dwutygodnik internetowy
15.12.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Przybieżeli do Empiku

Czy atakiem na chrześcijaństwo jest dopuszczanie ateistów do świętowania i obdarowywania się prezentami? Jeśli tak, to dlaczego bojkotujący sieć sklepów Empik nie wykluczają niewierzących także z innych obszarów życia?

ilustr.: Karolina Burdon


Empik narozrabiał. A przynajmniej takiego zdania jest część internautów, związanych między innymi ze środowiskami Frondy i Gościa Niedzielnego. Akcja bojkotowania znanej sieci przybiera na sile, a wszystko z powodu zaproszenia do świątecznej kampanii reklamowej dwóch kontrowersyjnych postaci – Adama „Nergala” Darskiego i Marii Czubaszek. Czy jednak pospolite ruszenie niektórych środowisk katolików oraz wytoczenie armat przeciwko Empikowi nie grzeszy pewną niekonsekwencją?

 

W sieci wrze. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wejść na Facebooka i podglądnąć powstające wciąż profile, zachęcające do bojkotowania sieci Empik. Również oficjalny fanpage firmy stał się miejscem, gdzie dochodzi do wymiany ostrych słów i wzajemnych oskarżeń. Konserwatywna część społeczności internetowej nie może przeboleć, że ktoś ośmielił się powiązać czas zbliżających się świąt z liderem death metalowego zespołu, otwarcie przyznającym się do swojego negatywnego stosunku do chrześcijaństwa. A to przecież nie wszystko, jest jeszcze bowiem – o zgrozo! – feministka, aborcjonistka, istna kobieta demon, która ośmiela się zachęcać Polaków do robienia świątecznych zakupów. Tak po prostu być nie może, to jest niedopuszczalne, anathema sit, niech Empik będzie wyklęty, amen.

 

Nie chcę jednak stawać po którejkolwiek ze stron. Decyzja Empiku nie dziwi mnie, ale też zdaję sobie sprawę, że można mieć wobec niej pewne obiekcje i traktować postawę sieci jako prowokacyjną. Mimo to jednak sądzę, choć nie posiadam na poparcie tego żadnych dowodów, że decyzja o zatrudnieniu Nergala i Marii Czubaszek miała przede wszystkim wymiar czysto marketingowy. Postacie znane, kontrowersyjne, lepiej się „sprzedadzą” niż kiczowaty krasnal z workiem na głowie, obecny przed świętami niemal na każdej ulicy, w sklepach, szkołach, przedszkolach, reklamach telewizyjnych, na przystankach i tak dalej, i tak dalej. Trudno, też mnie wkurza, że kasa stała się podstawowym wyznacznikiem współczesnej popkultury, ale w końcu nikt nie każe mi brać w tym udziału i zgadzać się z mędrcami, głoszącymi potęgę pieniądza i kult portfela. Można mieć to głęboko w poważaniu i nawet nieźle z tym żyć.

 

Z tego względu, patrząc na całą aferę z punktu widzenia potencjalnego konsumenta, mogę odbierać reklamy Empiku wyłącznie jako komunikat czysto marketingowy, nie mający wprost związku z wymiarem religijnym. Święta to taki czas, w którym obok – niekoniecznie wbrew! – wymiaru religijnego istnieje także wymiar czysto świecki. Objadanie się ciastkami i wigilijnymi potrawami nie stanowi treści chrześcijańskiego obchodzenia świąt, a jednak w wielu domach (zakładam nawet, że w większości) zwyczaj świątecznego zajadania się pielęgnowany jest nie mniej niż tradycja ubierania choinki, która również nie ma zbyt wiele wspólnego z narodzinami Jezusa. Nie inaczej jest ze zwyczajem obdarowywania się prezentami, do którego nawiązują reklamy Empiku. A przecież dzielenie się upominkami nie ma odniesień wyłącznie religijnych, co więcej – jest praktykowane także wśród osób niewierzących, przy różnych okazjach i jakoś w związku z tym nikt nie protestuje. A może powinno się zabronić ateistom wręczania sobie prezentów? Albo na czas świąteczny wysyłać ich na Marsa?

