dwutygodnik internetowy
27.02.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Prorokinie, apostołki, bojowniczki

Kobiety pełniły w pierwotnym Kościele niemal wszystkie funkcje i urzędy, w tym również te związane z kierownictwem duchowym. Było to możliwe dzięki postulowanej przez pierwszych chrześcijan charyzmatycznej równości: jeden chrzest czyni ze wszystkich wierzących – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – członków Mistycznego Ciała Chrystusa.

ilustr.: Anna Libera

ilustr.: Anna Libera

Tekst pochodzi z 32. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Kobiety w Kościele”.

„Pozdrówcie Andronika i Junię, moich krewnych i współwięźniów, którzy należą do grona wybitnych apostołów, którzy jeszcze przede mną należeli do Chrystusa” (Rz 16,7). W tym fragmencie Listu do Rzymian, cytowanym w tłumaczeniu Biblii Poznańskiej, czytamy o kobiecie, Junii, którą święty Paweł jednoznacznie włącza w krąg apostołów. Inaczej niż w tradycji Kościoła prawosławnego, w którym Junia jest czczona w gronie siedemdziesięciu dwóch apostołów, i wbrew przekazom świętego Hieronima, świętego Jana Chryzostoma i Orygenesa późniejsi kopiści zmienili imię żeńskie „Junia” na męskie „Junias”. Było dla nich niewyobrażalne, że święty Paweł mógł odnosić się do kobiety jako do apostołki. I tak na przykład w Biblii Tysiąclecia, której tłumaczenie jest używane w liturgii Kościoła katolickiego w Polsce, do dziś możemy przeczytać: „Pozdrówcie Andronika i Juniasa…”.

Z filologicznego punktu widzenia sprawa jest jasna. O ile w całym piśmiennictwie greckim nie natykamy się na ani jeden przypadek użycia męskiego imienia „Junias”, o tyle „Junia” była bardzo popularnym imieniem żeńskim. Cytowany fragment Listu do Rzymian mówi więc o drugiej we wczesnej tradycji chrześcijańskiej – po Marii z Magdali – kobiecie określanej mianem „apostołki”. Prawdopodobnie należała ona, wraz ze swoim mężem Andronikiem, do grupy misjonarzy, którzy jeszcze przed świętym Pawłem wyruszyli w świat, aby głosić Ewangelię i zakładać gminy chrześcijańskie. Byli oni pierwszymi świadkami zmartwychwstania, których życie i śmierć Jezusa z Nazaretu zainspirowały do pójścia w Jego ślady.

Charyzmatyczna równość
Przekazy biblijne nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że wśród tych pierwszych naśladowców Jezusa były liczne kobiety. Co ciekawe rzadko mówi się o nich jako o czyichś siostrach, żonach lub córkach. Wygląda na to, że do gmin chrześcijańskich należało wiele kobiet samotnych, co było rzadkim zjawiskiem w patriarchalnej kulturze starożytnego świata. Prawdopodobnie były to przede wszystkim niewolnice oraz wyzwolone niewolnice, które żyły poza strukturami związków rodzinnych. Kobiety, o których czytamy w Nowym Testamencie, należały przeważnie do niższych warstw społecznych i w swoim życiu codziennym musiały borykać się z podwójną niesprawiedliwością: jako osoby biedne i wyzyskiwane oraz jako osoby podlegające patriarchalnej władzy mężczyzn.

Bywało jednak, że to właśnie kobiety, których imiona są nam znane z listów świętego Pawła, odgrywały pierwszoplanowe role we wczesnych gminach chrześcijańskich. Należały do nich na przykład Lidia z Tiatyry, której dom stał się ważnym ośrodkiem chrześcijaństwa w Filipii, oraz Pryscylla, żona Akwili, współpracownica świętego Pawła, której imię w Liście do Rzymian zostało wymienione przed imieniem jej męża, co zdumiewa w kontekście starożytnych zwyczajów. Dwiema innymi takimi kobietami, prawdopodobnie samotnymi, były: Chloe, której ludzie donieśli Pawłowi o sporach we wspólnocie z Koryntu, oraz Nymfe, której imię – podobnie jak imię Junii – zostało przez późniejszych kopistów zamienione na męskie („Nimfas”), a w której domu gromadziła się wspólnota z Laodycei. W 16. rozdziale Listu do Rzymian święty Paweł wspomina o wielu kobietach wspierających go w działalności misyjnej. Zapewne uczestniczyły one w zakładaniu nowych wspólnot i sprawowały w nich funkcje katechetyczne. Najstarsza wzmianka o urzędzie diakonatu, którą znajdujemy w tym samym liście, wskazuje na kobietę, niejaką Febe, którą Paweł poleca wspólnocie jako swoją bliską współpracownicę. Wydaje się, że pełnienie urzędu diakonisy, obok pomocy ubogim, obejmowało również nauczanie i głoszenie Ewangelii.

