dwutygodnik internetowy
30.05.2016
magazyn papierowy


Razem – PPS 2.0

Choć Razem, która chyba jako jedyna partia jest dzisiaj utożsamiana z lewicą, deklaruje, że swoje działanie wzoruje na PPS-ie, sprostać tak założonemu celowi nie będzie wcale łatwo. Dlatego zamiast tezy, że PPS doczekała się swojej wiernej następczyni, bezpieczniejsze będzie zastosowanie trybu warunkowego.

Ilustr.: Zuzanna Wicha

ilustr.: Zuzanna Wicha

W ciągu ostatnich tygodni medialny rezonans Partii Razem znacznie osłabł. Po głośnym proteście-miasteczku pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów nastała wokół  tego ugrupowania cisza, a w kolejnych sondażach odnotowuje się raczej spadek poparcia niż jego gwałtowny wzrost. Oznacza to, że partii tej dotychczas nie udało się zbudować dobrze zmobilizowanego, znaczącego elektoratu, czyli trafić do tych, którzy byli z założenia adresatem jej działań – do wyborców nieprzekonanych jeszcze do żadnej innej partii. Za wcześnie jednak, by wieścić jej koniec, partia ta deklarowała bowiem przyjęcie strategii dawnej PPS, a ta kładła nacisk na społeczną pracę u podstaw, która jest z reguły strategią długofalową i wymaga cierpliwości. Postulaty programowe PPS-u uzyskały poparcie społeczne na masową skalę, tworząc wyborcze zaplecze tej partii dopiero po ponad pięćdziesięciu latach od założycielskiego kongresu. Bazę dla swoich idei zbudowano dzięki codziennej systematycznej pracy nie tylko agitacyjnej, ale także społecznej.

Smutny koniec ludowego marzenia

Pod koniec II wojny światowej widmo komunizmu krążyło nad Polską. Konstatacja ta może się wydawać banalna dlatego, że dzisiejszą pamięć o tamtym okresie historii zdominował sugestywny obraz  radzieckich bagnetów legitymizujących wrogi ustrój. Jednak widmo to krążyło wówczas po społeczeństwach całej Europy, także tych, które po ustaleniach Wielkiej Trójki mogły spać spokojnie, nie obawiając się zewnętrznej, czerwonej inwazji. Sens tego stwierdzenia kryje się więc w tym, że obecna była wówczas gorąca nadzieja na głębokie przemiany systemu gospodarczego czy wręcz obalenie kapitalizmu, żywiona przez szerokie masy robotnicze wszystkich krajów, także we wrogo nastawionej do ZSRR Polsce. Zdawał sobie z tego sprawę Bór-Komorowski, z obawą przestrzegając rząd londyński, że nie będzie mógł liczyć on na poparcie społeczeństwa, jeśli nie pożegna się z projektem restauracji kapitalistycznego porządku sprzed wojny i nie ogłosi daleko idących reform zakładających nacjonalizację głównych gałęzi przemysłu, reformy rolnej oraz wspieranie samorządności robotniczej. O radykalizmie nastrojów świadczy sposób, w jaki odnotował je pułkownik Jan Rzepecki w analizie przeprowadzonej dla Bora-Komorowskiego. Pisał on, że „dla niedołężnych przywódców pozostanie pogarda lub nawet nienawiść i… latarnia”, jeżeli ci nie wyjdą naprzeciw stanowczym żądaniom społeczeństwa. Ten obraz rzeczy dotyczył – pamiętajmy – społeczeństwa uprzemysłowionego jedynie w niewielkim stopniu, w którym klasę robotniczą niebędącą liczebnie dominującą siłą społeczną cechowała mimo wszystko silna świadomość klasowej tożsamości i autonomiczna kultura organizacji. Faktem potwierdzającym tę tezę, poza analizą Rzepeckiego, jest występujący wówczas częstokroć zbrojny opór robotników przeciw wycofującym się wojskom niemieckim, które grabiły mienie polskich zakładów przemysłowych, jak również zorganizowana próba remontowania i przywracania do użytku owych zakładów pracy, co dowodzi, że robotnicy żywili pewne przekonanie, że są i będą klasą postępową czy hegemoniczną, która w pełni podmiotowo wcieli się w rolę maszynisty lokomotywy historii.

