dwutygodnik internetowy
25.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Przez ucho igielne

Obowiązkiem matki jest karmić dzieci. Oczywiście pod jednym warunkiem: matka musi mieć możliwość materialną te dzieci nakarmić. Jeżeli nie mogłaby pomóc swemu dziecku, to nie ma obowiązku pomocy. Tyle i tylko tyle.

ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

Kilka słów o tym, czy bogactwo jest niemoralne, czy pomagać należy, czy tylko warto i co z tego wynika dla przypowieści o wielbłądzie i uchu igielnym.
 
„Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Ten fragment ewangelii zawsze sprawiał teologii chrześcijańskiej poważne problemy. Nic dziwnego. Nie dość, że jest na tyle wieloznaczny, iż rodzi szereg trudności interpretacyjnych, to w dodatku jednoznaczne potępienie bogactwa wydaje się mało intuicyjne– pieniądze to tylko narzędzie, takie samo narzędzie, jak nóż. Mogą być one wykorzystywane w złych i w dobrych celach, ale nie powoduje to, że pieniądze i noże są dobre lub złe. Źli lub dobrzy są ludzie, którzy używają noży i pieniędzy. Jeżeli jednak pieniądze nie są dobre lub złe, to w jaki sposób złe może być bogactwo? Z drugiej strony, jeżeli bogaty postępuje źle, to pozornie mogłoby się wydawać, że biedny postępuje dobrze, co jest również mało intuicyjne. W swoim życiu widziałem wiele biedy i nie zdarzyło się jeszcze, żeby z biedy wynikło coś dobrego.
 

Gdy napotykamy sprzeczne konsekwencje naszych rozumowań, możemy przyjąć dwie strategie: albo zaakceptować absurdalność wniosku i go odrzucić, albo spróbować wskazać błąd w naszym rozumowaniu. Pierwsza opcja wydaje się niedostępna dla chrześcijanina tak długo, jak uznajemy Pismo Święte za tekst objawiony. Pozostaje nam zatem poszukać błędu w naszym rozumowaniu.
 

Co należy, a co warto
 
Jak już pisałem, bogactwo samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. Pieniądze to tylko narzędzie, które może być wykorzystywane również w dobrym celu. Pozornie płynąłby z tego dość pocieszający wniosek: jeżeli posiadając wiele, możemy wspomóc bliźnich, a pomoc bliźnim jest dobra, to dobrem może być również samo posiadanie. Jeżeli zatem Jan jest bogaty i pomagając potrzebującym dobrze czyni, to dobrem byłoby to, że Jan jest bogaty. Nic bardziej mylnego. Nieporozumienie bierze się w tym wypadku z faktu, że nie rozróżniamy pomiędzy tym, co należy czynić, a tym, co czynić warto.
 

Rozróżnienie jest subtelne, ale bogate w konsekwencje. Na chwilę zostawmy kwestię bogactwa i rozpatrzmy pomoc bliźnim. Jeżeli chcemy twierdzić, że wyłącznie warto pomagać bliźnim, to ten, kto bliźnim pomaga, czyni dobrze. Jeżeli jednak nie pomaga, to nie czyni niczego złego. Dobrze jest zatem, gdy Jan wspiera walkę z ubóstwem, ale nie byłoby niczego złego w tym, że Jan walki z ubóstwem nie wspiera. Jan może pomóc, ale nie musi. Ostatecznie nikt nie może nas przymusić do tego, żeby sprawiać dobre uczynki. Z drugiej strony, jeżeli pomoc bliźnim byłaby obowiązkiem, to mielibyśmy sytuację odwrotną: jeżeli pomagalibyśmy potrzebującym, to nie czynilibyśmy niczego dobrego, podczas gdy brak pomocy byłby czymś złym. Jeżeli zatem Jan spełniałby obowiązek pomocy bliźnim, to nie byłby to żaden powód do chwały, tak jak żadnym powodem do chwały nie jest to, że płacimy podatki, lub to, że nie kradniemy i nie mordujemy. Z drugiej strony, jeżeli Jan nie pomagałby bliźnim, to jego zachowanie byłoby godne potępienia, odkąd nie realizuje swoich obowiązków, tak samo jak złe jest zabijanie, kradzież i unikanie płacenia podatków.
 