W pierwszych gminach chrześcijańskich nie brakowało również wdów. Jako osoby samotne i pozbawione finansowego zabezpieczenia, często znajdowały się one w trudnej sytuacji materialnej i zdane były na wsparcie ze strony innych członków wspólnoty. W tym wsparciu chodziło jednak nie tylko o jałmużnę, lecz także o sposób życia i działania nacechowany wzajemną solidarnością. Tak oto podział dóbr i zadań w gminach chrześcijańskich czynił je miejscami, w których gromadzili się ludzie ubodzy.

Nawet słynny fragment Pierwszego Listu do Koryntian, nakazujący kobietom nakrywanie głów w czasie prorokowania i modlitwy, choć często przyjmuje się go za dowód sceptycyzmu świętego Pawła w stosunku do roli kobiet we wspólnocie, świadczy o tym, że Paweł akceptował sytuację publicznego kobiecego prorokowania. Spór dotyczył wyłącznie tego, czy prorokujące kobiety powinny nakrywać swoje głowy. Wydaje się zatem, że kobiety pełniły w pierwotnym Kościele niemal wszystkie – jeśli nie wszystkie bez wyjątku – funkcje i urzędy, w tym również te związane z kierownictwem duchowym. Było to możliwe dzięki postulowanej przez pierwszych chrześcijan charyzmatycznej równości: jeden chrzest czyni ze wszystkich wierzących – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – członków Mistycznego Ciała Chrystusa. Zaangażowaniu kobiet sprzyjał również fakt, że wspólnoty zbierały się z początku w domach, to znaczy w przestrzeni dla nich dostępnej. Toteż od III wieku, gdy zgromadzenia przeniosły się z domów do bazylik, to znaczy ze sfery prywatnej do publicznej, rola kobiety zmieniła się dramatycznie i ograniczyła do czynności pomocniczych lub wręcz do biernego uczestniczenia w liturgii.

Podkreślając jednak nietypowe dla starożytnego świata zaangażowanie kobiet w działalność wspólnot chrześcijańskich, nie sposób nie wspomnieć o tym, że od początku wzbudzało ono duże kontrowersje. Wyraźnie widać to w niektórych tekstach biblijnych, takich jak Pierwszy List do Tymoteusza, który został napisany przez któregoś z uczniów świętego Pawła. Teksty te cechują się nieufnością w stosunku do kobiet, jako osób skłonnych do rozpusty, bezczynności czy wścibstwa i w związku z tym niezdolnych do pełnienia odpowiedzialnych funkcji. Paradoksalnie świadczą one o tym, że w owym czasie kobiety pełniły we wspólnotach takie funkcje i że stopniowo starano im się to uniemożliwić. Podejrzliwość w stosunku do kobiet miała więc swoje źródło w ich rosnącej autonomii, która w patriarchalnym społeczeństwie musiała być traktowana jako zagrożenie. Ograniczenie odgrywanej przez nie roli do funkcji przewidzianych dla nich przez mężczyzn mogło być próbą uzgodnienia praktyki życia chrześcijańskiego z tradycjami starożytnego świata. Próba ta doprowadziła jednak ostatecznie do oddalenia się Kościoła od postawy i nauczania Jezusa w tym kształcie, jaki znamy z Ewangelii.

ilustr.: Anna Libera

ilustr.: Anna Libera

Emancypacja Marii
Tak się bowiem składa, że wiele kobiet, dla których nie było przecież miejsca w ówczesnych szkołach filozoficznych ani tym bardziej w szkołach rabinackich, towarzyszyło Jezusowi w charakterze uczennic. Zarówno ich sposób bycia, jak i relacje, które łączyły je z Mistrzem, były w warunkach patriarchalnego społeczeństwa czymś wyjątkowym. Na kartach Ewangelii spotykamy bowiem kobiety śmiałe, wdające się w dyskusje z mężczyzną i nieobawiające się kontrowersji, by wspomnieć choćby Matkę Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej, Samarytankę przy studni czy wreszcie kobietę kananejską. Ta ostatnia zmusza wręcz Jezusa do zmiany poglądów. Ten, który z początku nie chciał uzdrowić jej córki, wkrótce przedstawia ją samą jako wzór wiary. Jezus nie tylko naucza kobiety, lecz jest także gotowy uczyć się od nich.