Jaki byłby los tej wizji, gdyby nie ustrój zainstalowany z zewnątrz? Zachodnie społeczeństwa pod wpływem równie silnych dążeń robotniczych zbudowały welfare state. Czy Polska poszłaby w tym samym kierunku – nie wiadomo. Ale z pewnością nie doszłoby do restauracji przedwojennej II RP, bo konserwatywni przywódcy nie wyszliby z tego cało.

PPS, partia niemalowana

Czynnikiem, który wpłynął na świadomość polskich robotników, było to, że swoją tożsamość i wolę odmiany losu, przekształcenia świata wykuwali pod jarzmem wielkiego przemysłu Trzeciej Rzeszy. Być może równie silnie oddziaływała tu ich świadomość niepodległościowa i antyniemiecka. Jednak historia klasowej świadomości polskiego robotnika, jego woli walki o lepsze, socjalistyczne jutro, sięga znacznie dalej niż jednoczące doświadczenie wyzysku w fabrykach okupanta. Jednym z głównych jej źródeł była niestrudzona aktywność Polskiej Partii Socjalistycznej.

Przez cały okres dwudziestolecia, poczynając od powołania w 1918 roku Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, na czele którego stanął pepeesowiec Ignacy Daszyński, PPS nie przekroczyła pułapu 13 procent poparcia w wyborach parlamentarnych, a w ostatnich dwóch kadencjach zabrakło jej w ogóle w sejmie, gdyż wybory do niego zbojkotowała. Jednak słabe wyniki wyborcze i idącą za nimi skąpą  reprezentację w organach władzy PPS rekompensowała szeroko zakrojoną działalnością terenową. Dlatego powiedzieć, że śmiałość socjalistycznych żądań i ich powszechność w roku 1943 była po części owocem tej działalności, nie jest chyba zbytnim nadużyciem. Rezultatem pracy u podstaw prowadzonej przez wywodzące się z PPS-u towarzystwa, koła kształceniowe, spółdzielnie, ośrodki opieki dla dzieci, biblioteki czy związki zawodowe była świadomość klasowej tożsamości, konieczności podtrzymywania jej i przekonanie o pełnieniu historycznej roli. Z tej perspektywy PPS stanowi też przykład pewnego szczególnego modelu działania politycznego partii, która niezależnie od walki wyborczej i budowania struktur rekrutujących w swe szeregi nowych członków zajmowała się codzienną mozolną pracą urzeczywistnianą bezpośrednio w tkance społecznej. Szło tu nie tylko o budowanie elektoratu, ale przede wszystkim podstaw do utworzenia autonomicznej klasy, która od dołu zbuduje świat niezależny od kapitalistycznych stosunków produkcji.

Z wielu nurtów działalności PPS można wyróżnić taki, który nakierowany był na wykształcenie świadomości robotniczej i sposobów jej artykulacji, oraz taki, który skupiał swą działalność „w bazie” i polegał na stałym podejmowaniu prób polepszenia jakości życia ludzi doświadczonych konsekwencjami niesprawiedliwego ładu społecznego. Jeżeli dzisiaj na ekranach telewizorów i gazetowych szpaltach brakuje członków Partii Razem, to być może dlatego, że przystąpili oni do tak właśnie rozumianej pracy „w bazie”. Praca ta nie szuka rozgłosu, nie jest też dla mediów interesującym przedmiotem zainteresowania, co nie znaczy, że z punktu widzenia celów politycznych jest nieskuteczna. Po prostu daje o sobie znać dopiero po upływie dłuższego czasu.