 

Banalne jest stwierdzenie, iż żyjemy w społeczeństwie zróżnicowanym. Obok katolików żyją niekatolicy, obok wierzących niewierzący, obok fanów Nergala fani Dody i Justina Biebera. Nikt jednak nie każe mi przedkładać jednego poglądu nad inny ani wpływać na mój gust muzyczny. Nikt nie nakazuje mi podzielać poglądów Marii Czubaszek albo Tomasza Terlikowskiego. Nikt też nie zmusza mnie do robienia zakupów w Empiku. Mam również prawo nie korzystać z usług danej firmy, jeśli nie podzielam jej wewnętrznej polityki. Katolik nie musi robić zakupów w Empiku, gdy w jego mniemaniu firma kpi sobie z wartości chrześcijańskich. Pytanie jednak, jak długo można pozostać konsekwentnym, idąc tokiem myślenia protestujących przeciwko działaniom popularnej sieci. Czy na przykład katolik ochoczo odmówi pomocy udzielanej przez lekarza-ateistę, jeśli dopadnie go nagły zawał serca? A może wyprowadzi się z własnego domu, jeśli tylko dowie się, że cegły stawiał w nim zwolennik aborcji i eutanazji? Zacznie wtedy bojkotować przed swoimi drzwiami?

 

Można oczywiście obłożyć czas świąt Bożego Narodzenia nakazami świętowania ich po chrześcijańsku. Można też nakazać lekarzom składać przysięgę, że będą leczyli po katolicku, a budowlańcom, że będą budowali z Pieśnią nad Pieśniami na ustach. Można by też wnieść gdzieś skargę i zmusić Adasia oraz Marię do zmiany imion – wszak te, które noszą, mają semickie pochodzenie… Absurd? Nie pierwszy w całym sporze. A problem bierze się w moim odczuciu stąd, iż niektóre środowiska nie potrafią zaakceptować faktu, iż osoby inaczej myślące w ogóle żyją i ośmielają się prezentować swoje poglądy. Święta Bożego Narodzenia to dla chrześcijan ważny czas, ale społeczność niewierzących w tym czasie również oddycha, porusza się po ulicach i ma zamiar odpocząć po całym roku pracy. Co więcej, chce zrobić zakupy i wręczyć je swoim bliskim. Czy jest to atak na chrześcijaństwo?

 

Empik postąpił być może niefortunnie, ale i reakcja ze strony niektórych katolików wydaje się mocno przesadzona. Jeśli jednak założy się, że decyzja sieci nie miała związku z religijnym wymiarem świąt (a tylko takie założenie wydaje mi się sensowne dla polityki firmy, która nie jest przecież organizacją religijną), to bojkot wydaje się chybiać celu. Co więcej, prowokuje pytania o konsekwencję działań tych środowisk, które uważają, iż bronią racji i wartości chrześcijańskich.
 

  • Piotr Ciompa

    Czytając takie teksty często odnosi się wrażenie, że “kontaktowcy” szukają na siłę spraw, w których mogliby zdystansować się od innych katolików. Czy sprawa epiku jest na tyle poważna, że nie można sobie odpuścić zademonstrowania swej innej “wrażliwości”? Może jest, ale wiarygodniej takiej teksty by wypadały, gdybym znalazł tu chociaż jeden tekst, w którym “kontaktowiec” napisałby, w czym mu bliżej do Frondy niż do Krytyki Politycznej. Wtedy byłbym pewniejszy, że takie teksty jak powyższy to nie tylko modna w tym środowisku maniera.

  • Anonim

    W tekście jest sporo nadmiernych uproszczeń, strawmenów i zagadkowych zdań. Postaram się wymienić moje zarzuty i uwagi co do artykułu. Razem z cytatami.

