dwutygodnik internetowy
13.03.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Rzecz o szaleństwie – „Pokot” Agnieszki Holland

Wobec powszechności zabijania pozostają jedynie bezradność lub zemsta. Żadna z tych reakcji nie może być jednak traktowana jako rozwiązanie. „Pokot” to refleksja nad brakiem możliwości w świecie ogarniętym szaleństwem.

kadr z filmu

kadr z filmu

Wszyscy słyszeliśmy już chyba o niepochlebnych recenzjach najnowszego filmu Agnieszki Holland, na czele z tą Cezarego Gmyza, opisującą go jako „apoteozę ekoterroryzmu”. Z tą opinią nie zamierzam tutaj polemizować, głównie ze względu na mętność pojęcia „ekoterroryzm”. Z kolei sama reżyserka określiła „Pokot” jako anarchistyczny ekologiczno-feministyczny thriller z elementami czarnej komedii. Epitety te dość kompleksowo zakreślają problematykę filmu. Jednak dla mnie „Pokot” to przede wszystkim opowieść o szaleństwie.

Z początku historia może wydawać się czarno-białą opowieścią o syzyfowej walce dobra ze złem. Mamy główną bohaterkę Duszejko – starszą panią mieszkającą z dwoma sukami w przytulnym domku na skraju lasu – która toczy bój z myśliwymi. W pierwszej scenie filmu widzimy jej idylliczny poranek: śpiąca nad książką potargana Duszejko obudzona zostaje przez swoje psy, słońce właśnie wstaje, kobieta wychodzi na spacer, w tle spokojnie kołyszą się kłosy zboża. Wizja sielankowa, by nie powiedzieć pastoralna. Z drugiej strony mamy złowieszczo śmiejących się myśliwych zastawiających sidła poza sezonem, niestosujących się do prawa łowieckiego, poniżających kobiety, trzymających w szachu całe miasteczko – słowem tych złych, których nie sposób polubić czy choćby próbować zrozumieć.

Pytanie jednak, czy Duszejko i myśliwi to na pewno archetypy dobra i zła? Agnieszka Wiśniewska słusznie zwraca uwagę, że myśliwi nie dla wszystkich muszą uosabiać to, co najgorsze. Ot, trochę zaniedbani panowie, jakich w całej Polsce pełno. Polują – ale czy to nie hobby jak każde inne? Może i lepiej, że spędzą trochę czasu na świeżym powietrzu, zamiast siedzieć przed telewizorem? Z drugiej zaś strony Duszejko to też żadna anielica – jest raczej pocieszną starszą panią, która wierzy w horoskopy i stawia symboliczne groby upolowanym przez myśliwych zwierzętom. Kiedy próbuje interweniować w sprawie okrutnie postrzelonego i umierającego w cierpieniu dzika, krzycząc i wysypując na biurko pracownika straży miejskiej szczątki zwierzęcia, słyszy ni to rozbawiony, ni to przerażony komentarz dyżurującej: „Ale ma pani jazdę!”. Trudno się z tym nie zgodzić: „jazdę” ma Duszejko z całą pewnością.

W zasadzie wyłącznie pokazanie historii oczyma Duszejko jest w stanie sprawić, że zobaczymy relację między kobietą a myśliwymi jako czarno-białą. To właśnie szacunek, jaki Duszejko żywi do całej pozaludzkiej przyrody, sprawia, że polowania wydają jej się barbarzyństwem. Dopiero widziana jej oczyma obojętność służb wydaje się kuriozalna. To w jej perspektywie zabójcy zwierząt zasługują na karę. Jednak Duszejko nie powinna być na zdrowy rozsądek postacią, z którą łatwo przyjdzie się zidentyfikować. Większość widzów należy w końcu do tych, którzy brzydzą się krwią, ale lubią kaszankę; do tych, którzy podśmiewają się po cichu (albo i nie) ze „starych kociar”; którzy uważają użycie zaimka „ktoś” w odniesieniu do zwierzęcia za niesmaczne czy zbyt ekstremalne. Na co dzień nie jesteśmy Duszejkami. Jesteśmy tymi, dla których Duszejki są szalone.

