzoziemiec ma nauczyć się języka oraz ma usamodzielnić się społecznie i ekonomicznie. Program powinien być dopasowany do cudzoziemca i wspólnie tworzony z pracownikiem socjalnym. Cudzoziemcy w ramach IPI otrzymują pomoc finansową w wysokości od 446 zł do 1175 zł, za którą muszą opłacić koszty życia, w tym mieszkanie, oraz kurs języka polskiego.

Brzmi nie najgorzej.

Same cele IPI są dobre, ale eksperci podkreślają że, żeby sensownie i skutecznie przeprowadzić ścieżkę integracji, takie programy powinny trwać 2-3 lata. Program Integracyjny powinien być też faktycznie indywidualny, dostosowany do potrzeb konkretnego cudzoziemca czy cudzoziemki i na bieżąco ewaluowany.

Jak w tym wszystkim przebiega integracja dzieci migrantów?

Dzieci realizują obowiązek szkolny, więc chodzą do szkół i zazwyczaj szybko się integrują. W ich przypadku bardzo dużo zależy od dyrekcji i nauczycieli. Dzieci migranckie i dzieci uchodźcze to szczególne wyzwanie dla kadry nauczycielskiej. Zwłaszcza te drugie wymagają wrażliwości ze strony nauczycieli i umiejętnego poprowadzenia procesu edukacji i równocześnie integracji. Oczywiście pojawiają się różnice kulturowe i zdarzają się tarcia – jak między wszystkimi dziećmi, dlatego dobrze jest odpowiednio reagować, szczególnie, jeśli pojawiają się problemy na płaszczyźnie kulturowej.

Co to oznacza „odpowiednio reagować”?

Jest kilka sposobów. Szkoły mogą skorzystać z pomocy asystenta kulturowego – osoby znającej język i kulturę kraju pochodzenia uczniów – która pomoże nauczycielom w procesie edukacji dzieci migranckich. Ważne jest też wprowadzanie edukacji wielokulturowej. Ucząc o mniejszościach można zapraszać przedstawicieli konkretnych grup. Radykalne postawy wobec migrantów i uchodźców zazwyczaj pojawiają się tam, gdzie migrantów i uchodźców nie ma. Dlatego im wcześniej polskie dzieci zetkną się z przedstawicielami grup mniejszościowej, którzy opowiedzą im swoją historię, tym większe prawdopodobieństwo, że w przyszłości będą bardziej otwarte na innych.

Najważniejsza jest edukacja antydyskryminacyjna?

Banalne, ale tak. Bez odpowiedniej edukacji nie zmienią się społeczne postawy wobec osób należących do mniejszości narodowych czy etnicznych, ale też na przykład seksualnych. W Polsce żyją przedstawiciele takich grup i ważne jest to, żeby poznać ich kulturę, zrozumieć, jak funkcjonują. Warto korzystać z takich rozwiązań jak żywa biblioteka, organizować warsztaty o kryzysie migracyjnym, mowie nienawiści, w ogóle o tematach, które wydają się obecnie palące. Tylko w ten sposób dzieci, ale także rodzice i nauczyciele, mogą się dowiedzieć czym jest różnorodność, i że może ona być źródłem dobra i wymiany kulturowej, a nie – jak jest często przedstawiania w debacie publicznej – wyłącznie zagrożeniem.

Czy dzieci migrantów mogą liczyć na jakiekolwiek wsparcie poza szkołą?

Zajmują się tym organizacje pozarządowe i grupy nieformalne, które organizują między innymi korepetycje dla dzieci. Wiem, że taki projekt prowadziła chociażby fundacja Chlebem i Solą. Takie działania pozwalają na dwustronną integrację – korepetytorów i dzieciaków.

Doprecyzujmy jedną rzecz – jaką rolę w polityce integracyjnej odgrywają organizacje pozarządowe?

Bardzo istotną, wręcz zbyt dużą, zwłaszcza, że obecnie są niedofinansowane, a przez to zmuszone są ograniczyć swoją pomoc. Opracowanie polityki integracyjnej powinno być zadaniem państwa. To kompleksowy temat, za który odpowiedzialny jest szereg podmiotów między innymi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Szef Urzędu ds. Cudzoziemców.

Wróćmy do migrantów na rynku pracy. Powiedziałaś na początku, że do Polski przyjeżdża coraz więcej migrantów zarobkowych, szczególnie z Ukrainy.