Między reprezentacją a obroną demokracji

Do pierwszego rodzaju działalności zaliczyć można, poza własną prasą, której wiodącym w nakładach tytułem był „Robotnik”, robotnicze koła samokształceniowe, lokalne akcje agitacyjne i domokrążne, organizowanie rocznic upamiętniających ważne dla ruchu robotniczego wydarzenia. Z inicjatywy PPS powstało także Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego i przeznaczone dla robotników biblioteki zasobne w publikowane serie klasyków marksistowskich wydawane przez wydawnictwa robotnicze. Celem, który przyświecał tak nakreślonej działalności, było zbudowanie języka artykulacji dla żądań pokrzywdzonych przez niesprawiedliwy porządek i przekonania o konieczności obalenia panujących stosunków społecznych. Nieodzowna do realizacji tego przedsięwzięcia była jedność klasowa, która nie jest wszakże czymś danym na początku. Trzeba ją przeto dopiero skonstruować na poziomie symbolicznym, który pozwoli poradzić sobie z brakiem wewnętrznej jednolitości klasy, czy to ze względu na jej regionalne zróżnicowanie, czy też  z rozwarstwienia wnikającego z kwalifikacji robotników. W przypadku PPS-u cechą charakterystyczną działań konsolidacyjnych była ich antykapitalistyczna wymowa. Klasa robotnicza konstytuowała się wokół ambitnego projektu zniesienia kapitalistycznego sposobu produkcji i przejścia do społeczeństwa socjalistycznego. PPS odcinała się jednakowoż od zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Polski, która ten sam cel zamierzała osiągnąć na drodze rewolucyjnego przewrotu. Wprawdzie  ustalenia kongresu Radomskiego z 1937 roku dopuszczały możliwość wprowadzenia dyktatury proletariatu jako skutecznego i ostatecznego środka powstrzymania przyspieszonego procesu „faszyzacji Polski” w okresie autorytarnych rządów sanacji, nikt jednak podobnych działań nie podjął, bo strategia PPS zakładała demokratyczne przejęcie władzy. Więcej: godny uwagi jest fakt, że w obliczu zagrożenia rządami nacjonalistów PPS konsekwentnie zakładała lub wchodziła do sojuszy broniących demokratycznego państwa prawa. Paradoksalnie poparcie dla Piłsudskiego w maju 1926 roku motywowane było właśnie nadziejami na demokratyzację i odsunięcie od władzy zdradzającej inklinacje do faszyzmu prawicy. Jak jednak wiadomo, nadzieje te szybko okazały się płonne, a PPS zajęła stanowisko ustawicznie opozycyjne wobec rządów podporządkowanych marszałkowi. Decyzje podjęte w okolicznościach Zamachu Majowego stanowią wyjątek potwierdzający regułę, że socjaliści z tego ugrupowania przedkładali interes państwa nad partykularny interes partyjny. Dosadny przykład dwutorowego prowadzenia polityki, która z jednej strony niezmiennie ujmuje się w obronie interesów pracowniczych i robotniczych, a jednocześnie nieprzerwanie stawia opór nacjonalistycznej i radykalizującej się prawicy, miał miejsce na początku lat 20. Najpierw po okresie ekscesywnych zajść ulicznych i destabilizacji wystąpiono ostro przeciw rządom Chjeno-Piasta i poparto rząd Grabskiego, później zaś, po jego upadku, znów, by zneutralizować faszyzującą prawicę, powołano koalicję z premierem Aleksandrem Skrzyńskim na czele. W obu przypadkach swoje poparcie PPS jednak wycofało, gdy posunięcia rządu zaczęły godzić w interesy pracowników. Poparcie Narutowicza, człowieka o poglądach bynajmniej nie socjalistycznych, który wyrósł na symbol sprzeciwu wobec szalejącej wówczas na ulicach endecji, także było znaczącym przykładem takiej elastycznej, lecz spójnej zarazem polityki partii.

„W bazie”

Zupełnie innym wymiarem działania PPS-u była doraźna i codzienna praca u podstaw, ów, wspomniany już, projekt budowania tu i teraz jutrzejszych stosunków produkcji i rozwiązywanie problemów niedostatku klas wyzyskiwanych. W ten sposób propagowaną przez PPS koncepcję spółdzielczości (koronną ideę tej partii) tłumaczy Adam Próchnik: „Po pierwsze, spółdzielczość jest to walka z wyzyskiem, a klasa robotnicza najwięcej cierpi od wyzysku. Po drugie, spółdzielczość jest to osłabienie kapitalizmu, a klasie robotniczej najbardziej zależy na jego klęsce. Po trzecie, spółdzielczość jest to działalność gospodarcza obliczona nie na zysk, ale wyłącznie na zaspokojenie potrzeb, a to jest właśnie zasada, której hołduje klasa robotnicza. Po czwarte, spółdzielczość jest wielką szkołą, w której wychowują się kierownicy życia gospodarczego, którzy nie myślą kategoriami kapitalistycznymi, którzy są prawdziwie uspołecznieni, a takich działaczy potrzebuje dziś klasa robotnicza, potrzebować będzie jeszcze więcej jutro”.

