dwutygodnik internetowy
06.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Rok wielkich stawek

W ciągu kilkunastu miesięcy w Polsce i w Europie rozdzielona zostanie władza na wszystkich szczeblach. Czeka nas więcej socjaldemokracji w Unii, batalia o inwigilację elektroniczną i nowy system sądownictwa z udziałem przedstawicieli korporacji. Nadchodzący rok polityczny zapowiada się bardzo emocjonująco, a to dopiero początek.

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


W ciągu kilkunastu miesięcy w Polsce i w Europie rozdzielona zostanie władza na wszystkich szczeblach. Czeka nas więcej socjaldemokracji w Unii, batalia o inwigilację elektroniczną i nowy system sądownictwa z udziałem przedstawicieli korporacji. Nadchodzący rok polityczny zapowiada się bardzo emocjonująco, a to dopiero początek.
 
Wraz z nowym rokiem w świecie politycznym kończy się okres względnego spokoju. Po wyborach parlamentarnych z 9 października 2011 r. przez ponad dwa lata nie mieliśmy żadnych ogólnokrajowych wyborów. Dla partii politycznych to był czas na pracę merytoryczną, gromadzenie zasobów i przygotowanie kadr. Jak ten czas wykorzystano, przekonamy się już wkrótce.
 
W marcu rozpocznie się bowiem kampania do Parlamentu Europejskiego – co oznacza, że wkraczamy w dwuletni okres nieustającej kampanii wyborczej. W maju 2014 r. czekają nas wybory europejskie, jesienią 2014 r. – wybory samorządowe, po czym wiosną 2015 r. wybory prezydenckie, a jesienią 2015 r., jeśli nieoczekiwane wypadki nie spowodują ich przyspieszenia, wybory parlamentarne. W ciągu kilkunastu miesięcy rozdzielona zostanie władza na wszystkich szczeblach, potwierdzi się – lub zmieni – pozycja poszczególnych sił na scenie politycznej. Będzie wiele okazji do widowiskowej rywalizacji między partiami.
 
Widowisko może być ciekawe, ale z punktu widzenia establishmentu rok 2014 będzie tylko przygrywką do naprawdę ważnych wyborów zaplanowanych na rok 2015. To w wyborach prezydenckich i parlamentarnych stawką będzie splendor władzy i większa część jej realnych instrumentów. Nikt chyba nie spodziewa się, że Platforma powtórzy w eurowyborach swój wynik sprzed pięciu lat, wciąż jednak pozostaje kilka niewiadomych. Kto zdobędzie pierwsze miejsce – PiS, jednak PO, a może SLD? Jak wypadnie rywalizacja między SLD a listą Palikota? I czy Twój Ruch tudzież Europa Plus w ogóle zdobędzie mandaty? A może czeka nas desant którejś z pozaparlamentarnych partii z lewej bądź prawej – Polski Razem, Ruchu Narodowego albo Zielonych? W przypadku wyborów samorządowych najbardziej spektakularna będzie oczywiście bitwa o Warszawę. Czy Platformie uda się utrzymać władzę w stolicy? Czy będzie musiała się nią z kimś podzielić? A może w ogóle ją straci? Partyjni analitycy będą z kolei bacznie śledzić wyniki głosowania do sejmików. Wyniki wyborów europejskich i samorządowych dostarczą partiom wiedzy potrzebnej, aby rozpoznać terem, przegrupować siły i ustalić strategię na kolejny wyborczy rok.
 
Takie pytania, rozpalające wyobraźnię politycznych wyjadaczy i zawodowych komentatorów, niekoniecznie muszą być najbardziej interesujące dla zwykłych obywatelek i obywateli. Jednak także także dla nich polityczny rok 2014 może okazać się równie ważny, a nawet ważniejszy niż 2015. Polityka to przecież nie tylko gra o władzę, lecz przede wszystkim kształtowanie ram wspólnego życia. Z tego punktu widzenia rozpoczynający się rok będzie czasem zmagań o ważne, choć nie zawsze spektakularne stawki. W polityce europejskiej szczególnie istotne będą trzy kwestie.
 
Rozporządzenie o ochronie danych osobowych.
Prace nad nowym unijnym rozporządzeniem, mającym zastąpić dyrektywę o ochronie danych z 1995 r. i przystosować prawo do epoki masowego użycia internetu, mediów społecznościowych czy bankowości elektronicznej, są już dość zaawansowane. Sprawozdawca odpowiedzialny za rozporządzenie, zielony europoseł Jan Philipp Albrecht, przekonywał podczas wrześniowego spotkania w Warszawie, że możliwe jest przyjęcie rozporządzenia jeszcze w tej kadencji Parlamentu. Pozostały więc realnie cztery miesiące. Tymczasem Rada (czyli rządy państw członkowskich) wyraźnie wstrzymuje proces legislacyjny, zapewne licząc na to, że w przyszłej kadencji Parlament nie będzie naciskał na szczególnie ambitne regulacje.
 