    1.Autor banalizuje zło jakim jest aborcja robiąć podśmiechujki widoczne w tym fragmencie: “A to przecież nie wszystko, jest jeszcze bowiem – o zgrozo! – feministka, aborcjonistka, istna kobieta demon, która ośmiela się zachęcać Polaków do robienia świątecznych zakupów. Tak po prostu być nie może, to jest niedopuszczalne, anathema sit, niech Empik będzie wyklęty, amen.”
    2.Autor próbuje ustawić się w pozycji bezstronnego obserwatora mimo, że jedyne co robi przez cały tekst to bardzo mocno krytykuje bojkotujących Empik.“Nie chcę jednak stawać po którejkolwiek ze stron.”
    Oprócz jednego bardzo niewyrazistego zdania zapewniającego czytelnika, że autor rozumie bojkotujących: “Decyzja Empiku nie dziwi mnie, ale też zdaję sobie sprawę, że można mieć wobec niej pewne obiekcje i traktować postawę sieci jako prowokacyjną.”
    3.Podzielam zdanie autora co do tego, że zatrudnienie Marii Czubaszek i Nergala miało wymiar czysto marketingowy.A katolicy zostali wybrani jako cel ponieważ są grupą bardzo bezpieczną do atakowania. W przeciwieństwie do bardzo modnych mniejszości “seksualnych”,narodowych lub też Muzułmanów.
    3.“Z tego względu, patrząc na całą aferę z punktu widzenia potencjalnego
    konsumenta, mogę odbierać reklamy Empiku wyłącznie jako komunikat czysto
    marketingowy, nie mający wprost związku z wymiarem religijnym.”

    Zatrudnienie do kampanii reklamowej dwóch symboli antyklerykalizmu – Darskiego, który podarł Biblię i Czubaszek – seryjnej aborcjonistki na pewno nie miało żadnego wymiaru religijnego.
    4.Niezrozumiałe jest dla mnie wspomnienie o prezentach przez autora. Sprawia to wrażenie ucieczki od meritum.
    5. Autor bohatersko korzysta z równej pochyłej i chochoła: “A może powinno się zabronić ateistom wręczania sobie
    prezentów? Albo na czas świąteczny wysyłać ich na Marsa?”
    Jak na bezstronnego obserwatora to autor bardzo wyraźnie krystalizuje swoje stanowisko. Co do tej równej/chochoła:

    a)Problemem nie jest ateizm, a skrajny antyklerykalizm Czubaszek i Darskiego.
    b)Czy autor sugeruje, że bojkotujący chcą wysłać ateistów na Marsa, albo zakazać im rozdawania prezentów?
    6.“Pytanie jednak, jak długo można pozostać konsekwentnym, idąc tokiem
    myślenia protestujących przeciwko działaniom popularnej sieci.”

    Czyli co? Kupujemy w “Empiku” na przekór własnym przekonaniom inaczej okażemy się skrajnie “nietolerancyjni”, ewentualnie udajemy, że deszcz pada jak na nas plują? I będziemy mieli takie pomysły:
    “Czy na przykład katolik ochoczo odmówi pomocy udzielanej przez
    lekarza-ateistę, jeśli dopadnie go nagły zawał serca? A może wyprowadzi
    się z własnego domu, jeśli tylko dowie się, że cegły stawiał w nim
    zwolennik aborcji i eutanazji? Zacznie wtedy bojkotować przed swoimi
    drzwiami?”

    Non Sequitor
    7.Znowu chochoły. “Można oczywiście obłożyć czas świąt Bożego Narodzenia nakazami
    świętowania ich po chrześcijańsku. Można też nakazać lekarzom składać
    przysięgę, że będą leczyli po katolicku, a budowlańcom, że będą budowali
    z Pieśnią nad Pieśniami na ustach.”
    O co chodzi autorowi? Że jeśli bojkotujesz to chcesz Państwa Wyznaniowego z totalnym podporządkowaniem każdej sfery religii? I nie za bardzo wiadomo z kim w tym momencie autor dysktutuje, bo wątpliwe, aby ktokolwiek takie postulaty z katolików wysuwał.
    “Można by też wnieść gdzieś skargę i zmusić Adasia oraz Marię do zmiany
    imion – wszak te, które noszą, mają semickie pochodzenie…”
    ??????
    “A problem bierze się w moim odczuciu stąd, iż niektóre środowiska nie
    potrafią zaakceptować faktu, iż osoby inaczej myślące w ogóle żyją i
    ośmielają się prezentować swoje poglądy.”

