dwutygodnik internetowy
18.04.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Poznaj Akila

Akil pochodzi z Aleppo. W mieszkaniu u Ani i Toma w Berlinie mieszka od września 2015 roku. Podróż do Niemiec rozpoczął w Turcji, w Istambule. Do Aten zabrano ich łódką, wpakowano na nią dwadzieścia cztery osoby, choć miała tylko sześć metrów kwadratowych powierzchni. Kilka minut po wypłynięciu zepsuł się w niej silnik, więc trzy godziny spędzili w wodzie bez żadnej pomocy.

02_ThomasAlbothmini

fot. Thomas Alboth

Nie mogę się doczekać, nie mogę się doczekać – krzyczy sześcioletnia Hania i z niecierpliwości skacze na materacu. Z drugiego pokoju dobiega odgłos szurania mebli. – Niepotrzebne rzeczy, czyli takie, na których nie można usiąść przy stole, wynosimy – tłumaczy Natalie. Chwytam pościel leżącą na fotelu i przenoszę ją do innego pokoju, który zamieszkuje Pan, student inżynier z Grecji. Szafki przesuwamy pod ściany, a pośrodku pokoju Natalie ustawiamy stoły jeden za drugim, przykrywamy je obrusami i prześcieradłami, a następnie znosimy wszystkie fotele, krzesła i stołki z całego mieszkania. Najpraktyczniejsza okazuje się szafka na buty, bo potencjalnie mogą na niej usiąść nawet trzy osoby. „Zmieści się tutaj trzydzieści osób?” – pyta z niedowierzającą radością Ania.

fot. Thomas Alboth

Kuchnia tonie w warzywach, arabskich przyprawach, misach i miseczkach pełnych hummusu, mięs w marynatach, smażonych papryk i bakłażanów. Nie ma tutaj kompletu kuchenny mebli, okapu i dębowych blatów. Jest za to duży stół, kilka krzeseł (przeniesionych teraz do pokoju Natalie), lodówka, komoda na talerze, zmywarka i ekspres do kawy. Absolutne minimum. Jest też dużo zdjęć i zapisków ponaklejanych na ścianach bez pozornego ładu. Są też dwie ważne tabliczki: „live, love, laugh” i „in trust we trust”. Z małego pomieszczenia za kuchnią Tom, mąż Ani, wydobywa kolejne garnki i miski. Ja zaś docieram do głębokiej szuflady w komodzie i zaczynam kompletować leżące tutaj luzem sztućce. – Jesteś głodna? Może chcesz spróbować pieczonych ziemniaków? – zagaduje mnie Akil. Siadam na brzegu kuchennej kanapy i zajadam. – Ej, to w Syrii pewnie byleś świetnym kucharzem? – U nas w domu zawsze mama gotowała – słyszę w odpowiedzi. – A ja jestem zawodowym mechanikiem i lakiernikiem samochodowym.

fot. Thomas Alboth

Akil pochodzi z Aleppo. W mieszkaniu u Ani i Toma w Berlinie mieszka od września 2015 roku. Podróż do Niemiec rozpoczął w Turcji, w Istambule. Do Aten zabrano ich łódką, wpakowano na nią dwadzieścia cztery osoby, choć miała tylko sześć metrów kwadratowych powierzchni. Kilka minut po wypłynięciu zepsuł się w niej silnik, więc trzy godziny spędzili w wodzie bez żadnej pomocy. Podróż do brzegu trwała dwanaście godzin. Słucham tego i myślę sobie, ile to jest sześć metrów kwadratowych? Trzy na dwa metry, czyli jakaś połowa kuchni, w której właśnie siedzę i słucham Akila.

Wybija 18 i wchodzą pierwsi goście. – O cześć, ja to właściwie znam to mieszkanie z faceboooka, przyjechałam sprawdzić. – A my też z Polski, mieszkamy w Berlinie od pięciu lat.  – O, a to moja mama – przyjechała nas odwiedzić w Berlinie, więc zabraliśmy ją ze sobą, wzięliśmy też psa. – Jesteśmy tu pierwszy raz, co za ekstra klimat!

Mieszkanie zapełnia się kolejnymi ludźmi. Tom robi zdjęcia nowych potraw wędrujących do pokoju Natalie, bo Akilowi marzy się rozkręcić jedzeniowy biznes. Zbieramy się przy stołach. Głos zabiera Ania i Tom, dziękują za przybycie, przedstawiają Akila, zapraszają na ucztę i proszą o wrzucanie euro do puszki. Trafia mi się niski stołeczek, tuż obok pięcioletniej Mili i rodziny polskiego inżyniera. Jedzenie jest obłędne, nikt poza dziećmi nie chce odejść od stołu. Zaczynają się dyskusje o Polakach, uchodźcach, Berlinie i tym, skąd znamy Anię. Na chwilę wpada też Syryjczyk, z którym widzieliśmy się na śniadaniu. Od trzech lat mieszka w Polsce i, odwiedzając Berlin, postanowił poznać rodzinę, która pomaga uchodźcom. – Super jest to, co robicie. Dzięki temu, że przychodzi tutaj tak wiele osób, pozwalacie tym ludziom zobaczyć, że wszyscy jesteśmy podobni. Mamy też swoje marzenia, emocje, zdjęcia w telefonie, ulubione melodie, no i umiemy gotować. Widzimy się na takim obiedzie w Polsce! – Woła do Akila, wychodząc. Mieszkanie pustoszeje około trzeciej nad ranem.

fot. Thomas Alboth

***

Akil dotychczas przygotował w Berlinie już pięć dużych kolacji. Wzięło w nich udział ponad sto czterdzieści osób. Zebrane pieniądze pomagają mu wspierać swoją rodzinę, ale nie wystarczają, aby opłacić wynajem pokoju. Pozostali mieszkańcy zorganizowali akcje crowdfoundingową „Are you friend of Akil”, w której można pomóc Akilowi i dorzucić się do kwoty za wynajem mieszkania.

***

Ania i Tom prowadzą bloga podróżniczego. Ania jest też autorką akcji „Gość – Inność”. Wśród swoich znajomych z Polski oraz ich znajomych i znajomych znajomych zbierała dla śpiących na ulicy uchodźców w Berlinie śpiwory (zebrali ponad trzy tysiące!), zimą też ciepłe ubrania (kilkaset kurtek i zimowych butów), a ostatnio zużyte laptopy, które po przerobieniu mogą służyć do nauki języka niemieckiego.