Tak, polska gospodarka się rozwija, a nasz rynek pracy potrzebuje migrantów zarobkowych. Niestety wydaje mi się, że polskie realia prawne i codzienna praktyka nie ułatwiają im podejmowania pracy. Żeby cudzoziemiec legalnie przebywał i pracował w Polsce musi uzyskać zezwolenie na pobyt i pracę. Teoretycznie takie zezwolenie powinien uzyskać po dwóch miesiącach, w praktyce można na nie czekać nawet dwa lata. Polska nie jest gotowa na przyjęcie i obsłużenie migrantów dobrowolnych, mówi o tym ostatni raport NIK-u. Nie wynika to ze złej woli urzędników, tylko z ogromnej ilości spraw, które mają do rozpatrzenia i braku dofinansowania urzędów. Jak wynika z korespondencji RPO z jednym z urzędów wojewódzkich – jeden urzędnik może prowadzić równocześnie około 1400 spraw legalizacyjnych. Oczekujący na zezwolenie cudzoziemiec żyje w zawieszeniu, nie może legalnie podjąć pracy, a musi ponosić koszty życia w Polsce. Dodatkowo cudzoziemcy uzyskują zezwolenie na pobyt i pracę u konkretnego pracodawcy. Jeżeli okaże się, że pracodawca jest nieuczciwy, cudzoziemiec nie może po prostu zrezygnować i zacząć od razu nowej pracy. W takiej sytuacji musi wystąpić o nowe zezwolenie, co może oznaczać kolejne miesiące oczekiwania.

Obecny system bardzo uzależnia pracownika od pracodawcy.

Tak. I czasem prowadzi do różnych patologii i wykorzystania pracowników. Państwo powinno przeciwdziałać wyzyskowi i niewolniczej pracy cudzoziemców. Niestety, brakuje organu, który skutecznie chroniłby prawa pracowników migranckich.

Wbrew temu, co często mówi się w debacie publicznej, sytuacja pracowników cudzoziemskich nie jest tożsama z sytuacją pracowników polskich. Oczywiście wykorzystywanie wszystkich pracowników jest karygodne, ale cudzoziemcom w sytuacji, w której pracują nielegalnie, grozi dodatkowo cofnięcie zezwolenia na pobyt, deportacja do kraju pochodzenia i często zakaz ponownego wjazdu do Polski. Pracownik cudzoziemski często nawet nie wie, że może być zatrudniony nielegalnie i dowiaduje się o tym na przykład w momencie, w którym trafia do szpitala i okazuje się, że nie jest ubezpieczony.

W Polsce nie ma spójnej polityki zarządzania migracjami, dlatego logiczne mogłoby się wydawać, że głównymi aktorami odpowiedzialnymi za politykę integracyjną powinny być miasta, w których osiedlają się migranci.

Zdecydowanie tak, ale mówienie o polityce migracyjnej na poziomie samorządowym jest problematyczne, ponieważ zgodnie z obecnymi przepisami za jej tworzenie odpowiada Państwo, nie poszczególne samorządy. Moim zdaniem to błąd, ponieważ to samorządy mają rozpoznane potrzeby społeczności lokalnej, przez co łatwiej byłoby im włączać mniejszościową społeczność w lokalną tkankę.

Jak miasta radzą sobie z systemowym brakiem wsparcia dotyczącym samorządowych działań na rzecz integracji?

Niektóre samorządy starają się działać na własną rękę. Dobrym przykładem może być Gdańsk, w którym działa Rada Imigrantów i Imigrantek przy Prezydencie Miasta Gdańska. To dobre rozwiązanie, włączające w tworzenie polityki integracyjnej przedstawicieli grup mniejszościowych. W Warszawie też możemy zaobserwować próby wprowadzania polityki integracyjnej. Miasto przeznacza rocznie 5 mieszkań dla uchodźców, którzy ukończyli Indywidualny Program Integracyjny. Jest to o tyle ważne, że jednym z głównych problemów uchodźców jest bezdachowość. Bardzo często nie stać ich na wynajęcie mieszkania, czy nawet pokoju, a przez to nie mogą zabezpieczyć swoich podstawowych potrzeb i ruszyć dalej – na przykład podjąć pracy. Miasta rozpisują konkursy dla organizacji pozarządowych, które potem świadczą pomoc psychologiczną, prawną i integracyjną dla migrantów. Niektóre organizacje, na przykład Stowarzyszenie Interwencji Prawnej albo Strefa WolnoSłowa prowadzą działania skierowane na różne grupy wykluczane, takie jak osoby starsze i migranci. Organizują różne wspólne aktywności, na przykład działania teatralne.

Mówisz tutaj o działaniach ważnych, ale wprowadzanych na niewielką skalę. Jakie działania Twoim zdaniem powinny podjąć samorządy, żeby mieć realny wpływ na poprawę polityki integracyjnej?

Warto, by samorządy upominały się u władzy centralnej o wyposażenie ich w takie instrumenty prawne i budżetowe, które pozwoliłyby im tworzyć politykę integracyjno-migracyjną.

Nie można oczekiwać, by całą politykę integracyjną prowadziły NGO-sy. Dziś to one szukają mieszkań dla cudzoziemców, prowadzą kursy językowe, bezpłatne poradnictwo prawne, poradnictwo psychologiczne, aktywizują cudzoziemców w społecznościach lokalnych. Migranci, którzy przyjeżdżają do nas, często potrzebują pomocy w najprostszych sytuacjach – na przykład w urzędach. W niektórych z nich działają już punkty, w których cudzoziemcy mogą załatwiać sprawy w języku innym niż polski, ale dobrze by było, gdyby prowadzenie takich punktów było prawnym obowiązkiem każdego samorządu.

Co według Ciebie stoi na przeszkodzie, żeby wprowadzić takie rozwiązania?