Poza kreśloną z rozmachem wizją stopniowego przekształcania przedsiębiorstw w spółdzielnie, które  według ideologii PPS stanowiły główny sens propagowanego uspołecznienia produkcji, partia ta zakładała swe komórki w zakładach pracy, dbając o ścisłą współpracę ze związkami zawodowymi. Związki zawodowe były główną siłą tego ugrupowania. Z kolei o poprawę jakości życia w trudnych warunkach niedostatku i nędzy doświadczanej przez robotników walczyło Robotnicze Towarzystwo Służby Społecznej, które prowadziło kolonie letnie dla dzieci, ogródki działkowe, poradnię świadomego macierzyństwa. Na Śląsku starano się o nowe formy pracy, włączając wykluczone dotychczas sekcje kobiece i inwalidzkie. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, powstała z inicjatywy między innymi stołecznych pepeesowców, jest do dziś wzorowym przykładem mieszkalnictwa, które wówczas miało odpowiadać na bytowe i kulturalne potrzeby ubogich robotników i ich rodzin. Działało tam Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Mieszkańców „Szklane Domy” i Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, które rozwijając akcję opieki nad dziećmi robotników, organizowało opiekę lekarską, przedszkola i pierwszą w Polsce świecką szkołę. Robotnicze Towarzystwo Turystyczne i Związek Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych to przykłady kolejnych komórek zakładanych przez PPS.

Wymienione organizacje nie były „przybudówkami” PPS-u, partia ta, owszem, stworzyła je, lecz nie istniał między nimi żaden statutowy związek. Jednocześnie każdy członek partii w myśl wymogu pełnego zaangażowania i postulatu „społecznikostwa” zobowiązany był prenumerować i rozpowszechniać publikację wydawnictw, należeć do klasowych organizacji zawodowych, spółdzielczych, oświatowych i sportowych w miejscu swojego zamieszkania.

PPS a Razem

Choć Razem, która chyba jako jedyna partia jest dzisiaj utożsamiana z lewicą, deklaruje, że swoje działanie wzoruje na PPS-ie, sprostać tak założonemu celowi nie będzie wcale łatwo. Dlatego zamiast tezy, że PPS doczekała się swojej wiernej następczyni, by nakreślić tę sytuację adekwatnie, bezpieczniejsze będzie zastosowanie trybu warunkowego.

Otóż, jeżeli Razem chce budować lewicową symbolikę, to niewątpliwie celne i słuszne są inicjatywy w rodzaju upamiętniania Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, który wraz ze swoim powstaniem ogłosił przychylne pracownikom reformy, ustanawiając ośmiogodzinny dzień pracy, wprowadzając dekrety o państwowej inspekcji pracy, o związkach zawodowych oraz dekret o obowiązkowym ubezpieczeniu robotników na wypadek choroby. Cenna jest tu szczególnie operacja symbolicznego związania obchodów odzyskania niepodległości i powstania państwa z elementem socjalnym.

Ponadto jeżeli Razem chce bronić praworządności i demokratycznego ładu społecznego przeciw czującej się bezkarnie samowolnej prawicy, musi bardziej skwapliwie i bez wybrzydzania wchodzić w sojusze z innymi siłami, równocześnie tak jak PPS twardo mówić „non possumus”, gdy idzie o sprawy reprezentacji ludzi pracy.

Jeżeli partia ta chce działać terenowo, pomagając na co dzień ludziom tak, jak robiła to PPS, musi się z tego wywiązywać nie tylko bez zastrzeżeń, ale z budzącym podziw zapałem, gorliwie i z rozmachem, bo dorównać przedwojennym poprzednikom będzie naprawdę trudno. Razem złożyło już obietnice, że dotacje z budżetu państwa przeznaczy na zakładanie lokalnych centrów społecznych świadczących różnoraką pomoc, animujących lokalne życie społeczne; jej członkowie przewidują współpracę ze związkami zawodowymi, wspieranie tych, którzy doświadczają represji z powodu przynależności do nich, lub tych, którzy po prostu nie mogą ich założyć i pozbawieni są z tego powodu możliwości obrony przed bezwzględnym wyzyskiem. Warto więc patrzeć w przyszłość z nadzieją na jej realizację i rozliczać z niej partię Razem. Dla jej dobra oczywiście.

