dwutygodnik internetowy
24.08.2015
magazyn papierowy


Problemy spiętrzone

Zastanawiające jest tylko jedno. Jak to się stało, że ta książka, która już okrzyknięta została najważniejszą pozycją wydawniczą w tym roku, powstała dopiero teraz. Dlaczego nikt wcześniej nie dostrzegł tak kluczowych, podstawowych i przede wszystkim, powszechnych problemów? Czy to możliwe, że do tej pory żaden publicysta nie odważył się powtórzyć tak zdecydowanym głosem za protestującymi lokatorami: „mieszkanie prawem, nie towarem”?

13 pięter

Niby łatwo jest pisać recenzję „13 pięter” z własnego M2, ale jednocześnie coś cały czas uwiera. Zarówno podczas samej lektury, jak i po niej, gdy złożyło się już wizytę we wszystkich domach (choć bardziej pasowałby tu cudzysłów przy wyrazie „domy”) opisywanych przez Springera. Dwadzieścia trzy metry wydają się nagle przestrzenią zbyt dużą dla jednej osoby i kota. Po szybkim rzucie okiem na puste ściany, dokonuje się wstępnych obliczeń, ile jeszcze łóżek mogłoby pomieścić mieszkanie.

„Dwa pokoje, kuchnia i przedpokój – osiemnaście osób. Pięć lokali – czterdzieści osób, cztery – czterdzieści dwie osoby. W Warszawie lat dwudziestych te liczby właściwie nie dziwią”. Springer w pierwszej części swojej najnowszej książki przygląda się temu, jak żyje się przeciętnemu mieszkańcowi idealizowanej najczęściej II RP. Okazuje się, że nawet w odtworzonej z niezwykłą precyzją stolicy z filmu „Warszawa 1935” brakuje jakiegokolwiek śladu obecności kilkudziesięciu tysięcy jej mieszkańców – bezdomnych. Spostrzeżenie to otwiera historie pozbawione naiwnej nostalgii za międzywojniem. Springer zagląda do schronisk i przytułków, śledzi trudne losy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i Towarzystwa Osiedli Robotniczych. Przytacza dane, które sprawiają, że określenie „Paryż północy” wydaje się właściwie śmieszne, ot chociażby: „Przeciętne zaludnienie w Warszawie jest dwukrotnie wyższe niż w jakiejkolwiek innej europejskiej stolicy – wynosi 2,8 osoby na izbę […]”. Opowieści te napawają grozą, pełno w nich osobistych dramatów, niespełnionych ambicji społeczników i, przede wszystkim, bezsilności władzy, która problemu mieszkaniowego zdaje się nie zauważać.

Przyszła wojna, zmieniła się władza, wywalczyliśmy wolność, a kłopoty przeciętnych warszawiaków, choć w innej rzeczywistości, są właściwie takie same, tak samo podstawowe. W epoce raczkującego kapitalizmu, własne mieszkanie jest nadal marzeniem. Z tą różnicą, że prestiż zapewnia już nie tylko sam dom, ale wzięty na niego kredyt, który staje się synonimem dorosłości i odpowiedzialności. Po pewnym czasie kredytowa euforia się kończy, ale co z tego, skoro i tak dla większości jest on jedyną drogą do kupna mieszkania. A na kredytach potknęli się wszyscy bohaterowie Springera, nawet Marek, który żył z oferowania kredytów innym.

Oprócz zadłużania się można oczywiście wynająć mieszkanie. Springer zagląda więc na strony z ogłoszeniami, które przepełnione są frustracją wynajmujących. Dwa pokoje stworzone przez podzielenie jednookiennego pomieszczenia meblościanką, niepraktyczny sprzęt właścicieli, którego nie można się pozbyć czy wreszcie bałagan, karaluchy, a nawet szczury. Wszystko to zazwyczaj za cenę podobną do raty kredytu spłacającej większe mieszkanie. Dylemat między kupnem a wynajmem nie jest prostą alternatywą, ale problemem, dla którego nie ma dobrego rozwiązania.