Możliwe, że problemem, który za tym stoi, są antyimigranckie nastroje społeczne. Być może miasta nie chcą narażać się społecznościom lokalnym. Tym ważniejsze jest nałożenie na samorządy prawnego obowiązku prowadzenia polityki integracyjnej – żeby mogły i musiały działać niezależnie od nastrojów społecznych. Przeciwdziałanie dyskryminacji i przeciwdziałanie radykalizacjom to też wspieranie bezpieczeństwa społeczności lokalnych.

Zostańmy przy antyimigranckich nastrojach. W Polsce od paru lat słyszy się o aktach przemocy wobec cudzoziemców – jak władze państwowe i samorządowe powinny sobie z nimi radzić?

Na pewno obowiązkiem każdej władzy, także samorządowej, jest otwarte i głośne potępianie wszelkich form przemocy. Od władzy musi wychodzić jasny komunikat, że nie ma zgody na akty ksenofobii i dyskryminację. Tymczasem zdarza się, że politycy wykorzystują nastroje antyimigranckie do „robienia polityki”. Przypomnijmy, że na początku 2015 roku 70% Polek i Polaków było za przyjmowaniem uchodźców, a w grudniu 2015 roku już około 60% było za nieprzyjmowaniem.

Skąd ta zmiana?

Jest to zastanawiające. W Polsce nie zmieniła się nagle struktura migracyjna. Ale w 2015 roku odbyły się wybory prezydenckie i parlamentarne, którym towarzyszyły kampanie wyborcze, w trakcie których kryzys migracyjny był wiodącym tematem. Zmieniła się również grupa, która padała ofiarą przestępstw motywowanych uprzedzeniami. Do 2015 roku najczęściej atakowani byli Romowie i Żydzi, po 2015 roku muzułmanie. W ostatnim roku wzrosła liczba ataków na Ukraińców. Największy problem stanowi język debaty publicznej, kreowanie w niej wroga – obcego.

Masz pomysł, jak miasta mogłyby temu przeciwdziałać?

Oprócz tego o czym rozmawiałyśmy wcześniej – dobrym rozwiązaniem wydaje mi się prowadzenie kampanii społecznych promujących różnorodność. Takie kampanie prowadzone były na przykład w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Irlandii. Chodziło o zmianę stereotypowego myślenia o migrantach, ukazując ich w miejscach ich pracy, w codziennym życiu.

Tymczasem niedawno powstał dość niepokojący dokument, opracowany przez MSWiA, w którym przedstawiony został pomysł władzy na prowadzenie polskiej polityki migracyjnej … Jak go oceniasz? Czy widzisz w nim zagrożenie?

Tak. Można powiedzieć, że dokument ten „wyciekł” do mediów. Nazywa się Polityka Migracyjna Polski. Nie wiemy jednak, czy jest oficjalny. Będziemy próbowali to ustalić, kierując zapytanie do Ministerstwa. Jest niepokojący ze względu na język, jakim jest napisany, ale także na rozwiązania merytoryczne, które proponuje. Skupia się szczególnie na zagrożeniach związanych z migracją. Brak w nim rozwiązań dotyczących roli samorządów, ale za to pojawiają się propozycje wzmacniania potencjału ośrodków detencyjnych, czyli zamkniętych.

Co każdy z nas, niezwiązany z żadną organizacją, może robić na co dzień, żeby poprawić sytuację migrantek i migrantów w Polsce?

Każdy może zaangażować się w organizowane przez organizacje pozarządowe albo grupy nieformalne akcje, takie jak na przykład zbiórki odzieży, wsparcie w nauce języka polskiego, pomoc w szukaniu mieszkań. Można brać w nich udział jednorazowo albo na zasadzie cyklicznego wolontariatu. Sama praca z migrantami jest bardzo rozwijająca i wpływa korzystnie na obie strony. Można też działać samemu, organizować debaty w lokalnej społeczności, reagować, na to, z czym się nie zgadzamy, poprzez petycje czy zwracać się do odpowiednich organów. Najważniejsze jest niepozostawanie obojętnym. Reagowanie na dyskryminacje, mowę nienawiści, rozbrajanie fake-newsów w rozmowach z rodziną, ze znajomymi czy w pracy – chodzi o zmianę obecnej narracji o migrantach i mniejszościach. Trzeba działać cierpliwie, nawet na małą skalę, w granicach możliwości, ale działać.

***

Joanna Subko jest prawniczką, aplikantką adwokacką, ukończyła Wydział Prawa i Administracji UW oraz Université de Poitiers (Master professionnel de Droit des affaires). Pracuje w Zespole ds. Równego Traktowania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Wcześniej zatrudniona w Stowarzyszeniu Interwencji Prawnej, gdzie udzielała porad prawnych cudzoziemcom i uchodźcom. Specjalizuje się w prawie migracyjnym i antydyskryminacyjnym. Współzałożycielka portalu uchodzcy.info.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Jak sprostać legendarnej polskiej gościnności?

Złonkiewicz: Uchodźcy żyją w ciągłym poczuciu tymczasowości