Wreszcie jeżeli Razem chce korzystać z tradycji PPS, musi dokonać solidnej porównawczej analizy warunków, w których działała PPS przed wojną, i dzisiejszych, żeby wybrać z niej te elementy, które obecnie mogą być skuteczne i odrzucić środki anachroniczne. Działanie u podstaw z pewnością jest założeniem o ponadczasowej aktualności, zwłaszcza że nie idzie tu tylko o skuteczność, lecz o los konkretnych ludzi. Inaczej jest z obecnością w opinii publicznej, która od dwudziestolecia uległa przeobrażeniu. „Robotnik” był kanałem, który pozwalał na transfer idei od elit do ludu, ale dzisiaj media zamiast idei i programów chłoną sensacyjne, skandalizujące i jednorazowe wydarzenia oraz łakome są charakterystycznych i wyróżniających się postaci. Z pewnością krytyczna perspektywa dostrzeże w tym rynkową logikę, by ją jednak wykorzenić, trzeba radykalnych reform dokonywanych z pozycji politycznej siły. Toteż z mediami i ich obecną strukturą trzeba pójść na kompromis i być może postawić na osobowość lidera, który sprawi, że przekaz partii stanie się klarowny i zyska wyrazistość. Bez dwóch zdań krokiem w dobrą stronę był tu protest pod kancelarią premiera i wyświetlenie na niej wyroku trybunału. Odbił się naprawdę szerokim echem, a Razem stało się w tym czasie symbolem opozycji.

Pozostaje też pytanie o to, czy Razem, tak jak PPS, powinna przyjąć jawnie antykapitalistyczną retorykę. Dotychczas  nie posunęło się do zdecydowanego zakwestionowania kapitalizmu, którego konieczność obalenia deklarowała PPS. Tak radykalne hasło dzisiaj wydaje się szaleństwem i głupotą z punktu widzenia politycznej skuteczności. Przywykliśmy bowiem do tego, że w dzisiejszych czasach partie lewicowe tęskno wzdychają za zachodnim państwem opiekuńczym, które opierało się na wywiedzionej z „Kapitału” Marksa ekonomicznej teorii samoczynnej akumulacji i społecznym konsensie co do tego, że poziom redystrybucji będzie rósł wraz z wydajnością pracy. Harry Cleaver zauważa jednak, że Marksowi w „Kapitale” szło nie o sam mechanizm akumulacji, lecz o klasową walkę, w wyniku której kapitaliści narzucają robotnikom formę wartości wyrażaną w pieniądzu. To ta forma właśnie jest podstawą wszechobecnej logiki zysku, ale jest też efektem i obszarem politycznej walki. Wydaje się, że Próchnik pisząc, że spółdzielnie są obliczone na zaspokojenie potrzeb, a nie na zysk, doskonale rozumiał ten klasowy sens „Kapitału”. Dyskurs PPS nie pozostawiał złudzeń co do tego, że można budować sprawiedliwszy świat bez radykalnej – choć nie znaczy to, że niestopniowalnej – zmiany.

Być może wskazanie bezosobowej logiki zysku, o której pisał Marks, jest całkiem ludzkim rozwiązaniem politycznego problemu naznaczenia wroga. Nieliczni na tym stracą, lecz zyskają masy. Mobilizacja wokół negatywnego i dalekosiężnego celu, jakim jest usunięcie pewnego porządku, może przynieść sukces, czego dowodzi powszechność takiej nadziei pod koniec wojny. W końcu wysoki wynik wyborczy partii Kukiza także można tłumaczyć głębokim rozgoryczeniem społeczeństwa i nadzieją na daleko idącą odmianę.

Opowiedzenie się dzisiaj za innym ekonomicznym paradygmatem byłoby wyrazem odwagi i oczywiście podjęciem taktycznego ryzyka. Możliwe jednak, że projekt stopniowego wypierania kapitalizmu z kolejnych sfer życia, obecnie podporządkowanych logice zysku, może liczyć dzisiaj na powodzenie i popularność, bo podsunie ludziom język do opowiedzenia sobie ich własnego życia.