dwutygodnik internetowy
23.10.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Przetrwamy wyłącznie jako uniwersytet

Uniwersytet jest zawieszony między różnymi obietnicami, ideałami, strategiami i celami, a obecnie mówi się przede wszystkim o braku instytucji i mechanizmów wspierających jego funkcjonowanie.

ilustr.: Marta Basak

ilustr.: Marta Basak

Umasowienie edukacji uniwersyteckiej jako projekt ostatnich kilku dziesięcioleci zasadniczo nie powiodło się. Głównym czynnikiem, który to spowodował, jest brak podmiotu, który byłby skłonny finansować masowy globalny uniwersytet. Ta sytuacja zbiegła się w czasie z innymi światowymi kryzysami i nie jest charakterystyczna wyłącznie dla uczelni wyższych. Jednak staje się coraz bardziej jasne, że nie ma funduszy na działalność takiego uniwersytetu, który miałby postać tradycyjnego systemu humboldtowskiego, a jednocześnie prowadziłby masową edukację na poziomie wyższym. Do tego dochodzi związany z tym kryzys tożsamości i kryzys społecznego uprawomocnienia roli uniwersytetu.

Jestem profesorem aktywnie pracującym (nie tylko wizytującym) w trzech krajach: Polsce, Wielkiej Brytanii i Szwecji. Jestem od lat zaangażowana w rozmowę i w badania roli uniwersytetu na świecie. Mam wgląd w sytuację z kilku perspektyw i w głębszym kontekście, wykraczającym poza bieżącą politykę na poziomie mikro czy też makro. Opinia wyrażona poniżej jest moją własną, lecz zakorzenioną w środowiskach naukowych, w których funkcjonuję, i ilustrującą aktualne sposoby myślenia i mówienia o tej problematyce.

Przede wszystkim problematyczny jest program masowej edukacji uniwersyteckiej jako drogi do nowoczesnej gospodarki i modelu państwa. Większość dostępnych dla społeczeństwa zawodów nie wymaga edukacji na tym poziomie, jaka jest oferowana obecnie. Kryzys pracy i mechanizmów gospodarczych wykracza znacznie poza programy edukacyjne. Innowacyjność, rozwój nauki i przygotowanie do uczestnictwa w społeczeństwie obywatelskim wymagają innych warunków i umiejętności niż te, które od lat były wdrażane i umacniane (na przykład konkurencyjność i indywidualizacja są przez wiele autorytetów uznawane za przeciwskuteczne czy wręcz szkodliwe). Uniwersytet jest na świecie zawieszony między różnymi obietnicami, ideałami, strategiami i celami, a obecnie mówi się przede wszystkim o braku instytucji i mechanizmów wspierających jego funkcjonowanie.

Jedną ze ścieżek wybraną przez kraje anglosaskie było odejście od tożsamości uniwersytetu i poszukiwanie finansowania ze źródeł skłonnych je zapewnić, czyli od prywatnego biznesu i samych studentów, rozumianych jako klientów wywodzących się w dużym stopniu z zagranicy (przede wszystkim z krajów azjatyckich). Ścieżka ta w polskich mediach bywa często przedstawiana jako „nieuchronna”, „wzorowa” lub z innych powodów godna naśladowania. Jednak należy pamiętać po pierwsze, że kontekst Polski i krajów anglosaskich jest całkiem odmienny – w tych drugich z racji języka, zarządzania marką (ogromny wysiłek i fundusze nakierowane na pozycję w rankingach, niemające związku z rdzenną działalnością, lecz wymagające odrębnych zasobów i zaangażowania; akredytacje; wreszcie: zwykła działalność marketingowa), kontaktów z globalnym biznesem. Po drugie, co bardzo istotne, nie jest to bynajmniej droga nieuchronna ani najbardziej nowoczesna, lecz ostatnio coraz bardziej kontrowersyjna, a w przekonaniu samych akademików coraz częściej określana jako destrukcyjna. Po trzecie, ceną za podążanie nią jest odstąpienie od tożsamości uniwersytetu. Finansowanie „z zewnątrz” oznaczało wpuszczenie „zewnętrza” do środka uniwersytetu, mniej lub bardziej stopniową erozję akademickich instytucji i przemianę w masowy biznes świadczący usługi polegające na obietnicy umożliwienia pracy zawodowej. Ten związek staje się coraz bardziej kwestionowalny, a sama usługa coraz droższa. Anglosaski uniwersytet odstąpił od niezależności i samorządności, stając się zależny w wewnętrznych strukturach zarządzania od interesów zewnętrznych sił gospodarczych i politycznych, co odebrało mu sprawczość i uniemożliwiło realizację społecznej roli wielkiego buforu, mogącego służyć jako niezależna rama odniesienia w społecznych poszukiwaniach kierunków rozwoju. Jednocześnie uniwersytet w krajach anglosaskich stracił swoją unikalność, łatwo go zastąpić sprawniej zorganizowanym i tańszym biznesem. Warunki pracy i specyfika profesji akademickiej zostały w tych krajach w wielkim stopniu zniwelowane i zastąpione innymi systemami i strukturami. Słowa takie jak „zajęcia dydaktyczne”, „profesor”, „badania naukowe” wypełniane są tam od kilkunastu lat odmienną treścią, niż na przykład w Polsce lub w Szwecji.