Czy zatem wyłącznie warto czy należy pomagać? Wiele przemawia za tym, że jednak należy. Rozpatrzmy następujący przykład: jeżeli dziecko płacze z głodu, to matka ma obowiązek je nakarmić. Nie ma niczego chwalebnego w tym, że matka karmi własne dzieci. Jeżeli jednak tego nie czyni, to jest ona wyrodną matką. Obowiązkiem matki jest karmić dzieci. Oczywiście pod jednym warunkiem: matka musi mieć możliwość, w tym możliwość materialną, nakarmić głodne dzieci. Jeżeli nie mogłaby pomóc swemu dziecku, to nie ma obowiązku pomocy. Tyle i tylko tyle. Analogicznie w przypadku pomocy potrzebującym. Jest obowiązkiem, a nie czymś, czym możemy się pochwalić przy kuchennym stole, podobnie jak udział w akcjach charytatywnych. Można byłoby wprawdzie argumentować, że obowiązki wobec własnego dziecka są inne niż obowiązki w stosunku do dziecka obcego, ale nie widzę powodów, aby przedkładać moralność plemienną ponad chrześcijański uniwersalizm.
 

Dla kontrastu rozpatrzmy inny przykład: czy warto, czy należy umierać w obronie ojczyzny, wiary, czy innego człowieka? W tym wypadku nie możemy powiedzieć, że należy umierać. Oznaczałoby to bowiem, że czyny heroiczne, jak oddanie życia za ojczyznę, nie są niczym dobrym. Złem zaś byłoby, gdybyśmy życia za ojczyznę nie oddawali. W niektórych sytuacjach, na przykład, aby uratować innych, warto zatem poświęcić życie, ale nie wynika z tego, ze życie poświęcać należy.
 

Obowiązek wyrównywania
 
Jaka nauka płynie z obowiązku pomocy, dla naszych rozważań o bogactwie? Podwójna. Po pierwsze, jeżeli stan posiadania decyduje o możliwości udzielenia pomocy, to – pomimo tego, że same bogactwo jest moralnie neutralne – bogaci, którzy pomocy nie udzielają, postępują niemoralnie, ponieważ nie spełniają swoich moralnych obowiązków. Każdy nieusprawiedliwiony nadmiar środków, jest zatem moralnie zły. Czasami takim nieusprawiedliwionym nadmiarem środków jest nawet posiadanie drugiej koszuli w sytuacji, gdy nasz bliźni jest nagi. Z kolei bogaci, którzy spełniają swoje obowiązki, nie czynią niczego dobrego ponad to, że dobrze spełniają swoje obowiązki. Po drugie, nie ma również nic chwalebnego w byciu biednym. Biedni nie mają obowiązku pomocy, ale tylko dlatego, że nie mają materialnej możliwości, aby wspomóc potrzebujących. Nie czynią nic złego, ale nie wynika z tego, że postępują dobrze.
 
Konieczne są przy tym dwie uwagi: po pierwsze, nie jest tak, że mamy obowiązek oddać swoją ostatnią koszulę potrzebującym. Jeżeli byśmy to uczynili, to sami bylibyśmy potrzebującymi i koło by się zamknęło. Mamy jednak obowiązki wyrównywać nierówności społeczne i majątkowe. Po drugie, jeżeli mamy obowiązek pomocy, to należy pamiętać, że istnieje lepsza i gorsza forma pomocy. Odpowiednie środki możemy przeznaczyć tak na zapewnienie potrzebującym dachu nad głową, jak i na rozpałkę pod ognisko, aby móc ogrzać zmarzniętych. W drugim wypadku będzie to jednak forma gorsza.
 
Ostatnia uwaga ma swoje istotne konsekwencje. Z jednej strony, jeżeli istnieje lepsza i gorsza forma pomocy, to nie każdy z nas powinien od razu jechać do Afryki wspomagać głodujące dzieci. Pomagać możemy różnie, na przykład edukując społeczeństwo, biorąc udział w wolontariacie, czy dbając o los sąsiada lub sąsiadki. Z drugiej strony, jeżeli pomagać możemy lepiej lub gorzej, to w samym pomnażaniu środków pieniężnych nie musi być nic złego. Możemy ostatecznie pomnażać majątek, aby lepiej wspierać potrzebujących. Co więcej, warto działać skutecznie. Tym samym, bogacz, który pomnaża swój majątek, aby efektywniej wspomóc bliźnim, nie tylko spełnia swój obowiązek, ale jego działanie jest godne pochwały, ponieważ dobrze spełnia swoje obowiązki. Jeżeli jednak pomnażanie pieniędzy służy jedynie pomnażaniu pieniędzy, to nie dość że jest to działanie bezsensowne, to również niemoralne, odkąd popełnia się grzech zaniechania.
 
O ile zatem samo bogactwo nie musi być czymś złym, to z bogactwem, tak jak z władzą, wiążą się zwiększone obowiązki. Z większymi obowiązkami zaś jest związana większa odpowiedzialność. Krótko mówiąc, również bogaci mogą być zbawieni, choć z pewnością droga do zbawienia jest w ich wypadku znacznie trudniejsza. Problem polega na tym, że w porównaniu do ludzi z mniej zamożnych krajów, takimi bogatymi jest większość z nas.