Dlaczego to jest ważne? Dane osobowe gromadzone są przez administrację publiczną i podmioty komercyjne. Mogą służyć „profilowaniu” konsumentów, kontrolowaniu pracowników czy zarządzaniu populacją. W epoce mediów społecznościowych w sieci dostępnych jest mnóstwo danych na nasz temat, i dane te nie zawsze są, delikatnie mówiąc, wykorzystywane w naszym interesie.
 
W Europie obowiązują wyższe standardy ochrony danych niż w USA, co niekoniecznie musi podobać się europejskim firmom, dla których oznacza to wyższe koszty i mniejsze możliwości komercyjnego wykorzystania posiadanych informacji. Ochrona danych osobowych wiąże się z blisko z kwestią inwigilacji – jeśli uda się zbudować polityczną większość na rzecz ochrony danych, to będzie sygnał, że jest szansa na korzystne rozwiązania także w innych sprawach związanych z prawem do prywatności.
 
O tym, czy rozporządzenie zostanie przyjęte w tej kadencji, przekonamy się już pod koniec kwietnia. O tym, czy w nowej kadencji będą szanse na progresywne rozwiązania, możemy zadecydować w maju.
 
Socjaldemokratyczna korekta polityki „zaciskania pasa”
Wszystko wskazuje na to, że po majowych wyborach europejską politykę zaciskania pasa czeka socjaldemokratyczna korekta. Oznacza to, że zasadniczy kierunek narzucanych przez Trojkę (Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy) reform zostanie utrzymany, ale podjęte zostaną pewne kroki w celu złagodzenia jego społecznych kosztów. Celem pozostanie spłata długu i zrównoważenie budżetów przez dotknięte kryzysem zadłużenia kraje poprzez zwiększanie ich „konkurencyjności”. Czego więc można rozsądnie oczekiwać? Na pewno spowolnienia tempa narzucanych cięć, zgody na częściowe równoważenie ich programami mającymi stymulować wzrost gospodarczy oraz ściślejszej regulacji sektora finansowego.
 
Za tym, że taka korekta istotnie będzie miała miejsce, przemawiają dwa czynniki. Po pierwsze fakt, że po wrześniowych wyborach do Bundestagu w Niemczech powstała „wielka koalicja” chadeków i socjaldemokratów, Berlin zaś wciąż dyktuje podstawowe kierunki europejskiej polityce. Po drugie wielka koalicja będzie prawdopodobnie również jedyną stabilną większością w przyszłej kadencji Parlamentu.
 
Wprawdzie porozumienie chadeków i socjaldemokratów nadaje ton unijnej polityce już od dekady (od wyborów w 2004 r.), jednak w tym czasie obie strony miały możliwość budowania alternatywnej większości: centroprawicowej (chadecy z konserwatystami i liberałami) lub centrolewicowej (socjaldemokraci z Zielonymi, radykalną lewicą i liberałami). W tym układzie chadecy i socjaldemokraci nie byli skazani na współpracę, a rola języczka u wagi przypadała liberałom. Tymczasem według wstępnych prognoz think tanku Notre Europe wskutek wzmocnienia szeregów posłów z partii eurosceptycznych w przyszłym Parlamencie może nie być możliwe ani zbudowanie większości centrolewicowej, ani centroprawicowej.
 
Spodziewana korekta polityki „zaciskania pasa” będzie oznaczała spowolnienie tempa destrukcji europejskiego modelu społecznego, ale nie zmianę zasadniczą. W interesie obywatelek i obywateli Unii Europejskiej leży nadanie unijnej polityce zupełnie nowego kierunku. Jego współrzędne wskazuje m.in. sieć Troika Watch: znacząca redukcja długu publicznego i prywatnego (gospodarstw domowych) w krajach dotkniętych kryzysem zadłużenia, odbudowa usług publicznych i inwestycje w sprostanie wielkim wyzwaniom naszych czasów, takich jak zmiany klimatu czy ubóstwo energetyczne. W podobną stronę idą zgłaszane przez Zielonych propozycje Zielonego Nowego Ładu, a ostatnio – ekologicznej reindustrializacji Europy. Idee takie będą miały w unijnej polityce większą nośność, jeśli obok wielkiej koalicji będzie również możliwość budowania większości centrolewicowej. Wszystko w rękach wyborców.
 