Ukucie i używanie wyrażeń takich jak „wegenaziści” czy „ekoterroryści” w kontekście osób walczących o prawa zwierząt czy starających się chronić przyrodę (zwykle wcale niereprezentujących skrajnych postaw) jest dowodem na to, że „duszejkowość” jest postrzegana jako anormalna. Ba! Jest zamachem na zwykłych obywateli, próbą narzucenia pewnego opresyjnego wręcz systemu wartości.

„Pokot” jest próbą ukazania logiki rozmontowującej powszechnie uznawaną normalność. Duszejko nie przyjmuje tego, co jest szeroko praktykowane. Kwestionuje porządek świata, w którym zgodnie z kalendarzem łowieckim zabijanie staje się w pewnych miesiącach bezkarne. Nie godzi się na Kościół, w którym dzieci czystym chórem wesoło śpiewają „Pojedziemy na łów”, a uznawanie psów za członków rodziny jest grzechem. Patrzy na dekalog i nie widzi przy „nie zabijaj” dopisku „*dotyczy tylko ludzi”. Trzymanie stworzenia długie tygodnie w zamknięciu bez wody nie może być dla niej usprawiedliwione zdawkowym „pies to pies”. Duszejko patrzy na świat i widzi szaleństwo. Szaleństwo, które jest normą.

„Pokot” stawia pytania o cenę takiej dekonstrukcji. Duszejko, próbując dostrzec i przeciwstawiać się zastanym niesprawiedliwościom, jest wyśmiewana i lekceważona. To właśnie ona „robi z siebie wariatkę”, bo jako jedyna kwestionuje słuszność zastanego porządku. Kto jest więc szalony? Pokolenia bezmyślnie powielające przemocowe, okrutne zachowania czy jednostki próbujące z nimi walczyć?

„Pokot” jest smutną diagnozą niemożności porozumienia. Dopóki Duszejko będzie mówić o zwierzętach jako o osobach, wpadać w histerię na komisariacie i nazywać myśliwych zabójcami, dopóty nie zostanie wysłuchana. Jednocześnie w obliczu społecznie akceptowanego okrucieństwa i bezmiaru bezradności wobec niego nie da się zachować stoickiej postawy. Na tym właśnie polega dramat wszystkich Duszejków tego świata.

Jako że „Pokot” to też thriller, rozwiązanie kryminalnej zagadki mogłoby dać widzowi satysfakcję, zaspokoić pragnienie sprawiedliwości. Szczęśliwie „Pokot” nie ucieka się do takiego banalnego chwytu i do końca pozostaje historią, która pyta, a nie odpowiada. Wymierzając sprawiedliwość mordercom zwierząt, Duszejko co prawda nie zabija dla przyjemności. Zabójstwo jest jednak zabójstwem i poniekąd stawia ją w jednym szeregu z tymi, których tak nienawidziła. „Pokot” to gorzka refleksja nad brakiem rozwiązań. Próbując dochodzić sprawiedliwości w ramach funkcjonującego prawa, nie da się wskórać nic. Z kolei samosąd daje co prawda chwilowe ukojenie, ale w dalszej perspektywie sprawia jedynie, że szansa na zostanie potraktowanym poważnie zostaje bezpowrotnie utracona. Co więcej, utwierdza szaleńców w przekonaniu, że to walczący z nimi są niepoczytalni.

Każdy, komu bliska jest nie tylko problematyka zwierzęca czy ekologiczna, ale także szeroko pojęta walka z niesprawiedliwością czy z systemowym okrucieństwem, powinien potraktować najnowszy film Agnieszki Holland jako lekturę obowiązkową. Reżyserka w mistrzowski sposób, pod pozorem banalnej historii, stawia pytania o granice walki, obojętności, zła i dobra. Dotyka najgłębszych zakamarków moralności. Zmusza do konfrontacji z tym, o czym myśleć nie chcemy. To wielkie kino.