Osoby, którym jakoś się udało, nie zmieściły się na żadnym spośród trzynastu pięter i, tak jak Kamila, wynajmują od miasta piwnice na preferencyjnych warunkach, przeznaczoną nie do mieszkania, ale na przykład na pracownię. Inni, którzy odnaleźli się w mieszkaniowej rzeczywistości, to kamienicznicy i osoby wykupujące za niewielką kwotę roszczenia do kamienic. Ich jedynym zmartwieniem jest uciążliwa „wkładka mięsna” – komunalni lokatorzy zamieszkujący budynki od kilku pokoleń. Jest jednak wiele sposobów na to, by się ich pozbyć.  Wśród historii opisywanych przez Springera znalazła się oczywiście opowieść o Jolancie Brzeskiej, która stała się już symbolem walki lokatorów, a dla autora „13 pięter” jest kolejnym dowodem niemocy i ignorancji władzy.

Określenie reportażu Springera jako książki o mieszkaniach staje się więc gorzką ironią. Chociaż rzeczywiście wszystkie wątki, zarówno przedwojenne, jak i współczesne łączy tematyka domu, własne cztery kąty są za każdym razem czymś właściwie nieosiągalnym. Wszyscy słyszymy o bezdomności, przypadkach eksmisji, mieszkaniach przeludnionych, ale do tej pory stanowiły one w powszechnej świadomości marginalne problemy. Springer pokazuje, że tak nie jest. Wszystkie opisywane przez niego historie układają się w pewną całość. Żadne mieszkaniowe bolączki nie biorą się znikąd, nikt tu nie popadł w kłopoty wyłącznie z własnej winy, niezaradności czy lenistwa. Sama decyzja o zaciągnięciu kredytu hipotetycznego może stać się powodem lawiny dalszych komplikacji.

Sprawia to, że problematyka mieszkaniowa nie jest tematem, który da się przenieść na dalszy plan życia politycznego. Dotyka ona wszystkich, zarówno tych, którzy mierzą się z bezdomnością, spłatą raty kredytowej czy nawet wynajmem kawalerki odziedziczonej po dziadkach. Wymaga planu i rozwiązań całościowych, które przekraczają czteroletnią kadencję rządu.

Reportaż Springera nie jest neutralnym spojrzeniem na to, jak mieszkali i mieszkają Polacy. Stawia bardzo konkretne pytania, obnaża politykę mieszkaniową, w tym sposób przyznawania kredytów. Pokazuje, że błędne koło, które próbowali przerwać pomysłodawcy WSM, TOR, TBS, zatacza coraz szersze kręgi – nie sposób się już z niego wyrwać nawet tak zwanej klasie średniej.

Zastanawiające jest tylko jedno: jak to się stało, że ta książka, która już okrzyknięta została najważniejszą pozycją wydawniczą w tym roku, powstała dopiero teraz? Dlaczego nikt wcześniej nie dostrzegł tak kluczowych, podstawowych i, przede wszystkim, powszechnych problemów? Czy to możliwe, że do tej pory żaden publicysta nie odważył się powtórzyć tak zdecydowanym głosem za protestującymi lokatorami mieszkanie prawem, nie towarem? Pewnym wyjaśnieniem (ale czy wystarczającym usprawiedliwieniem?) jest tytuł drugiej części „13 pięter”: „Wielkie kłamstwo”. Kłamstwo, w którym według Springera ciągle żyjemy, polega nie tylko na dawaniu nam złudnych nadziei i obietnic bez pokrycia. Opiera się przede wszystkim na budowaniu przeświadczenia, że wszystko to jest normalne. A skoro jest normalne, to do tej pory nie stanowiło ciekawego tematu na reportaż.

 

Filip Springer „13 pięter”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

  • Michał Buczek

    Nie mam przy sobie swojego egzemplarza “13 pięter” lecz wydaje mi się, że Springer pisał o kilkudziesięciu tysiącach (40 tys.?) bezdomnych w międzywojniu. Na pewno nie było ich kilkuset, nie wg Springera. Poza tym obok TOR istniała Warszawska Spółdzielnia (nie Wspólnota) Mieszkaniowa.

    Dzięki za ciekawą recenzję bardzo ważnej książki.

  • Ala Budzyńska

    Dzięki za czujność, pomyłki poprawione!