Do grona najgorliwszych uczennic i najbliższych przyjaciółek Jezusa należą Marta i Maria. Znany fragment Ewangelii, w którym Marta z oburzeniem prosi Jezusa, by upomniał jej siostrę, siedzącą u jego stóp, On zaś w odpowiedzi chwali Marię, często bywa przywoływany w celu uzasadnienia przewagi życia kontemplacyjnego nad apostolskim. Chodzi tu jednak o coś zupełnie innego. Siedząc u stóp mistrza, Maria nie przybiera bynajmniej postawy biernej, lecz wchodzi w rolę ucznia w sposób tak oczywisty, że aż nieprzystojący kobiecie w tamtych czasach. Zamiast zajmować się obowiązkami domowymi wkracza w zarezerwowaną dla mężczyzn sferę zagadnień teologicznych. Wzbudza to oburzenie Marty, która – choć jest kobietą aktywną, samodzielną i pewną siebie – przywykła do tradycyjnego podziału ról. Jezus przełamuje jednak kulturowe konwencje i daje wyraźne przyzwolenie na emancypację Marii.

Podobnie skandaliczny i prowokujący musiał być dla współczesnych fakt, że kobiety towarzyszyły Jezusowi w jego wędrówkach zamiast siedzieć w domu i – jak kobietom przystało – pozostawać pod opieką męża lub krewnych. Ewangelista zaznacza co prawda, że „usługiwały one Jezusowi”, co na powrót sugerowałoby ich bierność i podporządkowanie mężczyznom. Służba jest jednak powołaniem każdego członka wspólnoty, czego przykład wielokrotnie dawał sam Mistrz. Nie chodzi więc o przyjęcie postawy poddańczej, lecz o wspólną wszystkim naśladowcom Jezusa troskę o siebie nawzajem.

I tu mamy więc do czynienia z innym niż w społeczeństwach patriarchalnych postrzeganiem roli kobiety. Ów inny model kobiecości może stanowić Maria z Magdali, z czasem coraz częściej przedstawiana jako nawrócona grzesznica i pokutnica. Bardziej zgodny z tekstem Ewangelii wydaje się jednak jej obraz jako apostołki apostołów, której wspomnienie liturgiczne niedawno zostało podniesione przez papieża Franciszka do rangi święta. Odtąd będzie ona w liturgii Kościoła wspominana tak samo uroczyście jak apostołowie. To krok w kierunku głębszego zrozumienia nowej roli kobiety: uczennicy, misjonarki i pierwszej apostołki, która zaświadcza o pokonaniu mocy śmierci przez Ukrzyżowanego.
Chociaż stereotypowy obraz kobiety w tradycji chrześcijańskiej bywał bardzo zachowawczy, to kobiety, które spotykamy w Nowym Testamencie, mają swoje poprzedniczki w starszych dziejach Izraela. Świat żydowski, podobnie jak cały świat starożytny, zdominowany był oczywiście przez struktury patriarchalne. Centralna dla biblijnego Izraela próba dążenia do nowej wizji społecznej, ugruntowanej w równości i sprawiedliwości wszystkich jego członków – przez wzgląd na pamięć Boga wyzwalającego z niewoli egipskiej – wydawała się jednak rzutować także na postrzeganie roli kobiet.

Mężne i solidarne
Trudno wyliczyć je wszystkie. Najpierw matki Izraela: Sara, Rebeka, Lea, Rachela i Miriam, siostra Mojżesza i Aarona, wraz ze swoimi braćmi przewodząca ludowi. Potem sprawująca sądy nad Izraelem prorokini Debora, ratująca swój lud przed zagładą królowa Estera i wiele innych. Jako że nie sposób pokrótce opisać ich losów, ograniczę się do omówienia dwóch spektakularnych przykładów.

Pierwszego dostarcza Rut, z pochodzenia Moabitka, która po śmierci męża postanawia towarzyszyć swojej teściowej Noemi w drodze do jej ojczyzny w Betlejem. Rut decyduje się na rzecz śmiałą: na życie niezależne od mężczyzn, u boku drugiej kobiety, bez zabezpieczenia materialnego. Rezygnuje z szukania takiego zabezpieczenia w ponownym małżeństwie i udaje się w obcy świat. Swoją decyzję podejmuje w sposób dobrowolny i samodzielny, kierowana poczuciem solidarności ze swoją teściową. Ta solidarność przekracza granice religijne i etniczne, gdy Rut mówi do Noemi: „Twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem” (Rt 1,16). Księga Rut przedstawia losy dwóch kobiet, które – dzięki zaradności i przyjaźni – radzą sobie pomimo trudnej sytuacji materialnej i pomimo braku męskich obrońców. I tak pod koniec opowiadania kobiety betlejemskie mówią Noemi o jej synowej, obcej Moabitce, że warta jest więcej niż siedmiu synów. System norm i wartości patriarchalnych wywrócony zostaje do góry nogami. To nie mężczyzna wybawia z opresji bezbronne kobiety. To one same znajdują sobie mężczyznę, którego ingerencja ratuje je z sytuacji biedy, samotności i izolacji społecznej.