TTIP
Te cztery litery przedstawiają główny powód, dla którego majowe wybory do Parlamenty Europejskiego są ważne dla nas wszystkich. Większości ludzi zapewne nic nie mówią – co dowodzi, w jak nieprzejrzysty sposób powstaje prawo, które już wkrótce może radykalnie zmienić reguły gry w polityce Unii i państw członkowskich. TTIP to skrót od Trans-Atlantic Trade and Investment Partnership, negocjowanego właśnie dwustronnego porozumienia handlowego między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi.
 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


Warto podkreślić, że takie dwustronne porozumienia o „wolnym handlu” zaczęły zyskiwać popularność w związku z impasem światowych negocjacji handlowych, zaś impas ten spowodowany jest niechęcią państw rozwiniętych do uwzględniania potrzeb krajów rozwijających się. Dwustronne porozumienia handlowe oznaczają więc próbę ominięcia interesów globalnego Południa i narzucenia im standardów (bezpośrednio lub pośrednio) standardów korzystnych dla klubu bogatych.
 
To jednak nie jest główny powód, dla którego TTIP budzi kontrowersje. Otóż porozumienia tego typu zawierają standardowo regulacje dotyczące arbitrażu. W przypadku, gdy polityka państwa będącego stroną umowy (w naszym imieniu negocjuje ją Komisja Europejska) naruszają interesy jakiejś korporacji, może ona pozwać to państwo o odszkodowanie. Decyzję podejmuje trzyosobowy trybunał złożony z korporacyjnych prawników: jednego wyznacza pozwane państwo, drugiego strona pozywająca, trzeciego – tych dwóch sędziów w porozumieniu ze sobą. Komisja Europejska twierdzi, że sądy państwowe mogą nie być dość bezstronne; wykazuje jednak zadziwiającą ufność w bezstronność tak powoływanych trybunałów.
 
Najgłośniejsza sprawa tego typu dotyczyła pozwu wniesionego przez wielką firmę tytoniową przeciwko rządom Australii i Urugwaju, które… wprowadziły obowiązek umieszczania na opakowaniach papierosów informacji o szkodliwości palenia. Jeśli porozumienie TTIP zostanie zawarte w negocjowanym obecnie kształcie, na podobne pozwy narażony będzie każdy europejski rząd, który podniesie płacę minimalną, wprowadzi moratorium na wydobycie gazu łupkowego, podniesie standardy ochrony danych osobowych czy zmieni zasady refundacji leków w sposób niekorzystny dla którejś z potężnych korporacji.
 
Mandat negocjacyjny dla Komisji zatwierdziła większość złożona z chadeków, socjaldemokratów, liberałów, konserwatystów i eurosceptyków. Zastanawia, że to tak korzystne dla „narodowej suwerenności” porozumienie zyskało również poparcie wszystkich eurodeputowanych z Polski, włącznie z zrzeszonymi we frakcji konserwatywnej (ECR) i eurosceptycznej (EFD) posłami PiS, PJN i Solidarnej Polski. (Jeśli ktoś chciałby sprawdzić, jak głosowali europosłowie z SLD, UP czy Europy Plus, polecam wizytę na stronie VoteWatch.eu).
 
Porozumienie handlowe z USA to, podobnie jak niesławna ACTA, miałoby dalekosiężne skutki w codziennym życiu milionów ludzi, sprawiając, że demokracja stałaby się niewiele więcej niż wydmuszką. Jeśli Unia Europejska zawrze z USA taką umowę, to przyszłe wybory prezydenckie i parlamentarne będą dotyczyć już głównie tego, komu przypadnie splendor służenia ponadnarodowym korporacjom.
 
***
To tylko kilka z realnych stawek politycznych zmagań, które czekają nas w najbliższym roku Równie ciekawe i ważne rzeczy będą działy się w polityce miejskiej. Już za parę miesięcy przekonamy się, czy inicjatywie Kraków Przeciwko Igrzyskom uda się zatrzymać zabiegi prezydenta Majchrowskiego i skłonić do przesunięcia środków na cele społeczne, na których dziś się oszczędza (takie jak dofinansowanie stołówek szkolnych czy rytmika i angielski w przedszkolach).
 
A jesienią dowiemy się, czy ruchom miejskim rosnącym w całej Polsce uda się zorganizować i dostać do władz samorządowych – co oznaczałoby znaczące zwiększenie wagi głosu mieszkańców w miejskiej polityce. Bez względu na to, czy rozgrywki między partiami ekscytują nas, czy raczej nużą, warto pamiętać, że zawsze chodzi w nich o coś więcej – o tworzący się kształt świata, w którym będziemy żyć.