Inną ścieżką, którą zdają się iść od kilku lat kraje skandynawskie, jest powrót do tożsamości uniwersytetu i instytucji typowych dla akademii, przede wszystkim kolegialności, i podjęcie pracy nad dostosowaniem ich do wymogów i warunków współczesności. Tak rozumiany uniwersytet musi być finansowany przez państwo i przez samorządy lokalne. Studia są bezpłatne dla studentów, a państwo poprzez system grantów indywidualnych oraz coraz częściej zbiorowych (dla jednostek) finansuje znaczną część badań naukowych, które zachowują swoją niezależność i w związku z tym wyróżniają się wartością spośród innych działań tworzących innowacje. Skandynawskie uczelnie w różnym stopniu eksperymentują z takim powrotem do niezależnych, kolegialnych form zarządzania. Mówi się też często o konieczności zapewnienia finansowania dla badań naukowych bez spychania na badaczy niezwykle czasochłonnej i pracochłonnej pracy polegającej na administracji i tworzeniu wniosków. Te działania pochłaniają obecnie prawdopodobnie większość czasu badaczy, co jest krytykowane jako nieskuteczne i rozrzutne podejście do publicznych nakładów na naukę. Od kilku lat skandynawscy akademicy badają i dyskutują możliwości poszerzenia kolegialności, większej inkluzywności w organizacji i zarządzaniu uczelnią, mającej na celu zastąpienie tradycyjnego „feudalizmu” aktywną demokracją, dostosowaną do potrzeb profesji akademickiej.

Istnieje wiele cenionych badań i publikacji naukowych poświęconych obu tym ścieżkom, jak również sporo miejsca poświęca się tym zagadnieniom w mediach. Dyskusja obejmuje nie tylko samych akademików, ale także studentów i inne zainteresowane części społeczeństwa.

W sytuacji światowego kryzysu, ogromnej niepewności i aktywnego poszukiwania przez wielu istotnych aktorów społecznych formuły, która mogłaby stać się skuteczna, dobrze dostosowana do kontekstu, zgodna z ideami i wartościami, jakie wyznają akademicy, przyjmowanie drogi reformy tak jednoznacznej i mającej nieodwracalne skutki, jak obecny polski program, nie jest krokiem odpowiedzialnym. Bardziej pożytecznie byłoby wstrzymanie się z dokonywaniem nieodwracalnych kroków i podjęcie szerokiej i autentycznej konsultacji społecznej, nieograniczonej do wycinków środowiska akademickiego, zasięgnięcie opinii akademików zaangażowanych w środowiska inne aniżeli tylko lokalne. Wartościowe byłoby uczynienie tego czasu tym, czym najbardziej pożytecznie może się stać – czasem do namysłu i rozważenia możliwych wizji, strategii i ścieżek. Co do jednej kwestii wszelkie znane mi środowiska są zgodne – czas tak zwanego TINY (there is no alternative, hasło brytyjskiego rządu z lat 80.) skończył się. Wszyscy stoimy wobec problemu złożoności i niepewności przerastającej nasze możliwości rozwiązywania problemów, a jednocześnie także – możliwości wypracowania modelu, który będzie funkcjonalny i dostosowany do realnych potrzeb i warunków. Nie ma potrzeby ani uzasadnienia, by naśladować obce rozwiązania, zwłaszcza te, które są co najmniej problematyczne, ani też by polegać na jednej wersji rzeczywistości. Naszym obowiązkiem jest podjęcie namysłu nad niezwykle złożoną sytuacją u progu globalnych zmian, które bynajmniej nie mają jeszcze ustalonego wektora. Co do jednego elementu jestem jednak głęboko przekonana, że musi zostać poszanowany i doceniony – jest to unikalna tożsamość uniwersytetu i profesji akademickiej. Szkodliwym złudzeniem jest, że przetrwamy, jeśli zmienimy się w jakiś inny twór. Przetrwamy wyłącznie jako uniwersytet. Taki uniwersytet może odegrać fundamentalną rolę w poszukiwaniu rozwiązań problemów złożoności w innych obszarach życia społecznego, gospodarczego, politycznego i tak dalej. Pytanie, kto nas będzie finansował i jakie wewnętrzne i zewnętrzne instytucje powołamy do życia w tym celu, a także dla kogo, jak i w jakich formułach będziemy funkcjonować? To jest temat, nad którym musimy pilnie się zmobilizować jako środowisko naukowe. Państwo z największym pożytkiem da siebie i przyszłości mogłoby nas wspierać w tej ogólnokrajowej rozmowie, wymuszając udział i zapewniając struktury do jak najszerszej, inkluzywnej dyskusji, zapraszając akademików z doświadczeniem z innych kontekstów, a także studentów czy organizacje pozarządowe oraz zachęcając media do zadawania pytań raczej aniżeli do udzielania odpowiedzi, które nie są, bo nie mogą być w obecnej sytuacji, pobierane z gotowych źródeł, jakiekolwiek by one nie były.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.