Symbolem kobiety, która poprzez swoją solidarność z uciśnionymi, słabymi i odrzuconymi przynosi ratunek dla siebie i innych, jest Judyta. Nie budzi ona jednoznacznej sympatii. To bojowniczka o wyzwolenie Izraela, która sięga po okrutną przemoc, podstępem odcinając głowę najeźdźcy Holofernesa. Ta przemoc jest jednak odpowiedzią na jego przemoc, której ofiarą padło wcześniej wielu niewinnych i bezbronnych. Judyta staje się w ten sposób symbolem walki podejmowanej w imieniu tych wszystkich kobiet, które od najdawniejszych czasów konfrontowały się ze szczególnie brutalnym obliczem wojny: poprzez gwałty, przemoc fizyczną i seksualną, utratę najbliższych.

Historia Judyty stawia nam przed oczami kobietę, która – wbrew tradycyjnej wizji patriarchalnej – nie jest zdana na opiekę mężczyzny. Przeciwnie: sam Bóg Izraela, chcący wyzwolić swój lud, zdany jest na czyn odważnej kobiety. I tak oto objawia się jako Ten, którego moc w słabości i wśród pozornie słabych się okazuje: kobieta bez oręża podejmuje walkę z całym wojskiem asyryjskim i zmusza je do ucieczki. Judyta staje się w ten sposób nie tylko wybawicielką kobiet, lecz wybawicielką całego ludu Izraela. W tym kontekście wyzwolenie kobiet jawi się jako krok na drodze do wyzwolenia człowieka, tak że na końcu kobiety śpiewają nie o bohaterskich czynach męskiego obrońcy, lecz o męstwie innej kobiety.

Kościół a ideologia gender
Krótki przegląd ról odgrywanych przez kobiety w świecie biblijnym może nam uświadomić, jak różnorodne ich wizerunki zachowały się w tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej. Liczne spośród tych wizerunków wykraczały poza przyjęte rozumienie kobiecości w warunkach społeczeństwa patriarchalnego. Podczas gdy społeczeństwo patriarchalne buduje porządek społeczny i kulturowy na podporządkowaniu kobiet władzy mężczyzn, w tekstach biblijnych natrafiamy na sylwetki kobiet niedających się ograniczyć do wyznaczonych im ról, kobiet walczących o wyzwolenie wszystkich uciśnionych i odgrywających w ten sposób niezastąpioną rolę w Bożym planie zbawienia.

Dziś, gdy ruchowi feministycznemu udało się wywalczyć pewną zmianę w sposobie społecznego postrzegania kobiet i gdy same kobiety na całym świecie walczą o godne życie przeciwko strukturom patriarchatu, Kościół – pomny swojej własnej tradycji – powinien doceniać ich dążenie do stworzenia stosunków społecznych zrywających z podporządkowaniem jednych ludzi innym. Dramatyczna sytuacja materialna wielu kobiet, praktykowana wobec nich przemoc seksualna, wykluczenie ich z wielu dziedzin życia politycznego, społecznego i ekonomicznego, niesprawiedliwy podział pracy i odpowiedzialności oraz sprowadzanie ich do poziomu służących lub obiektów seksualnych – to wciąż jeszcze żywe problemy społeczne, wymagające zajęcia stanowiska przez chrześcijan obojga płci i przez cały Kościół.

Czasem jednak wydaje się, że zamiast stawiać czoło tym problemom wielu przedstawicieli Kościoła skupia się na demonizowaniu tak zwanej „ideologii gender”, broniąc tradycyjnych ról przypisywanych kobietom i mężczyznom jako naturalnego porządku rzeczy i przedstawiając kwestionowanie tego podziału jako swoisty atak na fundamenty chrześcijaństwa. Jak gdyby kwestionowanie takich właśnie podziałów nie było częścią tradycji biblijnej! Perspektywa właściwa chrześcijanom od pierwszych wieków podważała porządek oparty na dzieleniu ludzkości granicami etnicznymi lub płciowymi: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,27). Tak więc to nie przydział tradycyjnych ról w przewidzianych społecznie granicach, lecz przekraczanie tych granic śladem biblijnych apostołek i bojowniczek, w kierunku coraz większej równości wszystkich ludzi, powinno stanowić istotę chrześcijańskiego podejścia do debat nad tożsamością płciową.