    Czyli autor uważa, że nie można robić bojkotów? I nie wiem skąd ta myśl: “że nie potrafią zaakceptować faktu, iż osoby inaczej myślące w ogóle żyją i
    ośmielają się prezentować swoje poglądy.”
    “Święta Bożego Narodzenia to dla chrześcijan ważny czas, ale społeczność
    niewierzących w tym czasie również oddycha, porusza się po ulicach i ma
    zamiar odpocząć po całym roku pracy. Co więcej, chce zrobić zakupy i
    wręczyć je swoim bliskim. Czy jest to atak na chrześcijaństwo?”
    Nie jest. I kto niby sądzi, że jest? I dlaczego niby bojkotowanie Empiku przez katolików miałoby przeszkodzić tym niewierzącym w kupnie prezentów?
    “Jeśli jednak założy się, że decyzja sieci nie miała związku z religijnym
    wymiarem świąt (a tylko takie założenie wydaje mi się sensowne dla
    polityki firmy, która nie jest przecież organizacją religijną), to
    bojkot wydaje się chybiać celu.”

    Według tej logiki “Golgota picnic” nie miała związku z religią, bo teatr nie jest organizacją religijną.
    Co więcej, prowokuje pytania o konsekwencję działań tych środowisk, które uważają, iż bronią racji i wartości chrześcijańskich.
    Jeśli nie one to kto broni?

    • Kamil Trombik

      Dziękuję za wyczerpującą wypowiedź. Odniosę się do zarzutów:

      1. Czy z zacytowanego fragmentu wynika banalizacja zła? Czy „banalizacja zła” (niech Pan raczy sprecyzować, o co chodzi) rzeczywiście może wynikać z przytoczonych słów? Ba! Czy w ogóle w zacytowanym fragmencie jest choćby ukryty taki wniosek (być może Pan sobie go „dorobił”?). Stawia Pan mocne słowa, ale
      nie dowodzi swoich przypuszczeń (a właściwie stwierdzeń!).

      2. To, że nie chcę stawać po którejkolwiek ze stron nie oznacza,
      że nie mam prawa do dyskusji czy krytyki określonych stanowisk. Tekst poświęcony jest rzeczywiście stronie bojkotujących, ale przecież nigdzie nie napisałem, że tekst wyczerpująco podejmuje problem. Można równie dobrze krytykować postawę Empiku. Jednak nie poświęciłem temu tekstu, a wyłącznie podjąłem
      kwestię bojkotujących. Nigdzie też nie sugeruję bezstronności (co z kolei Pan mi sugeruje), a co najwyżej brak mojej „sympatii” do jednej, jak i drugiej strony. A to duża różnica.

      3. Nie wiem, czy ktoś został wybrany jako cel (w tym wypadku
      katolicy). Pan wyłącznie domyśla się, że mogło chodzić o „atak”, są to jednak wyłącznie Pana przypuszczenia, nic ponadto.

      3. (powtórzył Pan trójkę…) Czy Empik to związek wyznaniowy? Czy
      Empik zorganizował czarną mszę? Czy w Empiku odprawiano modły? Czy wymiar religijny może mieć… reklama? Czy zatrudnienie dwóch osób – nawet uważają się za antychrzescijan – do kampanii reklamowej może mieć wymiar religijny? Kupowanie w sklepie ma wymiar religijny? Wręczanie prezentów? Co najwyżej
      związek z religią, ale czy związek z religią, nawet luźny, stawiamy na tej samej płaszczyźnie co wydarzenia zbawcze, objawienie, narodzenie JCH, ale także kult, praktyki religijne itd.?

      4. Wspomnienie o prezentach jak najbardziej należy do meritum, ponieważ w ten sposób broniły się władze Empiku – otóż kampania „w żaden sposób nie odnosi się do duchowo-religijnej strony Świąt Bożego Narodzenia, a jedynie do tradycji obdarowywania się prezentami”. Teraz – mam nadzieję – wspomnienie o prezentach nie zostanie odebrane jako nie należące do meritum. Mój zdecydowany błąd, że w tekście nie przywołałem tych słów…

      5. Proszę Pana, zacytowane pytania warto byłoby podeprzeć wcześniejszymi zdaniami. „Święta to taki czas, w którym obok – niekoniecznie wbrew! – wymiaru religijnego istnieje także wymiar czysto świecki. […] Nie inaczej jest ze zwyczajem obdarowywania się prezentami, do którego nawiązują reklamy Empiku. A przecież dzielenie się upominkami nie ma odniesień wyłącznie religijnych, co więcej – jest praktykowane także wśród osób niewierzących, przy różnych okazjach i jakoś w związku z tym nikt nie protestuje. A może powinno się zabronić ateistom wręczania sobie prezentów? Albo na czas świąteczny wysyłać ich na Marsa?”. Standaryzacja argumentu wyglądałaby następująco: P1 – Obdarowywanie
      się prezentami nie ma odniesień wyłącznie religijnych. P2 – Obdarowywanie prezentami jest praktykowane wśród niewierzących. K – Niewierzący mają prawo wręczać sobie prezenty/Niewierzący wręczają sobie prezenty („A może powinno się zabronić ateistom wręczania sobie prezentów?” – sugestia wydaje mi się jasna…). Czy to równia pochyła? Jak dla mnie jest to nawiązanie wyłącznie do zdania mówiącego, iż „Święta to czas, gdy obok wymiaru religijnego istnieje wymiar świecki”. W tym wypadku o równi pochyłej raczej mowy być nie może, czyż nie? Zgodzę się jednak, że problemem w sporze może być antyklerykalizm Czubaszek i Darskiego, a nie konkretnie ich ateizm. Tylko, że w przytoczonych fragmentach nie zwracam uwagi na ateizm Darskiego i Czubaszek. Kontekst wskazuje, iż chodzi
      wyłącznie o to, że „Święta to taki czas, w którym obok – niekoniecznei wbrew! – wymiaru religijnego istnieje także wymiar świecki” (powtarzam trzeci raz, bo może Pan tego zdania nie zauważył…). Cała reszta – w tym zdania cytowane przez Pana – odnoszą się wyłącznie do tego.

      6. Po pierwsze – utożsamia Pan protestowanie z nie robieniem zakupów w Empiku. A przecież można nie robić zakupow w Empiku i nie protestować. A zatem absolutna tożsamość tutaj
      nie występuje. Po drugie – nie wynika w zależności od przyjętych przesłanek (czyli – sposobów rozumienia sporu). W tym jak widać różnimy się zdecydowanie.

      7. Bojkot nie jest sprawowany wyłącznie w gronie katolików, ale dotyka szerszej grupy społecznej (za sprawą pikiet etc). A więc nic nie stoi na przeszkodzi, by był on poddany bacznej uwadze osób nie związanych z katolicyzmem. Pisze też Pan „I nie za bardzo wiadomo z kim w tym momencie autor dysktutuje, bo wątpliwe, aby
      ktokolwiek takie postulaty z katolików wysuwał” – a np. casus prof. Chazana i kwestie bioetyczne? Dalej pisze Pan: „Czyli autor uważa, że nie można robić bojkotów?” – hmm, a może tutaj mamy do czynienia z równią pochyłą? Bo naprawdę nie wiem, gdzie Pan doszukał się stwierdzenia z mojej strony, iż nie można robić bojkotów. Wprowadził Pan to sobie ad hoc.

      „Według tej logiki “Golgota picnic” nie miała związku z religią, bo teatr nie jest organizacją religijną” – związek z religią a wymiar
      religijny to dwie różne rzeczy. Związek z religią może mieć nawet piosenka Behemotha, ale czy ma ona wymiar religijny? Analogia wydaje się mocno przesadzona – o ile „Golgota Picnic” nawiązywała do treści religijnych, o tyle plakat Nergala czy Czubaszek odbieram osobiście jako zwykłą reklamówkę. Chodzi
      więc być może o zdolność „odczuwania” i „wrażliwość”. A z tym mimo wszystko trudno dyskutować…Mnożą się także pytania o prawo do wykorzystywania treści religijnych, ale to już zupełnie inna bajka…

      „Jeśli nie one to kto broni?” – moje stwierdzenie dotyczyło „konsekwencji działań” (tak jak i cały artykuł –
      pierwszy akapit), a nie obrony wartości chrześcijańskich przez chrześcijan.